Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Szymon Hołownia – prawdziwa polityczna supernova [POLEMIKA]

Eksplozje supernowych mają to do siebie, że na długie lata zostawiają po sobie trwały ślad, cały wapń w naszych kościach czy żelazo w hemoglobinie zostały kiedyś wyrzucone w przestrzeń podczas jej wybuchu. Podobnie z kampanią Szymona Hołowni – jej zakończenie oznacza początek czegoś, co zostanie z nami na lata.

Fatalistyczne przewidywania redaktora Trudnowskiego sugerującego, że projekt Szymona Hołowni szybko przekształci się w lifting Platformy Obywatelskiej uważam za tyle chybione, co przedwczesne. To tak jak ciężko przewidywać, stojąc w oku cyklonu (inaczej tej aktualnej kampanii nazwać się nie da), jego ostateczne następstwa, tak ferowanie wyroków na tym etapie, ledwo tydzień po wyborach i tydzień przed drugą turą, jest ryzykownym posunięciem.

Przede wszystkim ustalmy fakty: Szymon Hołownia – aby nie wplątać się w rozgrywane przez innych partyjne gierki i telefoniczne ustalenia – jawnie, przed wyborcami, porozmawiał z Rafałem Trzaskowskim. To bezprecedensowy ruch w historii polskiej polityki. Sytuacja jest jasna i klarowna: to wy, wyborcy, macie wybór – nie będzie żadnego odgórnego przenoszenia elektoratów.

Na stole zostały położone cztery kluczowe dla Rzeczpospolitej postulaty, które są papierkiem lakmusowym dla naszego rodzącego się ruchu. W przeciwieństwie do obietnic składanych w ten czy inny sposób, deklaracja o przyjęciu tych postulatów daje proste narzędzia i jasną skalę do oceny kandydata w momencie wygrania przez niego wyborów prezydenckich. Nie ma tu gry i zabawy w dwóch kawalerów zalecających się do panny na wydaniu.

Proponuję tak właśnie wykuwać swoje decyzje: przez rozmowę, otwieranie drzwi, analizę i odnoszenie się do merytorycznych postulatów, a nie przez pełną plemiennej nienawiści (obu stron), pogardy, i hejtu debatę, która toczy się w drugiej turze wyborów. Nie zasłużyliśmy na taką Polskę, która wyziera dziś z komentarzy licznych posiadaczy świętych prawd.

Bezpartyjny prezydent Szymon Hołownia to dla wielu z nas swoisty „I have a dream”. Zupełnie inny od tych wszystkich partyjnych kalkulacji, których wielu z nas nasłuchało się już do obrzydzenia. Kogo poprzeć, kogo nie popierać, jaki ruch wykonać, żeby partii nie zaszkodzić, jak tu te polityczne puzzle poukładać. Dla wielu z nas ta układanka stała się węzłem gordyjskim, który trzeba przeciąć. Nie nawoływaniem do rewolucji, hasłami o kondominiach tego czy innego rodzaju, ale realną zmianą spoza systemu. Zmianą sensowną, bo opartą na sensownych, dobrze skrojonych oraz przemyślanych propozycjach i programach, o czym można było jakiś czas temu przeczytać na łamach tego portalu.

Ja straciłem już wiarę w to, że dawanie kandydatom walczącym w drugiej turze przestrzeni do walki o elektorat mogłoby cokolwiek zmienić. Bo czy zmianą nazwiemy zaproponowany przez premiera Morawieckiego Fundusz Patriotyczny, będący jasnym i wyraźnym ukłonem w kierunku określonej grupy wyborców? Takich funduszy ten rząd zrobił już osiem, w tym niesławną Polską Fundację Narodową. To jest ta zmiana, o którą nam chodzi? To jest owoc bycia politycznym wyjadaczem? Czy może tą realną zmianą jest weto podatkowe zaproponowane przez wiceprzewodniczącego PO, tak ryzykowne i zabójcze dla budżetu i nas obywateli, którzy będziemy się jeszcze przez kilka ładnych miesięcy zmagać z koronakryzysem? Zamiast, dla przykładu, propozycji przemodelowania systemu podatkowego na mniej regresywny?

Lubię patrzeć na realia, więc jeśliby popatrzeć na realne dobro polskiego państwa, to mocno wątpliwe są te efekty zmagań o elektorat, walki o względy wyborców i festiwalu wyborczych obietnic. Nie wspominając już o tym, że to najmniej merytoryczna druga tura wyborów prezydenckich w historii III RP. A co jeśli popatrzymy na realia ruchu Szymona Hołowni i jego pomysł, aby jasno przedstawić postulaty, położyć je na stole przed jedynym kandydatem, który się do niego zwrócił, i dać szansę, aby publicznie się do nich ustosunkował?

Cel był jeden: oddać sprawczość obywatelowi. Jako lider Polski 2050 w Małopolsce mogę to powiedzieć po doświadczeniu rozmów z naszymi wyborcami: oni odzyskali podmiotowość. W końcu ktoś potraktował ich jak równorzędnego partnera, a nie elektorat do przepchnięcia w tę czy inną stronę, bo ktoś coś komuś obiecał, ładniej pokazał, zanęcił. Rolą prawdziwego lidera jest wspierać w obieraniu kierunku, podsunąć narzędzia, żeby ten wybór był prawdziwie wolny, a nie uciekać w kąt albo bawić się w kotka i myszkę, bo tak każe strategia.

W przypadku Szymona mamy kogoś, kto jasno i wyraźnie powiedział, że nie ma swojego kandydata w II turze. Oddam głos samemu zainteresowanemu z jego wczorajszej rozmowy dla „Dziennika Gazety Prawnej”:

„Nie opowiedziałem się za Rafałem Trzaskowskim z prostego powodu – to nie jest mój kandydat. Kandydat KO i jego zaplecze partyjne nie pokazali nic, co napawałoby mnie specjalnym optymizmem, a Rafał Trzaskowski swój program przedstawił dopiero w ostatniej chwili. To nie jest moja wizja państwa i uprawiania polityki. Natomiast jeśli prezydentem zostanie Andrzej Duda, to mamy zagwarantowane, że pogłębi on podziały i jeszcze bardziej osłabi państwo i pozycję prezydenta. Jako obywatel muszę przeciwko temu zaprotestować, bo za dużo już widziałem dokonań tego pana i jego formacji. Wiem też jednak, że Rafał Trzaskowski i PO nie są w stanie posunąć Polski do przodu, zmienić jej w trybie i rytmie, jakich bym od polityków oczekiwał. Tracimy czas w klinczu pisowsko-platformerskim”.

To ruch wykonany nie dla interesu samego Szymona Hołowni czy Polski 2050. Tylko dla dobra Rzeczpospolitej, z jasnym podkreśleniem podmiotowości dokonującego wybór. O taką politykę chcieliśmy zawalczyć, jakkolwiek idealistycznie to nie brzmi.

A przede wszystkim coś, co mnie osobiście najbardziej gryzie, to ów jakże błędny wniosek jakoby mariaż z Platformą był już na ostatniej prostej. Jestem w stanie pojąć, że na przykładzie decyzji innych kandydatów lub opcji politycznych z niedawnej przeszłości niektóre wnioski mogą się nasuwać. Natomiast zanim będzie się ferowało jakiś wynik, wartało by sięgnąć po samą opinię ludzi tworzących to całe przedsięwzięcie, tak unikatowe na polskiej scenie politycznej, genezę, skąd ci ludzie się wzięli, dlaczego zabrali się za tę robotę, co nimi kieruje.

To, co nas połączyło w całym tym ruchu, który zbudowaliśmy podczas tej kampanii, to nie było to, że Ty chciałeś taki stołek, a ja chciałem taki stołek, bo myśmy przyszli z bardzo różnych parafii. Jeden miał taki pogląd na świat, drugi miał inny pogląd na świat, lecz połączyło nas marzenie o Polsce, w której nie ma wojny PiS-u z Platformą. Platforma nie jest rozwiązaniem problemu, z którym  się dzisiaj w Polsce borykamy – jest jego częścią.

W tym miejscu chciałbym złożyć deklarację następującej treści: jeśli ktokolwiek zdecydowałby się, by spiąć tworzące się właśnie stowarzyszenie, w które sam wkładam tak wiele wysiłku, tą wspólnotę ludzi, z jakąkolwiek partią spośród tych, które nam tą scenę polityczną zabetonowały, będę pierwszym, który ruch Polska 2050 opuści.

I to niech będzie puentą mojej wypowiedzi: ja nie widziałem jeszcze na polskiej scenie politycznej takiego poruszenia do jakiego doszło podczas tej kampanii wokół osoby Szymona Hołowni. To „setki fantastycznych ludzi mających piękne marzenia o Polsce. Widzących z jednej strony braki naszej demokracji i różnych rządów, nie potrafiących zaradzić podstawowym problemom obywateli III RP. Z drugiej strony jednak działających wspólnie” – cytując Karola Wilczyńskiego (współpracowaliśmy razem przy kampanii) z jego wpisu na Facebooku.

Ludzi z kompletnie innych światów, o różnych poglądach (mówią o tym jasno choćby badania OKO.press z wyborów 10 maja), z innych bajek, potrafiący zjednoczyć się dla wspólnej sprawy. My zrobiliśmy już coś więcej niż zbudowanie komitetu wyborczego, my zbudowaliśmy realną wspólnotę.

„Mamy XXI wiek, nie chcemy tworzyć czegoś, co będzie przypominać partie z lat 90. ubiegłego wieku. To, co powstanie, nie może też mieć wyłącznie charakteru antysystemowego. Musi być czymś, co nie tylko będzie mówić, że PiS i PO nie są rozwiązaniem, lecz także wskazywać, co takim rozwiązaniem być powinno. Chcemy budować nie ruch antysystemowy, ale reformujący państwo” – to znów Szymon Hołownia z wywiadu dla DGP-u.

Stworzyliśmy i chcemy tworzyć dalej wspólnotę ludzi, w której może zmieścić się każdy i każdy jest ważny. To wspólne działanie mnie do tej idei przekonuje: nie widziałem jeszcze ruchu, który byłby tak sklejony społecznie – pokażcie mi działaczy partyjnych czy sympatyków jakiejś partii tak powszechnie podczas kampanii wyborczej robiących realne dobro i działających społecznie. Nie tylko ludzi, którzy widzą to, że ci lub tamci politycy psują nam państwo, ale ludzi, którzy realnie to państwo naprawiają, na swoją skalę, krok po kroku, człowiek po człowieku. Od dołu, organicznie. I którzy nie poprzestali w dniu wyborów, niepotrzebne im były żadne deklaracje czy będzie coś dalej, czy nie – działają sami z siebie, bo tak po prostu należy robić.

Może i jest to idealizm, ale ja jeszcze tak ugruntowanego w robocie idealizmu nie widziałem. I myślę, że miano „lepszego anty-PiS-u” głęboko uderza w każdego z 15 tysięcy wolontariuszy tworzących Ekipę Szymona. Na szczęście, w porównaniu do prawdziwego anty-PiS-u zamiast się mścić, będą woleli po prostu zrobić dobrą robotę jeszcze raz i jeszcze raz. Do skutku, do przebicia tej ściany polskiej wyobraźni politycznej, w której mogą istnieć tylko byty zaprzeczające innym bytom. Z tym uda się skończyć, wierzę w to bardzo głęboko.

To dopiero początek. Jesteśmy w fazie organizacyjnego wychodzenia z kampanii, porządkowania struktury, która teraz przekształca się w ruch społeczny. Mam głębokie przekonanie, że ten ruch zostanie na polskiej scenie politycznej i przede wszystkim obywatelskiej na długie lata.

Eksplozje supernowych mają to do siebie, że na długie lata zostawiają po sobie ślad. Cały wapń w naszych kościach czy żelazo w hemoglobinie zostały kiedyś wyrzucone w przestrzeń podczas wybuchu supernowej. To dzięki ciężkim pierwiastkom, które trafiły w przestrzeń międzygwiezdną, zainicjowane zostały gwałtowne procesy, które zdeterminowały skład chemiczny mgławicy słonecznej, z której 4,5 miliarda lat temu powstał Układ Słoneczny, co w dalszej konsekwencji umożliwiło powstanie życia na Ziemi. Jej powstanie jest więc radykalną transformacją w coś zupełnie innego, nowego. I to, co się teraz rodzi, ma zamiar tę radykalną transformację polityki zaprowadzić, dokładnie tak jak supernova: czyli na długie lata, albo inaczej – na pokolenia, nie tylko na kadencję.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.