Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Michał Wojtyło  23 maja 2020

Cybernetyczny Chrystus. Recenzja serialu „Devs”

Michał Wojtyło  23 maja 2020
przeczytanie zajmie 6 min
Cybernetyczny Chrystus. Recenzja serialu „Devs” autorka ilustracji: Magdalena Karpińska

Potężna technologia ukrywana w ściśle tajnym segmencie wielkiej korporacji, rosyjscy szpiedzy i klimat niczym z kina noir. A to wszystko jedynie pretekst dla filozoficznego, a jednocześnie popularno-naukowego wywodu stanowiącego fundament scenariusza Devs. To również typowe dzieło Alexa Garlanda. Reżyser i scenarzysta ponownie zabiera widza w podróż, po której nic nie będzie takie samo jak przedtem.

Przyszłość pełna zagrożeń

„Kołując coraz to szerszą spiralą,

Sokół przestaje szukać sokolnika;

Wszystko w rozpadzie, w odśrodkowym wirze;

Czysta anarchia szaleje nad światem,

Wzdyma się fala mętna od krwi, wszędzie wokół

Zatapiając obrzędy dawnej niewinności;

Najlepsi tracą wszelką wiarę, a w najgorszych

Kipi żarliwa i porywcza moc (..)”

William Butler Yeats, Drugie przyjście (tłum. Stanisław Barańczak)

Od powyższego poematu, napisanego tuż po katastrofie I wojny światowej, rozpoczyna się ostatni, kulminacyjny odcinek Devs. Zmierzamy do samozagłady, a progres i ład cywilizacyjny to tylko czcze iluzje, którymi nawzajem się karmimy. Poemat dobrze oddaje nastrój nie tylko serialu, ale również całej twórczości Garlanda. Jego dzieła idą w stronę defetystycznych wizji podobnych do estetyki Black Mirror. Przyszłość w świecie Garlanda nie jest drastycznie różna od znanego nam otoczenia. Nie ma w niej mieczy świetlnych i kosmicznych statków. Zawsze jest jednak pewien futurystyczny element lub pozaziemska idea, wokół której grawituje cała fabuła filmu. W Ex Machinie to humanoidalny robot, w Anihilacji tajemnicza sfera, a w Devs – złota bryła skrywająca potężną technologię.

Wywołanie podskórnego niepokoju u widza zdaje się być głównym celem twórcy. Regularnie przez kadr przewija się kilkunastometrowa statua dziewczynki górującej nad krajobrazem. Kogo przedstawia? Czy jest to miejsce kultu? Wszystkie dzieła wyróżnia złowroga i perfekcyjnie wyreżyserowana ścieżka dźwiękowa, hipnotyzująca widza. W debiucie serialowym Garlanda jest ona kolaboracją Bena Salisburiego, Geoffa Barrowa oraz The Insects.

Brytyjski reżyser nie zapomina bynajmniej o warstwie wizualnej. Pozbawione dialogów perfekcyjnie wykonane ujęcia pochłaniają wiele minut serialu. Często ukazują one świat z lotu ptaka (tutaj owoc pracy Roba Hardiego), a przez to bohaterowie wydają się samotni i niewiele znaczący w porównaniu z wielkim światem fizycznych praw i technologii. Główne lokacje są zawsze położone w naturalnej i słabo zaludnionej scenerii. Twórca uwielbia zapierające dech krajobrazy, jakby chciał nam przypomnieć, co swoimi nieodpowiedzialnymi działaniami nieustannie niszczymy.

Niedopowiedzenia motywem przewodnim

Pisanie bez spoilerów o fabule tego ośmioodcinkowego serialu to stąpanie po bardzo kruchym lodzie. Ograniczę się więc do bardzo ogólnego szkicu historii. Główną bohaterką, za którą podążamy, jest zdolna programistka, Lily Chan (Sonoya Mizuno). Pracuje w firmie technologicznej Amaya. To lider na rynku nowych technologii i sztucznej inteligencji.

Już na samym początku opowieści Siergiej (Karl Glusman), partner Lily, po imponującym sukcesie w pracy zostaje w nagrodę przeniesiony do tajnej komórki Amayi, figurującej pod powszechnie znaną nazwą „Devs”. Wszyscy mają świadomość jej istnienia, ale nikt nie wie, nad czym dokładnie się w niej pracuje. Następnego dnia rano Rosjanin przekracza tajemniczy drewniany mostek i wkracza na kręta ścieżkę, prowadzącą w głąb mrocznego lasu.

Na jej końcu oczom bohatera ukazuje się tajemniczy złoty blok otoczony przez gęstwinę lasu. Forest (Nick Offerman), szef i założyciela firmy, po wspólnym wejściu do futurystycznego budynku nie tłumaczy Siergiejowi nowych obowiązków. Nakazuje mu po prostu usiąść przy metalowym biurku i zacząć czytać kod na monitorze. Po chwili lektury tajnego programu zdezorientowanie na twarzy bohatera zastępuje przerażenie. „Przecież to zmienia wszystko” – wykrzykuje i wybiega do toalety, aby ochłonąć.

Co zobaczył? Czym jest „wszystko”? Po pierwszym dniu na nowym stanowisku Siergiej nie wraca do domu. Zaniepokojona Lily rozpoczyna śledztwo. Tak jak postacie grane przez Domhnall Gleeson w Ex machinie i Natalie Portman w Anihilacji, bohaterka z początkowego obserwatora zmienia się w spiritus movens fabuły.

Powyższy opis może dać mylne wrażenie, że jest to kolejny obraz, w którym jednostka walczy z systemem bądź sektą – opowieść jakich wiele. Mogą narzucać się porównania do Vertigo Alfreda Hitchocka, Firmy Sydneya Pollacka, czy też Chinatown Romana Polańskiego. I słusznie. Dzieło Garlanda zapożycza wiele z thrillerów szpiegowskich i kina noir z poprzedniego wieku. Jest to punkt wyjścia dla całej historii i element mający zaangażować widza w opowieść. Jednak z czasem śledztwo w sprawie zniknięcia Siergieja odchodzi na dalszy plan. Pytanie o jego losy zastąpione zostaje innym: czym jest Devs?

Na drodze nieustępliwej Lily stają dylematy filozoficzne i złożoność teorii z zakresu fizyki kwantowej. Choć mogą one na pierwszy rzut oka być odbierane jako pretekstowe i patetyczne mądrzenie się reżysera, które spokojnie można wyrzucić z historii, to tak nie jest. To istota całego serialu. Realnie wpływają na losy bohaterów i w nich znajdują się motywacje postaci. Starają się być możliwie najjaśniej i najprzystępniej wytłumaczone. Naprawdę nie należy się tego obawiać i warto dać twórcom kredyt zaufania.

Aktorsko film na poziomie całej obsady się broni, ale jest to pole, które mogłoby sporo zyskać przy lepszym castingu. Występ Sonoyi Mizuno w głównej roli pozostawia wiele do życzenia. Scenariusz przekonuje nas o jej sile i charyzmie, lecz w samej postaci tego nie widać. Lily jest niewyraźna i jakby bez energii. Nick Offerman, znany dotychczas z komedii, w roli bezwzględnego prezesa firmy również nie zachwyca, choć jego gra jest na tyle nieoczywista, że dodatkowo podbija nastrój niepewności. Jego casting można uznać za element zabawy reżysera z widzem i z utartymi schematami tyranicznych antagonistów z czarną dziurą zamiast serca.

Na plus można z przekonaniem zanotować postać zimnej i przerażająco enigmatycznej, ale równocześnie jakże genialnej szefowej projektu Devs, Katie, w którą wciela się świetna Alison Pill. Jasnym punktem produkcji jest również duet Cailee Spaeny (co ciekawe w roli nastoletniego chłopaka, Lyndona) i Stephena McKinleya Hendersona, grającego spersonifikowane sumienie swojego szefa.

Między tą parą bohaterów widać chemię i szkoda, że dostali tak mało czasu ekranowego na interakcję. Przez motyw ich przyjaźni – relacji młodości ze starością, nowego świata wspaniałych odkryć i starego, które niesie ze sobą mądrość przodków – twórcy pokazują, że obie te rzeczywistości mogą ze sobą współistnieć i razem są w stanie osiągnąć wiele. Ich rozłąka powoduje katastrofę.

Omnipotencja hegemonów technologicznych

„Tak wielkie decyzje dotyczące naszej przyszłości podejmowane są przez ludzi, którzy tak mało wiedzą o naszej przeszłości”. W siódmym epizodzie w ten sposób Steward podsumowuje obojętność szefa na wyrecytowany przez niego fragment wiersza Aubade Philipa Larkina. Poemat mówi o niemożliwości oszukania śmierci, o której jedyne co wiemy, to że kiedyś nadejdzie.

Jest to przestroga dla szefa Amayi, którą ten całkowicie ignoruje, podążając dalej ze swoim planem. Chce być mesjaszem, a pycha własnych osiągnięć zaprowadziła go do przekonania, że jest nieomylny i omnipotentny. Nie słucha współpracowników, ślepo próbuje oszukać rzeczywistość, dążąc nieświadomie do samozagłady.

Forest to dobry człowiek, lecz osobista tragedia przemienia go w fanatyka. Dzięki projektowi naukowemu, któremu poświęca życie, pragnie wyzwolić się z poczucia winy. Nick Offerman znany wcześniej z komediowych ról, jest tutaj nieprzypadkowo ucharakteryzowany na postać Chrystusa z brodą i odpowiednio długimi włosami. Czy jest to jeszcze hierarchicznie zarządzana firma czy już sekta? Czy jest fałszywym prorokiem, który przyniesie na świat zagładę?

Firma Amaya to jasna analogia do technologicznych potentatów z Doliny Krzemowej, których wpływ na rzeczywistość jest często większy niż demokratycznie wybranych rządów. „Masz więcej pieniędzy niż Bóg” – słyszy od ochroniarza prezes Amayi. Postać Foresta, założyciela i prezesa, ma zwrócić uwagę widza na zagrożenia wypływające z braku kontroli i pełnej swobody działania dla technologicznych gigantów, często kierowanych przez pojedyncze jednostki. Jak daleko powinna sięgać ich władza?

Debata na ten temat szczególnie odżywa w czasach, gdy technologia ma nam pomóc z wychodzenia z restrykcji. Jedną z nich opracowują transnarodowi hegemoni – Apple i Google. Dla pokazania skali możliwego oddziaływania niech posłuży wartość kapitalizacji rynkowej Apple, która jest niższa od rocznych PKB (w cenach bieżących) jedynie czternastu państw świata. Facebook jest regularnie oskarżany o pośrednie wpływanie na wyniki wyborów i promowanie zmanipulowanych i szkodliwych treści. Wpływ potentatów technologicznych na naszą rzeczywistość już jest ogromny, a najprawdopodobniej będzie jedynie się powiększał.

Przyszłość należy do małego ekranu?

Devs to serialowy debiut Garlanda, który napisał i wyreżyserował każdy odcinek. To warte podkreślenia, ponieważ nie zdarza się często, aby uznany twórca nie oddał cugli innemu artyście chociażby na kilka epizodów (vide David Fincher w Mindhunter). W wywiadach Brytyjczyk zachwyca się nad ilością czasu ekranowego, który został mu udostępniony: „Mogę mieć same rozwiązanie akcji o długości filmu pełnometrażowego” – mówi w tegorocznej rozmowie z „Indiewire”.

W zeszłorocznym wywiadzie twórca Devs podkreśla, że dostał absolutną swobodę twórczą i nieograniczone środki w trakcie realizacji projektu. Za główną przyczynę przejścia na mniejszy format wyjawił problemy przy swoich filmowych produkcjach: „Zmęczyło mnie to. Stwierdziłem, że film to nie jest właściwe środowisko dla mnie. Pomyślałem o telewizji”.

Garland nie zaczynał swojej twórczej ścieżki od planu filmowego. Rozpoczął karierę od napisania powieści. W wieku 26 lat wydał, sprzedaną w ponad milion egzemplarzach, The Beach. Książka odniosła na tyle duży sukces, że przeniesiono ją na duży ekran. W ekranizacji, wyreżyserowanej przez Danniego Boyla, zagrały nawet takie sławy jak Leonardo DiCaprio i Tilda Swinton.

Sama powieść znana jest z wyrazistych sekwencji halucynogennych, których styl można dopatrywać także w obrazach kinowych 50-letniego londyńczyka. Następna powieść okazała się niewypałem i Garland wszedł w świat kinematografii, zaczynając od pisania scenariuszy. Jego kinowy debiut wyszedł na światło dzienne dopiero, gdy skończył 44 lat.

Wprowadzenie ambicji do kultury masowej

Nowe technologie w twórczości 50-letniego Brytyjczyka nie stanowią największego zagrożenia. Sztuczna inteligencja nie buntuje się przeciw nieświadomemu swoich czynów i niewinnemu człowiekowi. Istoty pozaziemskie nie przeprowadzają krwawej inwazji na kulę ziemską. Nie ma zrzucania winy na eksterytorialne istoty czy ślepy los. To my jesteśmy odpowiedzialni. Nasza chciwość, pycha i tchórzostwo pcha nas ku zagładzie.

Nowa technologia to jedynie katalizator już rozpoczętych procesów. Garlanda interesuje wpływ postępu naukowego na ludzką psychikę. Na nasze emocje, potrzeby, a także relacje z innymi. Zadaje pytanie o jej dehumanizujący efekt. Czy odczuwany przez nas samozachwyt sprawi, że staniemy się bezdusznymi istotami o niemożliwej do zaspokojenia chciwości? Czy pycha nas zaślepi i poczujemy się istotami boskimi? A może to już dawno się wydarzyło? W Devs pytania te wybrzmiewają z dużą mocą.

Kino Garlanda zadaje trudne pytania, z którymi warto się zmierzyć. Zarówno w swoich filmowych dziełach, jak i w debiucie serialowym przeprowadza nas po zagadnieniach, których próżno szukać w kulturze masowej. Niebanalnie napisane postaci pozwalają nam zrozumieć nierzadko skomplikowane motywacje i nieoczywiste działania. To, co może dzielić widownie w odbiorze brytyjskiego reżysera to odpowiedzi, których dostarcza. Często rozczarowują, ale czy może być inaczej? Czy można na nie odpowiedzieć satysfakcjonująco? Wydaje mi się, że nie.

Garlandowi zdarza się budować dylematy, które go po prostu przerastają. W Devs zabrakło twórcy pokory i odwagi, aby pozostawić końcówkę niedopowiedzianą. Zostawić widzowi, którego przez cały serial tak szanował, pole do własnej wizji, odpowiedzi i interpretacji. Szkoda, że historia nie została ucięta np. w ¾ ostatniego odcinka. Jednak te ostateczne skazy nie powinny nam przysłonić piękna krętej ścieżki, przez którą nas poprowadził i własnych przemyśleń, które nam po jej przebyciu pozostały. Nawet jeśli prowadziła ona nas do rozczarowującej rzeczywistości. To właśnie jest największa siła Garlanda. Odważne i ambitne pytania, które zostają z nami na długo.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.