Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Niezależnie od wyborczego wyniku Ameryka nie zmieni podejścia do Rosji

Niezależnie od wyborczego wyniku Ameryka nie zmieni podejścia do Rosji Źródło: Pierre Blaché - flickr.com

Historia pokazuje, że jest pewna stałość w stosunkach Zachodu z Rosją. Można ją opisać jako regularną oscylację między bliskimi stosunkami gospodarczymi a zimną wojną. Relacje USA-Rosja są tego doskonałym przykładem i wynik wyborczy w listopadzie 2020 roku tego nie zmieni.

Amerykanie mają obecnie zdefiniowany, negatywny stosunek do reżimu na Kremlu ze względu na nielegalną aneksję Krymu w 2014 r. oraz jej konsekwencje na arenie międzynarodowej. Nie zdołał tego zmienić Donald Trump znany z prorosyjskich wypowiedzi publicznych i nie zmieni najprawdopodobniej Joe Biden uznawany za obrońcę ścisłej współpracy NATO i Unii Europejskiej na arenie międzynarodowej.

Długofalowe interesy

Historia sektora ropy i gazu pokazuje, że Amerykanie byli zaangażowani w rozwój wydobycia węglowodorów na Syberii. W czasach poprzedzających okupację ukraińskiego Krymu firmy z USA były obecne w Rosji na podstawie koncesji, przekazywały rosyjskim firmom pieniądze, know-how i technologię. Exxon Mobil planował wspierać Rosjan przy eksploracji złóż wschodniosyberyjskich i arktycznych, dzieląc się technologią hydraulicznego szczelinowania po to, aby Rosja mogła powtórzyć u siebie rewolucję łupkową, której sama nie potrafi indukować przez zacofanie.

Jednakże agresywna polityka Federacji Rosyjskiej zmusiła Amerykanów do zmian. Administracja Baracka Obamy wprowadziła we współpracy z Unią Europejską sankcje uderzające między innymi w sektor naftowy Rosji. Najmocniej było to odczuwalne przy wydobyciu niekonwencjonalnym i głębinowym będącym podstawą eksploracji i eksploatacji nowych złóż rosyjskich mających zastępować te stare, które będą stopniowo wyczerpywane.

Sankcje, za zgodą Brukseli i Waszyngtonu, uderzyły w przyszłość państwa, którego budżet jest w 30 procentach zależny od przychodów ze sprzedaży ropy naftowej. Rosjanie próbują podtrzymywać wydobycie samodzielnie, ale nie ułatwia im tego dystans technologiczny w stosunku do firm zachodnich, kryzys gospodarczy drenujący budżet federalny i pandemia koronawirusa ograniczająca możliwość inwestycji.

Donald Trump nic w tej sprawie nie zmienił. To za czasów sekretarza energii Rexa Tillersona, byłego szefa Exxon Mobil, wspomniana firma wycofała się z rosyjskich koncesji na Morzu Karskim. Trump zaangażował się retorycznie w spór o gazociąg z Rosji do Niemiec o nazwie Nord Stream 2 oskarżając Berlin o finansowanie reżimu na Kremlu. Jednak to nie z inicjatywy lokatora Białego Domu zostały wprowadzone amerykańskie sankcje. To skutek działań ponadpartyjnej grupy kongresmenów, którzy w 2019 r. wpisali sankcje wobec Nord Stream 2 do budżetu Pentagonu po to, aby Trump nie mógł ich zatrzymać bez odrzucenia tego dokumentu.

W 2020 r. powtórzyli ten manewr, domagając się poszerzenia sankcji tak, aby ukończenie spornego gazociągu było niemożliwe. Zmieniły się akcenty. Trump nie ogląda się na Unię Europejską jak Obama. Wyszedł z porozumienia klimatycznego i porozumienia nuklearnego z Iranem. Jego działania w sprawie Nord Stream 2 są unilateralne i wywołują spory wewnątrzunijne. Jednakże generalny kurs na hamowanie agresywnej polityki Kremla jest utrzymany niezależnie od deklaracji i faktycznych działań Białego Domu.

Polityka wobec Rosji się nie zmieni

Argumenty polityczne i ekonomiczne przemawiają za kontynuacją polityki wobec Rosji bez względu na wynik wyborów prezydenckich w listopadzie. Amerykanie chcą blokować Nord Stream 2 zgodnie z polityką ograniczania Kremla. USA wciąż będą dalej rywalizować ekonomicznie z Rosjanami i Chińczykami w celu osiągnięcia celów politycznych, czyli mniejszej zależności sojuszników od tych potęg, co widać na przykładzie inicjatywy Trójmorza oraz potencjalnego zaangażowania USA w rozwój elektrowni jądrowych w Europie Środkowo-Wschodniej: Bułgarii, Czechach, Polsce, Rumunii i Słowacji. To połączenie polityki zagranicznej i gospodarczej, bo firmy amerykańskie mogą zmniejszyć zależność energetyki w regionie od Rosji, przy okazji odzyskując przewagę w rywalizacji o kontrakty na nowe reaktory, w której prym wiedli dotąd Rosjanie i Chińczycy. Wspomina o tym w oficjalnych dokumentach Departament Stanu USA (ten sam, któremu przewodził Tillerson) podkreślając znaczenie rywalizacji Stanów z Chinami i Rosją w sektorze nuklearnym, o której pisałem więcej w tekście „Czy Amerykanie pomogą Polsce zbudować elektrownię jadrową”.

Być może to z tego powodu szef rosyjskiej Służby Zagranicznej Wywiadu Siergiej Naryszkin stwierdził w komentarzu dla agencji TASS, że relacje amerykańsko-rosyjskie prawdopodobnie nie ulegną zmianie po wyborach prezydenckich w listopadzie 2020 r. Akcenty znów mogą się zmienić. Biden może kłaść nacisk na politykę multilateralną, przywrócić większą koordynację sankcji z Unią Europejską, wprowadzić USA ponownie do różnych układów zbiorowych, a nawet rozmawiać z Rosjanami o takich układach, jak ten o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej średniego zasięgu.

Dopóki jednak Rosjanie okupują Krym i prowadzą agresywną politykę na różnych odcinkach stosunków międzynarodowych, twarde jądro administracji USA będzie prowadziło politykę karania Moskwy za jej działania. Nie zmienił tego Trump uznawany przez część opinii publicznej za prorosyjskiego i nie zrobi tego Joe Biden, przedstawiciel establishmentu amerykańskiego o poglądach proatlantyckich.

Może to zrobić tylko Władimir Putin, który mógłby zrewidować politykę rosyjską i rozpocząć dialog z Zachodem, który niechybnie zakończyłby się powrotem do współpracy w sektorze węglowodorów i nie tylko jak bywało w przeszłości w czasach ocieplenia relacji zachodnio-rosyjskich, ja w przypadku wsparcia Nowego Ekonomicznego Planu Włodzimierza Lenina przez Zachód, czy też programu lend and lease w czasie Drugiej Wojny Światowej, albo podboju Syberii i Arktyki sojuszu firm zachodnich i rosyjskich z poprzedniej dekady. Sankcje to nadal kij przypominający o istnieniu marchewki. Bez niej nie mógłby oddziaływać na Kreml z syndromem oblężonej twierdzy. Nie widać jednak szans na zmianę polityki rosyjskiej w bliskiej przyszłości i to może być prawdziwy powód sceptycznej wypowiedzi Naryszkina.

***

Zwroty polityki zagranicznej USA to lekcja dla Polski. Są one uzależnione od długofalowych interesów polegających z jednej strony na rozwoju współpracy ekonomicznej z partnerami prowadzącymi politykę zbieżną z celami amerykańskimi, dla których ważna jest dobra kondycja Unii Europejskie, NATO i Zachodu jako takiego, oraz karaniu tych, którzy działają przeciwko niej. Zmiana polityki amerykańskiej nie zależy więc w istotnym stopniu od tego, kto będzie lokatorem Białego Domu. Można w niej obserwować stałe elementy dobierane w zależności od sytuacji. Zalążek takiego podejścia w Polsce jest widoczny w odniesieniu do projektów energetycznych takich jak gazoport w Świnoujściu, gazociąg Baltic Pipe czy projekt polskiej elektrowni jądrowej. W tych sprawach politycy polscy podążają utartym szlakiem interesów długofalowych – nie licząc incydentów jak wolta Leszka Millera na początku tego wieku czy protesty liderów Konfederacji przeciwko współpracy jądrowej z USA. Warto budować system polityczny wzorem amerykańskiego, który ustabilizuje elementy przewidywalności w coraz mniej przewidywalnym świecie pandemii i kryzysu gospodarczego. Współpraca w tym zakresie z Białym Domem będzie możliwa niezależnie od tego, czy jego lokator będzie miał na imię Donald czy Joe.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.