Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Epidemia pogorszyła sytuację bezdomnych. Nie mogą dłużej pozostawać poza marginesem społeczeństwa

przeczytanie zajmie 14 min

Wysiłek instytucji państwa jest ogromny, a zarządzanie kryzysowe wymaga hierarchizacji celów. Pełna zgoda. Jednak bezdomni zostali niemal w całości zignorowani. Nie wzięto pod uwagę, że ich stan zdrowia może wpływać na całe społeczeństwo. Na szczęście skala oddolnej pomocy uzupełnia niedoskonałość rozwiązań zaproponowanych przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

Potwory roznoszące zarazki

Problem bezdomności dotyka w Polsce 30-40 tys. osób. Jest to przy tym pojęcie bardzo ogólne, wyznacza bowiem bardzo szeroki wachlarz sytuacji życiowych połączonych jedną cechą – brakiem stałego miejsca zamieszkania. A z tym wiążą się zazwyczaj wszystkie problemy, w które mogą być uwikłane takie osoby: obciążenia psychiczne, uzależnienia, przemoc, problemy zdrowotne, problemy zawodowe, bezrobocie, niestabilność materialna czy wręcz skrajne ubóstwo. Wszystkie one mogą być zarówno przyczynami, jak i skutkami bezdomności.

Nie jest tajemnicą, że osoby w kryzysie bezdomności są grupą zmarginalizowaną. Panuje na ich temat wiele stereotypów, a sam niechlujny wygląd czy wyczuwalny brak higieny przekładają się na niechęć ze strony społeczeństwa. W obecnej sytuacji to ostatnie ma szczególne znaczenie. Kiedy robimy wszystko, żeby zminimalizować ryzyko zarażenia, brudny i śmierdzący biedak budzi nie tylko obrzydzenie, ale i strach. Tymczasem patrzenie na bezdomnych jako na zagrożenie jest nie tylko stygmatyzujące, ale i pomija istotę problemu.

Osoby bezdomne są jedną z najbardziej zagrożoną epidemią COVID-19 grup. Dlaczego? Po pierwsze – problem z utrzymaniem higieny z powodu braku dostępu do bieżącej wody. Podobnie ograniczony jest dostęp do środków higienicznych, w tym mydła, nie mówiąc już o płynach do dezynfekcji, maseczkach czy rękawiczkach. Dodać należy do tego fakt, że większość bezdomnych to osoby po sześćdziesiątce, często z przewlekłymi chorobami (np. stawów czy płuc) czy po przebytych operacjach.

Przez ostatnie dwa miesiące zamknięta była większość punktów wydawania odzieży, a to niezwykle ważny element systemu wsparcia, szczególnie na przełomie zimy i wiosny. Czymś jeszcze poważniejszym jest bardzo realne widmo głodu, dotykające teraz osoby bezdomne częściej niż zazwyczaj – zarówno przez zamknięcie ze względów bezpieczeństwa części jadłodajni, jak i ograniczenie możliwości zarobku, co w przypadku ludzi skrajnie ubogich może decydować o życiu i śmierci.

Uniemożliwianie gromadzenia się dużej ilości osób w jednym miejscu i czasie stało się głównym celem większości działań publicznych ostatnich tygodni, realizowanych przez państwo i samorządy. Można sobie wyobrazić, jak trudne jest to w miejscach wydawania żywności. Ani zaprzestanie wydawania ciepłych posiłków na rzecz suchego prowiantu, ani nakaz ustawiania się w kolejce na zewnątrz, ani też próby kontroli odległości między kolejnymi osobami w kolejce nie zapobiegną tłoczeniu się, gdy chętnych do skorzystania z pomocy jest nierzadko ponad setka. W jeszcze większym potrzasku znalazły się ośrodki dla bezdomnych, szczególnie noclegownie i ogrzewalnie, z założenia gromadzące ludzi łóżko przy łóżku. Część musiała zostać zamknięta.

Kiedy wszyscy musimy ograniczyć przebywanie w miejscach publicznych, osoby w kryzysie bezdomności, szczególnie podatne na koronawirusa, są w nich jeszcze częściej. Nie mogąc „zostać w domu”, nie są w stanie dokonać samoizolacji ani poddać domowej kwarantannie. Są przy tym jedną z najbardziej mobilnych grup, co oznacza, że nie da się ograniczyć transmisji potencjalnych zakażeń w żadną stronę.

Kryzys systemu pomocy społecznej

Można byłoby w tym miejscu zapytać: gdzie jest opieka społeczna? Dlaczego bezdomni mają przebywać na pustych ulicach, a nie otrzymać pomocy w przeznaczonych do tego ośrodkach? Przynajmniej byłaby to szczątkowa kwarantanna, jakieś odseparowanie tej grupy od innych członków społeczeństwa.

No właśnie. Podobną strategię przyjęło wiele urzędów wojewódzkich które po wybuchu epidemii domagały się przyjmowania zgłaszających się ludzi na mocy umowy podpisanej przez takie ośrodki z OPSem. Odmowa przyjęcia, pomimo posiadania wolnych miejsc, jest jej złamaniem, a co za tym idzie, sprzeniewierzeniem przeznaczonych na to rządowych funduszy.

Problem jest jednak taki, że każda nowa przyjęta osoba to zagrożenie dla wszystkich osób w ośrodku. Jeśli ośrodek pobytu całodobowego można porównać do beczki prochu, to nowa osoba zawsze stanowi potencjalną iskrę. Jak to ujęła Adriana Porowska, dyrektor warszawskiej Kamiliańskiej Misji Pomocy Społecznej, w wywiadzie dla OKO.press: „Moja koleżanka prowadzi punkt, w którym na 80 podopiecznych 76 osób jest w grupie ryzyka: powyżej 60. roku życia, większość z nich z poważnymi chorobami. Nie ma dnia, żeby któryś z nich nie miał podwyższonej temperatury. Nie chcę nawet myśleć, co by się stało, gdyby w takie miejsce wszedł ktoś z zewnątrz.”

Sytuacja ośrodków jest dramatyczna i bez nowych gości. Można powiedzieć wręcz, że jest to beczka prochu z możliwością samozapłonu. Kilkadziesiąt albo i więcej osób bezdomnych, zazwyczaj w podeszłym wieku, obarczonych powikłaniami chorobowymi, z ranami i owrzodzeniami. Wspólna stołówka, zazwyczaj też łazienki. Duża część pracuje zawodowo – raczej bez szans na pracę zdalną. Do tego opiekunowie – średnio kilkanaście osób, nieraz pracujących rotacyjnie, mających przecież własne domy i rodziny. Pracę utrudnia deficyt środków higieny i odzieży ochronnej. Kryzys zaopatrzeniowy jest w prawie każdym ośrodku – niekiedy kończy się samodzielnym warzeniem płynów do dezynfekcji czy organizowaniem Facebookowych zbiórek na podstawową żywność.

15 marca jedna osoba we wrocławskiej noclegowni dla bezdomnych mężczyzn okazała się zarażona koronawirusem. 159 osób (mieszkańców i pracowników) musiało zostać poddanych kwarantannie. 18 marca osoba ze schroniska w Lesznie zostaje zawieziona do szpitala zakaźnego w Poznaniu z podejrzeniem infekcji SARS-CoV-2, sanepid jednak nie podejmuje decyzji o kwarantannie i odsyła ją z powrotem. Dwa dni później wszyscy pracownicy, poza kierownikiem, składają zwolnienia lekarskie. Jak widać, wdanie się zakażenia do placówki jest nie tylko zagrożeniem dla zdrowia jej mieszkańców, ale zupełnie przeciąża już i tak kulejący system.

Dlatego też przyjęcie osoby z ulicy to zbyt wielkie ryzyko dla wielu ośrodków (lub raczej przyjęcie jej bez wcześniejszej kwarantanny). Bo o to się rozgrywa całe zmaganie. O wydzielenie przez władze wojewódzkie lub samorządowe „strefy buforowej”, a więc miejsca, w którym można byłoby izolować nowo przyjmowane osoby bez poddawania całego ośrodka przymusowej kwarantannie.

Oddajmy głos siostrze Małgorzacie Chmielewskiej, przełożonej Wspólnoty Chleb Życia (wpis sprzed ponad miesiąca): „Przywieziono nam pacjenta ze szpitala. […] Zalecenie na dole wypisu, drobnym drukiem: »pacjent wymaga kwarantanny«. Bosko! Nie mamy możliwości zorganizowania kwarantanny w schronisku. […] Wreszcie przyjąć się zgodził pacjenta z powrotem oddział, z którego był wypisany, jednak odwieść go musimy własnym transportem. Nie mamy odpowiednich ubrań ochronnych. Jeśli kierowca przywlecze wirusa do schroniska, gdzie jest ponad 70 starych i schorowanych osób, to – skutek murowany. […] Czy muszą umrzeć ludzie, żebyście się, władze, ruszyły?”

Odgórna stagnacja

15 marca, a więc krótko po ogłoszeniu stanu zagrożenia epidemiologicznego, przedstawiciele większości polskich organizacji pozarządowych zajmujących się osobami w kryzysie bezdomności wystosowali publiczny apel do rządzących w sprawie sytuacji ludzi na ulicy.

Postulaty w nim zawarte można sprowadzić do trzech głównych kwestii: zaopatrzenia ośrodków dla bezdomnych pod względem epidemicznym (żywność, środki higieniczne i dezynfekcyjne, maseczki, rękawiczki, kombinezony, procedury na wypadek kryzysu personalnego), stworzenia sposobów organizowania kwarantanny dla osób bezdomnych oraz zabezpieczenia bezdomnych przebywających w przestrzeni publicznej pod kątem żywności.

Równolegle Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej przekazało wojewodom wytyczne dot. jednostek organizacyjnych pomocy społecznej. Dokument zawiera instrukcję pomocy żywnościowej dla osób potrzebujących objętych kwarantanną, instrukcję dot. wsparcia osób w kryzysie bezdomności w związku z rozprzestrzenianiem się koronawirusa oraz procedury dla podmiotów prowadzących placówki udzielające wsparcia osobom bezdomnym. Wytyczne te zostały natychmiastowo wystosowane do jednostek samorządu terytorialnego, z poleceniem wzajemnej współpracy ze służbami patrolującymi i stacjami sanepidu. Jakkolwiek godna pochwały jest próba stworzenia jednolitego systemu międzyinstytucjonalnych wytycznych, system ten szybko okazał się zawodny.

Po pierwsze, żywność z Programu Operacyjnego Pomoc Żywieniowa, która dotychczas stanowiła ważny element wspierania potrzebujących, okazała się niedostępna w czasie pandemii dla osób przebywających na ulicy. Jakby tego było mało, otrzymywanie produktów przez ośrodki dla bezdomnych zostało obwarowane czasochłonnymi procedurami. Nawet po korekcie zapisów, proces uzyskiwania dostawy żywności wymagał od każdego potrzebującego złożenia aplikacji do OPS, co szczególnie dla pozbawionej dostępu do informacji publicznej grupy społecznej, jest absurdalne.

Tymczasem kryzysowa sytuacja się pogłębiała, zarówno w ośrodkach, jak i poza nimi. Wspomniany kryzys zaopatrzeniowy dotyczył przecież produktów potrzebnych od zaraz – środków higienicznych, maseczek, żywności. Pojawia się też problem z przyjmowaniem nowych osób. Wreszcie, bezdomni przybywający na ulicy zostali pozostawieni samym sobie. Na dodatek, pomimo stanu epidemicznego i wbrew zapowiedziom Tarczy antykryzysowej, pojawia się zagrożenie dokonywania eksmisji rodzin zalegających z opłatami za mieszkania socjalne.

Spóźniona reakcja władz

19 marca Rzecznik Praw Obywatelskich wraz z Komisją Ekspertów ds. Przeciwdziałania Bezdomności wydali apel nawołujący do zabezpieczenia osób bezdomnych w trakcie epidemii. Oprócz podniesionych poprzednio kwestii zapewnienia odpowiedniego zaopatrzenia placówkom i działań na rzecz osób bezdomnych przebywających w przestrzeni publicznej, RPO wezwał do usprawnienia międzyinstytucjonalnej współpracy oraz działań wobec osób zagrożonych bezdomnością – niewypłacalnych najemców lokali publicznych i innych lokatorów.

5 dni później zaś plan działań przedstawiła premierowi Ogólnopolska Federacja na rzecz Rozwiązywania Problemu Bezdomności. Ten wspólny front przyniósł, jak się wydaje, pewien skutek. Jeszcze 23 marca wprowadzono kolejne zmiany wytycznych Programu Operacyjnego Pomoc Żywieniowa, umożliwiając organizacjom pomocowym i ośrodkom samodzielne kwalifikowanie osób bezdomnych do odbioru produktów, bez konieczności przechodzenia przez OPS. Wciąż pozostaje jednak konieczność wypełniania ankiet lub organizowania innych sposobów imiennej ewidencji, co w warunkach epidemii jest dużym utrudnieniem. Zresztą cały czas zdarza się, że OPS nie przepuszcza takiego uproszczonego sposobu wystawiania skierowań.

Natomiast pod koniec miesiąca pojawił się pierwszy ruch władz w sprawie organizowania miejsc izolacji dla osób bezdomnych podejrzanych o koronawirusa. 26 marca Ministerstwo przekazało wojewodom rekomendacje dla samorządów powiatowych i gminnych w zakresie organizacji pomocy osobom bezdomnym na czas epidemii. Według tych wytycznych samorządy powiatowe powinny wydzielić miejsca kwarantanny dla osób bezdomnych oczekujących na przyjęcie do ośrodków („strefę buforową”). Samorządy gminne zaś miałyby zorganizować miejsca tymczasowego schronienia dla tych przebywających w przestrzeni publicznej. Miałoby się odbywać „z pominięciem standardów”, a więc np. wykorzystując puste hotele czy szkoły. Oczywiście rekomendacje te mogą zostać potraktowane jako sugestie bez mocy prawnej, jak to miało miejsce m. in. w Białymstoku.

W kwietniu rząd dwukrotnie udzielał informacji o podejmowanych działaniach na rzecz zabezpieczenia osób bezdomnych podczas epidemii. Po raz pierwszy 7 kwietnia w odpowiedzi na interpelację złożoną w połowie marca przez cztery posłanki Lewicy Razem. Po raz drugi dziesięć dni później – Jakubowi Wilczkowi, prezesowi Ogólnopolskiej Federacji na Rzecz Rozwiązywania Problemu Bezdomności. Choć brzmią inaczej, treść obu pism jest właściwie ta sama. Ministerstwo powołuje się na wytyczne dla wojewodów, poprawki w zasadach PO PŻ i rekomendacje dla samorządów, a także informuje o przekazanej z Agencji Rezerw Materiałowych dostawie dla jednostek OPS. Słowem: sytuacja jest na bieżąco monitorowana i w pełni opanowana. Odpowiedź na sejmową interpelację została jednak uznana za niezadowalającą. Nie zawierała bowiem żadnych konkretnych informacji na temat wydanego zaopatrzenia.

Kryzys cały czas trwa. Standardem jest łatanie braków w zaopatrzeniu darowiznami od organizacji charytatywnych czy produkcją własną. Jednak największy problem tkwi w braku alternatywy dla doraźnej pomocy. Co stanie się bezdomnymi, jeśli wszystkie ośrodki zostaną zamknięte? To sytuacja zagrażająca nie tylko im, ale i całemu społeczeństwu.

Podobnie niestabilna jest sytuacja na ulicy. Każde kolejne zaostrzenie regulacji przebywania w miejscach publicznych to kolejny poziom trudności w dostarczaniu pomocy osobom bezdomnym. Przed załamaniem się systemu chroni właściwie tylko wielki trud organizacji pomocowych, streetworkingowych i medycznych budujących oddolną sieć wsparcia dla osób w szczególnie kryzysowej sytuacji.

Oddolne i samorządowe działanie

Niektóre instytucje publiczne zareagowały jak należy. Jeszcze pod koniec marca katowicki MOPS uruchomił 25 nowych miejsc schronienia, pełniących funkcję izolacji przed przyjęciem nowych osób do ośrodków całodobowych. Półtora tygodnia później także i MOPS w Bielsku-Białej przygotował dodatkowe miejsca pobytu dla osób bezdomnych – łącznie 35 pokoi.

18 kwietnia zostało otwarte pierwsze izolatorium w Warszawie. Zlokalizowana przy ul. Myśliborskiej placówka ma 40 miejsc. Miasto otworzyło też dodatkową noclegownię na 100 osób. Również w Gdańsku i Poznaniu ustawiono tymczasowe domki, w których osoby bezdomne mogą odbyć kwarantannę przed przyjęciem do całodobowego schroniska. Pod koniec kwietnia i w maju oddziały buforowe pojawiły się również we Wrocławiu, Gliwicach i Jeleniej Górze.

Rzecz jasna, nie rozwiązuje to wszystkich problemów powiązanych z nałożenia się kryzysów bezdomności i epidemii. Własne rozwiązanie wprowadziło gdańskie koło Towarzystwa Pomocy św. Brata Alberta, prowadzące w Trójmieście kilka ośrodków. Nie mając miejsca na zorganizowanie własnych miejsc izolacji dla osób przez ostatni miesiąc zgłaszających się z ulicy, Towarzystwo poddało kwarantannie swych szczególnie narażonych podopiecznych (ok. 200 osób, najstarszych, po chorobach i operacjach) w schronisku przy ul. Równej.

TPBA, we współracy z Towarzystwem Wspierania Potrzebujących „Przystań” oraz Gdańskimi Autobusami i Tramwajami, od trzech lat wyprowadza na ulice Trójmiasta AutobusSOS. Linia ta jeździ codziennie, a na przystankach wydawane są ciepłe posiłki (uprzednio zapakowane) – zimą nieoceniona pomoc dla tych, którzy z różnych przyczyn nie chcą szukać pomocy w jadłodajniach czy ośrodkach, a teraz nieoceniona pomoc dla wszystkich.

Analogiczny do AutobusuSOS Mobilny Punkt Poradnictwa jest największą chyba inicjatywą dla bezdomnych w stolicy. Od połowy marca trasa jest krótsza, zaś na półgodzinnych postojach rozdawane są paczki z żywnością przygotowywane przez Fundację Kapucyńską im. bł. Aniceta Koplińskiego. Bracia Kapucyni z ul. Miodowej wykonują ogromną robotę („rozchodzi się” ok. 350 paczek dziennie) – i nie są w tym osamotnieni. Zbiórki żywności na paczki dla bezdomnych organizowane są przez niemal każdą organizację pomocową.

Paczki wydawane są również przez kilka organizacji w tzw. kolacjach na ulicy. Listę tego typu przedsięwzięć można znaleźć w specjalnej ulotce przygotowanej przez sieć wolontariuszy Smile Warsaw. Na szczególne docenienie zasługuje Warsaw Seva – gmina religijna Sikhów, która taki posiłek organizuje codziennie. Członkowie Wspólnoty Sant’Egidio natomiast, oprócz stałego wyjścia w kilka punktów miasta co czwartek, w każdą niedzielę objeżdżają również spisane miejsca bytowania wielu osób bezdomnych. Obecnie jest to około 200 miejsc. Pod specjalnie utworzoną infolinią osoby bezdomne mogą podawać adresy, gdzie można ich znaleźć. Tutaj można pobrać przygotowany przez Wspólnotę przewodnik „GDZIE zjeść, spać, umyć się”.

Oprócz pożywienia, wszelkie instytucje wspierające osoby bezdomne starają się dystrybuować środki higieny. Mydła i płyny dezynfekcyjne, a teraz również maseczki, są zazwyczaj dodawane do paczek żywieniowych. W ich rozdawanie włączają się straż miejska i policja. Masowo rozdawane są też butelki z wodą – zamknięcie miejskich ujęć utrudniło dostęp do wody pitnej, i to nie tylko bezdomnym.

Kryzys zaopatrzeniowy w zakresie odzieży i sprzętu ochronnego, jak i konieczność ograniczania zgromadzeń bardzo utrudniły pracę organizacji medycznych pomagającym osobom bezdomnym. Przychodnia dla bezdomnych „Lekarze nadziei”, choć cały czas funkcjonuje, bardzo dotkliwie odczuła brak sprzętu, przez który musiała ograniczyć działalność.

Uliczny Patrol Medyczny, działający w terenie zespół organizowany przez przychodnię dla bezdomnych „Lekarzy nadziei”, Caritas i Straż Miejską, musiał zawiesić swoje działania ze względu na braki w zaopatrzeniu. Ten sam los spotkał także „Ambulans z serca” – który po otrzymaniu dostawy masek 7 kwietnia wrócił na ulice Warszawy. Tylko „Medycy na ulicy”, jako jedyna „karetka dla bezdomnych” dali radę utrzymać ciągłość funkcjonowania.

Z powodu braku możliwości zwykłego trybu niesienia pomocy wiele organizacji zmieniło swój sposób działania. Najlepszym przykładem jest krakowska Zupa na Plantach – dwa razy w tygodniu wyjeżdżająca w miejsca niemieszkalne z paczkami żywieniowo-higienicznymi. Podobnie – też dwa razy w tygodniu – załoga sopockiej Zupy na Monciaku wyjeżdża na, jak to określa, „zupowe patrole”.

Bezpieczeństwo jest wspólne

Epidemia sprawdza wydolność wszystkich polityk publicznych. Temu kolokwium podlegają również pozainstytucjonalne ogniwa społeczeństwa, jak na przykład solidarność międzypokoleniowa czy solidarność w ogóle.

Były anglikański arcybiskup Cantenbury, Rowan Williams, w wywiadzie dla BBC stwierdził, że obecna sytuacja wskazuje na fundamentalne dla naszego społeczeństwa zagadnienie, jakim jest bezpieczeństwo. Uświadamia „na ile zależy nam na ochronie nie tylko nas samych, ale i innych; oczywiście, najbardziej naszych najbliższych – ale przy infekcji takiej jak ta, nie można stawiać granic! (…) Jest to wspólne wyzwanie w najpełniejszym tego słowa znaczeniu.”

Trudno nie dostrzec trafności tej diagnozy. Bezpieczeństwo jest prawdziwe o tyle, o ile dotyczy wszystkich. Troska o los osób w kryzysie bezdomności stanowi sprawdzian solidarności, ale nie tylko. Musimy zerwać z myśleniem, że osoby dotknięte kryzysem bezdomności znajdują się poza marginesem społeczeństwa. Od jakości ich funkcjonowania w czasie pandemii zależy również los nas wszystkich.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.