Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Chiny nieudolnie próbują zająć miejsce USA w Europie Środkowo-Wschodniej

Od kilku lat chińskie inwestycje są tematem nieustannie obecnym w debacie publicznej państw Europy Środkowo-Wschodniej. Rosnąca potęga gospodarcza Chin stopniowo przekładała się na coraz większą ekspansję Państwa Środka na całym świecie. W wielu krajach Azji, Afryki i Ameryki Południowej Chiny dokonały spektakularnej ekspansji – zarówno gospodarczej, jak i politycznej. Od 2012 r. wzrok chińskiego smoka coraz częściej pada na Europę Środkowo-Wschodnią jako kolejny region, w którym można zwiększyć swoje wpływy. Jednak pomimo globalnych aspiracji Chiny nie nauczyły się jeszcze specyfiki naszego regionu, tak aby stworzyć skrojoną na europejską miarę ofertę.

Tekst jest częścią raportu specjalnego „USA vs Chiny: Rywalizacja o wpływy w Europie Środkowo-Wschodniej” opublikowanego przez The Warsaw Institute Review.

[PRZECZYTAJ CAŁY RAPORT SPECJALNY THE WARSAW INSTITUTE REVIEW]

Siła przyciągania

Bez wątpienia stały się istotnym punktem odniesienia szczególnie dla państw nie tylko z deficytem inwestycji, a także w sferach demokracji czy praw człowieka. Pekin jawił się jako znacznie wygodniejszy partner niż państwa Zachodu, a tym bardziej zdominowane przez nie instytucje międzynarodowe, które realizowały politykę warunkowości – udzielały pomocy w zamian za reformy, także dotyczące systemu politycznego.

Chińska polityka zagraniczna stopniowo zaczęła dostrzegać także region Europy Środkowo-Wschodniej, z którym dotychczas nie dzieliły wspólnych interesów i projektów. Istotną cezurą był 2012 r., kiedy to utworzony został format „16+1”, skupiający 16 państw Europy Środkowo-Wschodniej i Chiny. Coroczne spotkania na szczycie rozbudziły nadzieję na intensyfikację chińskich inwestycji w regionie. Spotkania pozyskały szczególne zainteresowanie mediów, kiedy Pekin ogłosił w 2013 r. strategiczny projekt Pasa i Szlaku. Inwestycje infrastrukturalne miały pozwolić na przeniesienie z morza na ląd dużej części handlu na linii Chiny-Europa. Miało to uniezależnić Państwo Środka od amerykańskiej marynarki, kontrolującej światowy ocean.

W tej koncepcji Europa Środkowo-Wschodnia miała odegrać kluczową rolę jako transportowy hub. Rozmach chińskich wizji oraz potencjalne korzyści dla naszego regionu rozpaliły gorącą debatę. W Nowym Jedwabnym Szlaku dostrzegano nie tylko wymiar ekonomiczny projektu, ale przede wszystkim jego geopolityczne konsekwencje.

Coraz częściej podnosiły się głosy, że współpraca regionu z Chinami nieuchronnie będzie prowadzić do eskalacji napięć w relacjach ze Stanami Zjednoczonymi. Nie brakowało obserwatorów zachłyśniętych chińskim rozwojem, którzy prognozowali rozstrzygnięcie tej rywalizacji na korzyść Pekinu. Oferta z Państwa Środka miała być nie do odrzucenia. Bardziej ostrożni komentatorzy widzieli w niej możliwość politycznego balansowania między Zachodem a Chinami, co również pozwalało regionowi zagrać w „wyższej lidze”. Jedynie ci, którzy nie zauważyli geopolitycznych przesunięć na mapie świata, kurczowo trzymali się amerykańskiego sukna.

Chiński cesarz jest nagi?

Rzeczywistość zweryfikowała ambitne zapowiedzi. Po kilku latach spotkań i intensywnych relacji rezultat wielkich planów jest nie więcej niż skromny. Mityczne chińskie inwestycje nie popłynęły szerokim strumieniem, a tam gdzie Chińczycy się pojawili – m.in. w Serbii i na Węgrzech – okazało się, że ta współpraca nie jest tak lukratywna, jak oczekiwano, i wywołuje duże kontrowersje. W Polsce nie dorównują one inwestycjom nawet z krajów bardziej oddalonych geograficznie, jak Japonia czy Korea Południowa.

Dotychczasowe doświadczenia jasno pokazały, że Chińczycy są zainteresowani inwestycjami, ale tylko w rozumieniu przejęć przedsiębiorstw już nasyconych technologicznie. Nietrudno wyjaśnić, dlaczego nie udało się ich znaleźć w Europie Środkowej, która wciąż oczekuje inwestycji greenfieldowych – tworzących technologiczne know-how, generujących nowe miejsca pracy i przesuwających gospodarki na coraz wyższe etapy łańcucha wartości.

Chińczycy okazali się nie tylko nieprzekonywującymi inwestorami, ale także mało atrakcyjnymi partnerami handlowymi. Pomimo licznych spotkań wciąż asymetria w handlu jest bardzo duża, ponieważ Pekin wcale nie zniósł licznych utrudnień dla zagranicznych podmiotów. Wracające z Europy Środkowo-Wschodniej do Chin pociągi często są puste.

Co więcej, chińska oferta pożyczkowa dla EŚW okazała się zupełnie nietrafiona. O ile w państwach Afryki czy Azji relatywnie tanie pożyczanie środków na inwestycje infrastrukturalne – w dużej mierze realizowane bez przetargu przez chińskich wykonawców – jest atrakcyjną formą, o tyle taka propozycja dla państw członkowskich Unii Europejskiej okazała się zupełnie nieadekwatna do ich oczekiwań. Chińska oferta jest zarówno ekonomicznie nieatrakcyjna (jeśli zestawić ją ze środkami z UE), jak i sprzeczna z prawem unijnym, które uniemożliwia odgórne rozstrzygnięcia w przetargach publicznych.

Z mitycznego Jedwabnego Szlaku, który miał zmienić gospodarczy porządek świata, jak na razie niewiele wynikło. Co prawda handel kolejowy rośnie dynamicznie, ale wciąż jest on nieporównywalny do handlu morskiego i nic nie przewiduje, aby nawet znacząca rozbudowa infrastruktury między Chinami a Europą Środkowo-Wschodnią zmieniła ten stan rzeczy.

Polska zyskuje na tranzycie, aczkolwiek korzyść ta nie ma wymiaru wielkiej geopolitycznej zmiany. Pomimo dużej otwartości na współpracę z Chinami ze strony Europy Środkowo-Wschodniej wciąż ma ona ograniczony wymiar. Należy podkreślić, że winę za taki stan rzeczy ponosi Pekin. Jak widać pomimo globalnych aspiracji państwo z Dalekiego Wschodu nie nauczyło się jeszcze specyfiki regionu, aby tworzyć skrojone na europejską miarę oferty. Być może problem jest jeszcze głębszy i nie polega jedynie na braku wiedzy o regionie. Całkiem prawdopodobne, że obecny chiński model ekspansji gospodarczej strukturalnie po prostu nie odpowiada na europejskie oczekiwania i Pekin po prostu nie ma nic poważnego nam do zaoferowania.