Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Libura: Nasz system zapewnia najdroższe zabiegi, ale nie zapewnia podstawowej opieki

przeczytanie zajmie 5 min
Libura: Nasz system zapewnia najdroższe zabiegi, ale nie zapewnia podstawowej opieki Źródło: Lukas Plewnia - flickr.com

„Nasz system jedno robi dobrze – zapewnia to, co najdroższe. Co prawda tylko wycinkowo. W morzu niedomagań i braków pojawiają się takie wyspy dostępności, na przykład mamy bardzo dobre szpitale, niektóre to europejska czołówka” – o paradoksach polskiego systemu opieki zdrowotnej mówi Maria Libura, ekspertka Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego, w rozmowie z Grzegorzem Sroczńskim dla portalu Gazeta.pl.

„Jeśli jesteś na przykład adwokatem i zarabiasz 15 tysięcy miesięcznie, to głównie tego od systemu potrzebujesz. Kolejka do gastrologa? Płacisz 150 zł i idziesz prywatnie. Rehabilitacja kolana po jakimś wypadku? Dwadzieścia zabiegów po 120 zł każdy – też cię bez problemu stać. A jak ci się przytrafi poważna choroba i potrzebujesz chemioterapii za 200 tysięcy – gdzie już byłbyś finansowo za krótki – to masz szansę, że dostaniesz to od państwa na światowym poziomie prędzej niż kanałowe leczenie górnej czwórki” – mówi ekspertka.

„Jeżeli mieszkasz w Warszawie i masz tzw. kompetencje zdrowotne, to jesteś w stanie się leczyć również wtedy, kiedy nie masz kasy. Kompetencje, które pozwalają odszukać wiarygodne informacje o zdrowiu, dobrze je zinterpretować, a następnie zastosować w praktyce. To jest bardzo zróżnicowane w zależności od edukacji i klasy społecznej. My w Polsce bardzo nie lubimy mówić o różnicach klasowych i rozmaite raporty zdrowotne zwykle odnoszą się do poziomu wykształcenia, co tak naprawdę pełni funkcję maskowania różnic klasowych. Natomiast w krajach Zachodu o klasach społecznych mówi się wprost i nikt nie uważa, że to relikt komunizmu” – uważa Libura.

„W ramach jednej z reform naszego systemu wprowadzono konkurencyjność podmiotów walczących o kontrakty. Konkurencyjność miała zapewnić poprawę jakości, szkopuł w tym, że niektóre świadczenia wyceniono dobrze, a inne – zbyt nisko. W rezultacie pojawiła się konkurencja, choć w nieco innym obszarze: każdy szpital czy przychodnia próbowały wyrwać dobrze wycenione procedury i tak skonstruować swoją ofertę, żeby wyjść na tym jak najlepiej. A te gorzej wyceniane procedury niech robi ktoś inny. W międzyczasie ten system się co prawda rozmył i zmienił po licznych przeróbkach, ale nadal jest to system, który nie skłania różnych jego uczestników do współpracy, tylko nastawia ich antagonistycznie” – twierdzi ekspertka.

„Dorzucenie nawet 50 mld niewiele zmieni z punktu widzenia pacjenta. Jeżeli nie wprowadzimy równocześnie zmian systemowych, to efekt będzie mizerny albo sytuacja nawet się pogorszy, gdyż utrwalą się złe rozwiązania. Weźmy dla przykładu wynagrodzenia – w obecnym systemie mamy bardzo duże nierówności płacowe i dorzucenie do niego dużych kwot bez zmiany dotychczasowej filozofii tylko by te nierówności wzmocniło” – uważa Libura.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.