Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Maciej Sobieraj  15 stycznia 2021

Powojenna historia Polski jest historią stosunku ludzi do ich przedmiotów. Recenzja „Życia rzeczy w powojennej Polsce” Agaty Zborowskiej

Maciej Sobieraj  15 stycznia 2021
przeczytanie zajmie 10 min
Powojenna historia Polski jest historią stosunku ludzi do ich przedmiotów. Recenzja „Życia rzeczy w powojennej Polsce” Agaty Zborowskiej https://pl.wikipedia.org/wiki/Szaberplac#/media/Plik:Szaberplac_2.png

Portret Polaków w latach 1944-1949 nie musi powstawać tylko na kanwie wielkiej historii wydarzeń politycznych. Agata Zborowska opowiada o „życiu rzeczy” w pierwszych latach Polski powojennej i wchodzącej w komunizm. Ukazuje pomijane dotąd lub obecne tylko w oderwanych od siebie świadectwach oblicza życia w spustoszonym wojną kraju, gdy przetrwanie zależało od zbierania przedmiotów z ulic, pokątnego handlu i paczek z Zachodu. Dzięki przyjętej perspektywie Polska końca lat 40. powraca z nową wyrazistością.

Zmienić  klasyczne podejście do historii

Powojenna historia Polski nie obejmuje długiego okresu, w klasycznych ujęciach zazwyczaj nie wykracza poza lata czterdzieste. Od prac Krystyny Kersten, przez książki kolejnych historyków aż po Wielką Trwogę Piotra Zaremby – wszystkie najbardziej znane pozycje krążą wokół pierwszych lat Polski Ludowej. Z jednej strony, pokazują skalę strachu oraz okrucieństwa tamtych lat, z drugiej strony, bezduszność wielkiej polityki mocarstw. Jednocześnie autorzy każdej z tych prac z pokorą godzą się z tym, że nie wszystkie aspekty niektórych wydarzeń są znane, co często wynika z braku dokumentów, świadków lub milczenia rosyjskich archiwów. Agata Zborowska natomiast, pomimo koncentracji na tych samych powojennych latach, wybiera inne podejście od większości autorów.

Zborowska jest kulturoznawczynią, dlatego pozwala sobie odejść od konferencji w Jałcie, referendum 1946 r. czy testamentu Polski Podziemnej i przyjrzeć się zwykłym ludziom. Dokonuje tego poprzez analizę stosunku ówczesnych Polaków do tytułowych „rzeczy”, czyli przedmiotów, które migrowały, były odnajdywane i zmieniały tożsamość tak samo, jak zmieniali swoją tożsamość ich użytkownicy w tamtym czasie. Jak pisze we wstępie: „W przeciwieństwie do wielu dotychczasowych ujęć chcę pokazać, że między dwiema skrajnościami [powojenną euforią a trwogą – komentarz M.S.] (…) istniało całe spektrum emocji «średnich» czy «słabych»”.

Poznanie historii przedmiotów ma uzupełnić, według autorki, naszą wiedzę o tym, kim byli Polacy w latach 1944-1949, u progu Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, z którą wciąż nie dokonaliśmy rozliczenia. Jaką jednak wartość takie kulturoznawcze spojrzenie wnosi do wizji powojennej Polski?

Relacje z przedmiotami

Cechą wyróżniającą Życie rzeczy w powojennej Polsce jest silne zawężenie tematu i jego specyficzność. Nie znajdziemy w pracy wywodów znanych nam z podręczników do historii, które pokazują nam wydarzenia z przeszłości z ich przyczynami i skutkami.

Najbezpieczniej jest powiedzieć, że jest to książka o tym, jak różni ludzie reagowali na przedmioty, które pojawiały się w ich otoczeniu na różne sposoby. Wyróżnione są przede wszystkim trzy kategorie przedmiotów: te pochodzących z szabru, z daru (czyli przede wszystkim pomocy humanitarnej) oraz od nowych polskich producentów.

Każda z tych kategorii wiąże się z innym rodzajem relacji. Nowe przedmioty, które stają się towarami, przechodzą z rąk do rąk w wyniku transakcji zawieranej między dwoma osobami, których kontakt co do zasady kończy się wraz z momentem zapłaty. Dary również angażują co najmniej dwa podmioty, ale pomimo braku transakcji prawie zawsze wiążą się z niepisanym zobowiązaniem, polegającym choćby na wyrażaniu wdzięczności przez obdarowanego.

Najbardziej problematyczny jest szaber. Na nim też koncentruje się autorka. Jak argumentuje, szaber cechuje zależność od sytuacji, w której się odbywa. Mamy z nim przecież do czynienia zarówno w przypadku klęsk żywiołowych, gdy ludzie opuszczali swoje mienie na jakiś czas, jak i po wojnie, gdy faktycznie wiele rzeczy pozostawało bez właścicieli, którzy zginęli. Tak wyglądała powojenna Polska. To dlatego Zborowska patrzy na szaber nie jako na relację między dwoma ludźmi, ale jako na stricte relację człowieka z przedmiotem.

Szczególnie widać to na przykładzie szabru na tzw. Ziemiach Odzyskanych. Niemców już nie było, a osiedlenie się Polaków na tych terenach następowało szybko, zanim jeszcze opadł kurz właśnie zakończonej wojny. Polacy napotykali tam już przede wszystkim przedmioty, które zostały oderwane od swoich właścicieli i dotychczasowej użyteczności, by przejść w ręce osadników Ci zaś, zbierając je i używając ich na nowo, nadawali im nieraz nowe funkcje, porządkując po swojemu dawną niemiecką przestrzeń.

Szaber – zjawisko ponadklasowe

Szaber kojarzy się przede wszystkim negatywnie, z kradzieżą. Nawet gdy wiemy, że po pozostawione mienie nikt nigdy nie wróci, wciąż możemy mieć przeświadczenie, że zabieranie ich nie jest do końca dobre. Wiele jednak zależy od konkretnego wypadku. Inaczej trzeba spojrzeć na historie byłych mieszkańców Warszawy, którzy odnajdywali własne meble na licznych powstających spontanicznie bazarach, inaczej na historie bliższe rabunkowi, które ukazują, jak rozstrajał się moralny kompas.

W czerwcu 1945 r. dziennikarz Wojciech Żukrowski relacjonuje, jak wygląda szaber w Gliwicach. Po pierwsze, oddaje powszechny konsensus, zgodnie z którym przedmioty widoczne na ulicach są bezpańskie. W ten sposób szaber nie tylko naturalnie staje się powszechny, ale i wręcz ma w sobie coś szlachetnego. Jak to się dokonuje? Żukowski zwraca uwagę na książki, które „walają się wszędzie – po opuszczonych mieszkaniach, schodach, po piwnicach i śmietnikach”.

Książka ma przecież szczególny status jako zapis dzieła kultury. Okazuje się, że podnoszący ją dziennikarz przestaje być szabrownikiem, krewnym złodzieja, a staje się obrońcą nośników sztuki. Tym samym nie „szabruje”, a „ratuje” kulturę dla innych. Dotąd jednoznacznie potępiany proceder zaczyna być racjonalizowany i „cywilizowany”.

Podobnych przykładów Zborowska w swojej książce podaje wiele, a wszystkie one prowadzą do wniosku, że szaber był zjawiskiem ogólnospołecznym, który dotykał wszystkie klasy, łącznie z inteligencją. Nie był tylko domeną tych najbiedniejszych, przesiedlonych ludzi lub tych, którzy podczas wojny stracili sumienie.

To właśnie wtedy zaczęły powstawać nowe, zaskakujące podziały społeczne. Zaczęto rozróżniać „nas” – czyli osoby, które zabierają pozostawione przedmioty, by zaspokoić najistotniejsze potrzeby, oraz „ich” – czyli szabrowników, którzy są „szkodnikami i niszczycielami mienia”. Pośród tych grup byli też swego rodzaju „szabrownicy patrioci” na Ziemiach Odzyskanych, którzy wywozili przedmioty w głąb kraju. Obawiali się, że niechybnie zaraz wrócą Niemcy, a Polacy stracą z tego powodu nawet te resztki, które im przypadły w wyniku konferencji w Teheranie, Jałcie i Poczdamie. Podobnie działała niejaka pani Trylowska, która w swoich wspomnieniach napisała: „Ja jednak kierowałam się zarządzeniem starostwa, ażeby wszystko sprzątać, by nie wpadło w ręce ruskich (…) [którzy] pełnymi autami wywożą piękne i dobre sprzęty”. Takie historie pokazują, jak przesuwała się wrażliwość wobec szabru, który w procesie racjonalizacji stawał się „sprzątaniem”.

Szaber i przywłaszczanie sobie przedmiotów ukazywały aspiracje Polaków, którzy nieraz dzięki zabieraniu „niczyich” przedmiotów realizowali pragnienie dorównania przedwojennym wyższym sferom. W przejętych mieszkaniach pojawiają się pianina, mimo że żaden z domowników nie potrafi na nim zagrać. Instrument jednak swoją obecnością nadaje przestrzeni przedwojennego salonowego blichtru, choć funkcjonalnie nie ma nic wspólnego z muzyką, a jego powierzchnia staje się co najwyżej dodatkową półką.

Oficjalnie władze potępiały szaber, ale jednocześnie widziały w nim pewne pozytywy. Szaber w końcu wynikał z braków w zaopatrzeniu obywateli po katastrofie II wojny światowej. Choć teoretycznie państwo powinno było opowiedzieć się przeciwko tej praktyce, to w praktyce władze ją dopuszczały, gdyż nie mogły w zamian zaoferować swoim obywatelom szerokiego dostępu nawet do najpotrzebniejszych artykułów.

Sam los przedmiotów szabru był różny. Część z nich została na zawsze w nowych mieszkaniach Polaków. Inne zaś były zabierane przez państwo, a jeszcze inne – zaczynały być towarami. Często to właśnie te zebrane przedmioty potem lądowały, na przykład, na straganach, skąd redystrybuowano je dalej, przez co nie były już one np. „poniemieckie”, a „czyjeś” i spełniały nowe funkcje. Tak działo się, aż doszło do „bitwy o handel”, lecz jak trafnie zauważa Zborowska – bitwy o szaber nigdy nie było. Szaber był zjawiskiem powszechnym i – mimo obciążenia moralnego – społecznie wymaganym.

Chybione dary i nowe przedmioty

Pomocy humanitarnej, którą Polska otrzymała w ramach United Nations Relief and Rehabilitation Administration (UNRRA), i przedmiotom nowym w omawianej książce dedykowany jest oddzielny rozdział. Jedna z najbardziej znamiennych obserwacji dotyczy fenomenu, który zrodził się na samym początku powojennej Polski. Wtedy to została sformułowana zależność, która towarzyszyła nam aż do lat 90., a być może wciąż towarzyszy. Zgodnie z nią, jeśli coś było z Zachodu – to było dobre.

Działo się tak po części ze względu na liczne wady nowych, powstających w kraju produktów. Rzeczy te były źle wykonane z przyczyn ideologicznych. W latach 1945-1949 artystom zaczęła powoli przyświecać komunistyczna gwiazda i wizja demokratyzacji sztuki. Przedmioty miały być przede wszystkim użytkowe, ale zarazem estetyczne, przybliżające sztukę każdemu. Jednakże nie sztukę „zepsutą”, która przejawia się w figurach, abstrakcyjnych obrazach. Chodziło o sztukę, która posiada swoją wartość w życiu codziennym i pomaga w pracy nowemu, socjalistycznemu człowiekowi.

Te dążenia musiały jednak ustąpić pola rzeczywistości. W realiach niedoboru lub braku infrastruktury potrzebnej do masowej produkcji, wytwory opuszczające zakład produkcyjny były najczęściej złej jakości i nijak nie pomagały „człowiekowi pracy” w jego trudzie i znoju. Dlatego nawet nietrafione lub będące w złym stanie dary z UNRRA wydawały się bardziej użyteczne. Nawet wtedy, gdy były stosowane „kontrużytkowo”, czyli niezgodnie ze swoim przeznaczeniem. Pomyłki wynikały najczęściej z braku znajomości języków obcych, bo etykiety napisane po angielsku umieli odczytać tylko nieliczni.

W irytacji pojedynczych ludzi, a także zawodzie wyrażanym przez artystów oddanych idei socjalistycznej widać zapowiedź przyszłego kształtu PRL – kraju, w którym ideologowie nie ujrzeli urzeczywistnienia swoich marzeń, a zwykli ludzie nigdy nie doznali zaspokojenia swoich potrzeb.

Udana zmiana perspektywy

Książka Agaty Zborowskiej zasypuje nas rzeczami. Bardzo często odwołuje się do odczuć i wrażeń, których Polacy doświadczali w kontakcie z nimi, od tych pozytywnych, przez komiczne i neutralne, aż po przykłady racjonalizowania szabru, który miał wiele twarzy. Dzięki temu można uzmysłowić sobie mentalność tamtych ciężkich lat w oderwaniu od wielkiej polityki. Autorka dotrzymała obietnicy danej na początku książki – do ostatniej strony wywodu nie kształtują odwołania do polityki lat 40.

Choć oderwanie się w książce od wielkiej polityki może pozostawiać wrażenie niekompletności, to jednak dodaje do refleksji nad tzw. Polską ludową nową jakość, bez popadania w utarte schematy

Przede wszystkim metody badawcze wykorzystane przez Zborowską zdały egzamin. Być może właśnie w zaproponowany przez nią sposób powinniśmy zacząć opowiadać historię Polski Ludowej? Już nie z perspektywy surowego sędziego nad Wielką Trójką i komunistami – te perspektywy już dobrze znamy i nie budzą dziś one większego sporu. Teraz być może czas zmierzyć się z prawdą o wyzwaniach, z którymi faktycznie zmagali się wtedy zwykli ludzie.

Niewykluczone, że dzięki temu odnajdziemy nie tylko wspólną nić, która łączy nas, Polaków XXI wieku z Polakami lat 40., lecz także związek między nimi a przodkami z II RP i wcześniej. Bo próżno szukać w historii politycznej Polski Ludowej ciągłości z okresem przedwojennym.  Opowiadanie historii rzeczy może takie poczucie ciągłości wydobyć na poziomie naszych doświadczeń, wspomnień i oddziedziczonych aspiracji, a przynajmniej pomóc nam uzupełnić obraz trudnej historii o mniej oczywiste wątki i emocje, które kreowały kiedyś życie Polaków.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.