Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Dialog jako program polityczny dla obszaru kultury

Dialog jako program polityczny dla obszaru kultury Autorka: Magdalena Karpińska

Polska kultura jest areną manichejskiego konfliktu. Lewicowo-liberalni beneficjenci obecnych układów traktują swoją uprzywilejowaną pozycję z zazdrosną zachłannością. Natomiast artyści przyznający się do sympatii chrześcijańskich i narodowych spychani są na margines obiegu artystycznego. Spór może zostać rozwiązany dzięki polityce kulturalnej, promującej dialog i reprezentację pełnej gamy wrażliwości na przedsięwzięciach artystycznych.

Niesprawiedliwości polskiej kultury

Kultura polska, w tym obszar sztuki współczesnej, odzwierciedla pęknięcie światopoglądowe obecne od dawna na Zachodzie. Konflikt ten narasta co najmniej od czasów reformacji. Został wzmocniony myślą oświeceniową, rozwojem socjalizmów, wreszcie filozofią i praktyką kulturową nowej lewicy. Na taki stan rzeczy wpływają także liberalne i neoliberalne elementy systemu porządkujące sferę ekonomiczną. I wreszcie, oddziałują mniej lub bardziej udane wysiłki adaptacyjne – nazwijmy to umownie i zbiorczo – „konserwatystów”, którzy, będąc zanurzeni w realiach i współkształtowani przez ducha każdej z epok, starali się i starają na różne sposoby aktualizować depozyt tzw. uniwersalnych wartości.

Ostatnie półwiecze w Polsce, obejmujące okres stanu wojennego, schyłku PRL-u, transformacji politycznej i ekonomicznej, a także stan obecny, było czasem wahadłowej polaryzacji pola sztuki. Początek tego okresu naznaczony był opozycją oficjalnej sztuki PRL-u wprzęgniętej w system kontroli państwowej i sztuki wolnościowej kontry jednoczącej artystów wokół niezgody na totalitaryzm i znajdującej azyl dla swojego alternatywnego obiegu artystycznego pod parasolem instytucji Kościoła. Wraz ze zmianami politycznymi po roku 1989 państwo przesunęło się względem kultury w stronę pozycji liberalnych z przejściowym akcentem na posługiwanie się w komunikacji symbolicznej emblematami narodowymi i katolickimi.

W instytucjonalnym obiegu sztuki przez krótki czas mieliśmy wtedy do czynienia ze względną tolerancją wątków chrześcijańskich. Brak jednoczącego wcześniej artystów opozycyjnych wspólnego odniesienia do totalitaryzmu sprawił, że do głosu doszły inne, właściwe społeczeństwom zachodnim podziały światopoglądowe. W nowych warunkach szybko rozwinęła się spoglądająca w stronę tradycji lewicy europejskiej artystyczna formacja kontrkulturowa. Skupiła ona zarówno artystów dobrze prosperujących w PRL-u, jak i dawnych opozycjonistów niepodzielających entuzjazmu wobec idei narodu i religii.

Formacja ta uzyskała wsparcie zarówno ze strony rządów SLD-PSL, jak i PO-PSL. W krótkim czasie całkowicie zdominowała oficjalny obieg artystyczny w Polsce. Upodobniła naszą scenę do sytuacji panującej w Europie Zachodniej. Artyści reprezentujący przywiązanie do wartości chrześcijańskich lub idei narodu zostali bezwzględnie wykluczeni z dostępu do instytucjonalnego obiegu sztuki i postawieni wobec nowego instrumentarium totalitarnej kontroli nad sztuką, sprawowanej teraz w ramach demokratyczno-liberalnej fasady. Fundamentem bezwzględnej cenzury jest odtąd paradygmat nominalistyczny, dający administratorom galerii i kuratorom wyłączność „konsekrowania” artystów.

Już nie sama twórczość, ale dopiero włączenie i namaszczenie przez tzw. obieg ma uprawniać do posługiwania się mianem artysty. Stosowanym kryterium selekcyjnym jest służba idei postępu i emancypacji w duchu zbieżnym z postulatami lewicy. Wytworzył się zatem homogeniczny światopoglądowo system instytucji z zależną krytyką artystyczną i wyselekcjonowaną grupą kilkuset twórców, monopolizujący dostęp do mediów i publicznych środków finansowych przeznaczanych na kulturę. Tę swoistą oligarchię cechuje, obok pojmowania misji sztuki w kategoriach walki o lewicową zmianę społeczną, także jej ekskluzywizm. Wynika on z ogólnych uwarunkowań rynkowych, podyktowanych zasadami ekonomii neoliberalnej.

Przesadne powiększanie liczby beneficjentów systemu jest dla jego członków zwyczajnie nieopłacalne. Ci więc, którzy niezależnie od wyznawanych poglądów nie mieszczą się w ścisłej elicie, zasilają szeregi tzw. ciemnej materii świata sztuki (por. Sholette, 2011; Szreder, 2016: s. 29). To rzesza osób interesujących się sztuką bezpośrednio i chcąca w jej tworzeniu uczestniczyć stanowi w Polsce niemal 100% publiczności wernisażowej. Nie popadając w przesadę, można stwierdzić, że nasz instytucjonalny obieg sztuki przypomina inne patologicznie wymiary funkcjonowania III RP. Przypomina zamknięte korporacje służące korzyściom nielicznych, odwrócone plecami do ogółu społeczeństwa.

Sytuacji nie próbowano niestety zmienić w czasie rządów PiS-u w latach 2005-2007. Dopiero po wygranej w wyborach parlamentarnych w roku 2015 sprawy kultury stały się jednym z priorytetów tej partii. Położono duży nacisk na kwestie polityki historycznej, wymieniono kadrę kierującą instytucjami kultury podlegającymi władzy centralnej, a w obszarze sztuki współczesnej pierwszym obiektem zainteresowania MKiDN stały się teatry, jednak sposób wprowadzania zmian przyniósł jak dotąd więcej szkody niż pożytku.

Większość publicznych galerii sztuk wizualnych ulokowanych w dużych miastach podlega władzom samorządowym i nie widać tam pomysłu na nową wartość w polityce kulturalnej. Zespoły kadrowe nielicznych instytucji sztuki współczesnej podległych rządowej centrali pracują nadal siłą rozpędu według starych reguł, często w wewnętrznym konflikcie ze swoimi nowymi dyrektorami. Równocześnie do głosu dochodzą środowiska prawicowe domagające się od władz wzięcia prostego odwetu za dekady bezprawnego wykluczenia. To z kolei wywołuje paniczne reakcje lewicy oskarżającej z kolei PiS o intencje totalitarne.

W całościowym ujęciu w polu sztuk wizualnych zmienia się jednak nadal relatywnie niewiele, a jeśli już do tego dochodzi, kierunek zmian niestety bywa niepokojący. Brak jest spójnego pomysłu na funkcjonowanie polskiej kultury jako pewnej całości. Brak innych niż lewicowe wykwalifikowanych kadr instytucjonalnych. Brak wreszcie wpływowych elit zdolnych popatrzeć na polską kulturę w kategoriach przekraczających zasady krwawej wojny plemiennej (por. Markowski, 2019).

W stronę dialogu

Konstruując w oparciu o taką diagnozę zarys programu politycznego nowej chadecji dla obszaru kultury, trzeba się więc zmierzyć z problemem zasadniczej, systemowej niesprawiedliwości. Aby uzdrowić sytuację i wyjść z zasady wahadła wykluczenia, należy pomyśleć o kategoriach narodu, społeczeństwa i państwa w sposób zintegrowany i zaproponować rozwiązania atrakcyjne dla całego spektrum graczy obiegu kultury. Koniecznością staje się kierowanie oferty ponad zasadniczym podziałem światopoglądowym, jednoczącej, podsuwającej pękniętej kulturze narodowej ratunkowy wspólny mianownik.

Jest to zadanie, któremu może podołać w obecnych warunkach jedynie mądra prawica, nieuwarunkowana dogmatem walki kulturowej i myśląca poważnie o narodzie jako istotnej wartości. Wydaje się bowiem, że środowiska lewicowe, ukształtowane w duchu walki o zmianę społeczną i nastawione krytycznie do idei państwa narodowego, nie są w stanie wyjść z propozycją zmierzającą do budowania pokoju społecznego. Jest to więc zadanie czekające na chadecję. Aby było ono wykonalne, trzeba skończyć z działaniem w kulturze w taki sposób, jak gdybyśmy liczyli na to, że sprawimy, że pewnego dnia wszyscy w Polsce będziemy wyznawać identyczny światopogląd. Nie będziemy. Aby współtworzyć naszą kulturę, jak pokazuje historia, wcale nie musimy być identyczni. Polityka kulturalna w Polsce musi być rzeczywiście pluralistyczna i demokratyczna. Jak to osiągnąć?

Politykę kulturalną państwa należy przestawić na promowanie dialogu międzyśrodowiskowego. Powinny być na to nastawione wieloletnie programy finansowe MKiDN, granty badawcze NCN, programy stypendialne MNiSW oraz inne dostępne narzędzia zdolne stymulować pożądane badania i moderować dyskurs artystyczny. Przekierowanie wspomnianych strumieni finansowania jest w obecnych warunkach w większej skali raczej nierealne, jednak tworzenie pojedynczych programów celowych okazuje się już jak najbardziej w zasięgu możliwości naszych decydentów.

Co jednak jeszcze ważniejsze, zarządzanie instytucjami, muzeami i publicznymi galeriami sztuki powinno się opierać na programie obowiązkowym, zakładającym pełną reprezentatywność funkcjonujących w polu sztuki zjawisk i postaw artystycznych. Opracowując koncepcje problemowych wystaw zbiorowych czy festiwali artystycznych, zespoły kuratorskie powinny się kierować intencją pokazania wielości perspektyw i strategii artystycznych, a nie, jak to odbywa się obecnie, dobieraniem dzieł na poparcie tezy propagandowej.

Postulat zmiany „zaprogramowania” instytucji kultury wynika z oczywistej konstatacji: jeśli jako obywatele wspólnie organizujemy i finansujemy takie ośrodki, to nie ma możliwości, by jakaś grupa artystów była dyskryminowana w dostępie do tych narzędzi komunikowania się ze społeczeństwem. Jedyną granicą, jaką należy tu postawić, jest zasada niepropagowania ideologii zbrodniczych oraz działań zmierzających rzeczywiście i wprost do unicestwienia narodu, społeczeństwa i państwa, które finansują te instytucje.

Poza tymi przypadkami dopuszczalne powinny być spekulacje artystyczne na każdy temat i w każdej konfiguracji. Tylko tak twórcy będą mogli swobodnie wypełniać swoją społeczną funkcję,  pobudzać wrażliwość i pogłębiać refleksję. Nie można przy tym sekować ani tych, którzy wprost afirmują ponadczasowe wartości, ani tych, którzy w ramach innej wrażliwości krytycznie odnoszą się do kondycji dzisiejszej polskości czy ośmielają się zauważać problemy trawiące katolicyzm.

Dotykamy tutaj jeszcze innego wymiaru zagrożenia. Mam na myśli pokusę, by skrajne uwielbienie kategorii rewolucyjnego postępu i krytyki społecznej zastąpić recesją formy artystycznej i równie bezkrytycznym uwielbieniem narodowo-katolickiego status quo, które nie składa się przecież jedynie z jasnych stron i nie jest jakąś skończoną doskonałością niewymagającą naszego krytycznego namysłu i pracy. Wartość artystyczna musi stanowić naturalne kryterium, jednak powinna być ona mierzona miarą doskonałości w ramach przyjętej konwencji i języka. Wybór stylistyki artystycznej nie powinien być natomiast sam w sobie przedmiotem oceny warunkującej dostęp do obiegu.

Polityka i metafizyka

Zaproponowany model wychodzi naprzeciw dylematom chadeków zastanawiających się, co jest ważniejsze w polityce partyjnej – sprawiedliwość czy pokój. Nasza obecna sytuacja jest tak niesprawiedliwa, łamiąca konstytucyjne prawa obywateli i tak nakierowana na nienawistny konflikt, że dążenie do zapewnienia naszkicowanego powyżej pozytywnego minimum wydaje się obowiązkiem każdego, komu choć trochę zależy na elementarnej sprawiedliwości i pokoju. Zadać należy przy tym pytanie, czy rzeczywiście ta para pojęć poprawnie ustawia nasze myślenie o tożsamości chrześcijańskiej demokracji.

Czy nie kieruje ona od razu w stronę budowania opozycji obydwu wartości i pojmowania np. preferencji dla pokoju w kategoriach zdrady chrześcijańskich ideałów? Może powinniśmy sięgnąć raczej do pary: sprawiedliwość i miłosierdzie? Zwraca ona uwagę na opisane na kartach Ewangelii relacje Chrystusa z ludźmi, z innym funkcjonującym w ramach mechanizmów zła. Jan Paweł II w encyklice Dives in Misericordia definiuje miłosierdzie jako sposób przejawiania się miłości Boga „[…] w zetknięciu z cierpieniem, krzywdą, ubóstwem, w zetknięciu z całą historyczną ludzką kondycją” (Dives in Misericordia, 3), która na różne sposoby ujawnia ograniczoność i słabość człowieka, zarówno fizyczną, jak i moralną. Nauka o miłosierdziu może więc być nauką o spotkaniu chrześcijanina z innym, z ludźmi i ze światem, który daleki jest przecież od ideału.

Powinno to dotyczyć także kultury. Chrystus działa konkretnie i z mocą, a równocześnie łagodnie buduje relacje akcentujące wartość osób, z którymi się spotyka, nazywa sprawy po imieniu, ale pozostawia rozmówcy przestrzeń wolności. Idąc tym tropem, można przyjąć za słuszne, że działanie na rzecz zapewnienia dobrze pojętej swobody wypowiedzi artystycznej i równości artystów w dostępie do środków publikacji jest tworzeniem właściwej płaszczyzny dialogu. Głos twórcy-chrześcijanina ma szansę wybrzmieć na zasadach równoprawnych, nie podlegać dyskryminacji i nie terroryzować innych uczestników kultury. Można powiedzieć, że polityka państwa powinna służyć tworzeniu Areopagu, na którym wierzący artyści mogliby swobodnie rozwijać dyskurs na zasadach wskazanych przez świętego Pawła (Dz 17, 16-34).

W takim ujęciu obok budowania pokoju realizowana byłaby zasada sprawiedliwości społecznej. Ponadto utworzona zostałaby metaprzestrzeń do spełniania się sprawiedliwości Bożej, która realizuje się w porządku łaski jako zbawienie człowieka i funkcjonuje w wymiarze zgoła innym niż ten dostępny ludzkim decyzjom politycznym. Przyjęcie perspektywy miłosierdzia pomaga zidentyfikować ślepe zaułki prawicowego myślenia. Na manowce prowadzą postawy chadeckie skoncentrowane na dążeniu do pokoju społecznego za cenę wyciszania Boga. Równie zgubne są głosy domagające się niemiłosiernej, destylowanej sprawiedliwości, która natychmiast osuwa się w swoje zaprzeczenie, np. przybierając formę katolickiego rewanżu i odwrócenia wektora niesprawiedliwych wykluczeń w kulturze.

Zwolennicy obu tych chrześcijańskich skrajności zdają się wyznawać Boga bezsilnego, pozostającego jedynie w sferze idei. Postępują jak niewierzący, tak jakby w swoich zmaganiach liczyli jedynie na siebie, nie brali pod uwagę działania sił nadprzyrodzonych. Zaś właściwa postawa chrześcijańska w życiu społecznym, w polityce i kulturze powinna być przecież tworzeniem dogodnych warunków i przestrzeni dla działania łaski. Musi tak być, jeśli to Bóg ma działać przez ludzi, a nie ludzie po swojemu, którzy instrumentalizują pojęcie Boga. Według autora encykliki miłosierdzie to miłość jednocząca, dźwigająca i twórcza. Doświadczają jej równocześnie obydwie strony spotkania – miłosierni dostępują miłosierdzia (por. Mt 5, 7). Można więc powiedzieć, że w adekwatnym przyjęciu innego leży potencjał niezwykłej jakościowej zmiany stosunków społecznych, która powinna być postrzegana przez chrześcijan jak szansa, także w wymiarze głęboko religijnym.

Wspólny mianownik polskich artystów

Zwróćmy się teraz ku praktyce politycznej codzienności. Trzeba zauważyć, że korporacja obiegu artystycznego stara się niejako przeczekać porządki wprowadzane przez PiS. Korzysta ona przy tym nie tylko ze zgromadzonego kapitału społecznego lub funkcjonowania w kosmopolitycznej sieci powiązań międzynarodowych, ale także z pewnych technik adaptacji i maskowania. Część instytucji kultury, także tych uchodzących za filary lewicowego konglomeratu, czyni od niedawna drobne koncesje na rzecz artystów spoza ścisłego klucza. Dzieje się to pod presją polityczną, w trosce o zachowanie kadrowego bezpieczeństwa i dostępu do źródeł finansowania kolejnych przedsięwzięć.

Otwarcie to ma najczęściej charakter ilościowy, wpuszcza na muzealne salony artystów lokalnych przy zachowaniu dotychczasowej selekcji ideologicznej. Taki charakter zdaje się mieć cykl prezentacji kolejnych pokoleń artystów krakowskich. Jest on organizowany przez MOCAK, galerię ostentacyjnie gardzącą dotąd „ciemną materią” świata sztuki. Część instytucji, jak np. MSN w Warszawie, testuje nową strategię agresywnej subwersji zmierzającej do przejęcia i neutralizacji języka oraz symboliki narodowej i chrześcijańskiej. Używani są do tego celu artyści deklarujący się jako wierzący bądź przywiązani do idei narodowej, posługujący się chrześcijańskim lub narodowym kodem wizualnym, a jednocześnie pozwalający, by pokazywać ich jako ofiary katolickiej lub nacjonalistycznej opresji.

Modelowa jest w tym względzie wystawa Strachy Daniela Rycharskiego, zaprezentowana w MSN w 2019 roku. Lewica puszcza więc oko do wykluczanych dotąd artystów nieszczerze, ale już samo to, że taka gra jest prowadzona, stanowi novum w naszym galeryjnym pejzażu i powinno być to odpowiednio wyzyskane. Pomimo obecnego, wymagającego stanu rzeczy prawdziwa (nie jedynie z nazwy) dobra zmiana na polu sztuki wydaje się na szczęście ciągle możliwa.

Przykładem instytucji prowadzonej w sposób pozwalający myśleć o powodzeniu postulowanego w tekście modelu zarządzania jest chociażby BWA w Tarnowie. Galeria mająca w obiegu opinię jednej z najlepszych poza Warszawą dobrze radzi sobie z łączeniem w swoim programie obecności różnych środowisk artystycznych, jest aktywna w ramach wiodących dyskursów ogólnopolskich, pozostawia jednocześnie przestrzeń dla twórców związanych z miastem, niezależnie od charakteru ich działalności i sympatii światopoglądowych.

Poruszanie się w przestrzeni sztuki przypomina niekiedy spacer na polu minowym, przy czym pułapki zastawiane są raczej przez instytucje i kuratorów, a nie artystów. Ci ostatni na ogół bez większych oporów angażują się w projekty oparte o zasadę dialogu łączącego czasem biegunowo odległe opcje ideowe. Badaniu możliwości i testowaniu instrumentarium sprzyjającego dialogowi w sztuce poświęcony był np. zainicjowany w 2019 roku przez piszącego te słowa projekt Dogmat! W co wierzą artyści. Polegał on na współpracy z grupą artystów wyraziście reprezentujących wszystkie główne typy wrażliwości, światopoglądy i dyskursy polskiej sztuki. Przeprowadzone zostały specyficznie zaplanowane wywiady wideo, które dotyczyły praktyki artystycznej oraz inspiracji przekonaniami niemożliwymi do empirycznej weryfikacji, religijnymi i pozareligijnymi „dogmatami” każdej i każdego z uczestników.

Kolejnym krokiem była wspólna wystawa, a następnie dyskusja z udziałem publiczności. Projekt pozwolił wskazać obszary społecznej wrażliwości wspólne artystom niemal wszystkich opcji obecnych na polskiej scenie artystycznej. Twórcy zwrócili uwagę na zagadnienia, takie jak determinacja postaw społecznych poprzez uwarunkowania kulturowe, krytyka ponowoczesności i tęsknota za metanarracją, działania włączające, budujące dialog oraz sprzyjające kumulacji kapitału społecznego i kulturowego, kategoria wolności osoby i definiowanie momentu ingerencji w wolność innego, idea sprawiedliwości społecznej, krytyka komercjalizacji przestrzeni publicznej, sprawy ekologii, unaocznianie krzywdzących stereotypów i mechanizmów wykluczenia, a także idea nauki i postępu.

Ten katalog wspólnych zainteresowań polskich artystów można z powodzeniem przekształcić w pojemną i wartościową ramę programową naszych instytucji kultury. Należy wspomnieć, że w ustaleniu potrzebnej w takim przedsięwzięciu jednolitej płaszczyzny pojęciowej przydatna może się okazać spuścizna filozofii personalistycznych, w której można odnaleźć kategorie zrozumiałe po obydwu stronach spotkania. Istnieje zatem zestaw tematów fundujących wspólną płaszczyznę artystycznego dyskursu pomiędzy wrażliwością lewicową i społeczną nauką Kościoła.

Jednak by tworzyć stabilny konsensus wokół kultury, nie wolno ograniczać perspektywy jedynie do taktycznego sojuszu spod znaku kato-lewicy. W nowym programie naszego obiegu artystycznego koniecznie trzeba uwzględnić realistyczne podejście do neoliberalnego kontekstu ekonomicznego i metodycznie szukać synergii między dynamiką dyskursów artystycznych i dynamiką przemian społecznych, cywilizacyjnych i ekonomicznych naszego otoczenia. Skupienie na planowaniu krótkoterminowym i drobnych taktykach pozostanie bezowocne lub przyniesie skutek jedynie w postaci modyfikacji i przesuwania istniejącej linii podziału.

Skok do królestwa wolności

Niewątpliwą trudność w realizacji nowej wizji obiegu artystycznego stanowi słabość organizacyjna, kadrowa i metodologiczna prawej strony sceny. Słabość ta ma swoje źródło w wieloletniej, głębokiej defensywie prawicy w obszarze sztuki, defensywie spowodowanej przyjęciem błędnej strategii wobec rewolucji artystycznych drugiej połowy XIX wieku i historycznej awangardy pierwszej połowy XX wieku. Aby szybko zmniejszyć ten dystans, należy odrzucić zgubne myślenie w kategoriach dobrej sztuki dawnej i złej sztuki współczesnej, dobrych i złych mediów i języków artystycznych.

Wszystkie dostępne sposoby tworzenia sztuki są przecież równorzędnymi narzędziami w rękach artystów. A każdy z języków sztuki posiada unikalne właściwości mogące aktualizować i w nowej formie przekazywać odwieczne jakości. Powinno się też pełnymi garściami czerpać ze zdobyczy współczesnych nauk humanistycznych i społecznych, analizować i adaptować aktualne techniki budowania kompetencji lub przenosić na grunt pracy w polu kultury zasady design thinking, projektowania zwinnego i inne. Takie nastawienie pozwala uzyskać odpowiednie środki do działania, a w dłuższej perspektywie myśleć o stopniowym przejmowaniu inicjatywy w kształtowaniu sytuacji.

Odpowiedniej korekty programowej wymaga szkolnictwo. Począwszy od powiększenia symbolicznej obecnie ilości zajęć artystycznych na wczesnych etapach powszechnej edukacji, a na odpowiednich zmianach w szkolnictwie artystycznym średniego i wyższego stopnia skończywszy. Podobna korekta w duchu wrażliwości dialogicznej potrzebna jest w toku kształcenia historyków, krytyków i teoretyków sztuki oraz przyszłych pracowników instytucji kultury – zwłaszcza kuratorów wystaw i edukatorów muzealnych. Celowego wsparcia wymagają wydawnictwa branżowe z uwzględnieniem mediów cyfrowych, potrzebne do sprawnego komunikowania nowego spojrzenia.

Kultura na eksport

Realizacja naszkicowanego programu nowej chadecji dla obszaru kultury miałaby istotny, pozytywny wpływ na inne wymiary polityki państwowej. Do zalet kapitału kulturowego i pozytywnych relacji społecznych w odniesieniu do gospodarki czy stabilności i bezpieczeństwa nikogo przekonywać nie trzeba. Jest jednak przecież jeszcze jeden szczególnie istotny wymiar polityki, w którym kultura ma ogromne znaczenie. Oparcie kształtowania polityki kulturalnej o ideę dialogu, czy szerzej rzecz ujmując: polilogu postaw artystycznych, pozwoliłoby na wiarygodne odwołanie do tradycji tolerancji światopoglądowej I Rzeczypospolitej i budowanie sensownej, atrakcyjnej oferty kulturowej, skierowanej do sąsiadów Polski w regionie.

Należy wyraźnie zaznaczyć, że takiego potencjału nie posiada, co oczywiste, ani obecna wroga polaryzacja, ani też jednoznaczna, emblematyczna identyfikacja katolicka. Jest to spowodowane uwarunkowaniami historycznymi i tradycjami religijnymi poszczególnych krajów i musi być realistycznie uwzględniane w projektowaniu naszego tzw. miękkiego wpływu na otoczenie międzynarodowe.

Jest to kwestia niezwykle ważna, bo biorąc pod uwagę półperyferyjne znaczenie naszej gospodarki czy niemal zerową wagę potencjału militarnego, to właśnie promieniowanie kultury będzie w przewidywalnym horyzoncie czasowym jednym z najistotniejszych dostępnych środków budowania polskiej pozycji w świecie. W zmieniającym się dynamicznie środowisku geopolitycznym niezbędne dla naszej relatywnie małej kultury narodowej jest mądre samookreślenie i jedność wobec globalnych procesów kulturowych o monstrualnej skali. Obserwując zmiany zachodzące w świecie, z całą pewnością możemy stwierdzić, że proponowane ćwiczenia kompetencji dialogicznych są dobrą inwestycją na przyszłość.

***

Punktem wyjścia do rozważań o postawie nowej chadecji wobec spraw kultury i sztuki jest zatem aktualny, silny podział polskich środowisk artystycznych, odpowiadający zasadniczym podziałom światopoglądowym obecnym w naszym kręgu kulturowym. Głównym wyzwaniem jest próba odbudowy wspólnoty samodefiniującej się jako uczestnicy kultury polskiej. Kultury rozumianej jako dająca się wyodrębnić całość posiadająca określone, unikatowe właściwości. Konieczne jest przy tym zbudowanie sprawiedliwych zasad uczestnictwa w kulturze, honorujących prawa reprezentantów wszystkich typów wrażliwości obecnych na polu sztuki.

Zasady te, by były odporne na zmiany polityczne, muszą posiadać fundamenty w postaci konsensusu i zasady równości wszystkich graczy. Normy ewangeliczne, w tym zwłaszcza opisane w tekście, rozumienie roli pojęć miłosierdzia i sprawiedliwości powinny organizować myślenie i działania władz. Nie mogą być jednak narzucane wprost jako obowiązująca linia ideologiczna. Niezbędne jest odejście prawicy od nieufności w stosunku do sztuki współczesnej oraz modernizacja w zakresie edukacji i metod pracy w sferze kultury. Wszystkie te wysiłki są konieczne, byśmy mogli podjąć grę o przetrwanie naszej odrębnej tożsamości kulturowej w szybko zmieniającym się świecie.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o zachowanie informacji o finansowaniu artykułu oraz podanie linku do naszej strony.