Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

PiS, PO – jedno zło. Szkodliwy symetryzm „Hejtera”

przeczytanie zajmie 10 min

Hejter opowiada o naszej skłóconej i rozentuzjazmowanej scenie politycznej. Pokazuje gorączkę emocji i ignorowanie argumentów drugiej strony. Przedstawia stronnictwo „fajnie liberalne”, które nietrudno zidentyfikować (to otoczenie Platformy Obywatelskiej) i przeciwstawnej strony sceny politycznej – zarówno tej bliskiej PiS-owi, jak i skrajnej prawicy. Jan Komasa jest symetrystą, który z wygodnego dystansu portretuje polską politykę i społeczeństwo.

Niewiele słów zrobiło w ostatnich latach tak zawrotną karierę, jak hejter. Stało się popularne do tego stopnia, że tym określeniem nazywano każdego, kto ośmielił się kogoś skrytykować. Jednocześnie ta kategoria kumuluje w sobie wiele ważnych problemów współczesności. Mówi o roli Internetu, mediów społecznościowych i niemal nieograniczonej wolności słowa. Wskazuje także na to, jak bardzo jako społeczeństwo podzieliliśmy się na wrogie plemiona, które nawet nie próbują się wzajemnie zrozumieć. Znakomicie więc, że o tę kategorię upomniało się kino. Oznacza to bowiem, że polska kinematografia ma ambicję, by na gorąco opisywać i komentować to, co dzieje się w kraju, ale także szerzej – może nawet w całym zachodnim świecie. Sala samobójców. Hejter Jana Komasy to film, który za kilka, kilkanaście lat będziemy traktować jako emblematyczny dla początku trzeciej dekady XXI wieku.

Uśmiech Jokera, czyli klasa

W Tomku Giemzie, głównym bohaterze Hejtera, wybitnie granym przez Macieja Musiałowskiego, wielu komentatorów dostrzegło polską wersję Jokera z filmu Todda Phillipsa. To rzeczywiście wyjątkowo trafne porównanie. Między tymi dwiema postaciami jest zbyt wiele podobieństw, by je zignorować. Obaj bohaterowie wywodzą się z klasy niższej, doświadczają upokorzenia (również ze strony przedstawicieli klasy wyższej), co wywołuje u nich poczucie niesprawiedliwości i chęć odwetu.

Tomek, podobnie jak komiksowa postać, staje się władcą chaosu, ale znacznie bardziej zdyscyplinowanym, metodycznym, ani na moment niepopadającym w obłęd. Dlatego być może jeszcze więcej jest w nim z bohaterów Parasite Bonga Joon-ho, którzy stworzyli plan przejęcia pozycji społecznej swoich pracodawców. Tomek faktycznie pała nienawiścią do przedstawicieli klasy wyższej, ale jego największym marzeniem jest zostać jednym z nich. Chłopak pochodzi ze wsi. Reprezentuje mieszkańców prowincji, którzy postanowili szukać dla siebie miejsca w centrum, w stolicy. Jest zdolny i inteligentny. Dostał się na prawo, ale poznajemy go w momencie, gdy właśnie jest z niego relegowany za plagiat. Tomek tłumaczy się, że nie był w stanie napisać eseju osobiście, bo studiowanie łączył z pracą.

Ten fabularny punkt wyjścia mówi więcej o społecznych nierównościach trapiących nasze społeczeństwo niż niemal całe polskie kino powstałe po 1989 r. Równość szans jest złudzeniem. Choć każdy może kupić bilet w jedną stronę i udać się do wielkiego miasta w poszukiwaniu lepszego jutra, nie każdy będzie miał w nim takie same możliwości rozwoju i zarobkowania. Jak mówią statystyki, popularne „słoiki” choć są lepiej wykształcone od rodowitych warszawiaków, pobierają od nich niższe wynagrodzenia. Nie mogą również liczyć na pomoc starszego pokolenia, bo nie dysponuje ono ani kapitałem społecznym, ani finansowym.

Patointeligencja

Przyjezdnych najlepiej charakteryzuje ambicja. To właśnie ona jest najsilniejszą motywacją skłaniającą do opuszczenia miasteczek bez przyszłości, pozwala przetrwać trudny moment przystosowywania się do nowych realiów, w końcu dzięki niej emigranci mogą stanąć z tubylcami w nierównej walce o miejsce na uczelni, pracę i dobre wynagrodzenie. Nie każdy ma tyle szczęścia, co bohater Hejtera, któremu było lżej niż kolegom dzięki stypendium otrzymywanym od zamożnych, warszawskich przyjaciół rodziny. Krasuccy znają Tomka od dziecka, bo niegdyś przyjeżdżali na jego wieś, by zażyć spokoju agroturystyki.

Komasa od razu zarysowuje klasowe relacje podległości. W jednej z pierwszych scen Tomek uniżenie dziękuje swoim dobrodziejom za pięćset złotych, które dostaje od nich co miesiąc. Oni wspaniałomyślnie umniejszają wagę tego gestu, ale gdy tylko chłopak zniknie za drzwiami, wyśmiewają jego zachowanie, nieporadne gesty, niewarszawski gust i małomiasteczkowe przyzwyczajenia. O ile Krasuckich charakteryzuje maskowany przywiązaniem do liberalnych sloganów klasizm (pogarda dla klas niższych), tak Tomek pokazany został jako chłopak upokorzony, odarty z godności i marzeń. Te uczucia sprawiają, że rodzi się w nim gniew.

Nie jest to jednak gniew, jak było w Jokerze, o charakterze grupowym. Nie emanuje on na resztę społeczeństwa, nie przejawia się w nienawiści do wszystkich uprzywilejowanych. Jego złość ma jasno określonego adresata – są nim Krasuccy, którzy nie dość, że odarli go z godności, to jeszcze niechętnie patrzą na jego starania o sympatię ich córki – Gabi. Losy dwójki rówieśników być może najlepiej pokazują różnicę między klasami we współczesnej Polsce.

Dziewczyna mogłaby stać się bohaterką jednej ze zwrotek Patointeligencji Maty. Nie dostała się na żadne studia, bo zrobiła sobie gap year na narkotyki, imprezy i depresję. Jej największą życiową porażką jest niedostanie się na Cambridge i UCLA. Z tego powodu już zawsze będzie w cieniu starszej siostry, robiącej karierę za granicą. Tomek natomiast jest wcieleniem ambicji i skuteczności. Wyrwał się z wiochy (tak o jego miejscu pochodzenia mówią Krasuccy) i po wylaniu z uczelni rozpoczął karierę w marketingu. Mimo to nigdy nie dogoni Gabi, która dzięki pieniądzom rodziców i wpływowym znajomym zaczęła studiować historię sztuki w Nowym Jorku.

Etyka społecznego rozwarstwienia

Fabuła filmu do pewnego stopnia przypomina grę komputerową. Bohater dostaje kolejne zadania, które musi zrealizować jak najlepiej. Od tego zależy jego niepewne utrzymywanie się na powierzchni Warszawki. Jedno niepowodzenie, niezadowolona szefowa, mały fuckup i już go nie ma. Ta nieustanna presja prowadzi do radykalizacji, ambicja zmuszonego do osiągnięcia sukcesu przyjezdnego staje się powodem tragedii. Wina za ukazane w filmie wydarzenia leży więc po stronie społecznego rozwarstwienia. Gdyby Tomek miał takie same życiowe szanse jak Gabi, nigdy nie sięgnąłby po rozwiązania ostateczne.

Agencja reklamowa została przedstawiona w Hejterze jak przedsionek piekła. Szefowa, czyli Beata Santorska, matka Dominika z pierwszej Sali samobójców, to zimna, wyrachowana, przebiegła i pozbawiona uczuć profesjonalistka, która dla osiągnięcia celu jest w stanie zrobić wszystko, nawet największe świństwo. Gorszy od niej jest tylko jej zastępca. Wulgarny, bawiący się ludzkimi uczuciami wyznawca maksymy „można wszystko”. Tylko czeka, by Tomkowi powinęła się noga – czuje bowiem, że pozycja chłopaka w firmie z każdym dniem jest coraz mocniejsza.

Filmowa agencja jest symbolem korporacji, która odziera swoich pracowników z prywatności, zabiera wszystkie życiowe siły i nakierowuje na jeden cel – maksymalizację zysków przedsiębiorstwa. Nie ma tu miejsca na wartości, humanizm, refleksję czy krytycyzm. Istnieje tylko ślepe podporządkowanie, skuteczność i nadludzka praca podlewana hektolitrami energetyków. W zamian otrzymuje się dobre wynagrodzenie i niekiedy satysfakcję.

Zadowolenie z pewnością odczuwa Tomek, gdy zaczyna sprawdzać się jako pełnoetatowy hejter szukający kolejnych możliwości „redukcji wizerunku” celebrytów konkurujących z klientami agencji. Ważny moment to ten, gdy na biurko Tomka trafia nowy brief – jego kolejnym celem ma być Paweł Rudnicki, liberalny pupil elit i kandydat na prezydenta Warszawy. W tym momencie Komasa wchodzi na teren polityki. I nie schodzi z niego do samego końca.

Przekłuwanie bańki

Hejter opowiada o naszej skłóconej i rozentuzjazmowanej scenie politycznej. Przedstawia gorączkę emocji i ignorowanie argumentów drugiej strony. Przeciwstawia sobie stronnictwo „fajnie liberalne”, które nietrudno zidentyfikować z otoczeniem Platformy Obywatelskiej, z prawą stroną sceny politycznej – zarówno tej bliskiej PiS-owi, jak i tej skrajnej. Ambicją Komasy było wskazanie na bańki, w których żyją oba światopoglądowe „plemiona”, ale, co ważniejsze, również przebicie ich.

Celowo wkłada w usta reprezentantów przeciwstawnych stron te same słowa, opisujące ideologicznych oponentów: „zagrożenie dla cywilizacji”, „czarna masa”, „bydło”. Celnie identyfikuje fiksacje obu grup. Dla liberałów najświętsza jest wolność i tolerancja – oczywiście wobec tych, którzy nie przeszkadzają im w wygodnym i uprzywilejowanym życiu. Natomiast dla prawicy liczy się tradycja i suwerenność, którą najłatwiej wyrazić, ubierając się w odzież patriotyczną i bijąc śniadego kierowcę UberEats.

Komasa staje w politycznym rozkroku. Wskazuje na hipokryzję jednych i ślepy radykalizm drugich. Stara się nie zabierać głosu w dyskusji, woli piętnować przywary obu stron. To bardzo wygodne i „oświecone”, ale wcale nie neutralne politycznie. Hejtera można czytać jako manifest zrównoważonego, zdystansowanego symetryzmu, który z wyższością spogląda na „pałujące się” grupy i piętnuje ich emocjonalne nieumiarkowanie. Czy jest w porządku, by rozpisywać wielki polityczny konflikt (dla potrzeb filmu dodatkowo wynaturzony, nazbyt jaskrawy i doprowadzony do ekstremum) tylko po to, aby obie strony ze sobą zrównać, a nawet w pewnym stopniu wyszydzić? Czy zrównywanie nacjonalistycznej prawicy z liberalnie światopoglądowym centrum jest uprawnione?

Postprawda i Psy

Hejter za wszelką cenę uchyla się od zaangażowania również z tego powodu, że deklaruje swoją programową antypolityczność. To współczesna wersja Psów Pasikowskiego, które w swoim czasie były odpowiedzią na społeczny fantazmat kulis polityki. Wtedy sejmowe spory neutralizowano za pomocą byłej nomenklatury i bandytów handlujących z ministrami, teraz dzięki fake newsom, algorytmom Facebooka, Cambridge Analytica i hejterom. To fakt, że żyjemy w świecie, w którym prawda rozpłynęła się w emocjach, na których żeruje postprawda i polityczni manipulatorzy.

Tryumfuje populizm, znakomicie targetowany i dostarczany do każdego z nas w postaci marketingowego contentu, sprzedawanego nam w social mediach. To fakt, że jesteśmy raczej celami agencji PR-owych pracujących dla partii politycznych, a nie obywatelami obdarzonymi wolną wolą i suwerennym głosem. Ale to nie znaczy, że polityka jest już tylko grą o sumie zerowej, do czego Komasa stara się nas przekonać.

W jednej ze scen Tomek za pomocą kilku komputerów i zmiennego IP tworzy przeciwstawne demonstracje w centrum Warszawy, podgrzewając polityczny spór i wyprowadzając gniew na ulice. To kusząca wizja internetowego trolla, który bawi się naszymi światopoglądami, sumieniami i emocjami. Wszelkie identyfikacje partyjne, statuty, programy nie mają w tej wizji znaczenia. Wystarczy parę kliknięć i chwytliwych haseł, by podburzyć społeczeństwo.

Komasa stara się udowodnić, że polityka to tylko powierzchnia – miraż dla naiwnych. To groźne myślenie, bo paradoksalnie i chyba wbrew intencjom twórców prowadzi do zobojętnienia i braku zaangażowania, czyli zachowania status quo, a może nawet regresu. Całą władzę oddaje się tym, którzy w tej fantasmagorii chcą brać udział, czyli fanatykom.

Kompensacja i śmierć

Pasikowski w Psach symulował zaglądanie za kulisy polityki i pokazywanie „prawdy”, czyli moralną kompromitację postsolidarnościowych elit, panoszącą się postkomunę i bandytów, którzy znakomicie sobie radzą w zderegulowanym państwie. Psy były filmem kompensacyjnym – dawały ułudę zrozumienia, dlaczego w Polsce jest tak źle. Komasa w Hejterze czyni podobnie. Również stara się zaglądać pod powierzchnię oficjalnej polityki i tłumaczyć, skąd wzięło się w dzisiejszej Polsce społeczne rozbicie, skąd taka gorączka politycznej debaty, nienawiść i agresja. Ale czy to faktycznie wszystko wina trolli i czarnego, bezwzględnego PR-u?

Trudno odpowiedzieć na to pytanie, podobnie jak trudno podać powód tragicznych, styczniowych wydarzeń z Gdańska zeszłego roku. Śmierć Pawła Adamowicza niewysłowienie wisi nad Hejterem do tego stopnia, że twórcy postanowili umieścić na końcu seansu informację, do kiedy trwały zdjęcia do filmu. Skończono kręcić pod koniec grudnia 2018 r., a żadne prawdziwe wydarzenia nie były dla twórców inspiracją. To jeden z tych momentów, kiedy kino w makabryczny sposób łączy się z rzeczywistością.

Wspomniana antypolityczność ma jednak swoje zalety, przede wszystkim te związane z filmową dramaturgią. Dzięki niej twórcy nie udzielają łatwych odpowiedzi, nie zrzucają winy za pokazaną sytuację tylko na jedną stronę. Inteligencja jedynie bywa tu patointeligencją, skrajna prawica ma swoje zahamowania i refleksje, uprzywilejowani potrafią się zbratać z przedstawicielami prowincji. Nikt nie jest tu jednoznacznie zły, ale tym bardziej nie jest krystalicznie dobry. Winą obu grup jest przede wszystkim ślepota i głuchota. A to przecież schorzenia, nie wybór.

Inna sprawa, że Komasa zbyt łatwo i zbyt często sięga po skrajności i stereotypy. Reprezentanci korporacji muszą być nakręcanymi koką i energetykami ludźmi bez sumień, reprezentant alt-rightu musi być sepleniącym się, korpulentnym nerdem, a przedstawiciele klasy wyższej – hipokrytami z koneksjami w świecie sztuki i polityki. Fabuła momentami popada w uproszczenia i przejaskrawienia. Ucieka wtedy realizm, ale na pewno nie dramatyzm, który z każdą kolejną sceną rośnie. To prawda, że Hejter przypomina mało subtelną czytankę udowadniającą, że słowa potrafią zabić, ale wiele celnych obserwacji na temat polskiego społeczeństwa i naszej politycznej codzienności ostatecznie to wynagradza.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.