Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Potrzebujemy prawdziwego dziennikarstwa. Recenzja książki „Czarne złoto. Wojny o węgiel z Donbasu”

W międzynarodowym handlu surowcami granica moralności była przekraczana wielokrotnie. Świat zachodni często wybierał zysk, przymykając oko na łamanie praw człowieka i bogacenie się krwawych reżimów. Złoto, diamenty i ropa płynące z kontynentu afrykańskiego do portów zachodniej Europy i USA nierzadko niosły ze sobą zapach krwi. Obietnica olbrzymich zysków sprawiała, że chętnych do robienia interesów z dyktatorami, gangsterami i lokalnymi watażkami nigdy nie brakowało. Książka Karoliny Bacy-Pogorzelskiej i Michała Potockiego pokazuje, że nie trzeba szukać podobnych praktyk na odległych kontynentach. Dzieją się one także tuż obok nas, na wschodniej Ukrainie.

Na tropie antracytu

Latem 2017 r. dwoje dziennikarzy „Dziennika Gazety Prawnej”, Karolina Baca-Pogorzelska i Michał Potocki, natrafiło na informację o udaremnionej przez rosyjskie służby próbie przemytu węgla do Polski. Jak sami przyznają, w tej konkretnej sprawie niczego nie udało im się ustalić, ale w ten sposób trafili na trop znacznie większej afery – nielegalnego handlu antracytem z Donbasu.

Dzięki sfałszowanym dokumentom oraz uprzejmości sąsiedniej Rosji ta odmiana węgla trafiała (i ciągle trafia) z ogarniętych wojną obwodów donieckiego i ługańskiego do odbiorców w Europie. Odkrycie stało się początkiem trwającego ponad dwa lata śledztwa, które zaowocowało kilkudziesięcioma artykułami oraz wydaną niedawno przez Wydawnictwo Czarne książką: Czarne złoto. Wojny o węgiel z Donbasu.

Trzon tej historii stanowi opis drobiazgowego śledztwa. Dziennikarze przemierzyli tysiące kilometrów, odwiedzili ukraińskie kopalnie, zajrzeli do donbaskich biedaszybów (zwanych kopankami), a nawet zahaczyli o belgijskie i niderlandzkie porty. Imponująco wygląda również lista rozmówców, do których udało im się dotrzeć – od ministrów i dyrektorów kopalń, przez lokalnych dziennikarzy, po zwyczajnych górników. Ogrom pracy włożonej w dotarcie do prawdy robi wrażenie. Zwłaszcza że początkiem wielu odkryć bywały drobne nieścisłości.

Jedną z nich był zapis w kolejowej bazie danych, z której wynikało, że na bocznicach niewielkiej rosyjskiej stacji stało jednocześnie ponad pięć tysięcy wagonów. Co więcej, właśnie tam miały zostać załadowane. Wydaje się to mało prawdopodobne na zwykłym, czterotorowym przystanku. Jednak bliskość granicy z Donbasem sprawia, że wszystko staje się możliwe.

Z przypadkowych odkryć, analiz dokumentów, wykrętów polityków, pustosłowia prawników i żmudnej weryfikacji źródeł autorom powoli wyłaniał się schemat handlu antracytem na szeroką skalę. Handlu, który pozwala trwać dwóm republikom nieuznawanym przez prawie żadne państwo świata, z wyjątkiem tworów, takich jak Osetia Południowa (co, jak wynika z książki, również ma swoje znaczenie).

Kłopotliwe pochodzenie czarnego złota

Znacjonalizowane przez republiki kopalnie nieustannie fedrują, a wydobyty z nich surowiec trafia do odbiorców w Polsce, Belgii czy nawet… na Ukrainie. Po wybuchu wojny Kijów stanął wobec ogromnego problemu. Znaczna część jego elektrowni działała w oparciu o antracyt, wydobywany wyłącznie w donieckim zagłębiu. Rządzący zostali zmuszeni do modernizacji energetyki i czasowego przerzucenie się na import z innych, droższych źródeł, m.in. z RPA, albo na bardziej konkurencyjny cenowo surowiec rosyjski. Nawet jeśli rzekomo pochodził z niewielkiej stacyjki kolejowej pozbawionej infrastruktury do załadunku węgla.

„To niezwykle dziwna forma patriotyzmu – sprowadzać rosyjski węgiel z okupowanego Donbasu, finansując tym samym imperialne pomysły Putina, aby mógł zagrażać naszym najbliższym sąsiadom i jeszcze truć tym rosyjskim węglem polskie dzieci” – mówił Donald Tusk podczas swojego wystąpienia na Uniwersytecie Warszawskim w maju zeszłego roku. Nie on jeden starał się wykorzystać odkrycie dziennikarzy z DGP-u do bieżącej politycznej walki. Fake news – „polski rząd kupuje od Rosjan krwawy węgiel z Donbasu” – wracał regularnie podczas kampanii przed wyborami parlamentarnymi.

To oczywiście nieprawda – polski rząd nie kupował antracytu, bo… go nie potrzebuje. Polska energetyka nie używa tego rodzaju węgla. Choć oczywiście nie zmienia to faktu, że trafiał on także do naszego kraju, o czym rząd początkowo nie wiedział, a i później nie przejmował się nim zanadto.

„Nie zwracam uwagi na tak małe ilości. U nas, w Polsce, rynek węgla liczy się w milionach ton” – mówił autorom ówczesny minister energii, Krzysztof Tchórzewski, odnosząc się do informacji, że od stycznia do września 2017 r. trafiło do nas 93 tys. ton antracytu z Donbasu. Przy innej okazji wiceminister energii twierdził, że resort nie dysponuje odpowiednimi narzędziami, by zająć się problemem. Autorzy pokazują jednak, że taka spychologia to nie tylko polska specjalność. Podobnie reagowali sami Ukraińcy i inne państwa europejskie. Zwłaszcza że ostrzejsza reakcja mogłaby uderzyć w Rosję, podczas gdy wielu europejskich graczy czeka na zniesienie dotychczasowych sankcji, a o nowych nie chce nawet słyszeć.

Pióro potężniejsze od miecza

W 1908 r. „London Standard” opublikował artykuł uderzający w brytyjskiego magnata czekoladowego, Williama Cadbury’ego. Publikacja dotyczyła upraw kakao na Wyspie Świętego Tomasza, z której zakłady Cadbury’ego czerpały kluczowy składnik dla swoich produktów. Przedsiębiorca, który w Wielkiej Brytanii szczycił się znakomitym traktowaniem pracowników, jednocześnie czerpał zyski z upraw, na których wykorzystywano quasi-niewolniczą pracę ludności z pobliskich krajów afrykańskich. Gazeta dowodziła, że przez kilka lat William Cadbury uparcie nie chciał się dowiedzieć o warunkach panujących na plantacji. Opublikowanie tego tekstu wywołało skandal i ostatecznie zmusiło producenta czekolady do znalezienia alternatywnego źródła kakao.

Historia może się powtórzyć w wypadku donbaskiego antracytu. Publikacje Bacy-Pogorzelskiej i Potockiego sprawiły, że zrobiło się o nim głośno, czego dowodzić mogą liczne (choć często błędne) nawiązania do tego procederu w toku kampanii wyborczej.

Jednak zdecydowanie ważniejsze od dostarczenia paliwa do politycznych przepychanek okazało się upublicznienie nazw prywatnych firm, które były zaangażowane w ten handel. Nikt nie chce być kojarzony z wspieraniem terrorystów (a Kijów określa działania wymierzone przeciw Donieckiej i Ługańskiej Republice Ludowej jako akcje antyterrorystyczne). Wiele firm szybko zerwało niewygodne partnerstwa, co poskutkowało spadkiem wolumenu antracytu trafiającego do Polski.

Nawet jeśli zabraknie woli politycznej do rozwiązania tego problemu na poziomie państw, dzięki sile opinii publicznej handel krwawym antracytem może zostać powstrzymany. Dlatego potrzebujemy dobrego dziennikarstwa. Zaangażowanego, opartego na gruntownej znajomości tematu, rozległych kontaktach i ciężkiej pracy, a nie sprowadzającego się jedynie do spisywania depesz z agencji informacyjnych.

***

Gdyby nawet jedynym powodem do zakupu Czarnego złota byłoby wsparcie takiego dziennikarstwa, warto to zrobić. Ale oczywiście tak nie jest. Oprócz opisu niezwykłego śledztwa na 300 stronach książki można znaleźć rozbudowaną historię donbaskiego węgla, od czasów najdawniejszych, przez mroczne czasy komunizmu i skomplikowane dzieje współczesnej Ukrainy.

Autorzy starają się przeprowadzić czytelnika przez gąszcz niejawnych interesów i szemranych osobistości. Przedstawiają bliżej najważniejszych oligarchów – Rinata Achmetowa czy Serhija Kurczenkę (znakomicie napisane sylwetki!) – i tłumaczą, że prawdziwy ukraiński bogacz musi mieć swój bank, swoją telewizję i swój klub piłkarski. W efekcie otrzymujemy więc ciekawą mozaikę, która pozwala lepiej poznać nie tylko sam region, ale i specyfikę stosunków za naszą wschodnią granicą.

W książce często pojawia się również kontekst polski. Za punkt odniesienia dla historii donbaskiego zagłębia służą śląskie kopalnie, a pod koniec pojawia się minireportaż z okolic Wałbrzycha. Opowieść o ruinie tamtejszych kopalń i pladze bezrobocia może stanowić swoiste memento dla mieszkańców Donbasu – tak wygląda górniczy region w stanie upadku.

Karolina Baca-Pogorzelska

Michał Potocki

Czarne złoto. Wojny o węgiel z Donbasu

Wydawnictwo Czarne

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.