Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Bez zmiany relacji z przyrodą czekają nas kolejne epidemie

Koronawirus nie jest pierwszą chorobą odzwierzęcą, która tak dotkliwie wpłynęła na ludzką populację. Nie będzie też ostatnią, chyba że wcześniej zmienimy nasz model relacji z przyrodą. Paradoksem potęgi człowieka jest to, że może objąć kontrolą tak duże połacie świata ożywionego, a jednocześnie cierpieć z powodu nieoczekiwanych skutków ingerowania w naturę. Rozwiązaniem tej zagadki jest złożoność przyrody, która nie przystaje do prostych celów ludzi. Remedium możemy znaleźć tylko w dostrzeżeniu nieredukowalnej i nieużytkowej wartości świata znajdującego się poza zasięgiem człowieka.

Jednym z wątków w dyskusji wokół epidemii koronawirusa były dociekania dotyczące zwierzęcia, z którego wirus przeszedł na ludzi. Czy był to nietoperz? A może łuskowiec? Pomimo rozbieżności co do konkretnej ścieżki transmisji wirusa wśród specjalistów panuje zgoda, że COVID-19 jest chorobą pochodzenia zwierzęcego. Również od zwierząt pochodził konornawirus, który na początku wieku wywołał epidemię SARS, jak i koronowirus wywołujący na Bliskim Wschodzie chorobę MERS, na którą umiera aż jedna trzecia chorych.

Odzwierzęce pochodzenie ma także wirus Ebola, wywołujący co jakiś czas epidemie w krajach afrykańskich, oraz najsłynniejszy wirus XX wieku: HIV, którym ludzie zarazili się od małp już na początku ubiegłego stulecia. Co więcej, nowe choroby odzwierzęce nie stanowią zagrożenia jedynie dla ludzi. Są również niebezpieczne dla zwierząt hodowlanych, tak jak to się dzieje w wypadku dręczącego również polskich hodowców wirusa afrykańskiego pomoru świń.

Naukowcy już od dłuższego czasu prognozowali, że należy spodziewać się pojawiania nowych chorób wirusowych, zwłaszcza powodowanych przez efektywnie rozprzestrzeniające się zarazki atakujące układ oddechowy. Globalna epidemia SARS-CoV-2 stanowi spełnienie tych przepowiedni, ale jednocześnie ich nie unieważnia. Rezerwuar występujących w populacjach zwierząt i potencjalnie groźnych dla ludzi wirusów wydaje się niewyczerpany, a jak pokazała epidemia zachorowań na COVID-19, nawet wirus powodujący chorobę o stosunkowo niskiej śmiertelności może przy niekontrolowanym rozprzestrzenianiu się zabić wiele osób, zablokować działanie służby zdrowia i doprowadzić do kryzysu gospodarczego. Można więc przypuszczać, że najgorsze jest dopiero przed nami.

Wydaje się, że natrafiamy tu na pewien paradoks. Współczesny człowiek jest coraz bardziej oddzielony od przyrody, żyje w całkowicie przekształconym miejskim środowisku, coraz więcej spraw załatwia w przestrzeni wirtualnej, a na obiad zjada mięso ze specjalnie wyselekcjonowanych ras zwierząt, które nie mogłyby przetrwać poza warunkami hodowlanymi.

O ile przez wieki człowiek znajdował się pod stałym wpływem sił przyrody i musiał się ustawicznie starać, żeby nie zostać przez nie zmiażdżonym, o tyle obecną epokę określa się coraz powszechniej jako antropocen, czyli okres, w którym to raczej przyroda zależy od człowieka, a nie odwrotnie. Jednocześnie pomimo coraz większego oddzielenia człowieka od przyrody ludzie niespodziewanie zaczynają być z nią na powrót zjednoczeni: tym razem przez pochodzące od zwierząt choroby. Jak sądzę, taka sytuacja nie jest przypadkowa, lecz wynika z dominującego podejścia ludzi do świata przyrody. Bez jego zmiany będziemy skazani na ponowne zjednoczenie z przyrodą w sposób, którego wcale byśmy sobie nie życzyli.

Przyroda jako produkt i odpad

Droga do rozwiązania powyższego paradoksu leży w dostrzeżeniu faktu, że postęp technologiczny w istocie nie prowadzi do oddzielenia ludzkiego społeczeństwa od przyrody, lecz wiąże się z wchłanianiem jej w obręb społeczeństwa. Przykładowo teren będący wcześniej siedliskiem dzikich zwierząt staje się częścią przedmieścia, po którym chodzą sarny, a dziki wyjadają odpadki ze śmietników.

Puszcza staje się użytkowym lasem, w którym zbyt duża populacja kornika i gnijące, zwalone drzewa obniżałby zyski z produkcji drewna. Hodowlane zwierzę zostaje przekształcone w taki sposób, żeby nie mogło już funkcjonować poza systemem przemysłowego rolnictwa. Wreszcie nietoperz lub łuskowiec stają się mięsem, które można kupić na targu w Wuhan. Za każdym razem to, co wcześniej stanowiło fragment przyrody istniejącej poza społeczeństwem, staje się jego częścią.

Wchłonięcie w obręb społeczeństwa nie polega jedynie na zmianie relacji przestrzennej: to, co było na zewnątrz, teraz jest wewnątrz. Elementy przyrody wciągnięte w obręb społeczeństwa ulegają przemianie i przybierają nowe formy, z których dwie dominujące to produkt i odpad. Produkt to coś, co jest ocenianie z punktu widzenia tego, jaką korzyść może przynieść ludziom: czy odpowiada na jakieś zapotrzebowanie oraz czy jego wytworzenie nie będzie zbyt kosztowne w porównaniu z korzyścią, jaką przynosi.

Z kolei odpad jest nieprzydatną pozostałością, która zajmuje miejsce i blokuje możliwość wytworzenia jakieś wartości. Oczywiście obie te kategorie są ze sobą ściśle powiązane: używanie produktów generuje odpady, z których część może zostać poddana recyklingowi i zmieniona w nowe produkty.

W wyniku włączania elementów przyrody do społeczeństwa dzikie zwierzę staje się produktem, na przykład zwierzęciem hodowlanym, z którego pozyskuje się mleko bądź mięso wedle reguł popytu i podaży, lub staje się odpadem, jak np. miejski gołąb, który tylko brudzi i przeszkadza. Odpadem jest również niezagospodarowany zielony fragment miasta, który jedynie zajmuje cenne miejsce i musi zostać zrecyklingowany w jakiś pożyteczny produkt poprzez zabudowanie go lub w najlepszym wypadku przekształcenie w dostosowany do ludzkich preferencji park.

Takim miejscem przerobu zwierzęcych produktów i odpadów jest również mokry targ w Wuhan. Patrząc jedynie na obrazki z gazetowych artykułów, można by pomyśleć, że taki targ jest w istocie instytucją przednowoczesną, w żaden sposób nieprzypominającą oddzielonej od przyrody hodowli drobiu bądź spożywczego supermarketu. Jest to jednak złudzenie, o którym na tych łamach pisał już wcześniej Kamil Słota.

Chińskie mokre targi nie są punktem sprzedaży mięsa pozyskiwanego przez indywidualnych łowców-zbieraczy, lecz istotnym elementem gospodarki, na którym duże firmy zaspokajają konsumpcyjne potrzeby chińskiej klasy średniej. W konsekwencji pomimo egzotycznej dla europejskiego odbiorcy estetyki są miejscem masowego przetwarzania przyrody w produkty i odpady.

Przelewanie się przyrody mimo ludzkiej kontroli

Włączanie elementów przyrody do społeczeństwa poprzez przekształcanie ich w produkty i odpady jest w dwojaki sposób dominującą relacją ludzi z naturą. Po pierwsze, jest to najczęściej występująca forma powiązania człowieka z przyrodą. Po drugie, co istotniejsze, w dzisiejszych czasach jest to forma, która ogarnia coraz większą część przyrody. Z tej perspektywy antropocen można rozumieć jako epokę, w której większość, a docelowo cała przyroda, zostaje włączona do społeczeństwa jako produkt bądź odpad.

Można jednak zapytać, dlaczego właśnie teraz, gdy stajemy się coraz lepsi w uspołecznianiu natury, zaczynają nas nękać pochodzące od zwierząt epidemie? Dlaczego to właśnie teraz, gdy osiągamy coraz większe możliwości wpływania na przyrodę, napotykamy na trudne do modelowania i przewidywania zmiany klimatu? Jak sądzę, dzieje się tak, ponieważ projekt przemiany przyrody w produkty i odpady jest skazany na porażkę i obecnie zaczynamy doświadczać jego konsekwencji.

Ważną cechą dobrego produktu jest to, aby nie był zanadto złożony. Powinien być odpowiednio zaprojektowany, żeby jego cechy były dobrze znane, a zachowanie w różnych kontekstach przewidywalne. Inaczej mógłby łatwo stworzyć ryzyko dla użytkownika. Podobnie dobry odpad to taki, którego cechy są wystarczająco zbadane i wiadomo, jak z nim postępować, aby nie narazić się na jakieś negatywne skutki.

Oczywiście historia zna wiele przykładów złych produktów i odpadów, takich jak chociażby azbest, które, jak się okazało, miały jakieś niespodziewane, niekorzystne cechy. Jednak to właśnie elementy przyrody uspołecznione jako produkty i odpady mają największy potencjał do generowania nieprzewidzianych konsekwencji. Elementy przyrody nie są zaprojektowane, a ich złożoność jest o wiele wyższa niż typowych wytworów człowieka. W szczególności organizmy żywe posiadają ogromną liczbę własności, co do których jesteśmy dalecy od ich pełnego zrozumienia. Jeszcze bardziej skomplikowana jest ekologiczna sieć relacji, w jakiej znajdują się poszczególne organizmy.

Z tego powodu forma produktu wydaje się zbyt ciasna dla elementów przyrody, gdyż to, czym są, wykracza poza przypisaną im użytkową wartość (lub bezużyteczność w wypadku odpadów). W konsekwencji pod schludnym opakowaniem produktu kryje się zawsze coś więcej: jakieś nie do końca poznane cechy lub jakaś zdolność do wchodzenia w nieoczekiwane interakcje, która co jakiś czas ujawnia się, nieraz powodując coś, czego chcielibyśmy uniknąć. Takimi niespodziankami uspołecznionej przyrody są odzwierzęce wirusy, znajdujące się w produkcie-mięsie sprzedawanym w Wuhan lub w dziku-odpadzie, który był zbyt blisko hodowli trzody chlewnej.

Gdy taki uspołeczniony fragment przyrody, zawierający nieoczekiwany element, znajdzie się w całym systemie ludzkich relacji, na przykład wobec chińskiej klasy średniej chcącej kupić egzotyczne mięso, wobec władz państwowych chcących zataić rozwój nowej choroby i wobec turystów chcących szybko przemieszać się po całym świecie, konsekwencją może być globalny kryzys. Podobną, obecnie największą niespodzianką jest sam proces zmian klimatycznych spowodowany traktowaniem przyrody jako globalnego składu odpadów, do którego można zrzucać dwutlenek węgla powstały przy wytwarzaniu produktów.

Pomimo uspołeczniania przyrody w formie produktów i odpadów przelewa się ona poza te formy, wytwarza coraz to nowe, zaskakujące efekty. W tej perspektywie jasny staje się zarysowany we wstępie paradoks, zgodnie z którym człowiek coraz bardziej oddzielając się od przyrody, na powrót łączy się z nią za pomocą nowych chorób. Odseparowywanie się od natury jest faktycznie wchłanianiem elementów przyrody do wnętrza społeczeństwa jako produktów i odpadów.

Jednakże te formy tylko ukrywają, a nie zmieniają, właściwości złożonych elementów przyrody. Te skomplikowane i nie do końca poznane elementy zostają wrzucone w sieć społecznych, ekonomicznych i politycznych relacji, dlatego generują ryzyko wystąpienia trudnych do kontrolowania skutków. W efekcie poprzez coraz dalej idące uprzedmiotowienie przyrody stajemy się na nowy sposób zależni od jej kaprysów.

Dwa alternatywne wzorce relacji z przyrodą: obcy i aktor

Model, w którym dominującą relacją ludzi z naturą jest przetwarzanie elementów przyrody w produkty i odpady, okazuje się na dłuższą metę nie do utrzymania. Oczywiście nie da się z niego całkowicie zrezygnować, jako że człowiek nie mógłby przetrwać, nie konsumując i nie przetwarzając elementów przyrody. Jednakże zwłaszcza w epoce antropocenu, gdy potencjalnie cała przyroda mogłaby zostać przekształcona w produkt i odpad, taka relacja musi zostać zrównoważona przez inne formy związków człowieka z naturą.

Gotowego rozwiązanie nie dostarczają tu ani prawicowe, ani lewicowe ruchy polityczne. Zarówno na prawicy, jak i lewicy dominującą ideą był projekt poprawy dobrostanu ludzkości poprzez coraz większe podporządkowanie sobie przyrody. Niezależnie od tego, czy miało stać się to za sprawą funkcjonowania wolnego rynku lub działań państwa, czy opierano się na biblijnej idei panowania człowieka na przyrodą lub też na oświeceniowym ideale racjonalności, za każdym razem projekt wiązał się z masowym uprzedmiatawianiem natury.

Jednak pewien wgląd w to, jak mogą wyglądać alternatywne formy relacji, jesteśmy w stanie uzyskać już przez samą analizę przekształcania przyrody w produkty i odpady. Ten model relacji polega, po pierwsze, na włączeniu elementu przyrody do społeczeństwa, a po drugie, na traktowaniu go przedmiotowo z punktu widzenia interesów ludzi. W konsekwencji można wskazać, że jedna z alternatywnych relacji może polegać na zaniechaniu włączanie elementów przyrody do społeczeństwa, a druga na włączeniu ich, ale traktowaniu w sposób podmiotowy.

W pierwszym wariancie, gdzie elementy przyrody znajdują się poza społeczeństwem, przyroda nie jest ani produktem, ani odpadem, lecz obcym, czyli bytem, z którym nie mamy i nie szukamy żadnych bliższych kontaktów. Rozwój takiej relacji z przyrodą polegałby na świadomym pozostawieniu znacznych obszarów natury samym sobie. Rezygnacja z traktowania dzikich zwierząt jako produktów-mięsa automatycznie zmniejszyłaby szansę na pojawianie się nowych chorób. Podobny efekt miałoby ograniczenie ekspansji ludzkich osiedli, wynikającej chociażby z procesów suburbanizacji, w rezultacie których nawet przy niezmienionej liczbie mieszkańców miasta zajmują o wiele większy obszar.

O ile zwiększenie zakresu elementów przyrody, które są traktowane jak obcy, a nie jak produkty, jest pożądane, o tyle jest również trudne do praktycznego zastosowania. Dzieje się tak, ponieważ obecnie człowiek oddziałuje na przyrodę w sposób tak szeroki, że różne jej elementy są włączane do społeczeństwa niezależnie od ludzkich intencji. Dlatego też należy rozważyć kolejną możliwą relację ludzi z naturą, w której elementy przyrody są włączane do społeczeństwa, ale nie są traktowane w przedmiotowy sposób.

Element przyrody nie jest tu ani produktem, ani obcym, lecz raczej aktorem, który ma własne interesy i posiada wartość, która nie redukuje się do korzyści, jakie może przynieść ludziom. Gdy traktujemy elementy przyrody jako aktorów, nie nastawiamy się w pierwszej kolejności na własny zysk, to niejednokrotnie okazuje się, że taki podmiotowy model relacji może obniżać ryzyko, które niosą ze sobą elementy przyrody przetworzone w produkty.

Przykładowo z perspektywy, która traktuje elementy natury jako aktorów, trudno obronić przemysłowy sposób hodowli zwierząt, a jednocześnie rezygnacja z niej ograniczyłaby, chociażby dlatego że zwierzęta byłyby mniej stłoczone, możliwość rozprzestrzeniania się wśród nich nowych chorób. Podobnie traktowanie terenów zielonych nie jako odpadów, które trzeba zagospodarować, lecz ekosystemów, które mają własną, wewnętrzną wartość, ułatwiałoby zmniejszanie skutków zmian klimatycznych, takich jak na przykład pustynnienie gleby.

Tak jak dominujący model polegający na przekształcaniu przyrody w produkty i odpady nie przynależy w prosty sposób do prawicy bądź lewicy, również inspiracje do szukania alternatywnych wzorców relacji pojawiają się w różnych miejscach ideowego spektrum. Dobrym przykładem jest tu nauczanie papieża Franciszka, który w encyklice Laudato si wskazywał na nieużytkową, wewnętrzną wartość przyrody, a w adhortacji Querida Amazonia odwoływał się do przekonań ludów Amazonii, które podmiotowo traktują otaczającą ich przyrodę.

W obu tych dokumentach widać krok w kierunku traktowania elementów przyrody jako aktorów i odejście od postrzegania ich jedynie jako produkty. W kierunku upodmiotowienia przyrody idą również liczne propozycje środowisk lewicowych, takich jak koncepcja praw zwierząt lub idea przyznania pewnym zwierzętom statusu osób, a nawet obywateli. Z kolei pomysły związane z traktowaniem elementów natury jako obcych, z których w żaden sposób nie korzystamy, widać w lewicowych, antykonsumpcjonistych ruchach degrowth.

Ponownie ogólny kierunek koresponduje tu z postulatami papieża, który rozwiązanie problemów ekologicznych widzi w ograniczeniu konsumpcji przez bogaty Zachód. W konsekwencji wydaje się, że dokonanie zmiany dominującej relacji ludzi z przyrodą może wymagać zawiązywania niespodziewanych sojuszy, wykraczających poza dotychczasowe podziały polityczne.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.