Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Łukasz Murzyn  23 grudnia 2020

Dziwna szopka w Watykanie. O konieczności łączenia sztuki współczesnej z chrześcijaństwem

Łukasz Murzyn  23 grudnia 2020
przeczytanie zajmie 7 min
Dziwna szopka w Watykanie. O konieczności łączenia sztuki współczesnej z chrześcijaństwem Pro Church Media/unsplash.com

Odsłonięta niedawno na Placu św. Piotra tegoroczna szopka wzbudza ogromne kontrowersje, a krytyka tego dzieła projektowana jest przez niektórych na całą sztukę współczesną. Czy słusznie?

Sens dziwnej szopki

Szopka jest kompozycją szeregu rzeźb ceramicznych, wyselekcjonowanych z większego cyklu prac powstałych w latach 1965-75 w Instytucie Sztuki Grue w Castelli we włoskiej prowincji Teramo. Forma figur daleka jest od realizmu, do jakiego przywykliśmy w tym kontekście. Estetyka tego dzieła oscyluje pomiędzy ludowością a nawet stylistyką sztuki przedhistorycznej z jednej strony i nieco „baśniowym” modernizmem z drugiej. Niemały wpływ na kształt figur ma także sama technologia ich wykonania. Postaci złożone są z modułów odpowiadających wielkością kubaturze pieca ceramicznego, w którym były wypalane. Także decyzja o budowaniu korpusów postaci z kolejnych „pięter” o walcowatym kształcie jest zrozumiała, jeśli weźmiemy pod uwagę uwarunkowania techniczne wypału rzeźb ceramicznych. Cykl jest spójny w ramach swej specyficznej stylistyki i niewątpliwie posiada pewną wartość artystyczną. Budzi jednak u wielu widzów skrajne reakcje.

Wśród ocen, które możemy odnaleźć w sieci pojawiają się takie, które widzą w nim karykaturalny zamach na wizerunek Świętej Rodziny i kpinę z katolickiego sacrum. Komentatorzy dopatrują się w szopce obecności motywów rodem z kina science fiction a nawet wątków okultystycznych. W wielu wypowiedziach manifestuje się niezadowolenie wywołane przez rozdźwięk pomiędzy wyobrażeniem tego czym powinna być szopka bożonarodzeniowa i tym co oglądamy w tym roku na Watykanie. Wszak szopka to element tradycji i naturalnym jest oczekiwanie replikowania w niej znanych i uznanych wzorców.

Sytuacja komplikuje się jednak gdy sięgniemy do genezy tej uświęconej tradycji. U jej zarania leży bowiem – jak powiedzielibyśmy dzisiejszym językiem – skandal artystyczny, a nawet liturgiczny. Początek tradycji szopek dał bowiem św. Franciszek z Asyżu. To on w Wigilię Bożego Narodzenia 1223 roku w Greccio urządził w kościele żywą szopkę z udziałem zwierząt, szokując tym aktem ówczesnych odbiorców. Gest św. Franciszka był przepiękną, prostą i radykalną aktualizacją Dobrej Nowiny o narodzeniu Chrystusa. Szok generowany przez złamanie kulturowej konwencji odpowiadał w nim wprost szokującemu paradoksowi narodzenia Syna Bożego w stajni wśród zwierząt. Istotą sytuacji, do której odnosił się żłóbek w Greccio jest przecież niepojęty paradoks, radykalne przekroczenie dotychczasowych zasad funkcjonowania ludzkiej rzeczywistości – cytując kolędę: Bóg się rodzi, moc truchleje…

Można powiedzieć, że spotkanie sacrum i profanum jest istotą Bożego Narodzenia. Bóg – noworodek w nędznej grocie – stajence, brzemienna dziewczyna i jej mąż odrzuceni przez wszystkich, którzy mogli udzielić im schronienia, towarzystwo zwierząt fundujące doznania dalekie od sielanki gipsowych figurynek, pasterze – w tamtym czasie margines społeczny, magowie – także podejrzani dla pobożnych Żydów, Herod, który chce zamordować dziecko, etc.

Kiedy spojrzymy w ten sposób, kuriozalne powinny nam się wydać nasze tradycyjne „lukrowane” szopki z aniołkiem, który kiwa główką na druciku, kiedy wrzucimy pięć złotych. Oczywiście one są ważne, są elementem naszego dziedzictwa kulturowego, budują specjalny klimat Świąt, tchną ciepłem i na pewnej płaszczyźnie wspomagają nasze przeżywanie radości z narodzenia Zbawiciela. Równocześnie jednak mają one w sobie coś w rodzaju wyparcia, jakiejś głębokiej adaptacji prawdy o Bożym Narodzeniu, jakieś przystosowanie jej do formy dającej się przełknąć bez zakłócania idyllicznego, błogiego świątecznego wypoczynku.

W rzeczywistość Bożego Narodzenia wpisane jest na stałe także odrzucenie. Odrzucenie wszystkiego, co nie pasuje do ludzkich wyobrażeń Boga, który w swojej transcendencji zawsze jawi się człowiekowi jako „inny”.  „Inny”, „dziwny”, za mały, goły, biedny, jakoś niepełny, jakoś zależny, domagający się jakiejś naszej na to wszystko reakcji.

Wracając tym tropem do watykańskiej szopki, należałoby pewnie powiedzieć, że ma ona sens. Nie chodzi tu nawet o jej konkretną, fizyczną formę plastyczną, ale o całą sytuację, która się wokół niej tworzy. Że to świetnie, że jest „dziwna”, że prowokuje nas do tego, byśmy się przyłapali na odruchu w rodzaju: „Nie chcę takiego Chrystusa”. Żebyśmy się zastanawiali, jaki jest wobec tego ten nasz „akceptowalny Chrystus”. Jaki jest nasz poziom otwartości na przyjęcie „innego”. Jeśli tak do tego podejdziemy, to trzeba stwierdzić, że papież Franciszek wie, co robi i dobrze wpisuje się w sposób działania swojego świętego Patrona z Asyżu.

Bóg a sztuka współczesna

Warto jednak wsłuchać się także w głosy niezadowolonych i zadać pytanie o ich motywy. Czy aby na pewno krytyka szopki podyktowana jest jedynie przez małoduszną nietolerancję? Wielu odbiorców o konserwatywnych – nazwijmy to umownie – przekonaniach, sztuka współczesna odpycha. Dzieje się tak dlatego, że eksperymentatorska sztuka awangardowa początku XX w. wyrastała równocześnie z ruchami rewolucyjnymi, a nowe media sztuki współczesnej formowały się nasiąkając z kolei ideami kontrkultury po roku 1968.

W wyniku tych uwarunkowań mamy do czynienia z sytuacją, kiedy większość dzieł sztuki współczesnej wydaje się nieść ze sobą treści przeciwne wrażliwości odbiorcy przywiązanego do tzw. uniwersalnych wartości. Dystans ten powiększyły także błędy popełnione na prawym skrzydle naszej kultury. Najpierw celowe powiązanie sztuki religijnej ze słodkim kiczem, który miał za zadanie utrzymać przy Kościele robotników u progu przemian rewolucyjnych. Potem, trwająca dziesięciolecia bierność prawicy na polu sztuki z małym przebłyskiem inicjatywy w Polsce okresu stanu wojennego.

Tymczasem sztuka współczesna wytworzyła długi szereg nowych mediów, strategii artystycznych i różnorodnych sposobów rozumienia zarówno roli artysty, jak i tego, czym może być dzieło sztuki. Niemal wszystkie z nich doskonale nadają się do przenoszenia drogich konserwatystom wartości kulturowych. Nadają się także do opowiadania o metafizyce oraz wierze i to w sposób dzisiejszy, adekwatny do obecnych kodów wizualnych, w których wszyscy, niezależnie od własnych przekonań, funkcjonujemy. Problem w tym, że nadal relatywnie niewielu artystów z tej drogi korzysta a powstające dzieła tego typu tylko z największym trudem przedostają się do szerszego obiegu.

W efekcie, naprawdę dobrych dzieł sztuki współczesnej, niosących pozytywny przekaz chrześcijański mamy jak na lekarstwo. Dobrych, to znaczy takich, które miałyby niekwestionowaną jakość artystyczną, przy tym działałyby silnie, nawet prowokacyjnie, ale nie budząc nieprzyjemny szok, tylko prowokując odbiorców do otwarcia na dobro. Dopiero takie połączenie „dobroczynności” sztuki z jej nowością odpowiada duchowi Dobrej Nowiny. Tak też należałoby chyba podchodzić do tradycji. Uwzględniając w niej prymat ducha nad formą. Wszak ważniejsza wydaje się być zdolność pogłębionego przeżywania utrwalanych przez tradycję wartości niż petryfikacja jej konkretnych form. Zwłaszcza, że z biegiem czasu formy te, jako nośnik treści przestają być dla nas czytelne i prowadzą na manowce znaczeń. Wtedy albo doczekają się one czytelnej aktualizacji, albo stopniowo zamierają.

W tym świetle docenić trzeba starania jakie w ostatnich latach podejmuje Stolica Apostolska. Obecność wystawy watykańskiej na Biennale Sztuki, a następnie w 2018 roku także na Biennale Architektury w Wenecji zwiastują dobry kierunek przemian. Choć dobór prezentowanych prac nie zawsze wydaje się w stu procentach trafny – tak było nie tylko w przypadku tegorocznej szopki, ale także w przypadku iluminacji na fasadzie Bazyliki św. Piotra podczas widowiska „Fiat lux” w 2015 roku – to poszukiwanie łączności pomiędzy chrześcijaństwem i sztuką współczesną jest niezbędne. Jest to zadanie trudne, wymagające wielkiej uważności w operowaniu na delikatnych, wielowymiarowych strukturach symbolicznych, ale zdecydowanie powinno być nadal podejmowane.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.