Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Piotr Trudnowski  19 czerwca 2020

Szymon Hołownia – pigułka programowa. Czuła narracja skrojona na miarę świadomej prezydentury

Piotr Trudnowski  19 czerwca 2020
przeczytanie zajmie 11 min

Największą siłą programu Szymona Hołowni jest fakt, że głębiej niż jego kontrkandydaci zastanowił się nad tym, jaka jest faktyczna pozycja ustrojowa prezydenta i czego Polacy od prezydenta oczekują. Jego programowe propozycje co do zasady, choć nie bez wyjątków, to próba rozwiązywania ważnych problemów polskiej wspólnoty politycznej poprzez próbę znalezienia w każdym z przypadków największego wspólnego mianownika między Polakami o różnych poglądach, wrażliwościach i partyjnych sympatiach.

Oczywiście, Szymon Hołownia nie jest „ideałem konsekwentnego symetrysty”, który chciałby faktycznego zrównoważenia w politycznym przekazie tematów, problemów i wrażliwości zarówno osób o tradycyjnym, jak i tzw. postępowym światopoglądzie.

Celnie punktował go za to na naszych łamach Paweł Musiałek, gdy zwracał uwagę, że „kolejne gesty i wypowiedzi Hołowni zdradzają, że jest zbyt zdystansowany wobec prawicy, żeby uznać prawomocność jej emocji i potrzeb” i „bezbłędnie zdał test mainstreamowej poprawności politycznej”.

Widać to zwłaszcza na poziomie języka i hierarchii jego propozycji, gdzie co krok spotykamy się z wyprzedzającymi kontrami wobec potencjalnych zarzutów o „konserwatywne odchylenie” wynikające z doświadczenia katolickiego publicysty.

Również w niektórych zagadnieniach systemowych – zwłaszcza wobec zmian w wymiarze sprawiedliwości – bezpartyjny kandydat wbrew deklaracjom o niemożliwości powrotu do stanu, w którym „będzie tak, jak było”, opowiada się w praktyce za status quo ante. Nie zmienia to jednak faktu, że zarówno w jego wizji prezydentury, jak i pośród konkretnych propozycji działań znaleźć można cały szereg ciekawych pomysłów. Ba, wiele z nich zasługuje na to, by zakorzenić się w polskiej debacie publicznej na dużo dłużej, niż na czas udziału Hołowni w prezydenckiej kampanii.

Wie, co prezydent może

Na program Hołowni składają się broszura Nowy prezydent. Wizja i konkrety prezydentury oraz kilka bardziej szczegółowych zestawów pomysłów dostępnych na stronie internetowej kandydata, które dotyczą kolejno: polityki klimatycznej, samorządności, polityki antykryzysowej, praworządności i wymiaru sprawiedliwości, edukacji oraz zdrowia.

Programowy esej zaczyna się od celnej refleksji na temat władzy prezydenta w polskim modelu ustrojowym, która w istotny sposób determinuje formułowane dalej propozycje.

„To nie jest władza naprawiania systemu ochrony zdrowia, podnoszenia płac nauczycieli i nauczycielek, zmieniania wieku emerytalnego czy projektowania nowych transferów finansowych. (…) Kandydatka lub kandydat na prezydenta nie powinien oszukiwać wyborców, obiecując im rzeczy, które może zrobić tylko rząd” – zauważa nie bez racji kandydat obywatelski. Dość konsekwentnie w zgodzie z tym założeniem formułuje swoje pomysły – gdy trzeba wskazując na przykład, że będzie do jakichś rozwiązań „namawiał rząd”, kiedy indziej złoży własną inicjatywę ustawodawczą, zwoła Radę Gabinetową albo zaproponuje wraz z Senatem referendum.

Zgodnie z konstytucyjnymi kompetencjami głowy państwa zaczyna program od wizji dotyczącej bezpieczeństwa narodowego i polityki zagranicznej – choć to raczej „program obowiązkowy”, w którym trudno wskazać jakieś przełomowe myśli. Nacisk kładzie tu przede wszystkim na potrzebę współpracy między Pałacem Prezydenckim a innymi ośrodkami władzy (m.in. poprzez reaktywację Rady Bezpieczeństwa Narodowego czy nowy i nieco enigmatyczny „instrument” uzgadniania stanowiska ośrodków władzy wobec polityki europejskiej). W polityce zagranicznej podkreśla potrzebę multilateralnej współpracy Polski z państwami regionu w kontrze do jednowymiarowego, w opinii Hołowni, oparcia polskiej pozycji na świecie na sojuszu z „Waszyngtonem Donalda Trumpa”.

Akcent kładzie na dobre relacje z Ukrainą, gdzie – w jego opinii, z którą wypada się zgodzić – łączą się strategiczny wymiar bezpieczeństwa Rzeczypospolitej z wymiarem ludzkim, związanym z setkami tysięcy mieszkających i pracujących w Polsce imigrantów zza wschodniej granicy.

Po „jeździe obowiązkowej” przychodzi dużo ciekawszy i bardziej oryginalny, choć pewnie niezaskakujący, „program dowolny”. Kolejne priorytety Hołowni to wyzwania klimatyczne, solidarność społeczna, oraz samorządność i działalność obywatelska.

Ekologia, solidarność, samorządność

Odpowiedź na wyzwania klimatyczne były publicysta definiuje jako „polską rację stanu”. Proponuje między innymi neutralność klimatyczną do 2050 r., produkcję 40% energii z odnawialnych źródeł energii w 2030 r. i zakończenie krajowego wydobycia węgla w roku 2040 r. Jako działanie osłonowe postuluje program Pomagam w transformacji, który „będzie wspierał współpracę miedzy samorządami, Spółką Restrukturyzacji Kopalń oraz firmami chcącymi zainwestować na terenach górniczych i przemysłowych w odnawialne źródła energii”. Zapowiada konsekwentną politykę „zielonego weta” wobec projektów ustaw oddalających Polskę od neutralności klimatycznej i symboliczne „rozpoczęcie zmian od siebie” przez ekologiczną transformację Pałacu Prezydenckiego, Belwederu i innych obiektów pozostających w dyspozycji Kancelarii Prezydenta.

Zapowiada wsparcie dla inicjatyw zewnętrznych takich jak wprowadzenie systemu kaucyjnego na rynku opakowań oraz „możliwość sprawdzenia na zakupach informacji o śladzie węglowym i wodnym nabywanego produktu”. Krytycznie odnosi się do rozbudowy w Polsce transportu śródlądowego i zwiększania żeglowności polskich rzek jednoznacznie oceniając je jako „antyekologiczne”, a w zamian proponuje rozbudowę Krajowego Programu Kolejowego. Jednocześnie deklaruje „szerokie promowanie w społeczeństwie mikroretencji” – można więc założyć, że powszechnie wyśmiewany program „Moja woda” z kampanii Andrzeja Dudy wspierający tworzenie przydomowych oczek wodnych raczej spotkałby się z jego aprobatę.

Szereg wzniosłych deklaracji i dość konkretnych zapowiedzi uzupełnia inspirujący wątek „lajfstajlowy” – wsparcia szkolnictwa zawodowego ze względu na „dobrą modę na bardziej ekologiczne życie”, które „oznaczać będzie przesunięcie trendu z kupowania na naprawę rzeczy. Ktoś tę pracę będzie musiał wykonać. Masowa produkcja nie pokryje wszystkich potrzeb, nie zmaleje więc zapotrzebowanie na produkty wykonane ręką fachowca”.

W rozdziale dotyczącym solidarności społecznej obok rytualnych, choć pewnie szczerych co do intencji zapewnień o „stanowczym sprzeciwie wobec ideologicznej nagonki na osoby nieheteronormatywne” oraz „wsparcia działań antyprzemocowych chroniących prawa kobiet”, znalazło się kilka ciekawych i świeżych myśli.

Najważniejsza z perspektywy środowiska ubiegającego się od lat o „dewarszawizację” polskiej debaty publicznej jest zapowiedź konsekwentnych działań na rzecz zwiększenia reprezentacji mieszkańców mniejszych ośrodków i walki z wykluczeniem komunikacyjnym. Tu mamy konkretną i wartą realizacji zapowiedź: „W pierwszym roku prezydentury podejmę się sporządzenia raportu badającego dostępność usług publicznych dla mieszkańców i mieszkanek wszystkich miast i gmin, sprawdzającego jednocześnie, czy do miejsc, w których są one świadczone, można dotrzeć środkami transportu publicznego” – deklaruje Hołownia.

W rozdziale dotyczącym solidarności zwraca też uwagę na nabrzmiewający problem zdrowia psychicznego dzieci i rekordowej na europejskim tle liczby prób samobójczych u dzieci. Tutaj brak konkretnych zapowiedzi poza, przewijającymi się stale, wątkiem zaangażowania Rady Gabinetowej oraz włączenia w prace środowisk eksperckich i organizacji społecznych. Warto docenić jednak samo dostrzeżenie problemu, a zachowawczość w formułowaniu recept i obietnic tłumaczy świadomość konstytucyjnych prerogatyw prezydenta.

Ostatni kluczowy w opowieści obszar, zdecydowanie pozostawiający najwięcej do życzenia, to Samorządna Rzeczpospolita. Łączy deklarację wrażliwości na samoorganizację obywateli w organizacjach i ruchach nieformalnych z wolą zwiększania podmiotowości samorządów. Niestety, jedynym namacalnym konkretem – choć przecież niezwykle trudnym do realizacji ze względu na rangę konstytucyjną – jest obietnica przekształcenia Senatu w tzw. „izbę samorządową”. Abstrahując od oceny tego postulatu – obszernie omawiał go swego czasu na naszych łamach Michał Rzeczycki – widać, że w przeciwieństwie do innych kluczowych obszarów zabrakło pomysłu na określenie nowej wizji udziału samorządów w życiu państwowym.

Obiecująco – wszak stawialiśmy podobne propozycje na naszych łamach choćby tutu – ale zastraszająco mało konkretnie brzmi deklaracja: „marzę o takiej reformie samorządu powiatów i województw, która osłabi wpływ partii, a wzmocni rolę jednostek samorządowych wchodzących w ich skład”. Hołownia zapowiada, że nim dojdzie do ustrojowej zmiany on osobiście będzie pełnił funkcję rzecznika interesu lokalnych wspólnot w systemie politycznym.

Gdy spojrzeć jednak na jego Kartę Samorządową podpisaną wraz z pewną grupą samorządowców – będzie to raczej rzecznictwo grupy interesu, jaką stanowią włodarze gmin, niż wola wymyślenia polskiego samorządu na nowo. To jest zaś konieczne, bo samorząd wymaga nie tylko wsparcia, ale też uleczenia z rozmaitych patologii doskonale nam znanych z ogólnopolskiej polityki.

Niestety, perspektywy wprowadzenia mechanizmów przejrzystości i kontroli do lokalnej polityki, zwiększenia podmiotowości mieszkańców gmin czy wzmocnienia instytucji demokracji bezpośredniej w propozycji Hołowni zabrakło.

Pięć dobrych pomysłów na nową metodę polityczną

Poza powyższymi filarami programowymi Hołownia zaprezentował szereg bardziej punktowych pomysłów i propozycji. Część z nich wydaje się niezwykle cenna, bo ożywcza dla sposobu myślenia o rozwiązywaniu problemów publicznych, a jednocześnie – zbieżna z postulatami i metodami działania, które w Klubie Jagiellońskim od lat promujemy.

Pierwszy z nich to propozycja powołania Komisji Edukacji Narodowej jako ponadpartyjnego (powoływanego większością kwalifikowaną posłów i senatorów) ciała „z rotacyjnym przewodnictwem powierzanym samorządowcom, nauczycielom i uczniom, które powinno decydować o standardzie jakości i dostępności edukacji”. To zmodyfikowana wersja postulatu, który w przed dwoma laty w pierwszej edycji międzyredakcyjnej inicjatywy „Spięcie” sformułowała nasza redakcyjna koleżanka, Karolina Olejak.

Drugi zasługujący na pochwałę pomysł dotyczy potrzeby wypracowania długofalowej strategii solidarności międzypokoleniowej. Tu słusznie Hołownia wskazuje na potrzebę powrotu do debaty nad podwyższeniem wieku emerytalnego, ale równie celnie zwraca uwagę, że nie sposób w perspektywie nawet dwóch kadencji uwierzyć w możliwość przeprowadzenia takiej zmiany przez parlament. Wobec tego proponuje organizację ogólnopolskiego panelu obywatelskiego, którego celem będzie wypracowanie rozwiązań akceptowalnych dla większości Polaków. Zarówno o groźbach związanych z rosnącą polityczną przewagą starszych obywateli w systemie politycznym, potrzebie nowej umowy społecznej dot. relacji międzypokoleniowych, jak i zaletach paneli obywatelskich na naszych łamach wspominaliśmy wielokrotnie. Panel obywatelski jest bez wątpienia dobrą metodą do szukania nowego narodowego konsensu w tym trudnym obszarze.

Trzeci z wartościowych pomysłów dotyczy systemu ochrony zdrowia. Docenić należy, że w przeciwieństwie do większości polityków bez mrugnięcia okiem uczestniczących w festiwalu populistycznych obietnic zwiększenia wydatków na zdrowie, kandydat obywatelski miał odwagę przyznać, że nie da się zwiększyć tych wydatków bez kosztów gdzie indziej.

Odpowiedzialnie i odświeżająco brzmi propozycja zarządzenia przez prezydenta we współpracy z Senatem referendum ws. zwiększenia budżetowych nakładów na ten obszar życia przez podniesienie składki zdrowotnej. Sam swego czasu przekonywałem, że „trudno wyobrazić sobie bowiem lepszy przykład republikańskiej postawy niż gotowość do samoopodatkowania”.

Wobec tego pomysł Hołowni oceniam pozytywnie nie tylko z perspektywy wyłamania się nieodpowiedzialnego populizmu, ale również rozsądnej propozycji wykorzystania przez prezydenta inicjatywy w zakresie demokracji bezpośredniej do podjęcia trudnej, ale i oczekiwanej przez obywateli decyzji.

Czwarty warty pochwały pomysł to konkretna wizja tego, jak wykorzystać prezydenckie prerogatywy do systemowej korekty i podniesienia jakości polskiego prawa. Kandydat deklaruje wprost: „Żadna ustawa, która trafi na moje biurko, nie zostanie podpisana, jeśli nie spełni trzech elementarnych warunków: jasnych założeń, konsultacji społecznych i wykonanej rzetelnej oceny skutków regulacji”. O systemowym problemie niskich standardów procesy stanowienia prawa mówi się w Polsce w środowiskach eksperckich od lat (i dużo dłużej, niż rządzi Prawo i Sprawiedliwość). Wobec raczej pogorszenia niż polepszenia standardów w tym zakresie – propozycja „siłowej” naprawy tego stanu rzeczy przez „proceduralne”, a nie wyłącznie „merytoryczne” weto wydaje się rozwiązaniem „atomowym”, ale niestety w pełnym zakresie uzasadnionym.

Ostatni z jasnych punktów programu Hołowni widzę w obszarze najbardziej kontrowersyjnym. Oczywiście, Hołownia zapowiada konsekwentne stanie na gruncie kompromisu aborcyjnego i deklaruje, że zawetuje każdą zmianę ustawy w tym zakresie. Tu różni się i ze mną, i pewnie z całą masą wyborców tak z prawej, jak i lewej strony. Dużo ciekawsze od tej deklaracji jest jednak to, co proponuje chwilę później.

„Jeśli mamy ruszyć z miejsca, wyjdźmy z okopów i poszukajmy wspólnie pierwszej rzeczy, co do której możemy się zgodzić. Skupmy się na kobietach, na rodzinach stających przed dramatycznymi wyborami. Zaprojektujmy i zbudujmy system realnego wsparcia ze stałą opieką psychologiczną, wytchnieniową, dodatkowym urlopem, tak by te i ci, którzy muszą wybierać, mogli faktycznie decydować, a nie by sytuacja wybierała za nich. Rozbudujmy wsparcie państwa dla hospicjów perinatalnych, dostrzeganych od niedawna przez państwowy system ochrony zdrowia, by pomoc dla rodziców i samotnych matek, które zdecydują się dziecko urodzić, sięgała poza obecnie przewidziany miesiąc po porodzie i kwotę niespełna półtora tysiąca złotych. Zróbmy coś konkretnego zamiast po raz kolejny ubierać się w retoryczne szaty obrońców kobiet albo obrońców dzieci”.

Mnie, marzącego o docelowo pełnej ochronie życia małych dzieci przed urodzeniem i zwolennika choćby natychmiastowej likwidacji prawnego przyzwolenia dla zabijania chorych np. z zespołem Downa, przekonał, że poszukanie takiego „cywilizacyjnego” minimum akceptowalnego dla każdej ze stron sporu jest być może najlepszym w tej sprawie, co rzeczywiście moglibyśmy dziś w Polsce zrobić.

W podobnym duchu przy okazji którejś z awantur o prawo aborcyjne na naszych łamach pisał swego czasu Bartosz Brzyski. Wobec niekonkluzywności sporu o regulacje w tym zakresie propozycja Hołowni brzmi dziś nad wyraz rozsądnie – i dobrze, by ktoś podjął się jej
realizacji bez względu na wyborczy wynik, jaki osiągnie obywatelski kandydat.

Trzy problemy z Hołownią

Oczywiście, obecność wielu dobrych pomysłów nie unieważnia ani słabości samego kandydata, ani też nie zwalnia nas z obowiązku wytknięcia mu pomysłów złych i niekonsekwentnych.

Pierwszą i najważniejszą z naszej perspektywy słabością jest wspomniana już we wstępnie przesadna, „mainstreamowa” poprawność polityczna każąca mu zakładać, że poszukiwany przez niego „złoty środek” polskiej debaty sytuuje się na lewo od jej centrum. To zarzut istotny nie tylko z punktu widzenia poglądów naszego środowiska, ale również ze względu na powtarzane wielokrotnie deklaracje, że Hołownia chce być prezydentem, który „wsłuchuje się w głos Polaków”.

Były dziennikarz zamyka oczy na fakt, że większość Polaków – mówi o tym szereg badań, a nie tylko wyniki wyborów – definiuje się jednak jako „centroprawicowi”. Stojąc przed wyborem zajęcia pozycji bądź to bliżej „środka” realnej polskiej opinii publicznej, bądź też „środka” opinii wielkomiejskich medialnych i biznesowych elit – bezpartyjny kandydat wybrał niestety to drugie.

Programowy wymiar tej słabości widać, gdy kandydat pisze choćby o polityce historycznej czy miejscu religii w życiu publicznym. Nie jest tak, że jego intuicje zawarte w tych fragmentach są w pełni nietrafione, ale jednak – co do zasady skażone są salonowym oczekiwaniem „zdystansowania” się od tych kluczowych dla prawicy fundamentów narodowej wyobraźni. Dwa kolejne zarzuty tyczą się już spraw stricte programowych.  

W programie dotyczącym praworządności i reform ustrojowych dotyczących sądów i trybunałów, jak i licznych medialnych wypowiedziach na ten temat, Hołownia opowiada się w praktyce za przywróceniem modelu sprzed roku 2015. Jest zrozumiałe, że kandydat jednoznacznie krytycznie ocenia zmiany w Trybunale Konstytucyjnym, Krajowej Radzie Sądownictwa czy Sądzie Najwyższym, ale już trudno pojąć, dlaczego zamiast zaproponować jakiś nowych model ich organizacji – opowiada się za restytucją tych ciał w modelu znanym z III RP sprzed rządów Prawa i Sprawiedliwości.

Szkoda, bo miał potencjalnie dużo więcej przestrzeni niż inni kandydaci, by zaproponować chociażby zwiększenie czynnika obywatelskiego w wymiarze sprawiedliwości, nową rolę Trybunału Konstytucyjnego czy zaproponowanie sensownych mechanizmów kontroli i przejrzystości działań sądów. Znów wydaje się, że w mniejszym stopniu jest to funkcją braku wyobraźni, a w większym – pewnego uwikłania jego sztabu i kampanii w środowiska elit III RP.

Trzecie rozczarowanie to po prostu pewna niekonsekwencja. Hołownia zgłasza sensowny skądinąd postulat „audytu” instytucji publicznych – „zastanówmy się, których instytucji naprawdę potrzebujemy i które spełniły pokładane w nich oczekiwania. Resztę zlikwidujmy albo przekażmy samorządom, aby polskie państwo zaczęło odzyskiwać zwinność i umiejętność koncentrowania się na naprawdę priorytetowych sprawach”. Można by właściwie przyklasnąć bez wątpliwości – gdyby nie fakt, że sam Hołownia proponuje powołanie całej masy nowych organów.

Wyliczę tę, które udało mi się zanotować: 1) Dom Spotkań Polaków, 2) Polsko-Ukraiński Instytut Dialogu Społecznego i Historycznego, 3) „specjalny urząd umocowany w strukturach Kancelarii Prezydenta” odpowiedzialny za ochronę praw zwierząt, 4) Pełnomocnik Osób Wykluczonych, 5) Rzecznik Służby Publicznej, 6) „niezależny organ prowadzący stały nadzór nad przestrzeganiem przez służby specjalne i policyjne praw i wolności obywatelskich wynikających z Konstytucji oraz rozpatrującego skargi od obywatelek i obywateli”, 7) Narodowa Rada Klimatyczna, wreszcie wspomniana 8) Komisja Edukacji Narodowej.

Gdy punktuje się przesadne rozdęcie państwowych instytucji, pisząc, że „mnożą się instytuty, agencje i fundacje z niesławną Polską Fundacją Narodową na czele”, to warto zachować jednak większą powściągliwość w postulowaniu nowych. Zwłaszcza, że te tworzone przez PiS na programowym papierze też w większości zapowiadały się nieźle.

***

W swoim programie dla edukacji Hołownia przywołuje słowa Olgi Tokarczuk z mowy noblowskiej, wskazując, że rolę tytułowego „czułego narratora”, a także „wnikliwego obserwatora” i „aktywnego współkreatora” pełnić powinien system kształcenia i wychowania. Po lekturze wszystkich programowych dokumentów można śmiało stwierdzić, że dużo chętniej niż szkołę Hołownia widziałby w tych rolach prezydenta we własnej osobie.

To wizja atrakcyjna, ciekawa i odświeżająca dla polskiej debaty politycznej. Hołownia, trochę przymuszony zrzutami braku powagi, wykonał imponującą pracę zarówno na poziomie naszkicowania wizji „lepszej polityczności”, roli głowy państwa adekwatnej do jej ustrojowych kompetencji, jak i konkretnych programowych postulatów, które zasługują co najmniej na dyskusję poważniejszą niż ta, która jest możliwa w czasie kampanii wyborczej.

Mamy do czynienia z pewnym paradoksem, że w tej kampanii chyba najwięcej programowych konkretów i dojrzałych przemyśleń na temat politycznej wspólnoty znajdziemy właśnie u kandydata, który jednocześnie stanowi pewne uosobienie medialno-celebryckiej „postpolityki”.

Choć Hołownia nie zdołał uwolnić się z pęt „poprawności politycznej salonu III RP”, to i tak wniósł do debaty sporo dobrych diagnoz i intrygujących intuicji. Szkoda, że w dotychczasowym toku kampanii niewiele z nich miało okazję przebić się poza krąg zaangażowanych sympatyków Hołowni. Ale to już w pierwszej kolejności zarzut wobec mediów i nas wyborców, których interesuje co innego, a nie do samego kandydata.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki 1% podatku przekazanemu nam przez Darczyńców Klubu Jagiellońskiego. Dziękujemy! Dołącz do nich, wpisując nasz numer KRS przy rozliczeniu podatku: 0000128315.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.