Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Program kapitalizmu inkluzywnego

Program kapitalizmu inkluzywnego Autor ilustracji: Rafał Gawlikowski

Od emerytury państwowej wprowadzonej przez kanclerza Bismarcka po powojenne państwo dobrobytu: ostatnie 150 lat historii relacji w trójkącie państwo-rynek-społeczeństwo na Zachodzie można opowiedzieć jako historię rosnącej roli państwowej redystrybucji. W momencie, gdy coraz powszechniejsze staje się przekonanie o zmierzchu welfare state, warto rozpocząć dyskusję nad nowym paradygmatem i zmianą modelu kapitalizmu ekskluzywnego na model inkluzywny oparty o rynkową dystrybucję i upowszechnienie kapitału.

Fundament kapitalizmu inkluzywnego: kreatywna praca na rzecz rozwoju cywilizacyjnego

Bezpośrednią inspiracją teoretyczną dla sformułowania wizji kapitalizmu inkluzywnego jest myśl prawnika, finansisty i bankiera inwestycyjnego, Luisa Kelso. Współtwórca amerykańskiej ustawy o akcjonariacie pracowniczym jest także autorem koncepcji z zakresu ekonomii politycznej – ekonomii binarnej (binary economics).

Jej teoretycznym fundamentem, a także fundamentem programu kapitalizmu inkluzywnego, jest inspirowana Arystotelesem typologia rodzajów ludzkiej pracy. Według Kelso pracę można podzielić w pierwszej kolejności ze względu na jej cel. A tym może być podtrzymywanie życia (subsistence work) albo rozwój cywilizacyjny (civilization work). Praca podtrzymująca życie jest zdefiniowana jako „wytwarzanie dóbr dla ciała, środków utrzymania, zaspokajanie potrzeb, zapewnianie komfortu i wygód w życiu”. Praca na rzecz rozwoju cywilizacyjnego jest rozumiana jako „wytwarzanie dóbr dla duszy, dóbr cywilizacji lub ludzkiego ducha, takich jak sztuka, nauka, polityka i religia”. W drugim kroku pracę możemy podzielić ze względu na jej charakter: na mechaniczną lub kreatywną.

Przez jednoczesne zastosowanie podziału ze względu na jej cel i charakter, otrzymujemy cztery rodzaje pracy przedstawione szkicowo w poniższej tabeli:

Cel pracy Charakter pracy: mechaniczny Charakter pracy: kreatywny
Praca na rzecz podtrzymania życia Praca maszyn tkackich, rozbieranie kurczaków w rzeźni, praca na kasie w hipermarkecie, składanie iPhona, biurokratyczna część pracy lekarza Zarządzanie rzeźnią lub hipermarketem, projektowanie iPhona,

praca lekarzy z pacjentami

Praca na rzecz rozwoju cywilizacyjnego Biurokratyczna część pracy naukowców i artystów Prowadzenie lekcji w szkole lub wykładów na uniwersytecie, pisanie książek przez pisarzy, pisanie monografii przez naukowców

 

Kluczowa wartość wprowadzonej przez Kelso typologii ludzkiej pracy polega na tym, że pozwala ona w jasny i klarowny sposób określić cel rozwoju gospodarczego, a ten może zostać zaakceptowany bez względu na światopogląd dyskutantów. Tym celem jest maksymalizacja możliwości wykonywania pracy na rzecz rozwoju cywilizacyjnego przez jak największą część społeczeństwa, zwłaszcza o kreatywnym charakterze.

Podstawowy cel kapitalizmu inkluzywnego: upowszechnienie kapitału

W jaki sposób cel może zostać w praktyce zrealizowany? W tym miejscu musimy wprowadzić drugi – obok samej ludzkiej pracy – z kluczowych elementów kapitalizmu inkluzywnego: kapitał. Pod tym pojęciem będziemy rozumieli wszystkie czynniki produkcji inne niż ludzka praca. Kapitał obejmuje więc ziemię, budynki, maszyny, technologie, wiedzę w postaci patentów, tajemnic handlowych, algorytmów, bazy klientów, reputację, markę… Ta sama rzecz może być i nie być kapitałem w zależności od jej zastosowania – garaż oddany w najem to kapitał, a ten sam garaż, w którym właściciel trzyma swój samochód to już dobro konsumpcyjne.

Tak więc krokiem pierwszym na drodze do realizacji postawionego celu rozwoju gospodarczego w kapitalizmie inkluzywnym jest „przejęcie” i wykonywanie przez kapitał jak największego zakresu prac mechanicznych – jest to jednocześnie cel właściwie rozumianego postępu technicznego. Część zadań o charakterze mechanicznym uległa już automatyzacji, w przypadku innych jesteśmy w trakcie tego procesu (np. rosnąca liczba kas samoobsługowych w supermarketach), a jeszcze inne automatyzacji będą podlegać w nadchodzącej przyszłości (np. transport produktów autonomicznymi samochodami).

Celem kroku drugiego jest dokonanie maksymalnego upowszechnienia własności kapitału wśród społeczeństwa. Ten krok ma pozwolić na pozyskanie przez obywateli odpowiednich dochodów poza pracą zarobkową; na tyle dużych, aby byli zdolni wygospodarować zasób czasu na pracę na rzecz cywilizacji także o charakterze niezarobkowym.

Dlaczego dzisiaj na Zachodzie kapitał jest ważniejszy od pracy?

Powód, dla którego w kapitalizmie inkluzywnym należy skupić się na upowszechnieniu dochodów z kapitału jest prozaiczny, ale fundamentalny: w świecie zachodnim już od dekad maleje udział pracy kosztem udziału kapitału w procesie wytwarzania wartości.

Badania prowadzone w krajach rozwiniętych jednoznacznie wskazują, że udział pracy w wytwarzaniu PKB – mierzony tym, co pracownicy otrzymują – maleje. Na przykład udział w PKB wynagrodzeń za pracę, uwzględniając w tym samozatrudnionych, w dziewięciu krajach rozwiniętych (Australia, Francja, Hiszpania, Japonia, Kanada, Niemcy, Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Włochy) spadł z ok. 65% w połowie lat 70. XX w. do poziomu ok. 56% w 2014 r. Inne badanie OECD pokazuje, że pomiędzy 1990 a 2009 r. wynagrodzenia z pracy jako odsetek PKB uległy redukcji w 26 z 30 krajów rozwiniętych, dla których były dostępne dane.

To problem pierwszy i zasadniczy, ale nie jedyny. Należy bowiem zwrócić uwagę na rzecz właściwie ignorowaną w debacie publicznej i to pomimo jej fundamentalnego znaczenia: nie istnieje obiektywny sposób na wykazanie procentowego udziału pracy i kapitału w finalnym zysku danego przedsiębiorstwa. Obserwowalne są jedynie wynagrodzenia pracowników oraz zysk właściciela, czyli to, co każdy z czynników produkcji otrzymuje (outputs). Nie da się jednak precyzyjnie zmierzyć wartości tego, co pracownicy i właściciele kapitału wkładają (inputs) w produkcję.

Ekonomiści obserwują to, co pracownicy oraz właściciele kapitału otrzymują i zakładają, że odpowiadają one faktycznemu wkładowi pracy i wkładowi kapitału w wytworzenie danego produktu. Najczęściej nie zajmują się zagadnieniem value creation vs value capture, w szczególności w skali całej gospodarki, chociaż jest to problem, który spędza sen z powiek wielu przedsiębiorcom, np. kontrahentom wielkich sieci handlowych. Tymczasem ekonomiści milcząco zakładają, że wartość wytworzona przez dany czynnik produkcji równa się dochodowi, jaki otrzymuje.

Dwie fundamentalne tezy o pracy i kapitale we współczesnym świecie

Łącząc te dwa wątki, należy postawić dwie tezy, które mogą wzbudzić powszechne kontrowersje. Teza pierwsza: udział wynagrodzeń z pracy w PKB spada w wyniku postępu technologicznego, a nie z powodu rosnącej chciwości pazernych kapitalistów. Dawno temu jeden człowiek ciągnął 50 kg na prymitywnych noszach, potem wiózł tonę wozem ciągniętym przez konia, teraz transportuje 20 ton tirem, a wkrótce ciężarówka stanie się pojazdem autonomicznym i żaden woźnica ani kierowca nie będzie już potrzebny. To kapitał sprawia, że ilość pracy wykonanej przez jednego człowieka w jednostce czasu wzrasta. Inaczej mówiąc, w wykonanie usługi transportowej coraz większy wkład ma kapitał, a coraz mniejszy praca. I to zjawisko dotyczy właściwie każdej branży.

Teza druga, prawdopodobnie jeszcze bardziej kontrowersyjna niż pierwsza, brzmi: założenie, że w skali całej gospodarki wartość wytworzona przez pracę jest równa wartości przechwyconej przez pracę jest wątpliwe. Jest wiele powodów, by sądzić, że udział pracy w tworzeniu PKB jest jeszcze mniejszy niż obecne ok. 44% w krajach rozwiniętych. Wspominany już Luis Kelso szacował już w latach 80. XX w., że może to być wielkość rzędu 20%.

Z czego to wynika? Przede wszystkim jest to wynik biurokratyzacji gospodarki. Wielu ludzi wykonuje pracę o dyskusyjnej wartości, czasami wręcz ujemnej, a otrzymuje za to prawdziwe wynagrodzenie. Jest to możliwe dzięki niesamowitej produktywności kapitału. Co ważne, nie jest to wolnorynkowe, zakamuflowane uderzenie w państwową administrację, gdyż jest to specyfika nie tylko sfery budżetowej, ale też przedsiębiorstw prywatnych, zwłaszcza korporacji, w których można utrzymać sporą liczbę korporacyjnych „pasażerów na gapę”, np. w działach prawnych.

To wszystko prowadzi nas do kluczowego wniosku, że w krajach rozwiniętych pracownicy otrzymują więcej w postaci wynagrodzeń niż wynosi ich realny wkład w dany towar lub usługę, kapitał zaś otrzymuje mniej niż mu się z tego samego powodu należy.

Co ciekawe, takie postawienie sprawy stoi w całkowitej sprzeczności z uwagami Karola Marksa na temat XIX-wiecznego kapitalizmu: kapitaliści przejmują dochody, które należą się pracownikom. Dziś jest dokładnie na odwrót. Gdyby było tak, jak przekonywał filozof z Trewiru, że wartość wytworzona przez pracę jest w skali gospodarki większa niż wartość przechwycona przez pracę w postaci wynagrodzeń, to zbiorowe negocjacje płacowe byłyby dla pracowników łatwe. Na braku pracownika firma w liczbach bezwzględnych traciłaby bowiem bardziej niż pracownik. Przy minimum solidarności między pracownikami zagrożenie strajkiem byłoby potężnym narzędziem nacisku na pracodawców. Rynek pracy przez większość czasu byłby rynkiem pracownika, a nie pracodawcy, jak ma to miejsce obecnie.

Mocnym dowodem na rzecz tezy, że praca w krajach rozwiniętych otrzymuje więcej niż generuje jest przeniesienie produkcji do krajów rozwijających się. Globalizacja zdarzyła się dlatego, że na Zachodzie praca otrzymywała więcej niż generowała. Kapitał przeniósł się więc tam, gdzie te proporcje bardziej odpowiadały (pożądanej) rzeczywistości. Fakt, że globalizacja jest megatrendem współczesności potwierdza spostrzeżenie Kelso dotyczące malejącej produktywności pracy we współczesnej gospodarce. Należy podkreślić, że mówimy tutaj przede wszystkim o pracy mechanicznej, czyli o wytwarzaniu i produkcji przemysłowej. Nie dotyczy to pracy kreatywnej, która oprócz właściwej klasy kreatywnej obejmuje także sprzedawców, marketingowców etc.

Wobec przedstawionych okoliczności, nie należy zawracać Wisły kijem, lecz reagować na zmieniającą się rzeczywistość – zamiast podejmować reaktywne próby przywracania starego porządku społeczno-gospodarczego opartego o malejące dziś zyski z pracy, uzupełniać je raczej o rosnące zyski z kapitału. I tutaj znów wracamy do zasadniczego postulatu kapitalizmu inkluzywnego – maksymalnego upowszechnienia kapitału wśród społeczeństwa.

Istota ekskluzywności kapitalizmu ekskluzywnego

Na czym w swojej istocie polega wykluczający mechanizm kapitalizmu ekskluzywnego? Na tym, że w celu uzyskania dostępu do podstawowego mechanizmu bogacenia się, jakim w rozwiniętej gospodarce jest kredyt inwestycyjny, w pierwszej kolejności należy dysponować kapitałem.

Żeby dostać kredyt potrzebne jest zabezpieczenie (collateral). Zabezpieczenie jest źródłem, z którego bank może zaspokoić swoją należność, jeśli dłużnik nie może lub nie chce jej spłacić. Zabezpieczenie kredytu jest zdrową zasadą w relacjach rynkowych. Najważniejsze uwarunkowanie, które sprawia, że współczesny kapitalizm jest ekskluzywny polega na tym, że aby móc wziąć kredyt inwestycyjny, trzeba przedstawić bankowi zabezpieczenie, najczęściej w postaci już posiadanego majątku. Z tego powodu bogaci mają uprzywilejowany czy wręcz ekskluzywny dostęp do kredytu inwestycyjnego.

Skutkuje to obecną sytuacją, w której mamy wąską grupę kapitalistów i szerokie rzesze ludzi, którzy nie są zdolni do jego pozyskania oraz systemem, gdzie dużo łatwiej jest mnożyć posiadany już kapitał niż zgromadzić pierwszy kwant majątku poprzez pracę i oszczędzanie.

Są oczywiście wyjątki potwierdzające tę regułę. Służą one jednak propagowaniu mitu „od pucybuta do milionera”, który jest warunkiem trwania ekskluzywnego kapitalizmu. Ten mit mówi, że ten, kto jest zdolny i pracowity, może się dorobić. A jak się nie dorabia, to znaczy, że nie jest zdolny i pracowity. Mało kto zwraca na uwagę, że logika powyższego argumentu jest kołowa.

Zabezpieczeniem kredytu inwestycyjnego może jednak być również ubezpieczenie, a nie tylko majątek. Oprócz banku inwestycję oceniałby wówczas także ubezpieczyciel. Gdyby inwestycja okazała się nietrafiona, ubezpieczyciel wypłacałby bankowi utracone środki. Takie ubezpieczenia są już oferowane, np. przez publiczne instytucje wspierające ekspansję zagraniczną polskich firm. Oprócz odsetek do banku płaciłoby się jeszcze ubezpieczenie dla ubezpieczyciela, ale dzięki temu firma nie musiałaby dysponować majątkiem na potrzeby collateral dla banku.

Co istotne, ryzyko nietrafionej inwestycji można wycenić i ubezpieczyć tylko w zakresie inwestycji o niskim ryzyku. Ubezpieczenie może więc stanowić collateral tylko dla inwestycji o takim właśnie charakterze. W tym nowym modelu ubezpieczenie kredytu inwestycyjnego byłyby obowiązkowe i działałoby na podobnej zasadzie jak komunikacyjne OC.

Jak zamienić Polskę w kraj milionów kapitalistów?

Pierwszym krokiem w stronę realizacji tego celu jest określenie wielkości kapitału, który przeciętnemu obywatelowi pozwala się w skromny sposób utrzymać. Takie przedsięwzięcie, co oczywiste, narażone będzie na arbitralność spowodowaną samą koniecznością zdefiniowania „skromności”, kwestią geograficznego zróżnicowania kosztów życia, dostępem do mieszkania, posiadaniem dzieci etc. Jednak nie będzie to większa doza arbitralności niż w przypadku określenia m.in. wysokości kwoty wolnej od podatku czy wysokości płacy minimalnej.

W kroku drugim osoby, które dysponowałyby kapitałem poniżej wskazanego progu, mogłyby korzystać z szeregu preferencji (o charakterze kredytowym i podatkowym) ułatwiających nabywanie kapitału. Takie rozwiązanie byłoby jednocześnie realizacją za pośrednictwem państwa opcji preferencyjnej na rzecz ubogich – zasady zaczerpniętej z katolickiej nauki społecznej.

Co ważne, preferencje dla nabywców kapitału mają dotyczyć tylko i wyłącznie inwestycji o niskim ryzyku, które przedsiębiorstwa najczęściej finansują za pośrednictwem tzw. finansowania dłużnego (kredyt, obligacje, leasing). Dlatego kluczowe znaczenie w rozpowszechnieniu własności kapitału mają reformy systemu kredytowego, w tym obowiązkowe ubezpieczenia kredytu inwestycyjnego dla inwestycji o niskim ryzyku.

Osoby, które dzięki państwowym preferencjom mogą nabywać kapitał bez wykładania złotówki ze swej kieszeni nie otrzymują jednak akcji od razu i nie dostają ich zawsze. Ten mechanizm sprawia, że przyszli kapitaliści będą zainteresowani, aby sprawdzać czy planowana inwestycja jest faktycznie sensowna. Akcje otrzymają dopiero po kilku latach (najczęściej 3-7), gdy kredyt zaciągnięty na sfinansowanie inwestycji zostanie w całości spłacony przez przedsiębiorstwo. Wówczas staną się pełnoprawnymi posiadaczami – z prawem do dywidendy i prawem głosu w sprawach spółki. Jeśli inwestycja okaże się nietrafiona, nie dostają nic, ale też nie muszą nic dopłacać, żeby pokryć stratę. Preferencyjna inwestycja jest zabezpieczona przez ubezpieczenie kredytu inwestycyjnego, a nie np. poprzez wpis do hipoteki.

Szczegółowe omówienie instrumentów fiskalnych, a zwłaszcza kredytowych, wymaga zaawansowanej znajomości finansów przedsiębiorstw i obrotu wekslowego. Z tego powodu przekracza ramy tego artykułu. Mówimy tutaj o takich instrumentach jak akcjonariat pracowniczy, akcjonariat konsumencki, akcjonariat „lokalny” (na przykład współwłasność nieruchomości komercyjnych takich jak galerie handlowe czy centra logistyczne znajdujące się w pobliżu miejsca zamieszkania danego obywatela), akcjonariat obywatelski (np. współwłasność w firmie zarządzającej naturalnymi ogólnokrajowymi monopolami jak pasma elektromagnetyczne).

Podstawowa zasada jest następująca: jeśli firma ma potrzebę inwestycyjną, może sfinansować ją samodzielnie w sposób tradycyjny albo może dopuścić do jej sfinansowania swoich pracowników, klientów, okolicznych mieszkańców, którzy z racji tego, że posiadają mniej kapitału niż wysokość bazowa, mają dostęp do państwowych preferencji. Firma i nowi akcjonariusze niejako „dzielą” się tą preferencją – dostęp do okazji inwestycyjnej dla przyszłych kapitalistów w zamian za niższe oprocentowanie kredytu dla firmy.

Co ważne, instrumenty tego rodzaju już istnieją i działają z powodzeniem – w USA w programach akcjonariatu pracowniczego uczestniczy 14 mln osób, mimo że są one ograniczone wyłącznie do preferencji podatkowych, bez kluczowego dla kapitalizmu inkluzywnego mechanizmu kredytu inwestycyjnego bez zabezpieczenia majątkowego.

Dwie przeszkody na drodze do kapitalizmu inkluzywnego

Samo, nawet ułatwione, nabywanie akcji firm nie będzie wystarczające, jeśli w dalszym kroku obywatele nie będę otrzymywali pełnych dywidend od tychże przedsiębiorstw. Bez wypłacania dywidend nie przejdziemy do modelu kapitalizmu inkluzywnego. Tymczasem współczesny kapitalizm wytworzył kulturę, w której wypłata dywidendy stała się wyjątkiem, a zatrzymanie zysku regułą.

Dlaczego tak się dzieje? Można wskazać dwa powody tego negatywnego stanu rzeczy. Po pierwsze, w przypadku wypłaty są one podwójnie opodatkowane. Po drugie, zatrzymany zysk to większa władza menedżera kierującego firmą. Zatrzymywanie zysków przez przedsiębiorstwa jest jedną z głównych przyczyn powstania tzw. kapitalizmu menedżerów. Zarządom znacznie wygodniej dysponować bowiem zatrzymanym zyskiem niż korzystać z kredytu lub emisji akcji/obligacji. Z punktu widzenia zarządu wewnętrzne źródło finansowania jest mniej kłopotliwe niż zewnętrzne, bo bank lub rynek finansowy zwykle patrzą im na ręce uważniej niż rada nadzorcza.

Zarządy nie proponują więc wypłaty zysków, uzasadniając to tym, że pieniądze są im potrzebne na rozwój firmy. Finansowanie wewnętrzne pozwala uniknąć ryzyka, jakie wiąże się z zadłużeniem (kredytem bankowym, leasingiem, emisją obligacji), a także pozwala firmie uniknąć tzw. rozwodnienia kapitału (dilution), czyli zmniejszenia udziału dotychczasowych właścicieli przy emisji nowych akcji.

Co więc należy uczynić, aby poprawić sytuację? Przede wszystkim należy wprowadzić zwolnienie od podatku zysku wypłacanego przez firmy działające jako osoby prawne. Firmy płacące CIT powinny mieć możliwość uniknięcia podwójnego opodatkowania przez… wypłatę zysków.

Dywidenda byłaby traktowana tak jak koszt uzyskania przychodu. Dzięki temu przedsiębiorstwa będą skłaniane do wypłaty całego zysku swoim właścicielom. Jeśli firma nie będzie chciała tego uczynić, zostawi zysk w firmie i zapłaci taki sam podatek jak do tej pory. Ponadto, kiedy firma wypłaca cały zysk właścicielom, nie płaci podatku. Podatek płacony jest przez właścicieli akcji tylko raz. Ta zmiana za jednym zamachem osłabia pozycję menedżerów kierujących firmami, a wzmacnia pozycję właścicieli-akcjonariuszy. To rozwiązanie jest korzystne zwłaszcza w przypadku dużych firm z rozproszonym akcjonariatem.

Jak finansować rozwój firmy, gdy nie zatrzymuje ona już dłużej wypracowanych zysków? Za pomocą zewnętrznych źródeł finansowania. Chodzi o to, żeby tak finansować rozwój przedsiębiorstw, aby osoba pozbawiona kapitału stała się właścicielem kapitału. Inkluzywny kapitalizm zmierza do sytuacji, w której wraz z nowym kapitałem pojawia się również nowy kapitalista. Korzystniejsze zasady opodatkowania wypłaconych zysków skłonią firmy do sięgania po zewnętrzne źródła finansowania. To sprawi, że na rynku kapitałowym pojawi się więcej okazji inwestycyjnych. Potrzeba inwestycyjna przedsiębiorstwa stanowi zaś okazję inwestycyjną dla przyszłych, potencjalnych kapitalistów.

Kapitalizm inkluzywny jako nowy model państwa dobrobytu

Dotychczasowy model welfare state, także w wydaniu nadwiślańskim, opierał się na dwóch zasadniczych filarach: usługach publicznych oraz świadczeniach pieniężnych o charakterze redystrybucyjnym, opartych o pozyskane podatki. Jednostkowy dobrobyt obywatela wynikał z dochodów z pracy zarobkowej oraz świadczeń od państwa.

Wdrożenie kapitalizmu inkluzywnego podważa ten przyjęty model w tym sensie, że obok dochodów z pracy wprowadza dochody z kapitału w postaci dochodu z posiadanego majątku. Ten nowy model państwa dobrobytu nie opiera się przede wszystkim na redystrybucji, lecz na dystrybucji; państwo wciąż ma do odegrania istotną rolę w całym systemie, lecz już nie poprzez system świadczeń socjalnych, lecz poprzez zagwarantowanie prawa do własności.

Celem takiego państwa nie jest już głównie zapewnianie obywatelom odpowiedniej jakości usług publicznych i wypłacanie świadczeń pieniężnych, nie chodzi w nim także o maksymalizację PKB. Nowym celem staje się zwiększanie liczby obywateli-kapitalistów: właścicieli kapitału, którzy poprzez dywidendy są w stanie uzupełnić pensje z indywidualnej pracy zarobkowej.

W tym miejscu trzeba także jasno podkreślić, że system dywidend nie oznacza wprowadzenia jakiejś rynkowej formy bezwarunkowego dochodu gwarantowanego. Dywidenda raz będzie większa, raz mniejsza, kiedy indziej nie będzie jej wcale; z czasem przedsiębiorstwa mogą upaść i dochody kapitałowe będzie trzeba budować od nowa. Z drugiej strony wprowadzenie dodatkowego, z zasady stałego, źródła finansowania ma pozwolić na rozszerzenie się w społeczeństwie modelu pracy znanego… naszym przodkom na wsi. Kilka miesięcy intensywnej pracy zarobkowej, a później możliwość odpoczynku gwarantowanego nie tyle oszczędnościami z pracy, co środkami z kapitału. Odpoczynku, który w zamyśle możemy poświęcić na pracę na rzecz cywilizacji.

Dlaczego od dekad nie żyjemy w świecie kapitalizmu inkluzywnego, skoro to tak świetny pomysł na organizację świata? Odpowiedź brzmi: bo krytykowany w tekście kapitalizm ekskluzywny, jak i związany z nim bezpośrednio model redystrybucyjnego państwa dobrobytu, działał dotychczas całkiem nieźle, zarówno w wersji keynesowskiej z okresu od lat 50. do 70. minionego wieku, jak i w neoliberalnej od lat 80.

Te sukcesy były możliwe dzięki wyjątkowej sytuacji geopolitycznej. Poza dwunastoma wolnymi krajami kapitalistycznymi prawie cały świat pozostawał zamknięty za żelazną lub bambusową kurtyną. Państwa realnego socjalizmu, prawie cała Azja, Ameryka Południowa i Środkowa nie stanowiły konkurencji dla firm z wolnego świata. Były natomiast dla nich rynkiem zbytu. W tej wyjątkowej sytuacji geopolitycznej Zachód mógł zapewnić pracownikom rosnące wynagrodzenia; mógł tworzyć rosnącą liczbę miejsc pracy w administracji, gdy brakowało ich na rynku; był wreszcie w stanie sfinansować transfery socjalne. Podatki bywały wysokie, ale nie było dokąd przed nimi uciec.

Skoro ekskluzywny kapitalizm działał całkiem dobrze, nie było dojmującej konieczności zmieniania go. Dziś w cieniu zmian geopolitycznych, rywalizacji amerykańsko-chińskiej i spadającego znaczenia gospodarczego Zachodu, coś się wyczerpuje. Potrzeba zmiany modelu staje się coraz bardziej oczywista. Kapitalizm inkluzywny jest taką właśnie propozycją.

Esej pochodzi z numeru czasopisma idei „Pressje” pt. „Katolickie państwo dobrobytu”. Zachęcamy do bezpłatnego pobrania numeru w formacie PDF, EPUB lub MOBI.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych.

Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o zachowanie informacji o finansowaniu artykułu oraz podanie linku do naszej strony.