Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Robert Biedroń – pigułka programowa. Kandydat wszystkich, czyli nikogo

przeczytanie zajmie 8 min
Robert Biedroń – pigułka programowa. Kandydat wszystkich, czyli nikogo Autorka: Magdalena Karpińska

Robert Biedroń nie jest wiarygodnym narratorem lewicy. Słabość jego kampanii tkwi w paradoksach, jakie rodzą się na przecięciu programu wyborczego i przekazu kierowanego do wyborców. Nie można być jednocześnie małomiasteczkowym  i turbo europejskim; używać retoryki konsensusu i opierać swój przekaz na światopoglądowym progresywizmie; silić się na młodzieńczy witalizm i kierować gros swych postulatów programowych w stronę emerytów i rencistów. Tylko faworyci mogą konstruować narrację dla wszystkich Polaków, zawodnicy z drugiej ligi muszą kalibrować swój przekaz. W przeciwnym razie przegrywają z kretesem.

Autorski projekt polityczny Roberta Biedronia budził jesienią 2018 i wczesną wiosną 2019 roku szacunek szerokiego kręgu wyborców i komentatorów. I to nie tylko tych lewicowych. Setki spotkań w całej Polsce organizowanych w duchu wspólnej pracy na rzecz nowego programu lewicy; opublikowanie książki Nowy rozdział, która na poziomie ogólnopolskiej narracji miała operacjonalizować wnioski socjologicznych badań przeprowadzonych pod kierownictwem Macieja Gduli; efektowna konferencja programowa „Wiosny” z wyrazistymi postulatami światopoglądowymi stwarzająca wrażenie, że oto rozpoczęła się kulturowa wojna o małżeństwa homoseksualne i liberalizację prawa aborcyjnego. To wszystko zwiastowało nową jakość na polskiej lewicy, a dla niektórych nawet przesilenie polskiej sceny politycznej.

Jednak po złamaniu publicznie danej obietnicy (mimo zapewnień – brak rezygnacji z mandatu europosła), a później w skutek długotrwałego wahania, czy aby start w wyborach prezydenckich to dobry pomysł, werwa i wiarygodność Roberta Biedronia stopniowo malały. Czarny koń polskiej polityki startował z pułapu 19% jeszcze jako potencjalny kandydat na prezydenta (badanie Pollsteru dla „Super Expressu” z kwietnia 2018 r.), żeby dwa lata później, tuż przed wyborami, osiągać wyniki na poziomie 4% lub nawet 2%, nieuchronnie zbliżając się do blamażu Magdaleny Ogórek z 2015 r. Część odpowiedzi na pytanie, co się stało z „Robertem Odnowicielem” tkwi w sprzecznościach, jakich można doszukać się w tym projekcie politycznym.

Siedem głównych postulatów programowych

Sztab kandydata opublikował dwa dokumenty ideowe: siedmiopunktowy program i tzw. #PlanBiedronia pt. Zdrowa Polska. Nowa nadzieja. Żaden ani na moment nie nadawał tonu kampanii prezydenckiej. Jeśli jakieś postulaty są powszechnie kojarzone z Robertem Biedroniem, to pochodzą one albo z programu Wiosny zaprezentowanego 3 lutego 2019 r. podczas konwencji w warszawskim Torwarze, albo programu lewicy opublikowanego przed wyborami parlamentarnymi z tego samego roku.

Oczywiście niedopracowany program nie przekłada się automatycznie na słaby wynik wyborczy. Dokumentów ideowych prawie nikt dzisiaj nie czyta. Są one jednak istotne z innego powodu. Są zapisem politycznej narracji, a więc głównej broni kandydata. Stanowią także mieszankę marketingu politycznego, osobistych poglądów oraz partyjnych interesów, które kandydat ma reprezentować. Napięcia między tymi trzema elementami są aż nazbyt widoczne w kampanii Biedronia.

Program kandydata lewicy sprowadza się do siedmiu lapidarnych punktów. Adresatami pierwszych trzech są głównie emeryci i renciści. To emerytura minimalna w wysokości 1600 zł na rękę, dofinansowanie ochrony zdrowia do poziomu 7,2% PKB oraz leki na receptę do 5 złotych (za darmo dla emerytów, rencistów, pacjentów po przeszczepach, kobiet w ciąży i dzieci). Czwarty postulat skierowany jest do 30-latków – kandydat lewicy obiecuje milion tanich mieszkań na wynajem. Ostatnie trzy są skierowane do szerokiego spectrum opozycyjnych wyborców: podkreślenie silnie pro-europejskiego kursu w polityce zagranicznej, przywrócenie państwa prawa oraz troska o środowisko z deklaracją zorganizowania kolejnego szczytu klimatycznego w Polsce.

Po pierwsze, mówimy do seniorów i starego elektoratu SLD

Zanim przejdziemy do krótkiego umówienia niektórych punktów, trzeba zwrócić uwagę na zaskakującą konstrukcję dokumentu. Kandydat ogłaszający rok temu odmłodzenie polskiej lewicy niemal połowę swojego programu kieruje do emerytów i rencistów. To ze statystycznego punktu widzenia racjonalna strategia.

Jak pokazuje w swych analizach Marcin Kędzierski, żadnych wyborów nie da się dziś wygrać bez głosów najstarszych wyborców (a wręcz przeciwnie – da się je wygrać wyłącznie ich głosami). Jednak ustawienie trzech pierwszych komunikatów w stronę najstarszej części potencjalnego elektoratu jest w przypadku Biedronia szczególnie niefortunne.

Jego i tak nadwyrężony wizerunek był przecież budowany na nowej sile i energii, która raz na zawsze usunie z barków polskiej lewicy skojarzenia ze słusznie minionym systemem. Można też oczywiście stwierdzić, że to nie tylko problem Roberta Biedronia, ale całej dzisiejszej młodej lewicy, która – kierując się racjonalnym interesem politycznym – musiała wejść w komitywę ze starymi wyjadaczami z SLD.

Biedroń dążył jednak do uzyskania pozycji polityka pokoleniowego. To młody self-made-man, który osiągnął wiele ciężką pracą, a teraz chce umożliwić łatwiejszą ścieżkę rozwoju dla osób podobnych do siebie – młodych, ambitnych, z mniejszych ośrodków. Z tej perspektywy nie da się z dnia na dzień zbudować wizerunku obrońcy emerytów i rencistów. Sztab Roberta Biedronia stał przed bardzo trudnym zadaniem. Z człowieka, który zaistniał w polskiej polityce jako samodzielny gracz dystansujący się od SLD, musiał przejść transformację o 180 stopni i zacząć reprezentować interesy post-PZPR-owskiego elektoratu.

Propozycja polityki skierowanej do najstarszych jest również próbą przelicytowania Prawa i Sprawiedliwości. Nie dowiadujemy się jednak, jakich instrumentów Robert Biedroń będzie używał, aby zmienić system emerytalny.

Pomysł emerytury minimalnej w wysokości 1600 złotych na rękę spotkał się ze sceptycznym odbiorem ekonomistów. Dla przykładu Jeremi Mordasiewicz zauważył, że „1600 zł to obecnie przeciętna emerytura kobiet. Tyle miałby dostawać ktoś, kto pracuje i płaci składki oraz ten, kto całe życie albo nie pracował, albo działał w szarej strefie, pieniądze wydawał. To się kłóci z elementarnym poczuciem sprawiedliwości”.

Trzeba nadmienić, że projekt emerytury minimalnej został odrzucony w pierwszym czytaniu przez Sejm głosami zarówno PiS-u, jak i Platformy Obywatelskiej. Postulat w programie Biedronia jest dodatkowo łączony z przywróceniem świadczenia emerytalnego dla służb mundurowych, co również należy rozumieć jako ukłon w stronę starego elektoratu lewicy.

Postulat dofinansowania ochrony zdrowia nie może dziwić. Sytuacja spowodowana pandemią sprawia, że takie postulaty to dziś oczywistość. Pomysł wzrostu wydatków na publiczną ochronę zdrowia do wysokości 7,2% PKB nie jest nowy. Projekt takiej ustawy został złożony przez lewicę w Sejmie w styczniu, a postulat Biedronia należy rozumieć jako konsekwentny lobbing na rzecz tego rozwiązania. Procent docelowy miał zostać osiągnięty w 2024 r. Lewica zakładała, że wzrost finansowania nie wiązałby się z podwyższeniem składki zdrowotnej.

Zastrzyk gotówki pochodziłby m.in. z wycofania się z niepotrzebnych ich zdaniem projektów infrastrukturalnych jak Centralny Port Komunikacyjny czy planów rozbudowy elektrowni w Ostrołęce. To kolejne pole bezpośredniego sporu między Robertem Biedroniem a Andrzejem Dudą. Urzędujący prezydent dużą uwagę w swojej kampanii poświęca na ambitne inwestycje infrastrukturalne, spośród których CPK jest najważniejszy.

Wzrost nakładów na ochronę zdrowia jest na pewno słuszny, tym bardziej, że Polska w porównaniu z innymi krajami UE przeznacza na ten cel relatywnie niewielką część swojego budżetu. Niemniej eksperci przestrzegają przed prostymi rozwiązaniami. Ciekawą opinią na temat zwiększania budżetu Narodowego Funduszu Zdrowia podzieliła się Maria Libura w rozmowie z Grzegorzem Sroczyńskim. Ekspertka Klubu Jagiellońskiego stwierdziła, że: „Dorzucenie nawet 50 mld niewiele zmieni z punktu widzenia pacjenta. Jeżeli nie wprowadzimy równocześnie zmian systemowych, to efekt będzie mizerny albo sytuacja nawet się pogorszy, gdyż utrwalą się złe rozwiązania”. Pomysłu na systemową reformę ochrony zdrowia w programie Roberta Biedronia nie znajdziemy.

Po drugie, mówimy do młodych ludzi pomstujących na polski rynek mieszkaniowy

Rewolucyjny postulat budowy miliona państwowych mieszkań na wynajem pojawił się już w programie wyborczym Lewicy z roku 2019 i wskazuje on drugą, po seniorach, docelową grupę odbiorców kampanii Biedronia: młodszych wyborców partii Razem i Wiosny. Uderza też w obowiązujący paradygmat w polskiej polityce mieszkaniowej, zgodnie z którym Polacy mają powszechnie kupować, a nie wynajmować mieszkania. To ciekawy postulat z kilku powodów.

Po pierwsze, mieszkania na wynajem w atrakcyjnej cenie (do 20 zł za m2) odpowiadają na deficyt sięgający około 3 milionów lokali, których dziś brakuje na rynku. Po drugie, zakup mieszkania z kredytem na 30 lat oznacza brak elastyczności na rynku pracy – młody człowiek obciążony jego spłatą nie będzie zbyt skory do wyjazdu do innego miasta i zmianę pracy. Po trzecie, to postulat, który idealnie pasuje do wizerunku socjaldemokratycznej partii europejskiej, do której młoda lewica pragnie aspirować. Na Zachodzie bowiem udział wynajmowanych mieszkań w rynku nieruchomości sięga 40% (Niemcy, Dania) lub nawet 50 % (Szwajcaria).

To w końcu jedyny postulat Roberta Biedronia pasujący do jego pierwotnego wizerunku – człowieka z podkarpackiego Krosna, któremu zawsze było pod górkę, ponieważ przez 30 lat polskiej transformacji rządzili nami neo-liberałowie stwarzający nieuprzywilejowanym osobom z mniejszych ośrodków liczne zapory systemowe w drodze do sukcesu.

Po trzecie, mówimy to, co cała opozycja

Nad pozostałymi postulatami nie warto się specjalnie rozwodzić. Spośród głównych kandydatów opozycji chyba tylko Krzysztof Bosak by się pod nimi nie podpisał. Przywrócenie sprawiedliwości w sądownictwie, ekologia oraz silnie proeuropejski wektor polityki zagranicznej to slogany, z którymi zdążyliśmy się już oswoić. Odpowiadają liberalnej wrażliwości większości polskich wyborców.

Nadmieńmy tylko, że pomysł utworzenia Centrum Rozwoju Polskiego Wojska nie brzmi wiarygodnie w ustach kandydata pragnącego ograniczać wydatki na obronność, natomiast postulat zorganizowania kolejnego szczytu klimatycznego w Polsce to po prostu dobrze brzmiący prztyczek w nos Zjednoczonej Prawicy, która zamiast rezygnować z węgla, chwali się wykonaną z niego biżuterią na imprezie zorganizowanej w Katowicach w 2018 r.

Robert Biedroń proponuje jak wyjść z pandemicznego zamknięcia

Na oficjalnej stronie kandydata, oprócz lapidarnego programu, znajduje się także tzw. #PlanBiedronia – Zdrowa Polska. Nowa nadzieja. To pomysł kandydata, jak wychodzić z trzech kryzysów, które z powodu pandemii dotknęły Polskę i Polaków. Pierwszy to kryzys zdrowotny, drugi gospodarczy, trzeci stanowi konsekwencję dwóch poprzednich – to kryzys społeczny.

Nie za bardzo wiadomo, jak należy rozumieć 8-stronicowy dokument. Składa się z wielu wylistowanych punktów w kilku kategoriach (zdrowie, zdrowe państwo, zdrowe społeczeństwo, zdrowa praca i  gospodarka, zdrowa codzienność). Każdy z nich określa sposób wychodzenia z pandemii w konkretnie określonym czasie. I tu pojawia się problem. Jeśli to plan kandydata na prezydenta to można oczekiwać, że Robert Biedroń będzie ten program realizować albo jako część swojej kampanii, albo już po wygranych wyborach jako prezydent. Niestety trudno odnaleźć ślady działań kandydata lewicy, który na przykład zachęcałby ministra Szumowskiego do przeprowadzania w czerwcu 75 tysięcy testów na koronawirusa dziennie lub negocjowania z jakąś zagraniczną instytucją badawczą przyszłego kontraktu na jeszcze nieistniejącą szczepionką na COVID-19. Plan w tej interpretacji to nic innego jako kampanijne wróżenie z fusów z dużą dozą naiwności.

Drugi możliwy sposób rozumienia dokumentu jest jeszcze bardziej absurdalny. Zdrowa Polska. Nowa nadzieja zaczyna się od rozplanowania działań od maja, więc trzeba byłoby zakładać, że Biedroń zwycięża w pierwotnym terminie wyborów i od razu wdraża swój plan, przekonując do niego obecny rząd. A sztab po prostu dokumentu nie zdążył zaktualizować od ponad miesiąca, kiedy wiadomo było, że wybory nie odbędą się na początku maja.

Wygląda to coraz gorzej

Zastanawiający jest również fakt, że Robert Biedroń w każdym możliwym występie medialnym podkreśla, że jest „jedynym progresywnym kandydatem na prezydenta”, a jednocześnie postulatów światopoglądowych nie sposób odnaleźć w jego dokumentach programowych. Nie przeczytamy tam o aborcji, małżeństwach homoseksualnych, czy nawet związkach partnerskich. Taka strategia może dziwić. Wyciszanie najbardziej kontrowersyjnych postulatów byłoby zasadne, gdyby sondaże pozwalały wierzyć, że kandydat lewicy ma szansę na drugą turę i musi rozszerzać spektrum swoich wyborców. Dziś cel kampanii Biedronia jest inny. Stawką gry jest osiągnięcie chociażby rzędu poparcia, które w ostatnich wyborach wywalczyła lewica.

Dodanie do tej sprzeczności dwóch kolejnych: self-made-man z Krosna vs turbo europejski socjaldemokrata oraz młoda siła polskiej lewicy vs depozytariusz starego elektoratu SLD – tworzy atmosferę chaosu i bezradności, co odzwierciedlają sondażowe słupki, które jak na złość nie chcą ruszyć w górę.

To wszystko sprawia, że kampania Roberta Biedronia krytykowana jest również po liberalno-lewicowej stronie debaty publicznej. Galopujący major na łamach Krytyki Politycznej, podkreślając absurdy kampanii swojego kandydata, jednocześnie przestrzegał przed zerojedynkowym odczytaniem prezydenckiej elekcji. To nie jest gra o sumie zerowej – albo zwycięstwo, albo totalna porażka. W interesie Biedronia jest cementowanie poparcia dla lewicy na poziomie 10-12%. Każdy wynik poniżej będzie osłabieniem lewicowej koalicji. A fatalny wyniki to jednocześnie negatywny prognostyk przed kolejnymi wyborami. Coraz częściej mówi się, że w razie ewentualnego zwycięstwa Rafała Trzaskowskiego scenariusz przyspieszonych wyborów parlamentarnych jest bardzo możliwy. Jaki będzie wynik lewicy, kiedy Robert Biedroń powtórzy porażkę Magdaleny Ogórek z 2015 roku?

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki 1% podatku przekazanemu nam przez Darczyńców Klubu Jagiellońskiego. Dziękujemy! Dołącz do nich, wpisując nasz numer KRS przy rozliczeniu podatku: 0000128315.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.