Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Koronawirusowe targowiska próżności. Polityczno-społeczna geneza COVID-19

Koronawirusowe targowiska próżności. Polityczno-społeczna geneza COVID-19 Źródło: martyr_67 - flickr.com

Nikt nie był przygotowany na obecnie paraliżującą świat pandemię pomimo pojawiających się od kilku dekad przesłanek, że taka nadejdzie. SARS-CoV-2 nie jest pierwszym wirusem z rodowodem w Chinach, który ma ogólnoświatowy zasięg. W 2003 r. byliśmy świadkami SARS-CoV. Chociaż wielu bagatelizuje pierwotnego SARS-a, porównując go do obecnej pandemii, to należy pamiętać, że wirus rozprzestrzenił się na 29 krajów i pochłonął prawie 800 ludzkich istnień. To, co łączy oba wirusy, to nie tylko biologiczne pokrewieństwo, ale także miejsce ich powstania. Chińskie mokre targowiska.

Uratować od głodu

Na całym świecie funkcjonują tzw. mokre targi, zwane także żywymi targami zwierzęcymi. Są to miejsca, w których ubija się zwierzęta bezpośrednio przed ich sprzedażą. Najczęściej występują w krajach biednych lub w tych, które do niedawna były biedne. Współcześnie największe ich skupiska znajdują się w północno-zachodnich regionach Ameryki Południowej, w Afryce Zachodniej, Indiach, Chinach i Południowo-Wschodniej Azji. Szacuje się, że na świecie funkcjonuje kilkaset tysięcy takich targów. W samym Wietnamie jest ich ponad 9 tysięcy. Jednak pomimo powszechności ich występowania na całym globie chińskie mokre targi są inne niż wszystkie. Mniej uregulowane i naznaczone specyficzną polityką ChRL, która dopuszcza sprowadzanie i sprzedawanie na nich zwierząt z całego świata.

Już na pierwszy rzut oka wyróżniają się swoją szeroką ofertą dzikich zwierząt. Nie powstały od razu jako przejaw rządowej lub prywatnej inicjatywy, która miałaby stworzyć nową instytucję w handlu żywnością. Targowiska nie zostały w żaden sposób zaplanowane. Powstały przypadkiem, będąc – jak się później okazało – ubocznym skutkiem udanego procesu ratowania chińskiego państwa przed bankructwem, a chińskich obywateli przed śmiercią głodową. W latach 70. XX wieku gospodarka chińska chyliła się ku upadkowi. Powszechnie panujący głód zabijał tysiące ludzi każdego dnia. Szacuje się, że liczba ofiar śmiertelnych wyniosła 36 mln osób.

W obliczu tak dramatycznej sytuacji rząd chiński musiał reagować. Zrezygnował z państwowej kontroli rolnictwa i w 1978 r. zezwolił obywatelom na prywatną uprawę ziemi oraz hodowlę zwierząt. Uwolnienie rolnictwa spod ścisłej kontroli państwa okazało się bardzo korzystnym rozwiązaniem, gdyż urynkowiona rzeczywista wartość żywności pokazała realne zapotrzebowanie na nie i spowodowała powstanie prywatnych przedsiębiorstw, którzy efektywniej wykorzystywały zasoby. Jednak działo się tak tylko przez chwilę. Po pewnym czasie nadal funkcjonujące największe państwowe przedsiębiorstwa rolnicze, korzystając z korzyści skali, zaczęły przejmować kontrolę nad rynkiem żywieniowym w zakresie uprawy najbardziej powszechnych produktów rolnych oraz obrotem typowych zwierząt hodowlanych. Skutkowało to przerzuceniem się przez biedniejszych Chińczyków na łowiectwo i hodowlę dzikich oraz egzotycznych zwierząt.

Instytucjonalizacja niebezpiecznej praktyki

Przez około dekadę proceder hodowli i sprzedaży dzikich zwierząt rozwijał się w całych Chinach, a w szczególności na ich głębokiej prowincji. Rząd chiński nie widział w nim nic złego i nie utrudniał działalności przedsiębiorczym Chińczykom, którzy hodowali egzotyczne zwierzęta. Działo się tak głównie z przyczyn praktycznych. Proceder ten zapewniał komunistycznemu państwu możliwość wyżywienia swoich obywateli oraz tworzenia miejsc pracy.

Jednak w 1988 r. rząd postanowił uregulować branżę. W tym celu wprowadził ustawę zmieniającą całokształt handlu dziką fauną i florą w ChRL. Ustawa określiła, że zwierzęta są własnością państwa i wprowadziła ochronę osób zaangażowanych w wykorzystywanie dzikiej przyrody. W tym świetle dzikie zwierzęta zostały praktycznie sprowadzone do roli surowców naturalnych, natomiast osoby je hodujące i sprzedające zostały objęte ochroną prawną podobną do tej przysługującej pracownikom innych sektorów chińskiej gospodarki. Ponadto ustawa nie tyle uregulowała, co zalegalizowała istniejącą praktykę opierającą się wyłącznie na maksymalizacji wyników. Oznaczało to niemal nieograniczoną możliwość eksploatacji dzikiej przyrody. Od tej pory branża hodowli i handlu dzikimi zwierzętami stała się pełnoprawną częścią chińskiej gospodarki, powodując jej jeszcze prężniejszy rozwój.

Uprzemysłowienie branży przebiegło szybko. Dzisiaj rzadko można spotkać pojedynczych rolników, którzy trudnią się hodowlą i handlem dzikimi zwierzętami. Coraz częściej jest to przemysł podobny do dużych, europejskich ferm drobiu. Gdy małe, lokalne gospodarstwa przekształciły się w wielkie przedsiębiorstwa, zaczęły potrzebować dostępu do coraz większych rynków zbytu. Działalność z lokalnych stoisk przeniosła się na wielkie targi, gdzie jeszcze do niedawna sprzedawano jedynie najpowszechniejsze zwierzęta hodowlane. W międzyczasie upowszechnił się proceder sprowadzania chronionych zwierząt z zagranicy, będący skutkiem otwierania się Chin na świat i rozrostem chińskiej zamożnej klasy wyższej, która upodobała sobie posiłki niebezpiecznego pochodzenia. Generowane przez nią zapotrzebowanie na unikalne zwierzęta miało charakter popytu ostentacyjnego, którego głównym celem było budowanie swojego prestiżu.

W poszukiwaniu epicentrum pandemii

Obecnie na targach podobnych do tego w Wuhan można kupić zarówno najbardziej powszechne gatunki trzody chlewnej, jak i zwierzęta pochodzące nawet z najdalszych zakątków świata. Na zwykłym miejskim targu można zakupić mięso z niedźwiedzia, krokodyla czy strusia. Niestety zdumiewa nie tylko szerokość oferty, ale również warunki sanitarno-epidemiologiczne na nich panujące. Od samego początku istnienia mokre targi pozostawiały w tej kwestii wiele do życzenia, ale wraz z pojawieniem się dzikich, egzotycznych zwierząt zaczęły stanowić poważne zagrożenie.

Klatki z żywymi zwierzętami układane jedne na drugich. Wszechobecne odchody i krew. Bliski kontakt zwierząt różnych gatunków. Wysoka temperatura powietrza. I do tego tłum ludzi, który przeciska się pomiędzy wąskimi straganami. To wszystko składa się na idealne warunki do rozprzestrzeniania się i mutowania groźnych wirusów. Zagrożenie, które w ostatnich miesiącach wykroczyło poza krąg bezpośrednich użytkowników targowisk oraz ich rodzin. Niebezpieczeństwo rozprzestrzeniło się na cały świat.

W 2003 r. zbadano przebieg epidemii w chińskim mieście Foshan, w prowincji Guangdong. W badaniu zaobserwowano pojawienie się śladów wirusa SARS u hodowlanych kotów cywetowych, które były sprzedawane na tamtejszym mokrym targu. Targ zamknięto na kilka miesięcy, a sprzedaży dzikich zwierząt zakazano. Niestety po opanowaniu sytuacji epidemiologicznej restrykcje zniesiono.

Nie inaczej było teraz w mieście Wuhan, w prowincji Hubei. Jak się okazało, spośród 41 pierwszych osób zakażonych wirusem SARS-CoV-2 aż 27 odwiedziło lokalny mokry targ. Ponadto ustalono, że wysoce prawdopodobne jest, że wirus ewoluował w wyniku przejścia z organizmu nietoperza na łuskowca, a następnie na człowieka. Zarówno nietoperze, jak i łuskowce były sprzedawane na zamkniętym targu. Te dwie przesłanki stanowiły genezę potocznego terminu: „wirus z Wuhan”. Targ zamknięto. Czy na zawsze?

Walka o zamknięcie śmiercionośnych targów

Zgromadzone informacje, dotyczące powstawania wirusów na chińskich mokrych targach, nie pozostały bez echa w amerykańskich mediach. Każdego dnia pojawiają się apele organizacji międzynarodowych o delegalizację mokrych targów w Chinach lub przynajmniej o zakazanie sprzedaży na nich dzikich zwierząt. Dlatego Donald Trump i jego republikańscy koledzy starają się utrwalić w dyskursie publicznym pojęcie: „chiński wirus”, aby podkreślić odpowiedzialność rządu ChRL nie tylko za początkowe zatajanie informacji o pandemii, ale także za przyczynienie się do jej powstania. W odpowiedzi Pekin reaguje miękką dyplomacją, głównie w postaci dostaw środków medycznych do krajów najbardziej dotkniętych COVID-19. ChRL stara się zbudować swój wizerunek nie tylko jako państwa pomocnego i zatroskanego o los wspólnoty międzynarodowej, ale także jako niewinnej współofiary wirusa SARS-CoV-2.

Po drugiej stronie sporu znajduje się jednak chiński rząd oraz wielki biznes. Większość Chińczyków nie spożywa mięsa pochodzącego od dzikich zwierząt. Według badaczy chińskiego rynku spożywczego klientem docelowym mokrych targów i znajdujących się na nich dzikich zwierząt są przedstawiciele chińskiej klasy wyższej, wśród których znajdują się między innymi członkowie Komunistycznej Partii Chin. To oni najprawdopodobniej blokują jakiekolwiek zmiany ingerujące w źródło ich egzotycznego pożywienia. Nie robili tego jednak od zawsze. Wcześniej głównym promotorem był sam biznes oraz chiński rząd, który czerpał ogromne zyski z podatków generowanych przez mokre targi. Mimo tego jest to nadal ogromny biznes, który rozwija się w zawrotnym tempie. Pod koniec lat 90. był on wart ponad 90 mld juanów (ok. 13 mld dol.), natomiast dziś szacuje się go już na ponad 140 mld juanów (ok. 20 mld dol.).

Czy koronawirus coś zmieni?

Wygląda na to, że tym razem nie skończy się na samym odchorowaniu koronawirusa i powrocie do poprzedniego status quo. Spora część chińskiego społeczeństwa już przed wybuchem pandemii była niechętna funkcjonowaniu mokrych targów i opowiadała się za ich uregulowaniem lub zamknięciem. W chińskich mediach społecznościowych i popularnych serwisach, takich jak Weibo czy BiliBili, pojawiły się apele i petycje w tej sprawie. Minione wydarzenia jedynie nasiliły tendencję. Rząd Chińskiej Republiki Ludowej zapowiedział zmiany prawne, chociaż ich zakres nie został określony, więc nie należy jeszcze świętować. Instytucje międzynarodowe, pozostałe kraje oraz chińscy obywatele powinni nadal wywierać presję na decydentów Państwa Środka, aby historia się nie powtórzyła. Inaczej pojawienie się nowych wirusów na chińskich mokrych targach jest tylko kwestią czasu.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.