Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Za dużo świata, za mało Chrystusa. O encyklice „Fratelli Tutti”

Za dużo świata, za mało Chrystusa. O encyklice „Fratelli Tutti” Long Thien/flickr.com

Najnowsza encyklika papieża Franciszka pokazuje jak trudne zadanie stoi od wieków przed Kościołem. Będąc jednocześnie częścią tego świata, katolicy muszą wykraczać poza doczesność i wskazywać na porządek Królestwa Bożego, które nie jest z tego świata. Fratelii Tutti nie zachowuje do końca tego balansu, przez co można odnieść wrażenie, że kluczowe nie jest spotkanie z Chrystusem, lecz reformy społeczne i gospodarcze w imię globalnego braterstwa.

Katolicka kategoria „ludzi zbędnych”

Najpierw zacznijmy od tego, co inspirujące i warte dalszego pogłębiania. To te rozproszone fragmenty, w których ojciec święty pisze o ludziach wykluczanych, pomijanych, wyrzucanych na społeczny margines. Odwołując się do głośnego przedwojennego eseju Stefana Czarnowskiego, można ich zbiorczo określić mianem „ludzi zbędnych”.

W tym miejscu Franciszek – być może nieświadomie, ale skutecznie – stosuje charakterystyczną dla Kościoła posoborowego strategię dyskusji ze światem – model subwersji. Polega on w dużym skrócie na wchodzeniu w dyskurs świecki i przejmowaniu kluczowych dla niego pojęć. Świetnym przykładem takiego działania była redefinicja Marksowskiej „alienacji” dokonana przez Jana Pawła II, który wskazał, że prawdziwa – zdaniem katolicyzmu – alienacja polega na braku relacji człowieka z Chrystusem (porządek duchowy i transcendentny), a nie tyczy się wyalienowanej pracy oraz porządku ekonomicznego i doczesnego.

W przypadku „ludzi zbędnych”  pojęciem podlegającym subwersji jest lewicowa kategoria „wykluczonych”, którą papież Franciszek poszerza o dzieci nienarodzone, niepełnosprawnych i osoby starsze. Wydaje się, że takie rozumienie „ludzi zbędnych” powinno stać się teoretyczną podstawą dla społecznej dyskusji i aktywności ludzi Kościoła w kontekście debaty o „wykluczonych” – dzisiaj monopolizowanej przez lewicę z jej skupieniem na mniejszościach seksualnych i rasowych.

W tym względzie inspirujące i niejako uzupełniające wobec kategorii „ludzi zbędnych” są także partie, w których ojciec święty analizuje szczegółowo biblijną przypowieść o miłosiernym Samarytaninie. Opowieść o trosce przypadkowego podróżnika wobec pobitego człowieka staje się dla Franciszka podstawową figurą tytułowej „przyjaźni społecznej”, która wykracza poza wszelkie podziały: narodowościowe, etniczne, religijne, czy związane z pozycją społeczną. Papież jasno podkreśla to, co w nauce Kościoła obecne jest od samego początku – maksymalne rozszerzenie pojęcia „bliźniego”, które przekracza wszelkie doraźne podziały, granice i tożsamości.

Wszystko słuszne, wszystko prawdziwe, tylko co dalej?

Niestety, na katolickiej kategorii „ludzi zbędnych” i podkreśleniu pojęcia „bliźniego” w dużej mierze kończą się plusy encykliki. Całość dokumentu jest bowiem pełna chaosu, powtórzeń, z tysiącem wątków, strukturą przypominający raczej strumień świadomości, a nie zdyscyplinowany traktat. Co najważniejsze, w tym bałaganie papież pisze oczywiście rzeczy jak najbardziej słuszne, prawdziwe, ale zwyczajnie w świecie banalne, rzeczy z którymi każdy się zgodzi, bo nie sposób się nie zgodzić. Nawet najczęściej chyba przywoływane z aprobatą fragmenty o symetryzmie populistów i neoliberałów oraz passusy o „poetach ludowych” (czyli w praktyce oddolnych reformatorach społecznych i działalności kooperatywnej lub spółdzielczej) nie wnoszą nic specjalnie wartościowego do debaty.

Celnie oddał ten problem Tomasz Sawczuk w komentarzu na łamach „Kultury Liberalnej”: „Można by wręcz powiedzieć, że filozofowie dwudziestowieczni przedstawili myśli spisane przez Franciszka wcześniej i lepiej. O ideach gościnności nieskończonej i przyjaźni obywatelskiej bardzo podobnie pisał Jacques Derrida. O dialogu międzykulturowym i porozumieniu w otwartej komunikacji bardzo podobnie pisał Jürgen Habermas.” Oczywiście, nie chodzi tutaj o fetysz oryginalności, ale inny, głębszy i poważniejszy problem, jaki pojawia się przy lekturze Fratelii Tutti.

Jak rozmawiać ze światem, będąc spoza świata?

Dyskusja Kościoła ze światem opiera się na trzech zasadniczych filarach. Pierwszy to świadomość transcendentnej tożsamości samego Kościoła – jako katolicy jednocześnie jesteśmy wewnątrz tego świata, jak i wykraczamy poza niego, zapowiadając eschatologiczny porządek Nowego Jeruzalem. W praktyce oznacza to zakorzenienie w doczesności z jej wyzwaniami politycznymi, gospodarczymi, społecznymi, czy technologicznymi, ale w tym samym czasie musimy wskazywać, że finalne rozwiązanie tych problemów znajduje się u Boga, a nie w rękach człowieka.

Drugi filar to świadomość, że nasza prawda jest prawdą uniwersalnie obowiązującą – nie ma pełni człowieczeństwa poza Kościołem i relacją z Bogiem w Trójcy Jedynym. We współczesnym świecie, który z alergią reaguje na wszelkie „mocne myślenie”, na przekonanie, że ktoś posiada jedną i powszechną prawdę, takie podejście oznacza z góry wejście na kurs kolizyjny. I jako katolicy musimy przyjmować ten kurs bez szemrania i próby przymilania się na siłę do świata. Naszym celem nie jest bycie najbardziej lubianym kolegą w klasie, ale głoszenie prawdy zbawienia.

Trzeci filar to poziom pragmatyczno-operacyjny, który można sprowadzić do pytania: jakim językiem mówić do świata? A więc jak pogodzić pierwsze dwa filary z potrzebą bycia zrozumianym i wysłuchanym? Wzorcowym przykładem połączenia tych trzech perspektyw jest dla mnie encyklika Jana Pawła II Laborem exercens; świetnie poradził sobie z tym wyzwaniem także sam papież Franciszek przy okazji Laudato Si.

W przypadku Fratelli Tutti ten balans nie został już zachowany – ojciec święty zbyt mocno osadził się w świecie, skupiając się na powszechnie podzielanej diagnozie sytuacji globalnej, przy użyciu maksymalnie inkluzyjnego i neutralnego języka, bez konkretniejszych rozwiązań osadzonych stricte w nauczaniu Kościoła.

Chrystus czy reforma ONZ?

A negatywne konsekwencje takiego braku równowagi są zasadnicze. Oznacza to bowiem ryzyko nieintencjonalnej redukcji katolicyzmu do systemu etycznego i doczesnego programu reform społecznych, gospodarczych czy politycznych. Tymczasem fundamentem jest spotkanie z osobowym Bogiem, a nie powszechne dążenie do ekumenicznego braterstwa wszystkich ze wszystkimi.

Doskonale ten problem obrazuje przytoczona na początku encykliki historia spotkania św. Franciszka z sułtanem Egiptu. W dokumencie papież zwraca uwagę na trudności materialne i organizacyjne tej podróży, różnice kulturowe, językowe i religijne, wreszcie na kontekst bieżący, czyli fakt, że swą podróż Biedaczyna z Asyżu odbywał w trakcie wypraw krzyżowych. Papież finalnie podkreśla, że Franciszek przybył do sułtana, aby szerzyć miłość i braterstwo ponad różnicami.

Tylko problem jest taki, że papież nie podkreślił rzeczy najważniejszej – św. Franciszek przybył do sułtana Egiptu, aby go nawrócić, a nie szukać porozumienia za wszelką cenę. Więcej, Franciszek – niczym prorocy Starego Testamentu wobec pogańskich królestw i pogańskich bóstw plemion otaczających Izraela – wyzwał na pojedynek derwiszy sułtana. Franciszek i muzułmańscy mnisi mieli rozpalić wielki ogień i sprawdzić kto przejdzie przez niego nietknięty, aby dowieść, który z bogów – Bóg chrześcijan czy bóg muzułmanów – jest tym prawdziwym.

I właśnie tej jasnej, jednoznacznej perspektywy spoza świata we Fratelli Tutti brakuje. Bo finalnie musi chodzić o Chrystusa, a nie reformę organów ONZ lub szukanie porozumienia za wszelką cenę i ponad wszelkimi podziałami.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.