Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Czy zwierzętom można przyznać prawa obywatelskie?

Czy zwierzętom można przyznać prawa obywatelskie? https://www.flickr.com/photos/anokarina/

W pracy Zoopolis. Teoria polityczna praw zwierząt Sue Donaldson i Willa Kymlicka argumentują za tezą na pierwszy rzut oka absurdalną: zwierzętom udomowionym należy przyznać prawa obywatelskie. Kiedy jednak przyjrzeć się bliżej ich tokowi myślenia, to te egzotyczne pomysły nie wydają się już wcale takie ekstremalne. Co więcej, możliwe są do zaakceptowania także przez „zielonych konserwatystów”.

Zwierzęcy współobywatele

Książka Zoopolis. Teoria polityczna praw zwierząt autorstwa Sue Donaldson i Willa Kymlicki wywołała już pewien oddźwięk w krajowej debacie publicznej. Na antenie Radia Zet książkę jako „świetną pozycję” zarekomendowała liberalno-lewicowa filozofka Magdalena Środa, której wypowiedź z kolei skomentował sam arcybiskup Jędraszewski, mówiąc że „człowiek w swoim zagubieniu próbuje z całą powagą profesorskich tytułów głosić prawa uchodźców dla karaluchów, a jednocześnie twierdzić, że ziemia się uratuje, pod warunkiem, że człowiek zniknie z jej powierzchni”.

Wbrew słowom arcybiskupa autorzy Zoopolis nie postulują zaniku ludzkości. Najprawdopodobniej nie postulowaliby również nadawania karaluchom statusu uchodźców. Można jednak przypuszczać, że byliby skłonni przyznać status imigrantów bocianom, a duża część książki stanowi argumentację na rzecz tezy, że zwierzęta udomowione, takie jak psy lub świnie, powinny zostać uznane za naszych współobywateli.

Mówiąc bardziej precyzyjnie, w Zoopolis rozwijana jest koncepcja, zgodnie z którą nasze relacje ze zwierzętami powinniśmy modelować, biorąc za wzór idee zapożyczone z filozofii polityki. Autorzy wyróżniają trzy kategorie zwierząt: zwierzęta udomowione, zwierzęta liminalne oraz zwierzęta dzikie. Zwierzęta udomowione to te, z którymi wiąże nas gęsta sieć relacji: towarzyszą nam, opiekujemy się nimi, hodujemy je oraz w wielu aspektach celowo i aktywnie wpływamy na ich życie. Dobrymi przykładami są tutaj zwierzęta domowe, takie jak psy lub koty, oraz zwierzęta gospodarcze. Zwierzęta liminalne, np. wróble lub myszy, stale lub czasowo żyją na terenach zamieszkanych przez ludzi, ale nie wiążą ich z nami tak intensywne relacje, jak dzieje się to w wypadku zwierząt udomowionych. W końcu zwierzęta dzikie, np. orły lub łosie, żyją odseparowane od ludzi i w typowych wypadkach nie szukają z nami żadnego kontaktu. Nasze relacje ze zwierzętami z każdej z tych kategorii mają być kształtowane w oparciu o inną ideę polityczną. Zwierzęta udomowione mają uzyskać status obywateli, zwierzęta liminalne powinny być traktowane jak migranci lub rezydenci, a relacje ze społecznościami zwierząt dzikich powinny opierać się na idei suwerenności.

Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że idea przyznawania zwierzętom praw politycznych jest po prostu sprzeczna ze zdrowym rozsądkiem. Z perspektywy praktycznej jest ona z pewnością utopijna: zrealizowanie jej w praktyce wymagałoby radykalnej reorganizacji funkcjonowania ludzkich społeczeństw w stopniu jeszcze większym, niż wiązało się to ze zniesieniem instytucji niewolnictwa lub przyznaniem pełni praw kobietom.

Poniżej będę jednak starał się pokazać, że z perspektywy teoretycznej idea politycznych praw zwierząt wcale nie jest absurdalna, a co więcej – może wydawać się całkiem sensowna, a nawet ostoi się na gruncie konserwatyzmu. Co więcej, aby odrzucić tę ideę, nie wystarczy powołać się na „zdrowy rozsądek”, lecz potrzeba przyjąć cały zestaw, wcale nieoczywistych, założeń filozoficznych. W dalszej części tekstu będę skupiał się na idei obywatelstwa zwierząt udomowionych, ponieważ ten element teorii wydaje się najgłębiej opracowany przez autorów Zoopolis.

Negatywne prawa zwierząt i ekologia

Żeby lepiej zrozumieć propozycję Donaldson i Kymlicki warto przyjrzeć się teoriom, z którymi autorzy Zoopolis polemizują. Pierwszym negatywnym punktem odniesienia są dla nich tzw. negatywne koncepcje praw zwierząt. Zwolennicy tych teorii zgadzają się, że zwierzęta mają prawa jednostkowe, a ponadto uważają, że praktycznie wszystkie relacje, jakie mamy ze zwierzętami, wiążą się ze złamaniem tych praw. W szczególności nasze interakcje z dzikimi zwierzętami prowadzą głównie do zniszczenia ich naturalnych siedlisk, a interakcje ze zwierzętami udomowionymi nieodłącznie wiążą się z uzależnieniem i wyzyskiem. Dlatego też zwolennicy negatywnych koncepcji praw zwierząt postulują minimalizację naszych relacji ze zwierzętami: zwierzęta dzikie należy pozostawić samymi sobie, a zwierząt udomowionych, które mogą żyć jedynie pod opieką ludzi, nie należy dalej rozmnażać, lecz należy pozwolić na ich stopniowe wymieranie.

Drugim stanowiskiem, w opozycji do którego sytuuje się koncepcja autorów Zoopolis, jest stanowisko ekologiczne. Wedle tego podejścia prawa nie przysługują jednostkowym zwierzętom, lecz zbiorowościom, takim jak gatunki lub ekosystemy. Dlatego też dopuszczalne jest zabijanie i zadawanie cierpień poszczególnym zwierzętom, jeżeli wymaga tego dobro jakiejś zbiorowości. Przykładowo, zwolennicy stanowiska ekologicznego mogliby postulować, że trzeba zabić jakiś obce, inwazyjne zwierzęta, aby ochronić rodzimy ekosystem. Z drugiej strony, w przeciwieństwie do negatywnych koncepcji praw zwierząt, w obrębie stanowisk ekologicznych nie postuluje się porzucenia interakcji pomiędzy ludźmi i zwierzętami. Wręcz przeciwnie, ochrona gatunków i ekosystemów może wymagać intensywnych interwencji ze strony ludzi.

Donaldson i Kymlicka nie zgadzają się postulatem negatywnych koncepcji praw zwierząt, zgodnie z którym warunkiem ochrony tychże praw jest zanik relacji pomiędzy ludźmi a zwierzętami. Po pierwsze, naiwny jest postulat, że dzikie zwierzęta można pozostawić samymi sobie. Ludzie są częścią ekosystemu i nieustannie przekształcają swoje otoczenie, przez co wpływają na życie dzikich zwierząt. Po drugie, autorzy Zoopolis nie uważają, że wszystkie relacje pomiędzy ludźmi a zwierzętami udomowionymi są formą wyzysku. Wręcz przeciwnie, w wielu przypadkach związki ludzi ze zwierzętami mogą przynosić korzyści obu stronom. Należy jednak zwrócić uwagę na to, że zaproponowana przez Donaldson i Kymlickę argumentacja jest możliwa dzięki przyjęciu jednego istotnego założenia. Oboje bowiem w opozycji do koncepcji ekologicznych przypisują prawa jednostkowym zwierzętom, a nie jedynie gatunkom czy ekosystemom.

Dokładniej rzecz ujmując, autorzy Zoopolis postulują, że pewne prawa przysługują każdemu organizmowi, który posiada jakieś świadome stany mentalne, w szczególności gdy może odczuwać ból lub przyjemność. Faktycznie, zarówno na gruncie zdroworozsądkowej obserwacji, jak i współczesnych nauk badających psychologię zwierząt, jest wysoce prawdopodobne, że typowe zwierzęta udomowione, takie jak psy lub świnie, mogą posiadać szeroką gamę stanów mentalnych. Dla takich istot to, co się z nimi dzieje, nie jest obojętne, pewne rzeczy mogą być dla nich złe, a inne dobre, co w rezultacie daje podstawę do sformułowania sądu, że pewnych rzeczy nie należy z nimi robić (z pozycji konserwatywnych broniłem tego poglądu we wcześniejszym tekście). Oczywiście konkretna treść praw może różnić się w zależności od gatunku zwierzęcia, ale praktycznie zawsze będziemy mieli do czynienia z prawem do braku cierpienia, a może także do kontynuowania życia. Co więcej, tego rodzaju prawa są prawami nienaruszalnymi, tzn. nie można ich unieważnić ze względu na cudzy interes indywidualny bądź zbiorowy.

Nie oznacza to, że z konieczności wszystkie zwierzęta mają jakieś prawa, jako że niektóre z nich być może w ogóle nie są świadomymi podmiotami. Całkiem możliwe, że jest to prawdą o przytaczanych przez arcybiskupa Jędraszewskiego karaluchach. Donaldson i Kymlicka nie zgadzają się bowiem z tezą, że do posiadania praw potrzebne są dyspozycje do zaawansowanych operacji mentalnych dostępne tylko ludziom. Autorzy Zoopolis trafnie wskazują, że podstawowe prawa przypisujemy niezależnie od zdolności mentalnych świadomego podmiotu: posiadają je niemowlęta, ludzie niepełnosprawni umysłowo lub dotknięci demencją. Co więcej, w tego rodzaju przypadkach brak zdolności mentalnych nie tylko nie jest powodem do pozbawienia podstawowych praw, takich jak prawo do życia, lecz wręcz przeciwnie – skłania do ich nadzwyczajnej ochrony, a naruszenia praw wydają się być szczególnie oburzające.

Zwierzęta-obywatele i konserwatyzm

Zdaniem Donaldson i Kymlicki wszystkie świadome zwierzęta posiadają jakieś nienaruszalne prawa. Na tym tle szczególna jest sytuacja zwierząt udomowionych, które nie tylko posiadają jakieś prawa, lecz można je precyzyjnie scharakteryzować poprzez analogię do idei obywatelstwa. Jest tak ponieważ ze zwierzętami udomowionymi łączy nas gęsta sieć relacji. Zwierzęta udomowione nie tylko żyją w naszym otoczeniu, ale także wykonują dla nas różne prace, zapewniamy im opiekę, bawimy się z nimi i nawiązujemy więzi emocjonalne. Z tego powodu autorzy Zoopolis są skłonni stwierdzić, że takie zwierzęta są członkami naszych społeczeństw.

Na pierwszy rzut oka pomysł traktowania zwierząt udomowionych jako obywateli może wydawać się absurdalny. Obywatelstwo łączymy zazwyczaj ze zdolnością do udziału w wyborach, posiadaniem politycznych przekonań, przestrzeganiem prawa, płaceniem podatków i innymi ogólnymi kompetencjami do udziału w życiu publicznym, których z pewnością nie posiadają psy bądź świnie.

Jednakże podobnie, jak to ma miejsce w odniesieniu do ogólniejszej dyskusji o prawach zwierząt, również w tym wypadku Donaldson i Kymlicka wskazują, że do grona naszych współobywateli nierzadko zaliczamy jednostki, które nie mają żadnych możliwości angażowania się w życie publiczne – ponownie pojawiają się tu przykłady niemowląt bądź ludzi z poważną niepełnosprawnością intelektualną. W tym kontekście autorzy Zoopolis powołują się na koncepcje polityczne rozwijane współcześnie w obrębie ruchów działających na rzecz praw osób niepełnosprawnych intelektualnie. Zgodnie z tymi ujęciami osoby niepełnosprawne nie tylko posiadają ochronę należną obywatelom, ale także mają własne polityczne interesy. Chociaż tych interesów nie mogą wyrazić w standardowy sposób, to często za pośredników mogą służyć zaufane osoby, które opiekują się niepełnosprawnymi, bądź polityczne interesy można wywnioskować z ich zachowań. Czego w praktyce mogłyby dotyczyć polityczne interesy wyrażane przez zwierzęta? Oczywiście szczegóły ponownie będą zależeć tu od gatunku zwierzęcia, ale Donaldson i Kymlicka sugerują kilka ogólnych sfer, takich jak stopień swobody poruszania się, wybór pokarmu czy też normy, jakie muszą być spełnione przy pozyskiwaniu materiałów wytwarzanych przez zwierzęta.

Postulat autorów Zoopolis, zgodnie z którym poziom zdolności intelektualnych nie decyduje o posiadaniu nienaruszalnych praw, łączy ich propozycję z intuicjami szeroko podzielanymi przez konserwatystów. Przykładowo standardowe konserwatywne stanowisko w kwestii przerywania ciąży zakłada, że płody mają nienaruszalne prawa pomimo tego, że mają minimalne lub wręcz żadne zdolności do wykonywania operacji mentalnych. Podobnie konserwatywna krytyka eugeniki opiera się na założeniu, że ludzie poważnie niepełnosprawni intelektualnie mają dokładnie takie same podstawowe prawa jak wszyscy inni. Mogłoby się więc wydawać, że przekonania konserwatywne powinny też skłaniać do uznania praw zwierząt. W praktyce jest jednak inaczej, a konserwatyści są raczej sceptyczni wobec tej idei: typowy konserwatysta przyznaje prawa płodom, ale odmawia ich zwierzętom.

Choć taka kombinacja poglądów jest statystycznie typowa, tak naprawdę jest dość problematyczna. Aby przyznać prawa ludziom o ograniczonych zdolnościach intelektualnych, jednocześnie nie przyznając ich przynajmniej niektórym zwierzętom, konserwatysta musi zaakceptować wiązkę problematycznych założeń. Po pierwsze, musi on uznać, że do bycia istotą posiadającą prawa nie potrzeba aktualnych zdolności intelektualnych, lecz wystarczą zdolności potencjalne. Z tego powodu płód może być podmiotem praw, gdyż mimo że w danym momencie nie ma żadnych zdolności intelektualnych, to jednak jest takim rodzajem bytu, który po zajściu odpowiednich procesów może je mieć. Samo to stanowisko jest już mocnym i dla wielu kontrowersyjnym wariantem esencjalizmu, w którym byt może mieć pewną naturę, nawet jeśli aktualnie nie posiada struktury pozwalającej na przejawianie się cech, które są charakterystyczne dla podsiadania danej natury. Dopiero taki wariant esencjalizmu pozwala przyjąć, że nawet na wczesnym etapie rozwoju płody są rozumnymi osobami.

Po drugie, nawet przyjęcie powyższego esencjalistycznego stanowiska nie pozwala jeszcze na uznanie, że zwierzęta nie mają praw. Zwierzęta również należą do różnych rodzajów, mają swoje natury i związane z nimi potencjalności dotyczące posiadania stanów mentalnych. Co więcej, w przypadku przynajmniej części zwierząt te potencjalne stany mentalne dają podstawę do przypisywania praw, gdyż dotyczą np. odczuwania cierpienia bądź przyjemności. Dlatego też dodatkowo konserwatysta musi uznać, że podstawę do posiadania praw dają dopiero te zdolności mentalne, które są właściwe dla bytów posiadających ludzką naturę. To dodatkowe założenie jest jednak narażone na zarzut arbitralności. Trudno powiedzieć dlaczego akurat natura ludzka wyznacza próg, poniżej którego o żadnych nienaruszalnych prawach nie może być może.

Co więcej, nawet jeśli zgodzić się, że zdolności związane z ludzką naturą są w jakiś sposób wyróżnione, to wciąż nie będzie to wystarczające, żeby odmówić praw zwierzętom. Aktualne zdolności intelektualne niepełnosprawnego człowieka mogą być mniej więcej takie same, jak aktualne zdolności intelektualne jakiegoś zwierzęcia. Wydaje się więc intuicyjne, że jeżeli niepełnosprawny człowiek ma nienaruszalne prawa, to podobne prawa powinno mieć również zwierzę. Aby odmówić zwierzęciu praw, konserwatysta musi dodać kolejne założenie, zgodnie z którym podobieństwo aktualnych zdolności mentalnych nie ma żadnego znaczenia. Liczą się jedynie zdolności potencjalne, które u niepełnosprawnego człowieka są faktycznie większe niż u zwierzęcia.

Podsumowując, konserwatywne stanowisko, w którym przyznaje się nienaruszalne prawa ludziom o ograniczonych zdolnościach intelektualnych, ale odmawia ich wszystkim zwierzętom, z pewnością nie jest zdroworozsądkową oczywistością. Wręcz przeciwnie – jest złożoną, kontrowersyjną konstrukcją filozoficzną. Dokładniej rzecz ujmując, aby odrzucić prawa zwierząt konserwatysta musi uznać, że (a) do posiadania praw wystarczające są potencjalne zdolności mentalne; (b) te potencjalne zdolności mentalne nie mogą być mniejsze niż te, na jakie pozwala ludzka natura; oraz (c) aktualnie posiadane zdolności mentalne nie mają znaczenia dla przypisywania praw.

Co więcej, taka kombinacja poglądów jest nie tylko kontrowersyjna, ale także z konserwatywnej perspektywy niepotrzebna. Przykładowo, konserwatysta bez żadnej sprzeczności mógłby przyjąć, że istoty posiadają nienaruszalne prawa zarówno na podstawie potencjalnych, jak i aktualnych zdolności mentalnych. To pozwala jednocześnie rozwijać konserwatywną narrację wobec aborcji i eugeniki (płody i niepełnosprawni mają prawa ze względu na potencjalne zdolności mentalne) oraz przyznać prawa wielu zwierzęta (ponieważ mają aktualne zdolności mentalne). W konsekwencji nie ma teoretycznych przeszkód, aby konserwatysta został sojusznikiem koncepcji w rodzaju tych, jakie rozwijają autorzy Zoopolis.

Esej pochodzi z numeru czasopisma idei „Pressje” pt. „Katolickie państwo dobrobytu”. Zachęcamy do bezpłatnego pobrania numeru w formacie PDF, EPUB lub MOBI.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o zachowanie informacji o finansowaniu artykułu oraz podanie linku do naszej strony.

Papierowa wersja numeru do nabycia w cenie 15 zł za egzemplarz. Przy jednorazowym zakupie więcej niż pięciu egzemplarzy pisma (nie musi być oczywiście 5 egzemplarzy jednego i tego samego numeru) obniżamy cenę jednostkową do wysokości 10 zł. Ze sprzedaży są wyłączone niestety numery od 53. w górę.

Numery można odebrać osobiście w jednej z dwóch siedzib Klubu Jagiellońskiego: w Krakowie (Rynek Główny 34, oficyna, 3 piętro) oraz w Warszawie (Mokotów, ul. gen Władysława Andersa 35) po uprzednim umówieniu się mailowym. Prowadzimy także wysyłkę przez Pocztę Polską. Wówczas koszt przesyłki jest wyliczany każdorazowo zgodnie z cennikiem Poczty Polskiej – nie pobieramy „marży” na przesyłce i to Państwo wybierają rodzaj przesyłki. Czas realizacji zamówienia: do 3 dni roboczych + czas dostarczenia przesyłki deklarowany przez Pocztę Polską.

Aby zamówić pismo, należy napisać na adres redakcji „Pressji”: pressje@klubjagiellonski.pl.