Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Samba na Białorusi. Dlaczego Łukaszenka przyjął latynoski model walki z koronawirusem?

przeczytanie zajmie 10 min
Samba na Białorusi. Dlaczego Łukaszenka przyjął latynoski model walki z koronawirusem? Zdjęcie: Serge Serebro

Koronawirus jest albo go nie ma, reakcje innych państw to psychoza i głupota. Brak tu powodów, żeby zamykać szkoły czy miejsca pracy. Jeśli trzeba będzie wprowadzić kwarantannę lub godzinę policyjną, to się ją wprowadzi, ale na razie takiej potrzeby z całą pewnością nie ma. Obok Szwecji Białoruś jest jednym z ostatnich krajów, w których nie zdecydowano się na zamknięcie społeczeństwa w domach. W skandynawskim państwie wynika to z rekomendacji tamtejszych epidemiologów i odmiennej strategii walki z chorobą. A na Białorusi? Wygląda to na bitwę o przetrwanie gospodarki.

Wódka, hokej i sadzenie drzew

Prezydent Alekasandr Łukaszenka rekomenduje wódkę, wizytę w saunie i ciężką pracę na traktorze. Do tej osobliwej listy środków antywirusowych można dopisać jeszcze grę w hokeja. Przywódca niewzruszony trwającą pandemią postanowił wziąć udział w rozgrywanym w Mińsku amatorskim turnieju. Pozując w kasku i z kijem w dłoni, przekonywał, że sport sprzyja zwalczaniu wirusów. Dlatego rozgrywki sportowe na Białorusi nie zostały wstrzymane, a obstawianie wyników tamtejszej ligi piłkarskiej to jedna z nielicznych nisz, jakie pozostały fanom zakładów bukmacherskich. Na trybunach wciąż widać ludzi, którzy nie przejmują się zachowaniem bezpiecznego dystansu i nie zakładają masek.

Zabrakło tego również podczas narodowego czynu społecznego (subotnika), w ramach którego ponad 2 miliony Białorusinów wykonywało prace przygotowawcze do obchodów 75. rocznicy zwycięstwa w II wojnie światowej. Prezydent sam dał przykład, pozując do zdjęcia w wojskowych spodniach, bluzie i w czapce z daszkiem podczas sadzenia drzew. Towarzyszył mu syn, Mikałaj. Warto odnotować, że obchody odbędą się zgodnie z planem, tj. 9 maja, i zapewne pojawią się na nich tłumy. Wcześniej Białorusini zdążyli już odwiedzić cerkwie podczas Świąt Wielkanocnych i cmentarze z okazji Radonicy (prawosławnego dnia modlitw za zmarłych). Łukaszenka deklarował, że nie wyobraża sobie, by mógł zabronić ludziom „pójścia i pokłonienia się rodzicom”.

Liczba wykrytych przypadków na Białorusi osiągnęła poziom zbliżony do polskiego, a przyrost nowych postępuje nawet szybciej, ale przypadków śmiertelnych nie odnotowano więcej niż sto. Przynajmniej według oficjalnych danych, a te mogą być wątpliwe. Białoruscy lekarze zmuszani są do zachowywania tajemnicy pod groźbą odpowiedzialności karnej, a KGB wykorzystuje swoje instrumenty do nacisków na rodziny chorych oraz media, by informacje o nowych zarażeniach nie psuły oficjalnej narracji.

Obserwatorzy podejrzewają też, że wiele przypadków COVID-19 jest klasyfikowanych jako inne schorzenia. Na początku kwietnia białoruski minister zdrowia przyznał, że tylko w Witebsku jest obecnie o kilkaset więcej osób chorych na zapalenie płuc niż rok wcześniej. Jest ono najprawdopodobniej najbardziej dotkniętym pandemią białoruskim miastem, to tam pojawił się pierwszy przypadek śmiertelny, a jedna z lekarek już pod koniec marca alarmowała, że sytuacja wymyka się spod kontroli. Rzeczywistość może więc być znacznie gorsza od rządowych informacji.

Niewielkim pocieszeniem mogą być dane pokazujące znaczny wzrost popytu na kaszę gryczaną i spadek obrotów kin czy lokali gastronomicznych. W internetowym badaniu opinii publicznej przeprowadzonym wśród mieszkańców Mińska ponad połowa ankietowanych wskazała, że stara się unikać zatłoczonych miejsc. Wygląda na to, że Białorusini nie do końca zaufali optymizmowi swojego prezydenta.

Latynoski zwrot Łukaszenki

Strategia przyjęta przez Aleksandra Łukaszenkę przypomina raczej tą z Ameryki Łacińskiej. To tam prezydent Brazylii, Jair Bolsonaro, kpi z „grypeczki” i uważa rozwiązania stosowane w innych państwach za histerię. Przekonuje też, że wirus za niedługo zniknie, więc nie należy ograniczać codziennego życia Brazylijczyków. Do zmiany zdania nie przekonały go nawet stwierdzone przypadki w jego najbliższym otoczeniu (sam również musiał poddać się testom). Z kolei w Nikaragui wiceprezydent i zarazem żona urzędującego prezydenta Ortegi, Rosario Murillo, rekomendowali obywatelom swojego kraju wspólny marsz „przeciwko wirusowi”. Na tym tle Białoruś nie wydaje się aż tak oderwana od rzeczywistości. Skąd u Łukaszenki latynoska mentalność? Część odpowiedzi może tkwić w danych gospodarczych.

Już w styczniu i lutym Białoruś odnotowała spadek PKB o 0,6%. A było to jeszcze przed turbulencjami w światowej gospodarce, spowodowanymi pandemią. Obecnie eksperci szacują, że białoruska gospodarka może się w tym roku skurczyć nawet o 10%, mimo że Mińsk nie zdecydował się na lockdown. Kłopoty dotknęły branżę turystyczną i rolniczą, spadła produkcja w niektórych fabrykach (bo części nie docierają), a wielu Białorusinów nie będzie mogło skorzystać z okazji dorobienia sobie w innych państwach, bo te zdecydowały o zamknięciu swoich granic. Przez kryzys w państwach Unii Europejskiej i Rosji ucierpi białoruski eksport.

Problemem jest też ropa. Kłopoty gospodarcze Białorusi na początku roku wynikały z komplikacji przy przedłużaniu kontraktu na dostawy tego surowca z Rosji. Do tej pory Mińsk kupował ją od Rosjan po cenach o kilkanaście procent niższych od rynkowych i mógł czerpać zyski z jej przetwarzania. Jednak ze względu na impas w negocjacjach dotyczących integracji obydwu państw Moskwa zadecydowała, że nadszedł czas na zwiększenie presji wobec niepokornego sąsiada. Porozumienie udało się uzyskać dopiero pod koniec marca, ale jego okoliczności nie mogą napawać białoruskiego przywódcy optymizmem.

Rosja postanowiła zmienić swoje stanowisko i zadeklarowała, że Białoruś w momencie poważnego wstrząsu ropy na rynku dostanie tyle tego surowca, ile zechce. Pandemia koronawirusa spowodowała, że popyt na niego spadł gwałtownie, zaś przedłużający się brak porozumienia pomiędzy państwami wydobywającymi go (zrzeszonymi w ramach OPEC+) nie pozwolił na odpowiednie zmniejszenie produkcji – ceny ropy poszły w dół, sygnalizując kłopoty gospodarek czerpiących dochody z jej sprzedaży.

Dlatego dziś tak trudno podjąć Łukaszence decyzję o zamrożeniu życia gospodarczego. Skutkowałoby to dalszym pogłębieniem obecnych kłopotów. Dla przeciętnego Białorusina mogłoby to oznaczać drastyczne pogorszenie sytuacji bytowej, a to mogłoby się stać katalizatorem wybuchu społecznego niezadowolenia.

Kruche przywództwo

Aleksandr Łukaszenka rządzi Białorusią nieprzerwanie od 1994 r., a w ostatnich wyborach z 2015 r. poparło go 84% wyborców. Żaden z jego rywali nie przekroczył 5% poparcia. W kontekście informacji o łamaniu praw człowieka, ograniczaniu działalności politycznej i wolności mediów to zresztą nie dziwi. Czy zatem białoruski lider ma powody, by obawiać się utraty władzy? Paradoksalnie, tak. I nie chodzi tu wyłącznie o przewidziane na ten rok, choć wciąż nieogłoszone, wybory prezydenckie. Te akurat, stosując metody sprawdzone przy okazji poprzednich głosowań, Łukaszenka mógłby wygrać.

Bardziej niepokojąca dla jego politycznych planów jest wizja katastrofy gospodarczej, połączona z masowymi protestami. Jeśli pozwoliłby na utrzymywanie się manifestacji na ulicach, dla wielu Białorusinów mogłoby to stanowić sygnał słabości reżimu. Ale wariant siłowy ostatecznie zniechęciłby do prezydenta partnerów z Unii Europejskiej czy Stanów Zjednoczonych, przekreśliłby też szansę wsparcia z Międzynarodowego Funduszu Walutowego, która może się okazać niezbędna dla ratowania gospodarki. Z punktu widzenia Łukaszenki obie odpowiedzi są więc złe.

Wrzenie na Białorusi będzie z całą pewnością podsycać Rosja, wykorzystująca kampanię dezinformacyjną do tego, by dyskredytować władze w Mińsku. Dla Putina problemy gospodarcze i polityczne Łukaszenki to dobra wiadomość. Do tej pory białoruski przywódca starał się zachować jak największą niezależność w ramach istniejącego już od 20 lat Państwa Związkowego Rosji i Białorusi. To jego opór przeciwko pogłębianiu integracji z grudnia zeszłego roku spowodował wspomniane wcześniej napięcia wokół kontraktu na ropę. Teraz jednak jego pozycja negocjacyjna może szybko osłabnąć.

***

Pandemia koronawirusa na Białorusi niesie dla Polski dwie informacje i, niestety, obie są złe. Po pierwsze, złe zarządzanie restrykcjami, brak transparentności, fałszowanie danych i lekceważenie samej choroby może spowodować, że tuż za naszą granicą wyrośnie (albo już wyrosło) jedno z największych epicentrów trwającej pandemii. Po drugie, wpływ obecnych problemów na reżim Łukaszenki może spowodować dalsze uzależnienie tego państwa od Rosji. W obydwu przypadkach pole manewru Warszawy jest mocno ograniczone.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.