Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Wykluczenie przestrzenne to nie tylko bariery architektoniczne

Wykluczenie przestrzenne to nie tylko bariery architektoniczne Źródło: Andrew Gustar - flickr.com

Schody w instytucjach publicznych, lokalach usługowych, przejścia podziemne z wiecznie niedziałającymi windami, nieoświetlone przejścia dla pieszych na wielopasmowych drogach w centrach miast – takie miejsca wykluczają wiele grup społecznych, a dla pozostałych są co najmniej nieprzyjemne. Wykluczenie przestrzenne to jednak nie tylko bariery architektoniczne. Musimy pamiętać również o osobach wykluczonych pod względem ekonomicznym. To ich dotyka problem słabszego dostępu do pewnych usług i infrastruktury. O różnych obliczach wykluczenia przestrzennego Magdalena Milert rozmawia z prezeską Fundacji LAB 60+ Agnieszką Labus.

Czy przestrzeń, która otacza nas na co dzień, wyklucza społecznie osoby starsze?

Nie tylko osoby starsze. Wolimy w fundacji używać wyrażenia wrażliwe grupy społeczne, mówiąc o osobach, które doświadczają wykluczenia przestrzennego i społecznego. To im trudniej się w jakimś stopniu zintegrować. Ludzie ci stają się dla reszty społeczeństwa przezroczyści.

Dopiero od niedawna w Polsce (dalej jednak nie w takim stopniu jak choćby w Europie Zachodniej) częściej spotykamy osoby z różnymi niepełnosprawnościami w przestrzeni publicznej. Przez dekady wiele z nich zdecydowaną większość swojego czasu spędzało w swoich mieszkaniach – bez dostępu do windy czy innych ułatwień. Mogli opuścić swój dom jedynie, gdy ktoś im wydatnie pomógł.

Mówisz o „wrażliwych grupach społecznych”. W narracji o przestrzeni miasta coraz częściej słychać potrzebę inkluzywnego traktowania wszystkich mieszkańców, także tych, którzy nie mają pełnej sprawności – kogo zaliczasz do tej grupy?

Są to oczywiście osoby starsze, osoby z niepełnosprawnościami, a także rodziny z małymi dziećmi. Sama, gdy zostałam mamą, doświadczyłam tego, jak bardzo przestrzeń zaczęła mnie ograniczać i jak zostałam wykluczona z dostępu do wielu budynków. Kiedy prowadziłam wózek z moim dzieckiem, okazywało się, że ja – sprawna, aktywna osoba – nie jestem w stanie wejść do sklepu spożywczego, bo prowadzą do niego schodki. Dla osoby z dzieckiem barierami są nawet takie elementy. Jako matka odczułam także, że w przestrzeni publicznej nie jestem w stanie spędzić czasu z  dzieckiem tak, jak bym chciała, bo nie ma w pobliżu ogólnodostępnej toalety, a jak już jest, to nie ma przewijaka. Stąd zresztą matki i ojcowie z małymi dziećmi kochają centra handlowe, bo są to obiekty bez barier i mają toalety czy pokoje wyciszenia. Do takich wrażliwych grup społecznych na pewno zaliczam też kobiety w ciąży.

Stajemy się częścią wrażliwej grupy społecznej również w momencie, kiedy przydarzy się na przykład wypadek taki jak złamanie nogi – zaliczamy się wówczas do osób z niepełnosprawnością tymczasową. Wtedy to zaczynamy dostrzegać te problemy, których wcześniej sobie nie uzmysławialiśmy.

Potrzeby rodziców z dziećmi i seniorów z perspektywy projektanta są dosyć podobne. Taki użytkownik potrzebuje prostej drogi, równej nawierzchni, miejsc do odpoczywania, zacienienia, infrastruktury – na przykład wspomnianych już toalet.

Tak, potrzeby wrażliwych grup społecznych są w zasadzie spójne. Ostatnio miałam okazję odwiedzić miasto Benidorm w Hiszpanii – kurort turystyczny nazywany mekką seniorów. To miasto jest bardzo dobrze dostosowane do potrzeb wrażliwych grup społecznych. W sezonie jesienno-zimowym można było zauważyć, że na promenadzie tego miasta były oczywiście osoby starsze, a także sporo rodzin z małymi dziećmi.

Czy w Europie jest więcej takich miast, które świadomie reklamują się jako miasta dostosowane dla osób starszych lub rodzin z dziećmi?

Choćby Barcelona, niemieckie Sangerhausen czy miasta skandynawskie (Kopenhaga). Nie znam niestety takiego miasta w Polsce, które świadomie realizowałoby szeroko zakrojoną politykę traktującą priorytetowo potrzeby tych grup społecznych. Mówi się wprawdzie o międzypokoleniowych działaniach w miastach, ale często sprowadza się to do pojedynczych inwestycji.

Warto wspomnieć, że dzisiaj o wielopokoleniowości mówimy w kontekście ludzi, którzy nie są spokrewnieni, a zamieszkują budynek ze wspólnymi przestrzeniami (takimi jak świetlice czy inne miejsca spotkań). Przykładem może być dom wielogeneracyjny w Łodzi, dla którego Fundacja LAB 60+ opracowała model funkcjonowania, czy kamienica wielopokoleniowa przy ulicy Stalowej 29 w Warszawie. Coraz częściej polskie miasta tworzą też przestrzenie wielopokoleniowe – Słynne Paprocany w Tychach są przykładem przestrzeni atrakcyjnej, o różnorodnym programie funkcjonalno-przestrzennym.

Ostatnio mieliśmy okazję projektować w Fundacji LAB 60+ koncepcję placu wielopokoleniowego w mieście Lesko. Staraliśmy się pokazać, co decyduje o tym, że daną przestrzeń możemy tak nazwać, a inną nie. Z zasady wszystkie przestrzenie publiczne powinny być zaprojektowane z uwzględnieniem potrzeb różnych pokoleń, ale gdyby poddać je analizie, okazałoby się, że nie spełniają kryteriów dostępności, nie zapewniają dostępu do toalety itp. Brakuje również stref aktywnych, które przecież nie zawsze muszą być klasycznym placem zabaw z ławkami dla seniorów i seniorek, ale mogą być przestrzenią edukacyjną, sensoryczną, która rzeczywiście aktywizuje i łączy pokolenia.

Wykluczenie przestrzenne to jednak nie tylko bariery w przestrzeni – schody, brak toalet czy chodnik zastawiony zaparkowanymi samochodami.

Musimy pamiętać również o osobach wykluczonych pod względem ekonomicznym. To ich dotyka problem słabszego dostępu do pewnych usług i infrastruktury. Takie społeczności zamieszkują nieraz całe obszary urbanistyczne czy osiedla uznawane za „dzielnice biedy”. To miejsca niedoinwestowane, z problemami, w których jakość życia jest na zdecydowanie niższym poziomie w porównaniu z innymi dzielnicami. W Polsce nie jest to aż tak bardzo widoczne, natomiast doskonale znamy bogate zachodnie miasta takie jak Paryż czy Los Angeles, w których ten problem jest namacalny. Wykluczenie przestrzenne możemy więc definiować na wiele sposobów – nie tylko z perspektywy wieku, ale też płci, statusu materialnego czy pochodzenia.

Kluczowe jest, aby nie patrzeć stereotypowo na poszczególne grupy społeczne. Nawet kategoria „osoby starsze” jest bardzo zróżnicowana. Sześćdziesięciolatkowie, którzy nie chcą się nazywać seniorami, są zupełnie innym pokoleniem niż siedemdziesięcio- czy osiemdziesięciolatkowie. Dlatego ważne jest, by nie spłycać tego tematu, wiedząc, że wiek nie oddaje stanu ducha i poczucia tej umownej „starości” czy dojrzałości.

Jak więc projektować miasto, które będzie wygodne dla wrażliwych społecznie grup?

W literaturze jest wiele koncepcji, które w różnym stopniu są stosowane w najróżniejszych miastach świata – Miasto Szczęśliwe, Miasto Kompaktowe, Miasto Bezpieczne, Miasto Przyjazne Wiekowi – wszystko zależy od tego, jak stawiamy priorytety i przez pryzmat jakich elementów po prostu patrzymy na daną przestrzeń czy na analizę danego tematu.

Dbam o to, żeby nie mówić, że „projektuję dla osób starszych” czy „projektuję dla osób młodych, dla dzieci”. Uważam, że powinniśmy patrzeć przez pryzmat projektowania uniwersalnego, czyli wdrażać filozofię projektowania otoczenia w taki sposób, by z przestrzeni mogli korzystać wszyscy, w możliwie szerokim zakresie. Nie powinniśmy traktować wobec tego uniwersalności jako czegoś dla wszystkich. Dla wszystkich to dla nikogo. Powinniśmy  bardzo selektywnie patrzeć na projektowanie przez pryzmat potrzeb danej grupy, włączać wszystkie te wrażliwe grupy społeczne jako aktorów. Wtedy jesteśmy w stanie wyłuskać z przestrzeni te elementy, których na pewno nie dostrzeglibyśmy, gdybyśmy patrzyli na ogół społeczeństwa.

Wracając do polskich miast – jakie bariery przestrzenne są najbardziej doskwierające?

Schody we wszelakich instytucjach publicznych oraz lokalach usługowych, przejścia podziemne z wiecznie niedziałającymi windami, nieoświetlone przejścia dla pieszych na wielopasmowych drogach w centrach miast – takie miejsca wykluczają wiele grup społecznych, a dla pozostałych są co najmniej nieprzyjemne.

Wykluczają też mniej oczywiste rzeczy – choćby nieodpowiednie nawierzchnie w parkach stworzonych lub zmodernizowanych w ostatnich latach za grube miliony, które wyglądają ładnie w katalogu, ale w praktyce są niedostępne dla osób na wózkach czy matek z dziećmi. To też jednolite projektowanie przestrzeni publicznych w odniesieniu do potrzeb.

Co to znaczy?

Dobra przestrzeń publiczna to miejsce, które ma zróżnicowany program funkcjonalno-przestrzenny, czyli taka, w której każdy jest w stanie znaleźć coś dla siebie. Nie zawsze oczywiście w ramach każdej przestrzeni da się zrealizować taki program i nie wszędzie powinniśmy oczekiwać fajerwerków.

Projektowanie przestrzeni musi być również dostosowane do różnych pór roku i dnia. Po zmroku dane miejsce wciąż powinno odpowiadać potrzebom użytkowników. Przestrzenie publiczne muszą być ze sobą spójne, a ich lokalizacja przemyślana, a nie przypadkowa. Zadaję pytania – czy na przykład skwery są zlokalizowane w odpowiednich odległościach od miejsc zamieszkania? Czy przestrzenie i inne obiekty użyteczności publicznej mają dobry dostęp do komunikacji miejskiej? Czy przestrzenie mają dostęp do publicznej toalety?

A jak rozmawiać z mieszkańcami?

Ważnym elementem w kształtowaniu przestrzeni jest mówienie nawet nie tyle o przestrzeni publicznej, ile o przestrzeni wspólnej. Uważam, że w kontekście wykluczenia społecznego my, projektanci, powinniśmy społeczeństwo integrować. Do tego potrzebne są nie tylko przestrzenie publiczne zewnętrzne, ale także wewnętrzne, czyli wszelkiego rodzaju miejsca takie jak lokalne świetlice dzielnicowe, w których można uzyskać pomoc i wsparcie, a także można się dobrze integrować, można napić się kawy. Chodzi o kreowanie charakterystycznych punktów na mapie miasta. Ten trend w Polsce się już pojawił, ale to są punktowe działania. Uważam, że właśnie taki sposób myślenia o mieście rozwiązałby bardzo wiele problemów natury społecznej i odpowiedział na współczesne wyzwania związane z samotnością.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.