Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Chłop był nie tylko przedmiotem, ale i podmiotem polskiej historii. O „Bękartach pańszczyzny” Michała Rauszera

Chłop był nie tylko przedmiotem, ale i podmiotem polskiej historii. O „Bękartach pańszczyzny” Michała Rauszera Ilustracja: Magdalena Karpińska

Najbardziej pomijaną częścią historii Polski są dzieje chłopów. Lukę tę stara się zapełnić Michał Rauszer w książce Bękarty pańszczyzny. Nie tylko zarysowuje szerokie historyczne tło, przedstawiając syntetyczną historię pańszczyzny, lecz również i przede wszystkim oddaje głos samym chłopom. Dzięki temu dowiadujemy się, że nasi przodkowie nie byli biernymi ofiarami szlacheckiej dominacji, lecz czynnie stawiali jej opór, budując jednocześnie własną, pełnoprawną wiejską kulturę.

Dwie historie Polski

Czy ucząc się historii w szkole też czuliście się nieco dziwnie? Na zajęciach o Rzeczpospolitej Obojga Narodów podziwiałem obrazy dumnych szlachciców z szablami. Demonstrowano mi zdjęcia urokliwych dworków i luksusowych arystokratycznych rezydencji. Nauczyciel opowiadał, jak wyrafinowanym w swych założeniach był ustrój I RP – podkreślający równość wszystkich obywateli, gwarantujący, że każdy członek społeczności mógł współdecydować o sprawach państwa. Gdy przechodziliśmy do XIX wieku, mogłem słuchać o tym, jak Polacy zaczytywali się w poezji Mickiewicza i kontemplowali sonaty Chopina. A na koniec dowiadywałem się, jaką ślepą zbrodnią była rabacja galicyjska i o tym, jak wielką krzywdę Polakom wyrządził złowieszczy car, znany mi właściwie tylko z tego, że Polaków do cna nienawidził.

Jednak gdy potem odwiedzałem moją prababcię w niedużej wiosce na północnym Mazowszu, coś zaczynało zgrzytać. W jej wiejskim domu brakowało kominka, nad którym można by było zawiesić szable po przodkach. Gdy rozmawiało się o tym, co tam w szkole, i wspominało, że na polskim przerabiamy Pana Tadeusza, prababcia kiwała głową, ale wyraźnie nie wiedziała, o jakiej książce mowa.

Piosenki, które śpiewała w trakcie gotowania, dalekie były od linii melodycznej utworów Chopina. O udziale w powstaniach, wywózkach lub wymuszonej emigracji nikt nie wspominał. Za to mogłem się dowiedzieć, że teść prababci jeździł do Ameryki, co uznałem z początku za fantastyczną wycieczkę turystyczną, a nie – jak to w istocie było – przymusową emigrację za chlebem. „Nocne Polaków rozmowy” czy inne spiski też raczej nie przewijały się w rozmowach o przeszłości – bo w nocy to się spało, by z rana być gotowym do całodziennej pracy w polu i przy gospodarstwie. A „za cara”, to – o dziwo! – było lepiej.

Właśnie o tym dysonansie napisał książkę Michał Rauszer. W Polsce mamy bowiem dwie historie. Pierwsza – to ta nauczana w szkołach oraz obecna w książkach i filmach – która jest historią polityczną i militarną, opowieścią o życiu i bohaterstwie Wybitnych Jednostek, historią szlachty i inteligencji. Usłyszymy w niej tętent husarskich koni, zobaczymy szlacheckie tłumy w trakcie sejmów, będziemy podpatrywać powstańców kryjących się po lasach. Druga historia – znacząco inna, choć nierzadko przeplatająca się z pierwszą – jest nie mniej intrygująca. Ale jej już nie znajdziemy na kartach szkolnych podręczników. To opowieść o trudach chłopskiego poddaństwa, o społecznych aspiracjach wsi, bogatej i różnorodnej kulturze ludowej, o olbrzymich podziałach ekonomicznych i kulturowych istniejących w jednym państwie. I o ile ta pierwsza historia jest dobrze znana, to ujmuje dzieje ledwie kilkunastu procent Polaków. Druga – zapomniana – to historia ludowa, zazwyczaj chłopska, traktująca o pochodzeniu 80% współczesnych Polaków.

Brakująca większość polskiej historii

Rauszer nie odrzuca w całości politycznych dziejów Polski – chce „jedynie” dopisać do nich historię przemilczanej większości. Jego książka traktuje o społeczno-gospodarczym fenomenie, który miał decydujący wpływ na życie milionów naszych praprzodków – pańszczyźnie. Nie ogranicza się przy tym do suchych teoretycznych wywodów, choć Bękarty pańszczyzny stanowią popularnonaukową wersję jego pracy habilitacyjnej.

Rauszer opowiada o tym, jak pańszczyźniany system funkcjonował w praktyce i – co nie mniej ważne – jak odnosili się do niego sami chłopi. Poznamy więc historyczne korzenie pańszczyzny, dowiemy się, jak wyglądało życie codzienne w jej realiach, na czym polegały hegemonia i nadużycia dworu wobec wsi. Przeczytamy o ludowym pragnieniu sprawiedliwości i godności, o oporze, o otwartych buntach, a także o tym, w jaki sposób – w nieraz dramatycznych i brutalnych okolicznościach – chłopi finalnie sami sobie wywalczyli wolność (bo, wbrew temu, czego uczono nas w szkołach, nie dostali jej ani od łaskawych powstańców, ani od miłościwych monarchów).

Pańszczyzna stanowiła zdecydowanie coś więcej niż sam system ekonomiczny, w którym jedna grupa czerpie zyski z darmowej, przymusowej pracy innych. Była to wręcz cała ideologia – z idealizacją szlachty, z rasistowskimi wprost wywodami o dziejowej, wrodzonej niższości ludu. Jeśli ktoś myśli, że to wszystko to już czasy słusznie minione – Rauszer dobitnie pokazuje, że problem ten ciągnie się za nami do dziś: czy to w dziełach i ekranizacjach książek Sienkiewicza, czy w potransformacyjnej modzie na „szlachetczyznę”, czy nawet w popularnych serialach, w których odżywają stare stereotypy. Spójrzmy na przykład na Ranczo, gdzie z początku cała fabuła osnuta jest wokół poszlacheckiego dworku babci głównej bohaterki, traktowanego jako ideał, a domy lokalnych rolników wyglądają niemal zawsze biednie i odstręczająco.

Autor wskazuje również, że polska wieś niewiele miała wspólnego z „wsią spokojną, wsią wesołą”, o której mogliśmy czytać w szkole w utworach Jana Kochanowskiego. Rauszer opisuje, jak w warunkach znacznych nierówności ekonomicznych schyłku średniowiecza szlachta de facto narzuciła pańszczyznę chłopom, w praktyce nie dając nic w zamian. Z wieku na wiek ta dysproporcja tylko się powiększała – u schyłku pańszczyzny w XIX wieku pan bywał nieraz dosłownie dysponentem życia i śmierci swoich poddanych. I to w pełnym majestacie prawa.

Chłopi mówią sami we własnym imieniu

Kolejny rozdział oddaje już głos samym chłopom. Rauszer opisuje codzienne praktyki oporu poddanych. Opowiada o tym, jak chłopi celowo pracowali powoli, uszkadzali maszyny, udawali głupszych niż są – aby odjąć sobie choć odrobinę ze znienawidzonej niewolnej pracy. Co ciekawe, autor pokazuje również długie trwanie tych tradycji sabotażu. Słynny napis na bramie obozu Auschwitz z przekręconą literą wpisuje się w te zwyczaje jak ulał. Podobnie było z robotnikami peerelowskich fabryk, którzy celowo nie przykładali się do wykonywania powierzonych im zadań.

Dlaczego jednak, skoro cały ustrój pańszczyźniany był tak zły, decydowano się tylko na takie niepozorne, cząstkowe formy negacji? I na to pytanie Rauszer udziela przekonującej odpowiedzi – gdy otwarty bunt grozi dotkliwą karą, a szanse na powodzenie rewolty są znikome, uciskanym pozostaje jedynie działanie drobne, skryte, a zarazem wymagające niemałej dozy sprytu. Ciekawe, że szlachta nie umiała zazwyczaj zrozumieć tej subtelnej gry. Bardzo łatwo dawała się nabrać na fortele chłopów, pozostając w przekonaniu, że poddani są głupi i leniwi. Panom do głowy nie przychodziło, że „pańszczyźniacy” mogli mieć w sobie na tyle sprytu, by tworzyć przebiegły system konsekwentnego oporu.

Trzeci rozdział – Głos podporządkowanych – zabiera czytelnika w intrygującą podróż po świecie folkloru, własnej kultury chłopów. Rauszer obala tezę o prymitywności i banalności tradycyjnej kultury polskiej wsi. PRL i ostatnie dekady zrobiły wiele, by taki „upupiony” obraz kultury ludowej wprowadzić – czy to wyrobami Cepelii, czy występami zespołów „ludowych”, czy to nawet reklamami pewnego oleju do smażenia.

Rauszer pokazuje, że folklor posługiwał się specyficznym kodem – i jeśli ten kod zrozumiemy, to spod pozornie bzdurnych rojów Jasiów, ptaszków i jabłuszek ukażą się nam pełnokrwiste manifesty społeczne i polityczne, które wyszły spod ręki przenikliwych, przebiegłych autorów, chcących przecież uniknąć zdemaskowania jako wywrotowcy. Autor Bękartów pańszczyzny odkodowuje dla czytelnika kilka takich chłopskich podań, pokazując, jak wytworzyły one specyficzny „drugi obieg” informacji, stojący w kontrze do oficjalnych, paternalistycznych narracji szlacheckich.

W kolejnym fragmencie pracy Rauszer zwraca się ku czołowym przeciwnikom pańszczyzny – kobietom. Dobitnie pokazuje, jak istotną rolę odgrywały one w życiu pańszczyźnianej wsi. Służy do tego między innymi, osobliwy z dzisiejszej perspektywy, przykład kobiety, która groźbą użycia złej magii potrafiła wystraszyć szlachcica i dopiąć swoich własnych celów.

„Burzyciele włościan” i chłopska walka przeciw pańszczyźnie

Piąty rozdział książki dotyczy tytułowych „bękartów pańszczyzny” – tym mianem Rauszer obdarzył tzw. burzycieli włościan, czyli osoby szczególnie agitujące chłopów do oporu przeciw pańszczyźnie. Burzyciele odgrywali istotną rolę w buntach, choć często sami nie należeli do klasy chłopskiej. W tym miejscu na stronach książki pojawia się słynny Jakób Szela czy ksiądz Piotr Ściegienny, który w agitację polityczną w interesujący, acz heterodoksyjny, sposób wplatał wątki religijne – do tego stopnia, że wydana przez niego odezwa do zrzucenia pańszczyzny miała formę podrobionej bulli papieskiej.

Nie zapomina Rauszer o całej grupie społecznej wyłączonej z pańszczyzny – zbójnikach. Ludzie ci, kojarzeni do dziś z idealizowaną, romantyczną wizją z serialu Janosik, w rzeczywistości stanowili wyrwę w systemie pańszczyźnianym, ani nie będąc panami, ani nie odrabiając pańszczyzny. Podkoloryzowane opowieści o zbójnickiej wolności miały dla chłopów duże znaczenie – pokazywały możliwość istnienia innego życia, inspirowały i dawały światełko nadziei w trudnych chwilach.

Na koniec dochodzimy do najradykalniejszej formy chłopskiego sprzeciwu – otwartych buntów. Rauszer przywraca pamięci wiele zapomnianych wydarzeń tego typu, negując stereotyp, jakoby polskim chłopom w pańszczyźnie nie było wcale tak źle. Świadczą o tym barwne przykłady, takie jak powstanie chłopów na Podhalu za czasów Michała Wiśniowieckiego, w którym na ponad rok wywalczyli sobie wolność, tocząc nawet otwarte bitwy z wojskami Rzeczypospolitej dowodzonymi przez hetmana Jana Sobieskiego.

Szczególne miejsce autor poświęca ostatniemu z wielkich krwawych buntów chłopskich – rabacji galicyjskiej. Przedstawia w pogłębiony sposób historię tego wydarzenia, zbywanego zazwyczaj w szkolnych podręcznikach ledwie kilkoma pejoratywnymi zdaniami. Opisuje więc tło i przyczyny rabacji, mechanizm chłopskich przygotowań, dynamikę buntu oraz jego pacyfikację. Podkreśla doniosłe konsekwencje tych wydarzeń. Nie tylko już dwa lata później w całej monarchii Habsburgów zniesiono pańszczyznę, ale też w całej Europie opinia publiczna zdała sobie sprawę, że lud to nie ciemna, tępa i bezwolna masa, lecz gracz społeczny i polityczny, którego nie można lekceważyć – niezależnie od tego, czy się go lubi, czy nie.

W podsumowaniu książki Rauszer szkicuje historię uwłaszczenia, a także wskazuje, że z dziedzictwem pańszczyzny borykamy się do dzisiaj. Nierówne relacje ekonomiczne, pogarda wobec osób o ludowym pochodzeniu, odmawianie oponentom racjonalności – to wszystko bolączki, z którymi Polska jako państwo i Polacy jako społeczeństwo wciąż się zmagamy.

Rauszer trafnie zauważa, że „kiedy uzyskujemy nad kimś przewagę polityczną czy ekonomiczną, nie tylko bardzo szybko wchodzimy w jakieś szlacheckie genealogie, ale jeszcze szybciej zaczynamy traktować relacje z podporządkowanymi, jakby opierały się one na pańszczyźnie. Jeżeli nie mamy właściwej historii emancypacji, to ciemiężca przestaje być ciemiężcą, a staje się jakimś wzorem sprawowania władzy (…). Poza tym bez świadomości i wypracowania praktyk jawnej, demokratycznej walki politycznej o swoje prawa, świadomości tych praw, jedynym modelem oporu pozostaje model ukryty”.

Konieczne przekształcenie społecznego imaginarium

Autorowi udało się uniknąć banalizacji tematu. Książka – jako popularnonaukowa – zawiera oczywiście liczne uproszczenia, nie są one jednak nadmierne. Rauszer oddaje ludowi głos, jednak nie idealizuje go w chłopomańskim duchu. Wbrew szkolnym podręcznikom i szlacheckim uprzedzeniom słusznie widzi w poszczególnych chłopach pełnoprawnych, podmiotowych aktorów dziejów – zdolnych zarówno do sprawiedliwych czynów, jak i okropnych nieraz błędów. Podziwia spryt i wytrwałość podporządkowanych w oporze przeciwko uciskowi, ale zarazem nie idealizuje ich nadużyć, chociażby w opisie rabacji galicyjskiej, mitologizowanej w niektórych publikacjach jako szlachetny, słuszny od A do Z, zryw o wolność, zaś przez innych autorów przedstawianej jako kompletnie bezzasadny, ślepo nienawistny wybuch gniewu niewdzięcznych poddanych.

Stawia też inne istotne pytania, na przykład o niejednoznaczną rolę duchowieństwa katolickiego w pańszczyźnie – bo mamy tu zarówno gromiącego pańszczyznę Piotra Skargę (choć o tym aspekcie Kazań sejmowych w szkole i na uczelniach się nie dowiecie) czy działającego na rzecz upodmiotowienia chłopów Pawła Brzostowskiego, jak i paskudnych oportunistów typu Tomasza Młodzianowskiego, głoszących tezy wręcz rasistowskie, wzywających do niemego poddaństwa panom bez względu na wszystko. Umiejętnie też szkicuje analogie między współczesnością a okresem schyłku pańszczyzny – chociażby wskazując na paralele między dawnym dyskursem dotyczącym zniesienia niewoli osobistej a współczesnymi debatami o klasach ludowych.

Książka Rauszera stanowi długo wyczekiwany powiew świeżości na rynku popularnej historiografii. Przez wiele lat próżno było szukać publikacji napisanej przystępnym językiem, która opowiedziałaby szerszemu gronu odbiorców brakującą większość polskiej historii. „Bękarty pańszczyzny” oczywiście nie wyczerpują tej tematyki całkowicie – stanowią jednak porządne zagajenie, które, miejmy nadzieję, wkrótce zostanie rozwinięte kolejnymi publikacjami. Czasy, gdy pamięć o naszych przodkach pozostawała na społecznym marginesie, chyba wreszcie zaczynają odchodzić.

Michał Rauszer, „Bękarty pańszczyzny. Historia buntów chłopskich”,
Wydawnictwo RM, Warszawa 2020.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o zachowanie informacji o finansowaniu artykułu oraz podanie linku do naszej strony.