Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Pomoc Afryce nam się opłaci

Pomoc Afryce nam się opłaci Zdjęcie: Capri23auto / pixabay.com

Pomoc rozwojowa słusznie postrzegana jest jako humanitarny obowiązek. Jednak umiejętnie wykorzystana może także budować pozytywne dla Polski kontakty dyplomatyczne. Nasza polityka zagraniczna nie docenia miękkiej siły w postaci pomocy niesionej krajom rozwijającym się. W tym obszarze naprawdę mamy się czym pochwalić, ale niestety nasze działania nie są wysoko cenione. O niewykorzystywanym polskim potencjale i wydarzeniach w Bejrucie z Wojciechem Wilkiem, prezesem Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej, rozmawia Maria Sobuniewska.

Fotografie z Bejrutu pokazują ogrom zniszczeń po niedawnym wybuchu. Blisko ćwierć miliona mieszkańców straciło dach nad głową. Co więcej, zniszczona została infrastruktura portowa, która miała kluczowe znaczenie dla handlu libańskiego i zapewniała bezpieczeństwo żywnościowe Libanu (80% żywności sprowadzane jest w tym kraju z zagranicy). Jak wyglądała sytuacja z perspektywy osoby, która tam wówczas była?

Naturalną tendencją jest pokazywanie tylko najbardziej przerażających i poruszających aspektów danej sytuacji. Skupiamy się na ogromie zniszczeń, do których oczywiście doszło, ale możemy odnieść wrażenie, że sytuacja jest gorsza niż w rzeczywistości. I tak jest teraz w Bejrucie.

Zniszczenia w promieniu kilometra od położonego w bejruckim porcie magazynu są rzeczywiście potężne, porównywalne nawet z ostrzem artyleryjskim. Prawdą jest, że blisko 200 tys. mieszkań jest uszkodzonych – mają wybite drzwi i okna wraz z framugami, które zostały dosłownie wepchnięte do środka przez falę uderzeniową. Setki budynków jest tak uszkodzonych, że mogą się zawalić podczas trzęsienia ziemi, a te w Libanie zdarzają się bardzo często.

Jednak pozostałe zabudowania stoją i oprócz wybitych drzwi i okien nie mają uszkodzeń konstrukcyjnych. Tysiące ludzi rzeczywiście straciło dach nad głową, bo zawaliły się (lub istnieje takie ryzyko) ich budynki. Jednak jeśli mieszkania zostaną odpowiednio zabezpieczone, będą miały wstawione nawet tymczasowe drzwi i okna, to setki tysięcy mieszkańców mogą spać spokojnie. Co prawda, w mieszkaniach trzeba zrobić remonty, ale do tego mogą posłużyć szybkie zestawy naprawcze, już de facto rozdysponowywane przez PCPM z innymi organizacjami. Na początek wystarczą drobne naprawy, takie jak montaż folii w wybitych oknach lub wstawienie tymczasowych, drewnianych drzwi. W promieniu dwóch kilometrów od wybuchu jednorazowa kwota kilkuset dolarów mogłaby szybko przywrócić pojedyncze mieszkanie do stanu względnej używalności.

Odnosząc się do zniszczeń bezpośrednio w bejruckim porcie, trzeba zauważyć, że część kontenerowa – służąca do przeładowania towarów – zaczęła działać już kilka dni po eksplozji. ONZ-owski fundusz szybkiego reagowania (CERF) przeznaczył środki na wznowienie przeładunku towarów sypkich, czyli przede wszystkim zbóż. Wszystkim nam zależy, by przeładunek żywności dla Libanu był możliwie najmniej zakłócony. Należy pamiętać, że państwo to posiada jeszcze dwa ośrodki portowe, które nawet w obecnej sytuacji nie działają nawet na 50% swoich możliwości. Istotna była także szybka reakcja Światowego Programu Żywnościowego ONZ, którego szef, David Beasley, zadeklarował przyznanie znaczącej pomocy żywnościowej do czasu, aż Liban ponownie stanie na nogi.

W jaki sposób Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej pomaga w Libanie?

PCPM działa w Libanie od lipca 2012 roku, czyli już ponad 8 lat. Jak na działalność polskiej organizacji prowadzimy tam duże projekty nie tylko w Bejrucie, ale także na północy i wschodzie kraju. PCPM historycznie pracowało w biednych przedmieściach Bejrutu, w których ulokowana jest ogromna liczba syryjskich uchodźców. W dzielnicy Burj Hammoud prowadziliśmy projekt zabezpieczenia uchodźcom dachu nad głową, zaś we współpracy z UN-Habitat – rewitalizację całej dzielnicy. Działając tam codziennie i mając pracowników na miejscu, od razu mogliśmy odpowiedzieć na ten nagły kryzys. Obecnie PCPM razem z UN-Habitat zajmuje się szczegółowym opracowaniem potrzeb ludności. Robimy rozpoznanie budynek po budynku, określamy stan bezpieczeństwa i stan zawalenia mieszkań.

Wybuch w Bejrucie był tak potężny, że słyszeli go wszyscy nasi pracownicy mieszkający w tym mieście. Zdarzył się on wieczorem, więc już o poranku następnego dnia rozpoczęliśmy pracę. Do Bejrutu udała się grupa lekarzy i ratowników z Medycznego Zespołu Ratunkowego PCPM (Polish Emergency Medical Team PCPM). Wysłaliśmy z Polski pierwszy transport pomocy doraźnej (m.in. folii do okien i tymczasowych drzwi). Medyczny Zespół Szybkiego Reagowania działa jako jednostka w sytuacjach kryzysowych, tak by jak najszybciej dotrzeć do regionu potrzebującego pomocy. Dzięki wsparciu Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP i Państwowej Straży Pożarnej grupa była na miejscu już dzień po eksplozji. Teraz wspólnie ze Światową Organizacją Zdrowia naszym głównym zadaniem jest pomoc w zakresie COVID-19. Polscy lekarze i personel medyczny z Emergency Medical Team PCPM wspierają dwa z sześciu szpitali dla chorych na COVID-19 w Libanie. Działania te są realizowane po uzyskaniu zgody Światowej Organizacji Zdrowia i rządu Libanu.

PCPM obejmuje pomoc ratunkową, humanitarną, ale także rozwojową. W jakich miejscach organizacja działa na największą skalę i gdzie realizacja pomocy jest najtrudniejsza?

PCPM zajmuje się pomocą humanitarną i rozwojową głównie w Afryce i na Bliskim Wschodzie. Niestety szczupłość funduszy przeznaczonych na ten cel i będących w posiadaniu MSZ czy innych polskich instytucji nie pozwala nam rozszerzyć działalności na kraje Partnerstwa Wschodniego, m.in. na Ukrainę i Białoruś.

Pod kątem działalności humanitarnej PCPM skupia się przede wszystkim na pomocy niesionej uchodźcom, przede wszystkim w sektorach zabezpieczenia warunków mieszkalnych i ochrony zdrowia. W Libanie wyspecjalizowaliśmy się w działaniach, w ramach których wykorzystujemy zapomogi finansowe jako środek pomocy humanitarnej.

Pod kątem pomocy rozwojowej PCPM funkcjonuje na trzech płaszczyznach. Pierwszą z nich jest wsparcie samorządów i władz lokalnych. Dzięki funduszom UE w Iraku i Libanie realizujemy program wsparcia samorządów i rozwoju lokalnego. Obejmuje on szereg dziedzin – od wodociągów i oczyszczalni ścieków poprzez inżynierię ruchu drogowego po plan zagospodarowania przestrzennego. Działamy także w sektorze rolnictwa – wspieramy spółdzielnie rolnicze, na przykład w Libanie i Palestynie. Trzecią formą są szkolenia i wsparcie sprzętowe jednostek reagowania kryzysowego, czyli m.in. szkolenie jednostek straży pożarnej i wsparcie pogotowia ratunkowego.

W Kenii prowadzimy największy program pomocy rozwojowej finansowany przez MSZ, który pozwolił na poprawę efektywności straży pożarnej w regionie zamieszkałym przez blisko 23 mln ludzi. W Libanie przeprowadziliśmy szkolenia dotyczące pożarów lasów, które są wielką bolączką tego kraju. W takich miejscach widać efekty tej pracy. Przykładowo eksperci ONZ obserwujący działania libańskiej straży pożarnej na gruzach silosu zbożowego, zniszczonego podczas sierpniowej eksplozji w Bejrucie, zauważyli, że libańska straż pożarna korzysta ze sprzętu polskiej firmy, który został im wcześniej dostarczony w ramach projektu pomocowego PCPM.

Jakie są największe wyzwania dla pomocy rozwojowej czy humanitarnej? Przede wszystkim dotyczą one postrzeganiu relacji między naszym krajem a zagranicą. Polska polityka zagraniczna stawia na twarde instrumenty, tradycyjną dyplomację, sojusze lub szczyty. Od lat mam wrażenie, że polscy decydenci zupełnie nie doceniają soft power, czyli miękkich instrumentów, które Polska posiada, ale których nie rozwija. Pomoc rozwojowa i humanitarna okazuje się w tej dziedzinie bardzo ważna, ale nie jest w żaden sposób przez Polskę wspierana. W budżecie państwa brakuje na to funduszy. Wielka szkoda, bo mamy ogromny potencjał, aby wpływać na inne kraje swoim dorobkiem, osiągnięciami, być wzorem do naśladowania nie tylko dla naszych wschodnich sąsiadów, ale także – na przykład w zakresie rozwoju straży pożarnej – dla krajów spoza Europy.

Drugie wyzwanie związane jest z krajami goszczącymi. Często, niezależnie od tego, jak wiele można by w danym państwie zrealizować projektów, nie osiągnie się zrównoważonego rozwoju bez skoordynowanych działań z innymi organizacjami. Z tego powodu nasza fundacja uczestniczy w wielowymiarowych strategiach pomocy humanitarnej pod egidą ONZ. Na przykład w międzynarodowej strategii ONZ dotyczącej pomocy niesionej dla Bejrutu PCPM jest odpowiedzialne za duży komponent zabezpieczenia tymczasowych mieszkań dla osób poszkodowanych. Gdy libańska rodzina potrzebuje wsparcia w zakresie tymczasowego mieszkania, nasi partnerzy w ONZ wiedzą, że mogą się z tym zwrócić do nas.

Jak wygląda wsparcie Waszych działań oferowane przez polski rząd?

Trzeba zauważyć dwa istotne poziomy współpracy między polskimi organizacjami a rządem: komunikacji i finansów. O ile koordynacja i przepływ informacji – szczególnie z MSZ – są bardzo dobre, to finansowanie tej pomocy (związane z decyzjami zapadającymi na poziomie sejmu lub rządu) oceniam negatywne. Rezerwa celowa budżetu państwa na pomoc dla zagranicy, z której są finansowane działania sygnowane logiem Polska pomoc, wynosi ok. 100 mln zł rocznie i nie rośnie od ponad 10 lat. Jest to jak na warunki tak dużego kraju jak Polska kwota dalece niewystarczająca, porównywalna z budżetem miasta Warszawy na remonty ścieżek rowerowych. Świadczy to o niedocenieniu przez polskich decydentów pomocy rozwojowej i humanitarnej jako elementów polityki zagranicznej, o ile nie wszystkich niehandlowych relacji z krajami spoza UE i NATO.

Brak odpowiednio wysokiego finansowania widać bardzo wyraźnie na przykładzie krajów Partnerstwa Wschodniego. Gdyby Polska była bardziej aktywna, także pod kątem pomocy rozwojowej wobec krajów graniczących na Wschodzie, nasza pozycja polityczna i dyplomatyczna byłaby inna. Widać to doskonale na przykładzie Ukrainy i Gruzji, w których rola Polski jako donatora dramatycznie zmalała, zaś nasze miejsce przejęły kraje Europy Zachodniej czy Skandynawii. Pamiętajmy, że pomoc nie jest wyłącznie jednostronną transakcją. Otwiera ona nasz kraj na kontakty z państwami pozaeuropejskimi. Jest to inwestycja w rozwój polskiej gospodarki w oparciu o eksport na rynkach wschodzących. Jeżeli nie będziemy mieli specjalistów ds. tych rynków, a można ich wyszkolić w organizacjach humanitarnych, to sami będziemy sobie szkodzić.

Trzeba mieć na uwadze, że jako Polska jesteśmy niewielkimi graczami w tej skomplikowanej układance. Polski budżet przeznaczony na pomoc rozwojową, będący w gestii MSZ, jest porównywalny z budżetem pomocowym Szwecji luby Niemiec dla jednego kraju w Afryce. W związku z tym polska organizacja musi znaleźć sektor, niszę, w ramach której nasze zaangażowanie, nawet z niewielkim wsparciem finansowym, byłoby widoczne. Moim marzeniem jest, by polscy decydenci docenili możliwości, jakie daje polityce międzynarodowej i wizerunkowi Polski pomoc humanitarna czy rozwojowa niesiona poza naszymi granicami.

W jakich sektorach fundacja współpracuje z rządami państw przyjmujących?

W krajach, w których pracujemy długofalowo, działamy przez zarejestrowane przedstawicielstwa. Zatrudniamy lokalnych pracowników, którzy dzielą się z nami swoją wiedzą i doświadczeniem. Dlatego że działamy tam oficjalnie, możemy współpracować z ONZ i innymi światowymi partnerami. To duża zmiana, dlatego że do niedawna znaczna część polskich organizacji wysyłała pracowników głównie z kraju i realizowała tylko doraźne projekty.

W Kenii MSZ finansuje największy projekt wsparcia straży pożarnej w tym 50-milionowym kraju. Wdrażany jest przez PCPM. To unikatowe przedsięwzięcie, bo w tej części Europy jesteśmy jedyni, którzy wypracowali system szkolenia jednostek pożarniczych, choć wartość tego projektu dla całego kraju to ¼ budżetu pomocy Belgii dla tylko jednego kenijskiego miasta. W Libanie wyspecjalizowaliśmy się we wsparciu uchodźców syryjskich w wynajmowaniu mieszkań w małych miejscowościach. UNHCR i organizacje humanitarne zazwyczaj skupiają się na uchodźcach żyjących w obozach, zaś uciekinierzy z krajów średnio i wysoko rozwiniętych nie chcą w nich przebywać – wolą oddać ostatni grosz, ale mieć jakiekolwiek mieszkanie, nawet w piwnicy. Właśnie tak myśli 75% uchodźców syryjskich w Libanie. Od 8 lat skupiamy się na pomocy mieszkańcom takich miast, jak Homs, Hama czy Damaszek, którzy zostawili swoje domy i mieszkania w Syrii, a egzystują często w bardzo trudnych warunkach w Libanie. W ciągu ostatnich 8 lat dotarliśmy z pomocą do prawie 150 tys. uchodźców z Syrii.

Jednym z najtrudniejszych zadań jest aktywizacja wspieranych społeczeństw tak, aby po zakończeniu akcji humanitarnej mogły samodzielnie stanąć na nogi. W jaki sposób realizowane są strategie pomocowe, aby nie wywołać zjawiska uzależnienia od pomocy z zewnątrz?

Pomoc humanitarna to nie jałmużna, ale od samego początku jest to relacja między dawcą a odbiorcą. Rozpoczynając projekty pomocowe, powinniśmy mieć od razu na myśli to, jakie osiągną one efekty końcowe, czy oby nie przyniosą więcej szkody niż pożytku. Patrząc na sprawę jednostkowo, należy stwierdzić, że każdy projekt powinien być zakończony wzmocnieniem danej osoby, a nie pozostawienie jej na takim poziomie, na jakim była przed rozpoczęciem pomocy. Podstawową zasadą działań humanitarnych jest do no harm, czyli nie postępuj tak, by na sam koniec twoje działanie przynosiło krzywdę. Brzmi prosto, ale nie jest takie w praktyce.

Pomoc humanitarna powinna mieć od samego początku jasno określony cel, który jest realny do osiągnięcia, i nakreślone ramy czasowe. W przypadku długich projektów pojawia się niezwykle szkodliwe dla odbiorców uzależnienie od pomocy humanitarnej (aid dependency) – przyzwyczajenie, że się ona należy i będzie się ją otrzymywało stale. Działania PCPM są koordynowane przez ONZ, co dodatkowo zmniejsza prawdopodobieństwo czynienia szkody. Wytyczne ONZ określają, jaka ma być długość trwania danej pomocy, jej forma lub jak wysokość (w przypadku przekazów pieniężnych), jakie kryteria powinna spełniać rodzina uchodźców syryjskich w Libanie, by otrzymać np. wsparcie w wynajmie mieszkania. Dotyczy to wszystkich naszych działań w Libanie, nawet takich jak dystrybucja zestawów naprawczych do namiotów w obozach dla uchodźców syryjskich, prowadzenie kliniki mobilnej, która niesie pomoc zdrowotną w 20 obozach dla uchodźców.

W jaki sposób tworzone są takie strategie pomocowe? Oprócz tego, że organizacja działa ad hoc (tak jak np. w Bejrucie), to tworzone są kilkuletnie programy rozwojowe w zależności od regionów. Nie da się ukryć, że PCPM działa w miejscach, w których prognozuje się najsilniejsze skutki zmian klimatu. Czy długoterminowe strategie pomocy ujmują już zmiany temperatury i ich konsekwencje – klęski głodu, migracje?

Działania Fundacji PCPM dzielimy na pomoc humanitarną i rozwojową. Ta ostatnia jest z założenia długofalowa, obejmuje często wieloletnie projekty, zaś jej celem jest wsparcie rozwoju społecznego i gospodarczego, a także odpowiedź na procesy globalne, takie jak np. zmiany klimatyczne, postępujące susze. Pomoc humanitarna dostarczana jest natomiast w regionach bardzo niestabilnych, w których sytuacja się często zmienia, dlatego z reguły planujemy ją na jeden rok.

Pomoc humanitarna niesiona przez Fundację PCPM jest częścią strategii pomocowej ONZ dla takich krajów, jak Liban, Syria czy Irak. Te ważne dokumenty koordynujące projekty o wartości setek milionów dolarów są podzielone na sektory, takie jak dostarczenie dachu nad głową, zwiększenia zatrudnienia czy też zapewnienie podstawowych środków na zimę dla uchodźców. Strategie są potężnym narzędziem koordynacji takiej pomocy, gdyż zostają przygotowywane przez ONZ, a finansowane przez Unię Europejską, USA i innych największych darczyńców na świecie. W wypadku kryzysu uchodźców syryjskich (których w Libanie jest milion, w Jordanii 600 tys., a w Turcji 3,5 mln) celem strategicznym ONZ jest to, by umożliwić im dalsze przebywanie w miejscu obecnego pobytu do momentu, kiedy w Syrii będzie bezpiecznie. Wciąż dostajemy informacje o losie Syryjczyków wracających z wygnania do swojego kraju: prześladowaniach, znikaniu bez śladu, a nawet o morderstwach byłych uchodźców. Dlatego właśnie jednym z celów pomocy humanitarnej na Bliskim Wschodzie jest zapewnienie im schronienia do czasu stabilizacji sytuacji w ich ojczyźnie.

Praca w Fundacji PCPM wydaje się wyjątkowo trudnym wyzwaniem, dlatego nie można nie zapytać o ludzi, którzy tam pracują. Co jest ich główną motywacją? Etos? Finanse?

Głównym czynnikiem motywującym do pracy w PCPM lub w innych organizacjach humanitarnych jest chęć niesienia pomocy drugiemu człowiekowi i wiara, że praca z czasem sprawi, że sytuacja się poprawi. Oczywiście nie sugeruję, że warunki zawsze stają się lepsze, ale dokładamy do tego wszelkich starań. Czasem pogorszenie dokonuje się przez czynniki zupełnie niezależne od nas, takie jak COVID-19, upadek rządu w Libanie czy kryzys gospodarczy. I nawet ciężka praca całego naszego zespołu nie jest w stanie im zapobiec.

Dość często jestem pytany, czy ludzie pracujący dla Fundacji PCPM są wolontariuszami. Działania można realizować przy wsparciu wolontariuszy, którzy są na miejscu krótkoterminowo. Jednak realizując długoletnie strategie (np. ośmioletnia obecność PCPM w Libanie) lub te wyspecjalizowane (jak realizowany w Libanie i Iraku projekt zagospodarowania przestrzennego), potrzebujemy specjalistów. Przykładowo przez pierwsze trzy lata pracy w Libanie posługiwaliśmy się wewnątrz naszego zespołu praktycznie wyłącznie arabskim, gdyż nasi lokalni pracownicy słabo znali angielski. Musimy zatem zatrudniać osoby, które mają odpowiednie kompetencje zawodowe, językowe i kulturowe. W naszym interesie jest utrzymać takich pracowników w fundacji, dlatego że mają i umiejętności, i zbudowane dzięki pracy z nami doświadczenie. Jeśli byliby bardzo słabo opłacani, to z czasem naturalnie szukaliby zatrudnienia w innych miejscach.

Fundacja PCPM ma także możliwość reagowania na nagłe sytuacje kryzysowe i epidemie. Medyczny Zespół Ratunkowy PCPM został w zeszłym roku certyfikowany przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) jako tzw. Type 1 Emergency Medical Team. Byliśmy wówczas 29. takim zespołem na świecie i 7. prowadzonym przez organizację pozarządową. Uczestniczy w nim ponad 100 lekarzy, pielęgniarzy i pielęgniarek, ratowników medycznych, farmaceutów, specjalistów od pomocy humanitarnej. W poprzednich latach misje medyczne PCPM docierały do ofiar trzęsienia ziemi w Nepalu (2015), gdzie dotarliśmy w 43 godziny po trzęsieniu ziemi, ofensywy Państwa Islamskiego w Iraku (2016) czy do największego obozu dla uchodźców w Afryce (2018). W tym roku nasz zespół realizował aż sześć misji medycznych w odpowiedzi na pandemię COVID-19. W marcu wsparliśmy Wojskowy Instytut Medyczny w misji medycznej do Włoch, gdzie polscy lekarze pomogli uruchomić szósty oddział intensywnej terapii w mieście Brescia. W kwietniu i w czerwcu zostaliśmy wysłani przez WHO, aby wesprzeć przygotowania szpitali i leczenie osób chorych na COVID-19 w Kirgistanie i Tadżykistanie. Obecnie prawie 25 polskich specjalistów jest w Libanie i Etiopii. W Libanie wspieramy działanie dwóch z sześciu szpitali COVID w tym kraju, zaś w Etiopii – największe w Afryce Wschodniej centrum leczenia COVID-19 dla prawie 1000 osób. Misje Emergency Medical Team PCPM, realizowane pod auspicjami WHO, są nie tylko wsparciem dla takich krajów, jak Liban czy Etiopia, ale też doskonałą wizytówką Polski. Są pomocne w rozwoju zawodowym polskich lekarzy i specjalistów, którzy w nich uczestniczą. Po misji w odpowiedzi na pandemię COVID-19 w Tadżykistanie czterech lekarzy z zespołu ratunkowego PCPM zostało wysłanych jako eksperci Światowej Organizacji Zdrowia.

Jakie widzi Pan perspektywy na przyszłość? Wiele z programów pomocy rozwojowej zmierza albo ku końcowi, albo jest już w połowie działań. Czy widoczne są realne zmiany?

Niestety, wieloletnia strategia pomocowa opracowana przez MSZ sześć lat temu kończy się w tym roku. Mówię niestety, dlatego że jej końcowa data zbiegła się z największym kryzysem gospodarczym i budżetowym Polski w okresie ostatnich 30 lat. Podstawowe pytanie jest takie, czy Rząd RP i MSZ widzą rolę miękkiej siły, w tym pomocy rozwojowej, w polskiej polityce zagranicznej, czy nadal będą je traktować po macoszemu, skupiać się tylko na tradycyjnych, twardych instrumentach, takich jak sojusze lub dwu- i wielostronna dyplomacja. Mam wrażenie, że polscy decydenci postrzegają nakłady na pomoc rozwojową jak zmarnowane pieniądze, nie widzą w tej dziedzinie potencjału, który dla Polski jest szczególnie ważny w krajach Partnerstwa Wschodniego.

Trudno być optymistą. Budżet w gestii MSZ na pomoc humanitarną i rozwojową nie rośnie znacząco od 2010 roku, zaś wyzwania są coraz większe. Jesteśmy świadkami kryzysu na Białorusi, a polski rząd zdecydował się wysłać pomoc skierowaną tylko dla Polonii. Nie twierdzę, że Białorusi jest potrzebna pomoc humanitarna, ale wystosowanie działań skierowanych tylko dla naszych rodaków świadczy o konkretnym zjawisku. W Polsce praktykowana jest narracja, że najlepiej pomagać jedynie sobie.

Zapominamy o dwóch ważnych kwestiach. Po pierwsze, miliony Polaków były uchodźcami po II wojnie światowej. Nasi dziadowie i ojcowie skorzystali z tej samej ścieżki pomocy legalizacji pobytu, jaką obecnie chcą przejść uchodźcy z Syrii czy innych krajów. Wiem, że miliony Polaków skorzystały kiedyś ze światowej pomocy. Wierzę, że nasz kraj powinien działać tak samo, dać uchodźcom w 2020 roku takie wsparcie, jakie nasi rodacy otrzymali w Szwecji, USA czy Australii. Nieśmy pomoc także tam, gdzie jest ona potrzebna – nie tylko w krajach Europy Wschodniej, ale też na Bliskim Wschodzie i w Afryce. To w pasie Sahelu, poniżej Sahary, mają miejsce procesy będące największym wyzwaniem strategicznym dla Europy w kolejnych dziesięcioleciach.

Po drugie, Polska była odbiorcą jednego z największych programów pomocy humanitarnej zrealizowanych po II wojnie światowej. Chodzi oczywiście o wysyłanie paczek do Polski podczas stanu wojennego i całego okresu działania Solidarności. Czy ktoś w Polsce o tym pamięta? Wątpię. Wychodzimy z założenia, że nam się to należało. Jako społeczeństwo wyjątkowo zamożne powinniśmy pomoc nieść dalej.

Największe nadzieje pokładam obecnie w inicjatywach indywidualnej, oddolnej pomocy. Jestem zbudowany pozytywną reakcją polskiego społeczeństwa na wybuch w Bejrucie. W ciągu kilku dni udało nam się zebrać prawie milion złotych, który pozwolił nam na realizację programów zabezpieczenia dachów nad głową i działalności medycznej. Do tego wrażamy projekt finansowany przez ONZ, który zapewnia dach nad głową tysiącom poszkodowanych rodzin. Zostało to zrealizowane dzięki wspaniałemu podejściu polskiego społeczeństwa, pomocy, jaką niesie człowiek człowiekowi. To doskonały przykład, w jaki sposób powinna działać pomoc humanitarna.

Datki na rzecz Polskiej Pomocy Humanitarnej można przekazywać za pośrednictwem platformy: https://pcpm.org.pl/.

Anglojęzyczna wersja materiału do przeczytania tutaj. Wejdź, przeczytaj i wyślij swoim znajomym z innych krajów!

Artykuł (z wyłączeniem grafik) jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zezwala się na dowolne wykorzystanie artykułu, pod warunkiem zachowania informacji o stosowanej licencji, o posiadaczach praw oraz o konkursie „Dyplomacja publiczna 2020 – nowy wymiar”. Prosimy o podanie linku do naszej strony.

Zadanie publiczne współfinansowane przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP w konkursie „Dyplomacja publiczna 2020 – nowy wymiar”. Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.