Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Turboliberalizm polskich przedsiębiorców szkodzi kapitalizmowi. Musimy to zmienić, zanim będzie za późno

przeczytanie zajmie 9 min
Turboliberalizm polskich przedsiębiorców szkodzi kapitalizmowi. Musimy to zmienić, zanim będzie za późno Zdjęcie: Kevin Schneider

Wydawać by się mogło, że solidarność w czasie kryzysu jest oczywistym nakazem. Tymczasem na początku pandemii z części środowisk przedsiębiorców dochodziły głosy, że żadnego zamrożenia gospodarki być nie może, Kodeks pracy trzeba zawiesić, a programy społeczne wstrzymać. Gdy polskiemu biznesowi jedyną drogą wyjścia wydały się skrajnie neoliberalne recepty, zachodni przedsiębiorcy uznali, że tylko większa odpowiedzialność społeczna firm, nawet za cenę strat finansowych, może zagwarantować wyjście z koronawirusowej recesji. Za tymi mentalnościami kryją się dwie różne historie budowy kapitalizmu.

Polski przedsiębiorca chce kapitalizmu pierwotnego

W szczycie pandemii w Europie Grzegorz Hajdarowicz, właściciel firmy Gremi Media, wydającej m.in. „Rzeczpospolitą”, napisał na łamach swojej gazety tekst. Przekonywał w nim, że rządy na całym świecie nie mają takiego pojęcia o gospodarce i polityce, jak on, dlatego w efekcie podejmują złe decyzje, które doprowadzą do ekonomicznej katastrofy. Zamiast zamrażać gospodarkę na najtrudniejszy okres pandemii, należy, co proponował Hajdarowicz, pozostawić ją otwartą, ale z zachowaniem sanitarnych zasad bezpieczeństwa, i wdrożyć jednocześnie szereg skrajnych, wolnorynkowych rozwiązań, które miałyby być na ten trudny, pandemiczny czas wsparciem dla firm i prowadzących je przedsiębiorców. Wśród wysuwanych przez niego rozwiązań było m.in. zawieszenie poboru podatków dochodowych i składek ZUS do końca 2020 roku, zawieszenie spłat rat kredytów o rok, przyspieszenie zwrotów VAT-u do 14 dni przynajmniej do końca 2021 roku, zawieszenie wypłacania programów socjalnych, takich jak 500+ i 13. emerytura, jak również (a może przede wszystkim) całkowite zawieszenie funkcjonowania Kodeksu pracy i zmniejszenie wymiaru urlopu w 2020 i 2021 roku o połowę.

Innymi słowy, Hajdarowicz chciałby wykorzystać pandemię, by cofnąć relacje wiążące przedsiębiorców i pracowników do tych, jakie funkcjonowały mniej więcej w XVIII wieku, i przy okazji pozbawić państwo większości źródeł dochodu. Zawieszenie prawa pracy oznaczałoby pozbawienie pracowników jakiejkolwiek prawnej ochrony przed wykorzystywaniem. Natomiast pracodawcy zyskaliby w ten sposób prawo do zwalniania ludzi z dnia na dzień, bez oglądania się na takie rzeczy, jak okres wypowiedzenia i inne prawa pracownicze, tak ważne w erze kryzysu. Ponadto zawieszenie programów socjalnych w momencie, gdy pobudzanie popytu jest konieczne, by utrzymać gospodarkę przy życiu, jest po prostu ekonomicznym samobójstwem.

Sam fakt niedorzeczności przedstawionych pomysłów nie jest jednak zaskoczeniem – w dobie kryzysu zawsze pojawiają się głosy próbujące wykorzystać sytuację do maksymalizacji osobistych korzyści, a w tym Hajdarowicz jest na polskim rynku jedną z wiodących postaci. Sukcesywnie od wielu lat unika płacenia w Polsce podatków, wszystko to dzięki swoim spółkom w Luksemburgu i na Cyprze, a zatem w unijnych rajach podatkowych.

Ciekawszym zjawiskiem jest jednak stosunkowo duże poparcie dla tego pomysłu ze strony części przedsiębiorców – małych i większych – którzy, jak deklaruje sam Hajdarowicz, masowo pisali do niego, by wyrazić swoje poparcie dla jego pomysłów. W zachodnich gospodarkach, z którymi tak chętnie chcemy się porównywać, coraz więcej przedsiębiorców podkreśla społeczną odpowiedzialność biznesu i wręcz zachęca państwo do większego opodatkowania ich własnych firm i majątków, by poprawić jakość życia pracowników i klientów.

Najnowszym przykładem takiego zachowania był list otwarty 83 miliarderów z Niemiec, USA, Wielkiej Brytanii, Danii, Kanady, Nowej Zelandii, Francji, Szwecji i Holandii, w którym wzywają oni o jak najszybsze opodatkowanie ich zarobków i majątków, by w ten sposób pomóc najbiedniejszym i najsilniej dotkniętym przez koronawirusową pandemię. Wśród sygnatariuszy można znaleźć m.in. spadkobierców fortuny Disneya, Abigail i Tima Disney, i założyciela marki lodów Ben&Jerry’s, Richarda Curtisa. Widać więc rozdźwięk między światami wartości Hajdarowicza a tą sporą grupą ludzi sukcesu Zachodu. Powstaje pytanie, z czego wynika to diametralnie inne podejście.

Powojenny konsensus zrodził odpowiedzialny biznes

Aby zrozumieć różnice w podejściu przedsiębiorców funkcjonujących dawniej po obu stronach żelaznej kurtyny, warto przeprowadzić analizę zgodną z zasadami ekonomii instytucjonalnej. W ramach tej dziedziny badacze analizują poszczególne elementy społeczne, prawne i kulturowe zachodzące w danym kraju, żeby sprawdzić, jaki wpływ mogą mieć na sytuację ekonomiczną w danym państwie, a w konsekwencji, co należy zrobić, by osiągnąć kolejne etapu rozwoju gospodarczego. Nie ma wątpliwości, że to, co różni Polskę i inne kraje Europy Środkowo-Wschodniej, będące dzisiaj członkami Unii Europejskiej, jest doświadczenie komunizmu i sposób wyjścia z niego. W latach 1945-1990 zachodnia część Europy przechodziła radykalne zmiany na tle gospodarczym – początkowy powojenny ład zakładał duży udział państwa w gospodarce, wysokie podatki i w zasadzie egalitarne społeczeństwo. Te podstawowe elementu nowego systemu nazywano często powojennym konsensusem, ponieważ zgoda co do jego implementacji rozpościerała się od Berlina do Waszyngtonu i łączyła największe partie polityczne, niezależnie od tego, czy były one bardziej konserwatywne, czy raczej postępowe. W tym czasie związki zawodowe miały bardzo duży wpływ na wydarzenia nie tylko w swoich zakładach pracy, ale i w działaniach rządów, a ich obecność w zarządach spółek stawała się coraz powszechniejsza. Najwcześniej tego typu rozwiązanie obowiązywało w powojennych Niemczech, bo już od 1951 roku, zaś europejską normą stało się na początku lat 70.

Po 30 latach funkcjonowania tego konsensusu sytuacja ekonomiczna części państw Zachodu była jednak bardzo trudna, a kryzys naftowy z 1973 roku ujawnił zjawiska, jakiego obowiązujący wówczas dogmat makroekonomiczny nie był w stanie wyjaśnić. Po paru latach do władzy doszli więc liberałowie, z których do historii przeszli przede wszystkim Margaret Thatcher i Ronald Reagan. Ich działania miały na celu powszechną prywatyzację, globalizację, ograniczanie roli państwa w gospodarce, odsuwania związków zawodowych od władzy i deregulacje, co w skrócie nazwać można odwracaniem osiągnięć kilku dekad powojennego konsensusu. Inaczej mówiąc, gdy wschodnia część Europy pogrążona była w socjalistycznym, narzuconym przez Moskwę systemie ekonomicznym, który z roku na rok tracił na atrakcyjności ze względu na swoją nieefektywność, zachodnia część Europy i świata przeszła świadomą politycznie drogę z gospodarki demokratycznie pilnowanej przez państwo do leseferyzmu zgodnego z naukami szkoły chicagowskiej.

Warto jednak pamiętać, że instytucje społeczne zmieniają się bardzo wolno, bo od 30 do nawet 100 lat. Stąd w zbiorowej pamięci zostało przekonanie m.in. o tym, że pracodawca nie jest właścicielem pracownika, ale jego partnerem. Związki zawodowe utrzymały swoje miejsca w zarządach wielu krajów, m.in. w Niemczech i we Francji, a koncepcja zakładająca społeczną odpowiedzialność biznesu na stałe zakorzeniła się przynajmniej w retoryce, jeśli nie w rzeczywistych działaniach zachodnich korporacji.

Zgodnie z głównym założeniem ostatniej z wymienionych idei firma ma różnego rodzaju obowiązki wobec swoich interesariuszy. Dlatego jej sprawne funkcjonowanie nie może być na dłuższą metę ograniczone tylko do maksymalizacji zysku, ale musi także brać pod uwagę dobrobyt swojego otoczenia. To właśnie istota przekonania, które w ramach powojennego konsensusu kształtowało od lat 60. XX wieku wyobrażenie zachodnich przedsiębiorców o roli, jaką mają do odegrania w tkance społecznej

Polski kapitalizm bez etapu przejściowego

W Polsce i w innych krajach bloku sowieckiego sytuacja wyglądała zgoła odmiennie. Po obaleniu komunistycznej władzy państwa regionu doświadczyły procesu tzw. terapii szokowej, czyli gwałtownego przejścia z gospodarki centralnie planowanej do wolnorynkowej. Dokonało się to na wzór tej leseferystycznej, dominującej wówczas w USA i Zjednoczonym Królestwie. W wypadku Polski było to zgodne z wolą społeczeństwa – według CBOS-u w styczniu 1991 roku 73 proc. badanych popierało próby stworzenia w Polsce gospodarki wolnorynkowej na wzór zachodni. Ogólny nastrój społeczny skłaniał wówczas do sprzeciwiania się wszystkiemu, co choć trochę mogło się kojarzyć ze słusznie minionym ustrojem.

Reformy gospodarcze, w tym słynny plan Balcerowicza, zakładały niskie podatki, niewielki poziom regulacji, ale także brak reprezentacji pracowniczej w zarządach i brak innych wymogów odpowiedzialności firm względem interesariuszy. Tym samym w Polsce i w innych krajach regionu przeszliśmy z etapu znienawidzonego socjalizmu do liberalizmu bez fazy powojennego konsensusu, co spowodowało, że w naszym regionie wiele instytucji łagodzących naturalny konflikt interesów między bogatymi a biednymi, pracodawcami a pracownikami, związkami zawodowymi a zarządami nie zostało wykształconych.

Dzisiaj widać, że Polacy coraz bardziej ówczesnej decyzji żałują – poparcie dla tezy, że to gospodarka kapitalistyczna jest najlepszym systemem ekonomicznym dla Polski, już nigdy nie było takie, jak w 1991 roku – w 2000 roku 41 proc. Polaków podzielało taką tezę, a najgorsze notowania kapitalizm wśród naszych rodaków miał w 2006 roku, gdy jedynie 35 proc. uważało go za najlepszy system gospodarczy. Dziś CBOS mówi, że 50 proc. Polaków zgadza się ze stwierdzeniem, że gospodarka kapitalistyczna jest najlepszym ustrojem gospodarczym dla kraju, chociaż według danych Pew Research Centre aż 85 proc. z nas uważa, że reformy w kierunku gospodarki wolnorynkowej były dobrym kierunkiem transformacji po upadku komunizmu.

Ten brak istniejących instytucji społecznych zbliżających przedsiębiorców do swoich pracowników i klientów ma swoje negatywne konsekwencje. Z jednej strony większość przedsiębiorców, szczególnie ci, którzy na rynek weszli na początku lat 90., uważają się za gospodarcze i polityczne autorytety, mimo że ich sukces często jest kombinacją szczęścia, posiadanego dużego kapitału w warunkach chronicznego wówczas niedokapitalizowania, znajomości i umiejętności. Z drugiej strony pracownicy i konsumenci w Polsce i w innych krajach regionu mają bardziej wrogie nastawienie do swoich szefów, niż ma to miejsce na Zachodzie. Jak wynika z badania firmy Gallup na zlecenie Komisji Europejskiej, 91 proc. Polaków zgadza się z tezą, że przedsiębiorcy wykorzystują nadmiernie swoich pracowników. To największy odsetek ze wszystkich 40 badanych krajów. Najniższy odsetek odpowiedzi twierdzących w tym badaniu odnotowano w Danii i Norwegii (odpowiednio 20 i 30 proc.), a więc w krajach, w których przedsiębiorcy robią najwięcej, by pokazać swój pozytywny wpływ na otoczenie i nie uciekają od relatywnie wysokiego opodatkowania.

Podobne różnice widać m.in. w reakcji na tezę, że przedsiębiorcy myślą tylko o swojej kieszeni. Patrząc na wyniki ankiety, można wysnuć wniosek, że im bardziej przesuwamy się na północny zachód Europy, tym odsetek twierdzących odpowiedzi na to pytanie jest coraz mniejszy. W Polsce 56 proc. respondentów zgodziło się z tą tezą, natomiast w Danii i Norwegii było to 26 proc., w Finlandii 38 proc., a w Niemczech 47 proc. W Polsce ogólna społeczna ocena przedsiębiorców też jest relatywnie krytyczna względem innych krajów UE. W Danii 74 proc. społeczeństwa posiada pozytywną opinię o przedsiębiorcach, a w naszym kraju to zdanie podziela jedynie 42 proc. badanych. Tu także ewidentnie widać podział na Wschód i Zachód unijnej wspólnoty.

Budować społeczny kapitalizm i chronić się przed skrajnościami

Europa Zachodnia długo i boleśnie kształtowała relacje społeczne, także te między przedsiębiorcami a resztą społeczeństwa, dążąc do stworzenia kapitalizmu z ludzką twarzą, który nie wykorzystuje mniejszych trybików maszyny, by bogaciła się jej wierchuszka, ale oferuje każdemu szansę, żeby polepszyć jego sytuację materialną. W polskim biznesie ciągle dominuje grupa przedsiębiorców, którzy, tak jak Hajdarowicz, dorobili się swoich majątków w latach 90. i przez lata pielęgnowali swoją pozycję wszechwiedzących guru biznesów, których szefowie rządów i resortu finansów często zapraszali na spotkania, chcąc podyskutować o tym, jak jeszcze bardziej ułatwić im życie. W tym samym czasie Polacy tracili poczucie posiadania wpływu na sprawy kraju – w 2015 roku takie przekonanie przejawiało tylko 24 proc. Polaków.

Dojście do władzy PiS-u i zasiłki socjalne znacznie poprawiły poczucie siły sprawczej obywateli, które dzisiaj sięga 40 proc. Większość przedsiębiorców ciągle jednak pozostaje okopanych na leseferystycznym, zero-jedynkowym podejściu do gospodarki, które odbiega od europejskich standardów, co pokazał w swoim artykule Grzegorz Hajdarowicz. By zmienić tę sytuację, konieczne mogą okazać się reformy prowadzące w przeciwnym kierunku niż zmiany na Zachodzie. Tam państwo minimalizowało społeczną i krajową kontrolę nad gospodarką, pozostawiając jedynie to, co najlepsze z powojennego konsensusu. U nas jej zwiększenie może okazać się konieczne, by uratować kapitalizm przed populistyczną masową nacjonalizacją. Na szczęście nie wszyscy przedsiębiorcy są tacy jak Hajdarowicz. Według badania ARC Rynek i Opinia, przeprowadzonego na zlecenie Forum Odpowiedzialnego Biznesu, 70% pracowników pozytywnie ocenia antywirusowe działania swoich pracodawców. Wśród docenianych aktywności odnotować można informowanie o zagrożeniu, odpowiednie przygotowanie miejsc pracy, ograniczanie bezpośrednich kontaktów czy też wprowadzenie pracy zdalnej, a nawet, co szczególnie chlubne, zaoferowanie swoim pracownikom pomocy w opiece nad dziećmi i wsparcia psychologicznego.

Niniejszy tekst publikujemy w ramach współpracy Klubu Jagiellońskiego z Fundacją Projekt PL. Fundacja Projekt PL chce dostrzegać szerszy wymiar biznesu, jego społeczną odpowiedzialność oraz to, że praca jest ważniejsza od kapitału. W swoich staraniach dąży do ukazywania istotności zrównoważonego społeczno-gospodarczego rozwoju Polski, który musi być osiągnięty dzięki szukaniu synergii na poziomie pracodawca-pracownik, państwo-jednostka, poborca-podatnik. Więcej na jej temat możecie przeczytać na stronie internetowej Fundacji.

Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony oraz powyższej informacji.