Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Czy Tarcza Antykryzysowa nas ochroni?

Tarcza Antykryzysowa to imponujący swą objętością ponad 180-stronicowy dokument, który stanowi próbę ochrony kraju przed ekonomicznymi skutkami pandemii Covid-19. Zapowiadane są w nim działania dotyczące wielu sfer: począwszy od uregulowania handlu artykułami medycznymi, przez dofinansowanie miejsc pracy i funkcjonowanie żłobków, a na nowelizacji przepisów karnych skończywszy. Z jednej strony Tarcza Antykryzysowa oddziaływać będzie na wiele obszarów, z drugiej jednak w sferach najbardziej newralgicznych, takich jak gospodarka, jest narzędziem działającym bardzo powierzchownie. Ustawa jest zorientowana na oddziaływanie doraźne, najwyżej w perspektywie kilkumiesięcznej.

Ochrona miejsc pracy, zmniejszenie obciążeń pracowniczych

Najważniejszym elementem Tarczy Antykryzysowej jest ochrona miejsc pracy wobec rozpoczynającego się kryzysu gospodarczego. Istotną częścią ustawy są więc rozwiązania polegające na dopłatach do wynagrodzeń pracowników, których pobory spadną do poziomu najniższego ustawowego wynagrodzenia. Pracodawca otrzyma przez okres trzech miesięcy dofinansowanie w wysokości połowy minimalnego wynagrodzenia, czyli 1300 zł. Wśród warunków uzyskania takiego dofinansowania jest wymóg utrzymania miejsc pracy i powstrzymania się od zmniejszania wymiaru etatu lub wynagrodzeń poniżej 50%. Zakład powinien też pozostawać w postoju ekonomicznym, to jest w stanie gotowości do świadczenia pracy przy braku zleceń. W ciągu pierwszych trzech miesięcy nieuchronnego kryzysu przedsiębiorcy będą również zwolnieni z płacenia składek na rzecz ZUS-u.

Tego rodzaju posunięcia mają na celu pomóc pracodawcom, których chce się skłonić do zachowania miejsc pracy i aktywów na czas odbudowy biznesu po ustaniu pandemii. Choć wydają się rozsądne, nie można zapominać o tym, że zgodnie z przewidywaniami ekonomistów czas wychodzenia z kryzysu przypadnie na 2021 r. Tymczasem pomoc państwa w omawianym zakresie ma trwać zaledwie 12 tygodni i nic nie zapowiada, żeby miała zostać przedłużona.

Ustawa łagodzi ograniczenia wynikające z Kodeksu pracy, dotyczące zmian systemu i wymiaru czasu pracy oraz gwarancji wypoczynku dobowego i tygodniowego. Pracodawca będzie mógł na przykład skrócić jednostronnie dobowy wymiar wypoczynku z obowiązujących wcześniej jedenastu do ośmiu godzin albo zmienić system czasu pracy, wydłużając dobową normę do dwunastu godzin pracy. Widzimy zatem, jakie zadania ustawodawca przewidział dla wszystkich podmiotów rynku pracy na czas zwalczania skutków pandemii. Pracodawca musi utrzymać zatrudnienie, państwo w zamian zrezygnuje z części swoich należności lub zapłaci część świadczeń pracowniczych, a pracownik musi zgodzić się na pogorszenie swojej sytuacji prawno-ekonomicznej.

Zaangażowanie w ten proces trzech podmiotów: pracodawcy, pracownika i państwa jest koncepcją słuszną. Rodzi się jednak pytanie, czy proporcje tego zaangażowania są właściwe. Przedstawiciele władzy sugerują, że udział państwa w ratowaniu miejsc pracy zbliża się do pułapu, powyżej którego ryzykujemy brakiem stabilności ekonomicznej państwa. Jednocześnie pracodawcy coraz częściej wskazują, że ta pomoc nie zahamuje fali zwolnień. Warto zatem zapytać, czy nie należałoby na przykład obniżyć kryterium minimalnego wynagrodzenia za pracę (aktualnie 2 600 zł brutto) jako warunku dopłat albo umożliwić kolejne zmniejszenie godzin pracy. Choć wprowadzenie takiego rozwiązanie odbyłoby się kosztem interesów pracownika, to być może jednak ochrona jego zakładu pracy i tym samym jego posady tego właśnie wymaga.

Należy bowiem pamiętać, że rynek pracy w Polsce doznał w ostatnich kilku latach wyraźnych przeobrażeń. W ich wyniku pozycja zatrudnionego jest dziś znacznie silniejsza niż kiedykolwiek w ostatnim trzydziestoleciu, w ciągu którego kolejne nowelizacje Kodeksu pracy wprowadzały instrumenty ochrony pracownika przed nadużyciami pracodawców. Należy więc zacząć pytać, czy obecna sytuacja nie wymaga chociażby czasowego ograniczenia ochrony pracowniczej w innych jeszcze sferach niż tylko w tych, które zostały wymienione w Ustawie antykryzysowej?

Rozważenia wymaga także umożliwienie pracodawcy dokonywania jednostronnych zmian warunków pracy, ułatwienie rozwiązywania lub aneksowania umów terminowych, umożliwienie zwolnienia pracownika objętego ochroną przedemerytalną (którego aktualnie pracodawca nie może zwolnić, chyba że likwiduje działalność). Z obiegowych informacji wynika, że tego rodzaju rozwiązania są rozważane jako potencjalne elementy nowelizacji Ustawy antykryzysowej. Odpowiedź na pytanie, czy aktualnie wprowadzone instrumenty uelastycznienia prawa pracy są wystarczające, zaczniemy poznawać już za kilka dni, gdy zakłady pracy będą zmuszone podejmować decyzje o redukcji zatrudnienia

Duży sobie poradzi?

Większość instrumentów pomocowych skierowana jest do mikroprzedsiębiorców (zatrudniających mniej niż 10 pracowników), małych przedsiębiorców (zatrudniających mniej niż 50 pracowników) i średnich przedsiębiorców (zatrudniających mniej niż 250 pracowników) oraz osób prowadzących jednoosobowe działalności gospodarcze. Ustawodawca na szczęście nie zapomniał o samozatrudnionych i osobach, które świadczą pracę na podstawie umów cywilnych (zlecenia, umowy o dzieło itp.) i nie podlegają ubezpieczeniu społecznemu z innego tytułu. Tarcza zbliża ich sytuację do sytuacji osób świadczących pracę na podstawie umowy o pracę i przewiduje świadczenie postojowe w wysokości 80% minimalnego wynagrodzenia za pracę (około 2080 zł).

Skierowanie pomocy do tych podmiotów zapewne wynika z przeprowadzonych analiz. Zgodnie z nimi załamanie rynku pracy dotknie najbardziej małe i średnie firmy. Jakkolwiek takie założenie jest powszechnie akceptowane, należy pamiętać, że na przykład w segmencie usług dla produkcji przemysłowej małe i średnie firmy w znakomitej większości uzależnione są od dużych klientów.

Często jest to wręcz zależność typu business-to-client, a nie business-to-business. Ma to miejsce ze względu na gigantyczną różnicę potencjałów organizacyjnych i ekonomicznych. Nierzadko jest to uzależnienie stuprocentowe. Upadłość, przeniesienie produkcji do innego kraju, rezygnacja z zewnętrznych źródeł dostaw towarów i usług przez potentata na rzecz insourcingu będą oznaczać koniec istnienia wielu małych i średnich firm.

Rola samorządów

Niemal cały ciężar finansowy i organizacyjny pomocy dla przedsiębiorstw oraz ochrony miejsc pracy spoczywa na instytucjach centralnych. Dla samorządu powiatowego przewidziano między innymi możliwość udzielania fakultatywnej pomocy finansowej przedsiębiorcom, którzy spełnią określone w ustawie warunki. Wysokość tych świadczeń uzależniona będzie od wykazanego przez przedsiębiorcę spadku obrotów i wyniesienie między 50% a 90% wynagrodzenia pracownika objętego wnioskiem o dofinansowanie. Jeśli sytuacja gospodarcza będzie tego wymagała, przy kolejnych nowelizacjach Tarczy będzie trzeba rozważyć większe zaangażowanie samorządów w ten projekt, na przykład w zakresie ochrony miejsc pracy lub zwolnień z podatków i opłat lokalnych. Aktualnie samorządy mogą, ale nie muszą, zwalniać np. z podatku od nieruchomości. Być może warto rozważyć obligatoryjne umorzenie tego podatku w całości lub części na oznaczony czas.

Najważniejsza gra toczyć się będzie poza Tarczą

Ustawodawca świadomie pozostawił ogromne obszary problemów prawno-ekonomicznych poza zakresem działania Tarczy Antykryzysowej. W chwili, gdy piszę te słowa, przerywane są kolejne łańcuchy dostaw i płatności w transakcjach między firmami. Wkrótce pojawi się problem niedotrzymanych terminów i kar umownych w branżach: budowlanej, motoryzacyjnej, finansowej, transportowej i turystycznej. To właśnie te firmy jako pierwsze spotkają się z falą roszczeń swoich klientów i podwykonawców. Przedsiębiorcy będą musieli sięgnąć do swoich umów, żeby zweryfikować możliwości ich renegocjacji, odroczyć terminy płatności lub wykonania umówionych zleceń i być może zrezygnować lub ograniczyć wysokość kar umownych albo odszkodowań za nieterminową realizację kontraktu. Przed podobnymi problemami staną także leasingobiorcy oraz kredytobiorcy, zwłaszcza ci, którzy swoje zobowiązania zaciągnęli w obcych walutach. Ustawa w tego typu zagadnieniach pozostawia sprawy swojemu biegowi. Firmy i konsumenci będą zapewne podejmować próby renegocjacji warunków umownych, ale będzie to rodzić spory i wówczas zaangażowane zostaną sądy.

Tymczasem sądy są sparaliżowane co najmniej do końca kwietnia i po wznowieniu działalności zostaną zalane wszelkimi sprawami. Jednocześnie ustawodawca, nie licząc pojedynczych wyjątków, zaniechał rozstrzygania spornych kwestii w umowach funkcjonujących w obrocie gospodarczym i pozostawił je wymiarowi sprawiedliwości. W takiej sytuacji to sądy powinny ułatwić obrót gospodarczy poprzez szybkie rozstrzygnięcia po rozpoznaniu roszczeń będących pokłosiem COVID-19.

Wbrew pewnym głosom publicystycznym instrumenty prawne i procesowe ku temu istnieją i to od dawna. Mam tu na myśli możliwość narzucenia stronom zmian w umowie w obliczu tzw. nadzwyczajnej zmiany stosunków albo możliwość rozstrzygnięcia żądań przedsiębiorców przy przyjęciu, że na niewykonanie umowy wpływ miała siła wyższa. Tego typu (nawet tymczasowe) rozstrzygnięcia w trybie zabezpieczenia są możliwe do podjęcia już w ciągu kilku dni od złożenia pozwu lub wniosku. Znając jednak słabą responsywność sądów i ich bezwład organizacyjny, nie mogę być optymistą w omawianej kwestii.

Państwo mogłoby wspomóc utworzenie sieci sądów arbitrażowych, na przykład przy samorządach prawniczych. Te instytucje – za zgodą stron – mogłyby odciążyć sądy powszechne w rozstrzyganiu sporów. Wartym rozważenia rozwiązaniem są także internetowe sądy arbitrażowe, które w Polsce nie cieszą się jeszcze powodzeniem, ale w obliczu spodziewanych problemów z działaniem sądownictwa mogą stać się, zwłaszcza w sprawach mniejszej wagi, interesującą alternatywą.

Problem paraliżu sądów cywilnych i gospodarczych będzie nabrzmiewał tym bardziej, że ustawa wprowadzająca Tarczę Antykryzysową nie zawiesza biegu wielu terminów ustawowych. Jak wynika z częściowo uzasadnionych pretensji płynących z otoczenia Rzecznika Praw Obywatelskich, ustawa pomija wszelkie terminy wynikające z prawa cywilnego, choć jednocześnie zawiesza terminy wynikające z prawa administracyjnego. A zatem bieg swój będą miały na przykład terminy przedawnienia roszczeń. Jeśli osoby lub firmy, których takie terminy będą dotyczyły, zdecydują się przerwać przedawnienie, wówczas będą zmuszone do podjęcia kroków procesowych pomimo stanu epidemii.

O ile w wypadku długich, na przykład kilkuletnich terminów, ustawa słusznie pozostawia je swojemu biegowi, o tyle w wypadku terminów krótszych należałoby wymagać interwencji ustawodawcy. Przykładem może być 21-dniowy termin na odwołanie od rozwiązania umowy o pracę. Nietrudno sobie wyobrazić pracownika, który został zwolniony bezprawnie w czasie stanu epidemii i który jest zmuszony w tym okresie poszukiwać ochrony prawnej. Przywrócenie tego terminu jest możliwe, ale czasochłonne i zależy od decyzji sądu, który nie zawsze podzieli zdanie pracownika.

Tarcza 2.0?

Już w chwili podpisania Ustawy antykryzysowej przez prezydenta panowało przeświadczenie o konieczności jej nowelizacji. Wspomniane korekty relacji prawnej między pracodawcą a pracownikiem to nie jedyne prawdopodobne rozwiązania.

We wtorek Sejm przystąpił do pracy nad nowelizacją Tarczy Antykryzysowej. Z lektury rządowego projektu wynika jednak, że aktualnie opracowywana ustawa nie przewiduje żadnych daleko idących zmian, a jedynie nieznaczne uzupełnienie rozwiązań uchwalonych przed tygodniem. Do najistotniejszych elementów projektu należy zaliczyć: umożliwienie większym firmom (zatrudniającym do 49 pracowników) częściowego zwolnienia ze składek ZUS, nieznaczne poszerzenie kręgu podmiotów uprawnionych do dofinansowania wynagrodzenia pracowników i korektę przepisów w zakresie dopuszczalnego obniżenia wymiaru czasu pracy, a także wydłużenie do trzech miesięcy czasu, na jaki przyznane będzie świadczenie postojowe dla samozatrudnionych.

Na prawdziwą Tarczę 2.0 dla przedsiębiorców będziemy musieli poczekać prawdopodobnie do drugiej połowy kwietnia, kiedy to – wedle informacji płynących z rządu – dokonana zostanie rewizja najważniejszych przepisów uchwalonych 31 marca oraz zaproponowane zostaną nowe instrumenty wsparcia, także dla dużych firm.

Pandemia COVID-19 zapewne spowoduje konieczność zmian w prawie upadłościowym i restrukturyzacyjnym, ponieważ aktualnie obowiązujące przepisy, na przykład dotyczące przesłanek i terminów ogłoszenia upadłości, nie przystają do warunków, jakie nas czekają. Może nas zalać fala wniosków o upadłość, składanych przez zarządy firm w obawie przed odpowiedzialnością karną i materialną. Płynność finansowa części firm zostanie zachwiana w sposób nagły i w warunkach częściowego paraliżu obrotu gospodarczego w kraju. Powyższe oczywiście utrudni przedsiębiorcy ocenę, czy jego firma spełnia przesłanki do zgłoszenia wniosku o upadłość. W takich okolicznościach nie będzie też łatwe dotrzymać 30-dniowego terminu do złożenia wniosku, który to termin należy liczyć od dnia wystąpienia podstaw do upadłości.

Dlatego też w najbliższym czasie składane będą wnioski o upadłość, które w innych okolicznościach w ogóle nie trafiłyby do sądów i których można starać się uniknąć, biorąc pod uwagę fakt, że stan epidemii w Polsce prawdopodobnie zakończy się w ciągu kilku lub kilkunastu tygodni, a gospodarka znów zacznie się rozwijać w perspektywie kilku miesięcy.

Podobnych korekt może wymagać ustawa także w obszarze podatków. Tarcza Antykryzysowa przewiduje co najmniej kilkanaście rozwiązań osłonowych w zakresie prawa podatkowego. Do najciekawszych i najistotniejszych należy możliwość rozliczenia straty poniesionej w 2020 r. z powodu COVID-19 z zyskiem za rok 2019 oraz możliwość wydłużenia zapłaty bieżących zaliczek na podatek dochodowy do 1 czerwca 2020 r. Już dziś przedsiębiorcy oczekują, by okres uiszczania tych zaliczek wydłużyć co najmniej do końca roku i dać firmom możliwość chociażby częściowego umorzenia tego podatku.

Legislacja w trybie interwencyjnym

Musimy mieć świadomość tego, że Tarcza Antykryzysowa nie pozwoli przedsiębiorcom i pracownikom wyjść z kryzysu bez szwanku, tylko może co najwyżej lekko zamortyzować uderzenie. Ustawodawca przy tym musi wykazywać wyjątkową czujność w reagowaniu na kolejne fazy kryzysu i związane z nim problemy gospodarcze. Tym samym powinien interweniować we właściwych obszarach z co najmniej taką samą szybkością, jak uczynił to, uchwalając 31 marca pierwszą wersję Tarczy Antykryzysowej.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.