Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Chińsko-irańskie przymierze zagrożeniem dla Zachodu?

przeczytanie zajmie 10 min
Chińsko-irańskie przymierze zagrożeniem dla Zachodu? Źródło: Photo RNW.org - flickr.com

Na początku lipca dziennikarze New York Timesa dotarli do 18-stronnicowego projektu porozumienia między Chinami a Iranem, który ma wyznaczać ramy relacji obu państw na całe pokolenie. Nie jest to pierwszy raz, gdy informacje o dokumencie przedostają się do opinii publicznej, ale tym razem przedstawiono więcej szczegółów. Zmieniły się też okoliczności międzynarodowe, które zwiększają realność wdrożenia tak ambitnego planu. Czy sojusz Pekinu z Teheranem zmieni globalny układ sił? Czy jest on rzeczywiście możliwy?

Porozumienie zakłada zrealizowanie przez Chińską Republikę Ludową (ChRL) w Iranie blisko 100 projektów o łącznej wartości 400 mld USD w ciągu 25 lat. Będą skoncentrowane przede wszystkim w bankowości, telekomunikacji, portach i kolei. W zamian w czasie trwania projektów Chiny miałyby uzyskać dostęp do irańskiej ropy naftowej poniżej rynkowej ceny. Dodatkowo utworzone zostałyby strefy wolnego handlu w Maku (północno-zachodniej części kraju, w pobliżu granicy z Turcją i Armenią), Abadanie (mieście leżącym w delcie rzeki Szatt al-Arab przy granicy z Irakiem) i na wyspie Keszm (największej wyspie w Zatoce Perskiej i cieśninie Ormuz). Integralną częścią porozumienia miałoby być pogłębienie kooperacji wojskowej poprzez wspólne ćwiczenia, rozwój nowych systemów uzbrojenia i współpracę wywiadów. Ostateczna wersja dokumentu według dziennikarzy NYT została uzgodniona w czerwcu.

Ropa – fundament rozpoczęcia współpracy

To nie pierwsza próba zbliżenia na linii Pekin-Teheran. Początków partnerstwa chińsko-irańskiego należy doszukiwać się już w latach 90. XX wieku, na które to złożyły się czynniki polityczne i gospodarcze. Wcześniej ChRL była skupiona na rozwijaniu relacji z szeroko pojętym Zachodem, z którego na Daleki Wschód płynęły inwestycje i technologie, a w drugą stronę przemieszczała się rosnąca fala chińskiego eksportu. Jednak ta współpraca po dwóch wydarzeniach zaczęła tracić na intensywności. Nastąpiła korekta zachodniego kursu przez Chiny.

Istotne było krwawe stłumienie protestów na placu Tiananmen w 1989 roku i krytyka, która wówczas popłynęła do Państwa Środka ze strony państw demokratycznych. Co prawda, nałożone wtedy sankcje gospodarcze dość szybko w większości zniesiono, jednak dla Pekinu był to znak ostrzegawczy, który wzmógł wewnętrzną debatę, na ile można polegać na państwach odmiennych ideowo.

Drugim wydarzeniem był rozpad Związku Radzieckiego. Przestał istnieć konkurent, którego polityka dotychczas zbliżała Pekin i Waszyngton. Jednak jeszcze ważniejszym czynnikiem był psychologiczny aspekt końca Rosji Sowieckiej. Dla chińskich elit politycznych upadek wielonarodowego imperium rządzonego przez komunistyczną partię był przerażającym precedensem. Pojawiły się obawy, że taki sam los może spotkać ChRL.

Dla Iranu duże znaczenie dla zbliżenia z Chinami miało zakończenie wojny z Irakiem (1980-1988). W jej trakcie państwo poniosło duże straty gospodarcze, a część przemysłu naftowego została zniszczona. Złą sytuację potęgowała niestabilność polityczna w regionie. O ile upadek Związku Radzieckiego z perspektywy Teheranu można uznać za korzystny, to w sąsiedztwie postępowały niepokojące dla Iranu procesy. Na Zachodzie Stany Zjednoczone potwierdziły status regionalnego hegemona w Zatoce Perskiej po operacji Pustynna Burza. Na Wschodzie wyrósł w Afganistanie ruch talibów, który w tamtym czasie był wrogo nastawiony do reżimu Ajatollahów. Antagonizm ten wyraźnie objawił się w 1998 roku, gdy podczas masakry w Mazar-i Szarif zginęło jedenastu irańskich dyplomatów.

W tych niestabilnych latach Chiny i Iran znaleźli solidny fundament, na którym zbudowano obustronne relacje – ropę naftową. Dynamicznie rosnący popyt wewnętrzy czarnego złota w ChRL pod koniec ubiegłego wieku doprowadził do przemiany Chin w 1993 roku z eksportera ropy na importera netto. Poszukiwanie surowców za granicą stało się jednym z motorów większego zaangażowania Pekinu w sprawy międzynarodowe. Iran jako państwo stojące w kontrze do Zachodu stał się idealnym partnerem.

Chińskie inwestycje krwiobiegiem relacji

Partnerstwo chińsko-irańskie na przestrzeni ostatnich dwóch dekad zacieśniało się skokowo. Poważnym politycznym impulsem do rozpoczęcia tego procesu była wizyta w Teheranie przewodniczącego Chin, Jiang Zemina, w 2002 roku. W tamtym czasie popyt na ropę w ChRL wynosił 5 mln baryłek dziennie, przy czym lokalna produkcja liczyła 3,4 mln baryłek. W trakcie wizyty podpisano pomniejsze porozumienia, otwierając drzwi do większych umów w przyszłości, które miały wzmocnić bezpieczeństwo energetyczne Chin.

Pierwsze memorandum rozpoczynające współpracę w naprawdę dużej skali zostało podpisane dwa lata później. Zakładało ono kupno przez chińskiego giganta paliwowego, Sinopec, 250 mln ton skroplonego gazu w ciągu 30 lat i 150 tys. baryłek ropy dziennie przez 25 lat. Dodatkowo firma miała odpowiadać wspólnie z National Iranian Oil Company (NIOC) za rozwój irańskiego pola naftowego, Yadavaran. Porozumienie zostało wycenione przez obie strony na 70 mld USD. Po przedłużających się rozmowach w 2007 roku ostatecznie podpisano kontrakt, który zakładał zainwestowanie przez stronę chińską 2 mld USD w rozbudowę infrastruktury.

Prawdziwy wysyp kolejnych kontraktów przypadł na rok 2009. Kontrakt China National Petrolum Corporation (CNPC) z NIOC na rozwój pola naftowego w Północnym Azadeganie (warty 1,75 mld USD), umowa na eksploatację złoża gazu Południowy Pars (5 mld USD), moratorium Sinopec z National Iranian Oil Refining and Distribution Company (NIORDC) o finansowaniu rafinerii (6,5 mld USD) to przykłady ścisłej relacji zbudowanej na czarnym i błękitnym złocie w ciągu zaledwie 12 miesięcy.

Oba państwa próbowały również znaleźć inne pola współpracy gospodarczej. W 2007 roku China Gezhouba Group Corporation podpisała kontrakt wart blisko 600 mln USD na budowę elektrowni wodnej, Rudbar-Lorestan (o mocy 450 MW). Cztery lata później Sinohydro parafowało umowę wartą ok. 2 mld USD na wybudowanie zapory Bakhtiari (1500 MW). Trzeba również odnotować dwa kontrakty kolejowe w Iranie na łączną kwotę 1,9 mld USD, uzyskane przez chińskiego giganta, NORINCO.

Zbliżenie Pekinu i Teheranu zostało spowolnione ze względu na nałożenie w 2010 roku przez Radę Bezpieczeństwa ONZ sankcji gospodarczych na Iran. Co istotne, Chiny głosowały za wprowadzeniem kary na to państwo, a głównym orędownikiem były Stany Zjednoczone. Pekin pokazał wówczas, że nie zamierza narażać swoich relacji z Waszyngtonem dla reżimu Ajatollahów. Nie chciał tracić politycznego kapitału nawet w sytuacji, gdy prestiż Chin na arenie międzynarodowej imponująco wzrósł po kryzysie finansowym z lat 2008-2009.

Powrót do wykuwania się strategicznego partnerstwa

W następnych latach szereg międzynarodowych procesów doprowadził do odnowy relacji chińsko-irańskich. Przede wszystkim Stany Zjednoczone i Chiny weszły na kurs zaostrzającej się rywalizacji. Chociaż w epoce Donalda Trumpa często się o tym zapomina, to poza latami 2001-2012 stosunki obu mocarstw były napięte przez cały okres po 1989 roku. Trzeci kryzys w Cieśninie Tajwańskiej (1995-1996), zbombardowanie chińskiej ambasady w Belgradzie przez siły USA podczas interwencji NATO (1999) i zderzenie się szpiegowskiego samolotu EP-3 z chińskim myśliwcem nad Morzem Południowochińskim (2001) wskazywały na zaostrzający się trend w relacjach bilateralnych obu państw. Rywalizacja uspokoiła się dopiero wtedy, gdy Stany Zjednoczone skupiły się na wojnie z terroryzmem. Jednak gdy tylko sytuacja na Bliskim Wschodzie względnie się ustabilizowała, administracja Baracka Obamy opracowała strategię „pivotu do Azji”, która została w Chinach jednoznacznie uznana za konfrontacyjną.

Równocześnie zmienił się międzynarodowy status Teheranu. Po zawarciu porozumienia nuklearnego w 2015 roku pomiędzy Iranem a stałymi członkami Rady Bezpieczeństwa ONZ, Niemcami i Unią Europejską, otworzyły się nowe możliwości handlowe i inwestycyjne. Teheran poszukiwał partnerów, którzy byliby w stanie zrewitalizować zarówno jego przemysł naftowy, jak i resztę gospodarki. Pekin wydawał się wymarzonym partnerem – teoretycznie niewymagającym żadnych ustępstw politycznych, a zarazem mającym nadwyżki kapitałowe i skłonność do inwestowania w niestabilnych państwach, np. w sąsiednim, targanym wojnami Iraku.

Dodatkowym impulsem dla relacji chińsko-irańskim było dojście do władzy Xi Jinpinga w 2012 r. Nasiliły się wówczas obserwowane już wcześniej trendy – rosnąca chińska asertywność wobec Zachodu i większa aktywność Pekinu na arenie międzynarodowej. W 2013 roku ogłoszono Inicjatywę Pasa i Szlaku, w której Iran leży na przecięciu obu części składowych inicjatywy – jednego z sześciu lądowych korytarzy Gospodarczego Pasa Jedwabnego Szlaku i jednego z trzech tzw. niebieskich korytarzy gospodarczych Morskiego Jedwabnego Szlaku XXI wieku. Dodatkowo Teheran został jednym z założycieli Azjatyckiego Banku Inwestycji Infrastrukturalnych. To zainicjowana przez Chiny międzynarodowa instytucja finansowa, której zadaniem jest wspieranie rozwoju infrastruktury.

Kolejny rozdział w relacjach obu państw miał się rozpocząć od wizyty Xi Jinpinga w Teheranie w styczniu 2016 roku – zaledwie tydzień po zniesieniu sankcji nałożonych na Iran. Ogłoszono wtedy wspólną deklarację o wszechstronnym strategicznym partnerstwie obu stron. Warto pamiętać, że wprowadzenie różnych poziomów strategicznego partnerstwa (to propozycja Chin) ma na celu zhierarchizowanie ich partnerów, ale przede wszystkim to swego rodzaju deklaracją chęci pogłębiania relacji. Działania te są raczej początkiem procesu, a nie jego zwieńczeniem.

W 2016 roku Chiny były o wiele potężniejszym państwem niż w 2002 roku. Mówiąc wprost – w ciągu 14 lat przeistoczyły się z mocarstwa regionalnego w mocarstwo globalne. Równolegle chińskie zapotrzebowanie na ropę drastycznie wzrosło. Według danych OPEC osiągnęło w 2016 roku niemal 12 mln baryłek ropy dziennie, przy własnej produkcji na poziomie ok. 4 mln baryłek. To zwiększyło dynamikę relacji chińsko-irańskich. Wśród 17 podpisanych wówczas porozumień najgłośniejsze dotyczyło zwiększenia bilateralnej wymiany handlowej o 600 mld USD przez następne 10 lat. Xi Jinping obiecał również większe szanse rozwoju w ramach Pasa i Szlaku, czego zwiastunem miał być pierwszy pociąg towarowy, który przyjechał do Teheranu już kilka tygodni później. Swego rodzaju wisienką na torcie miało być podwyższenie statusu Iranu z obserwatora na członka Szanghajskiej Organizacji Współpracy.

I to właśnie wtedy we wspólnym oświadczeniu o wszechstronnym strategicznym partnerstwie znalazł się zapis o rozpoczęciu konsultacji i dyskusji nad „Porozumieniem o Wszechstronnej Współpracy”, który miał przedstawiać wizję wspólnego rozwoju w zakresie energetyki, infrastruktury, przemysłu i technologii w perspektywie 25 lat. To właśnie ten niepozorny fragment leży u podstaw umowy, której ostateczny tekst miał być według dziennikarzy New York Timesa uzgodniony w czerwcu.

Sen o wielkich inwestycjach

Bez względu na dokładny kształt ostatecznego porozumienia i to, czy zostanie ono zaakceptowane przez parlament w Iranie (w Chinach nie ma co do tego żadnych wątpliwości), aby ocenić realność dokumentu, warto się przyjrzeć poszczególnym założeniom w kontekście ostatnich dwóch dekad relacji obu państw.

Do opinii publicznej najbardziej przebiły się zapisy porozumienia mówiące o kwocie 400 mld USD, które Chiny miałyby zainwestować w Iranie. Po rozłożeniu jej na 25 lat daje to średnio 16 mld USD rocznie. Warto odnotować, że według danych American Enterprise Institute i Heritage Foundation łączna wartość wszystkich chińskich inwestycji w Iranie w latach 2005-2020 wyniosła 26,5 mld USD. Oznacza to, że z każdym rokiem Pekin musiałby średnio inwestować równowartość 60% swojego zaangażowania kapitałowego z ostatnich 15 lat.

Gdyby tego typu porozumienie zostało podpisane w 2016 roku, to można by tę kwotę uzasadniać dynamicznie rosnącymi bezpośrednimi inwestycjami zagranicznymi (BIZ) Chin. Według danych Konferencji Narodów Zjednoczonych ds. Handlu i Rozwoju w latach 2006-2016 wzrosły one z poziomu 17 mld USD do 196 mld USD. Jednak później sytuacja się odwróciła. Do 2019 roku chińskie BIZ spadły do 117 mld USD. Wynika to z jednej strony z sytuacji gospodarczej w Chinach, a z drugiej z obawy centrali Komunistycznej Partii Chin o utratę kontroli nad kapitałem wychodzącym poza granice państwa.

Drugim problemem z deklarowaną kwotą inwestycji jest to, że nie wystarczy podpisać kontraktu. Należy go również doprowadzić do skutku, co w przypadku chińskich inwestycji w Iranie często stanowiło problem.

Przykładowo Sinopec nigdy w pełni nie zrealizował rozbudowy pola naftowego Yadavaran. Po ukończeniu pierwszej fazy (i wprowadzeniu sankcji ONZ) firma wycofała się z dalszych prac. Do dzisiaj obie strony nie osiągnęły porozumienia w sprawie ich wznowienia. Eksploatacja złoża gazu Południowy Pars przez CNPC również zakończyła się niepełnym sukcesem. W wypadku budowy tam i elektrowni wodnych współpraca chińsko-irańska też nie zawsze przebiega pomyślnie. Niektóre projekty, jak np. Rudbar-Lorestan, zostały w pełni zrealizowane. Inne napotkały problemy. W 2012 roku Sinohydro zostało wykluczone z budowy zapory Bakhtiari. Jej miejsce zajęła firma Khatam-al-Anbiya, kontrolowana przez Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej, a w 2017 roku projekt przekazano koncernowi z Korei Południowej.

Istnieje duża szansa, że część dotychczas niezrealizowanych przedsięwzięć chińskich w Iranie znajdzie się w 25-letniej umowie, która ma zostać podpisana. Trzeba jednak powiedzieć to jasno – recykling niezrealizowanych projektów nie jest solidnym fundamentem do budowy strategicznego partnerstwa.

Więcej niż energetyka

Umowa chińsko-irańska przewiduje również współpracę w innych dziedzinach gospodarki. Jeden z jej punktów ma zakładać stworzenie trzech stref wolnego handlu – jak można wnioskować, patrząc na chińskie doświadczenia inwestycyjne, razem z infrastrukturą transportową i bazą przemysłową. Chiny realizują podobne projekty w regionie Oceanu Indyjskiego. Najbardziej znany jest przykład Gwadaru – portu w Pakistanie, rozbudowywanego od 2002 roku i przyległej do niego strefy wolnego handlu, którą ogłoszono w 2016 roku. Projekt można nazwać umiarkowanym sukcesem, choć są z nim problemy – realizacja się przeciąga i jak na razie nie spełnia oczekiwań.

Można założyć, że nawet gdyby w tym roku rozpoczęto tworzenie stref wolnego handlu w Iranie, to rzeczywiste efekty byłyby widoczne nie wcześniej niż za dekadę. Na tyle można szacować czas, który jest potrzebny, aby dopiąć na ostatni guzik prawne aspekty przedsięwzięcia, zbudować odpowiednią infrastrukturę, a następnie przenieść na miejsce wystarczającą ilość zakładów przemysłowych, żeby poniesione koszty zaczęły się zwracać. Natomiast gospodarka Iranu wymaga jak najszybszych inwestycji.

Innym aspektem wymienianym w porozumieniu jest współpraca militarna. W tym wypadku również można spoglądać na te założenia z mniejszym sceptycyzmem niż w kwestii inwestycji. Po pierwsze, Chinom bardzo zależy na informacjach wywiadowczych dotyczących sytuacji na Bliskim Wschodzie, w szczególności w kontekście zaangażowania Ujgurów, o których pisał na łamach Klubu Jagiellońskiego Ondřej Klimeš, w lokalne konflikty zbrojne.

Po drugie, Xi Jinping stara się, aby chińska armia była coraz bardziej widoczna na świecie. Efektem tego jest rosnąca ilość ćwiczeń wojskowych przeprowadzanych za granicą, a także wizyty chińskiej marynarki wojennej w różnych miejscach na świecie. Marynarka Wojenna Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej prowadziła ćwiczenia z Iranem zarówno w 2017 roku, jak i dwa lata później. Można się spodziewać, że ich częstotliwość wzrośnie. Po trzecie, Pekin szuka nowych nabywców dla swoich systemów uzbrojenia, a Iran nie ma wielu alternatyw.

Jednak najbardziej wymiernym elementem współpracy chińsko-irańskiej zawartym w umowie bilateralnej jest rozbudowa sieci telekomunikacyjnej w Iranie. Bez wątpienia będzie na niej zależało Pekinowi, który stara się znaleźć jak największy rynek zbytu dla infrastruktury 5G budowanej w oparciu o rozwiązania Huawei.

Można się spodziewać modelu, który był zastosowany m.in. w Polsce podczas rozbudowy sieci 4G jednego z operatorów. Chińskie banki udzielą niskooprocentowanych kredytów na rozwój infrastruktury, jeżeli lokalny dostawca telefonii komórkowej zdecyduje się na skorzystanie ze sprzętu chińskiego producenta.

Mit gamechangera

Rozmiar potencjalnej umowy chińsko-irańskiej doprowadził do spekulacji, że może ona być game changerem na Bliskim Wschodzie. Teheran byłby dzięki niej w stanie zmodernizować swoją gospodarkę, a Chiny uzyskałyby trwały przyczółek w regionie. Dodatkowo partnerstwo byłoby cementowane przez współpracę przeciwko Stanom Zjednoczonym. Takie współdziałanie miałoby sens w sytuacji otwierania kolejnych frontów wojny gospodarczo-ideowej pomiędzy Waszyngtonem a Pekinem i agresywnej polityki USA wobec Iranu, której emanacją było wyeliminowanie irańskiego generała, Kasema Sulejmaniego.

Dotychczasowa historia relacji Pekinu z Teheranem pokazuje jednak, że spora część deklaracji ma wymiar głównie propagandowy i symboliczny. Efekty współpracy często przynoszą rezultaty poniżej oczekiwań. W dodatku wydaje się, że obie strony nie potrafią zdefiniować inaczej swoich relacji niż w kontekście warunków gry narzuconych przez Waszyngton. Momentami sytuacja wygląda tak, jakby dla Pekinu Teheran był tylko kartą przetargową w relacjach z Białym Domem.

Nie oznacza to, że stosunki z reżimem Ajatollahów są nieistotne dla Chin. Zainwestowały tam ponad 26,5 mld USD, a roczny handel bilateralny, mimo że jest mocno uzależniony od sankcji i cen węglowodorów, utrzymywał się w latach 2010-2018 na poziomie powyżej 30 mld USD, osiągając nawet ponad 50 mld USD w 2015 roku. Ponadto bez uwzględniania Iranu żadne mocarstwo nie może uczestniczyć w rywalizacji na Bliskim Wschodzie.

Przytaczając statystyki gospodarcze, warto jednak pamiętać o szerszym kontekście. Zdecydowanie więcej niż w Iranie ChRL zainwestowała w ostatnich 15 latach nie tylko w Arabii Saudyjskiej (38,6 mld USD), a także w Zjednoczonych Emiratach Arabskich (33,5 mld USD). Pekin ma z nimi również większe obroty handlowe niż z Teheranem. Podobne do irańskiego zaangażowanie kapitałowe Chiny miały w targanym wojnami Iraku (24 mld USD) i Egipcie (27 mld USD). Symboliczny może być też fakt, że w 2019 roku Iran odpowiadał tylko za 3% chińskiego importu ropy. Nawet jeżeli pozostawimy gospodarkę na boku, to głębsze relacje z reżimem Ajatollahów będą trudne politycznie dla Pekinu. Nie tylko ze względu presji Stanów Zjednoczonych, ale także Arabii Saudyjskiej i Izraela (innego ważnego partner Chin w regionie).

Porozumienie chińsko-irańskie będzie realizowane, ale tylko do pewnego stopnia. Inwestycje zapewne wzrosną, jednak nie do zakładanego poziomu. Prawdopodobnie część z tych 400 mld USD przypadnie handlowi bilateralnemu. Wzmocniona zostanie współpraca polityczna i wojskowa, a Iran będzie miał w końcu szansę uzyskać status członka Szanghajskiej Organizacji Współpracy. Umowa nie będzie jednak przełomem w relacjach obu państw. Wbrew głośnym zapewnieniom nie należy spodziewać się bliskowschodniego game changera.

Anglojęzyczna wersja materiału do przeczytania tutaj. Wejdź, przeczytaj i wyślij swoim znajomym z innych krajów!

Artykuł (z wyłączeniem grafik) jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zezwala się na dowolne wykorzystanie artykułu, pod warunkiem zachowania informacji o stosowanej licencji, o posiadaczach praw oraz o konkursie „Dyplomacja publiczna 2020 – nowy wymiar”. Prosimy o podanie linku do naszej strony.

Zadanie publiczne współfinansowane przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP w konkursie „Dyplomacja publiczna 2020 – nowy wymiar”. Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.