Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Dávid Szabó  30 marca 2020

Unia Europejska jest coraz bardziej nieskuteczna

Dávid Szabó  30 marca 2020
przeczytanie zajmie 12 min
Unia Europejska jest coraz bardziej nieskuteczna Źródło: annarouse - flickr.com

Niedawne niepowodzenie w utrzymaniu porozumienia nuklearnego z Iranem to tylko najnowszy przykład serii rozczarowujących działań, które Unia podjęła w ramach projekcji siły, przynajmniej na poziomie regionalnym. Albania i Macedonia Północna, Brexit, Ukraina, Syria i Libia – wszystkie stanowią odzwierciedlenie nieskuteczności UE w wyrażaniu i obronie interesów w swoim bezpośrednim sąsiedztwie.

Jednak za tymi poważnymi stwierdzeniami kryją się podstawowe pytania. Czy istnieje coś takiego jak wspólny interes UE? Jeżeli nie, a obecnie koordynowane są jedynie w pewnym stopniu indywidualne interesy państw członkowskich, czy w takim razie powinna istnieć autonomiczna polityka UE w zakresie spraw zagranicznych i bezpieczeństwa? Czy pożądana jest europejska suwerenność (Macron) lub nawet strategiczna autonomia UE (von der Leyen)? A przede wszystkim, czy jest to realistyczne?

Podejmując się ambitnego zadania udzielenia odpowiedzi na powyższe pytania, należy raczej zachować ostrożność, gdyż wyrażają one własne spojrzenie na ogólną naturę władzy i suwerenności.

Żeby zyskać większą wiedzę na temat możliwości stojących przed unijną polityką zagraniczną, należy zwrócić uwagę przede wszystkim na postrzeganie celów strategicznych takich podmiotów, jak Grupa Wyszehradzka czy Niemcy. Będzie to zapewne bardziej wartościowe od analizowania Wspólnej Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa (CFSP) UE w modelu pomijającym perspektywę porozumień regionalnych i narodowych interesów.

Środowisko globalne otaczające Europę

Nasilająca się dyskusja nad przyszłością CFSP wyłoniła się jako część szerszej debaty nad przyszłością UE. Niemniej jednak do istotności tego dyskursu przyczyniają się również kluczowe zmiany zachodzące w globalnym środowisku. Wiele z tych sytuacji rozwijało się przez lata, a nawet dekady, ale ich skutki zaczęły być widoczne dopiero niedawno.

Wyimaginowane terytorium światowego porządku opartego na zasadach, które jest odzwierciedlone nawet w niektórych dokumentach unijnych i które w pewnym stopniu kieruje CFSP, nawet jeżeli ma charakter jedynie życzeniowy, przeżywało ostatnio poważne kłopoty na skutek działań i komunikacji prowadzonych przez graczy globalnych (USA) i regionalnych (Rosja). Apetyt na zmniejszenie znaczenia nieskutecznych i kontrowersyjnych organizacji wielostronnych zastępowanych wiarą w działania jednostronne i budowanie koalicji niebędących koalicjami powszechnymi doprowadziło do pomniejszenia roli UE. Stosunkowo wolno działające proceduralne unijne procesy podejmowania decyzji w zakresie polityki zagranicznej i bezpieczeństwa funkcjonują pozornie normalnie w tym wielostronnym formacie, w którym towarzyszą im kultury kompromisu. Jednakże w świecie jednostronnego działania na znaczeniu zyskują moc inicjowania aktywności, szybkość reakcji oraz narzędzia polityki zagranicznej umożliwiające błyskawiczną reakcję. Właśnie tego brakuje UE w porównaniu ze Stanami Zjednoczonymi, Chinami czy Rosją.

Słabość unijnej polityki zagranicznej nie jest wyłącznie wynikiem ruchów graczy zewnętrznych. Brak kompetencji oraz ogólne zawieszenie geopolitycznego i strategicznego myślenia brukselskiego mechanizmu polityki zagranicznej i bezpieczeństwa w wyniku wewnętrznych nieporozumień doprowadziły do strategicznie błędnych ocen i braku działania w sytuacji narastających napięć w najbliższym sąsiedztwie UE.

UE nie udało się w skuteczny i przewidywalny sposób ostudzić sytuacji na Ukrainie w latach 2013-2014; ograniczyć naruszenia stabilności państwa w Libii i Syrii; pośredniczyć w nowelizacji porozumienia nuklearnego z Iranem; uczestniczyć we właściwym czasie w starciach syryjskich Kurdów z Turkami w roli siły stabilizującej ten konflikt. Wszystkie wymienione niepowodzenia miały i będą mieć trwałe konsekwencje dla spraw wewnętrznych UE. Arabska Wiosna i jej skutki, widoczne szczególnie w Libii i Syrii, częściowo przyczyniły się do powstania kryzysu migracyjnego, który podważa integralność i solidarność europejską od 2015 roku.

Jednym słowem, dążąc do pozycji globalnego mocarstwa, które będzie odpowiadać możliwościom gospodarczym i demograficznym, UE nie ma nawet zdolności do regionalnej projekcji swojej siły. Ponadto dała Turcji zdolność do wywierania na siebie nacisku. Niewłaściwe działania w wypadku problemów Ukrainy doprowadziły do obecnego scenariusza, w którym duże i gęsto zaludnione stowarzyszone państwo sąsiedzkie jest w stanie wojny domowej, a największy sąsiad UE, który pełni również funkcję strategicznego dostawcy energii do wielu państw członkowskich, jest uwikłany z Brukselą w obustronne sankcje.

Jeżeli dalej będziemy rozważać regionalną projekcję siły, a przynajmniej reprezentację interesów, zobaczymy problemy nie tylko na euroazjatyckim Wschodzie i Bliskim Wschodzie, ale również na Zachodzie i na Południu. Fakt, że Wielka Brytania – jedno z największych unijnych mocarstw gospodarczych i militarnych – opuszcza UE, ma dalekosiężne implikacje dla dalszych wpływów unijnych na świecie. Niepewność warunków relacji po Brexicie to pięta achillesowa europejskiego statusu w globalnym (nie)porządku.

Jeżeli chodzi o południową część Europy, to widzimy, że nie został tam uwzględniany fakt, że UE uczestniczy w geopolitycznej i geogospodarczej walce o wpływy – nie tylko w sąsiedztwie na Wschodzie, ale również na Bałkanach Zachodnich. Komunikacji uwzględniającej chęci, zasoby i możliwości konkurentów (Turcji, Rosji, Chin) na Bałkanach Zachodnich towarzyszą działania polityczne, które ograniczają nadzieje tych nacji na integrację (oraz postępy w tym kierunku). Do najbardziej wyrazistych przykładów należy oświadczenie Komisji pod przewodnictwem Junckera: „żadnego rozszerzenia za mojej kadencji” oraz niedawne francuskie weto dotyczące rozpoczęcia negocjacji z Albanią i Macedonią Północną.

Rozbieżności pomiędzy projekcją siły UE w polityce zagranicznej a pozycją UE w innych płaszczyznach konkurencji/współpracy globalnej są wyraźnie widoczne w dwóch innych obszarach. UE to wiodący globalny blok gospodarczy i handlowy; dostęp do jej dużego rynku to ważny cel dla różnych sił globalnych. Polityka handlowa i przedstawicielstwo handlowe jest zintegrowane w obrębie UE, co daje jej większe możliwości w zakresie tej dziedziny. Czy można ten fakt skuteczniej przełożyć na politykę zagraniczną?

Innym obszarem jest pomoc międzynarodowa i wsparcie w rozwoju. W obrębie tych obszarów UE jest globalnym liderem rynku. Jeżeli jednak wziąć pod uwagę zdolność do służenia strategicznym celom UE na arenie światowej, skuteczność tego programu jest wysoce wątpliwa.

Przed przyjrzeniem się poszczególnym aktorom i problemom musimy również podkreślić globalne megatrendy, w obliczu których stoi i stanie UE w swoich relacjach zewnętrznych. Widzimy przesunięcie dynamiki działalności gospodarczej w kierunku Azji Wschodniej i Południowo-Wschodniej.

  • Globalne łańcuchy wartości odgrywają coraz większą rolę w definiowaniu globalnej gospodarki. Ich rozwój i rozkład mają kluczowe znaczenie w globalnych relacjach sił.
  • Cyfryzacja i usługi gospodarki opartej na wiedzy zyskują coraz większe znaczenie w światowej gospodarce, co odzwierciedla pojawienie się globalnych korporacji, takich jak Amazon, Facebook i Alphabet. Jednak żadna z tych firm nie została założona ani nie ma swojej głównej siedziby w UE. W światowej gospodarce, w której każda firma musi być producentem oprogramowania, będziemy świadkami przeniesienia światowych wpływów z firm energetycznych i producentów na dostawców usług cyfrowych.
  • UE stoi w obliczu dalszej utraty swojego znaczenia demograficznego po Brexicie, w przeciwieństwie do wyżu demograficznego w Afryce i w niektórych częściach Azji.

Stany Zjednoczone

Prezydentura Donalda Trumpa przyniosła politykę w większym stopniu skoncentrowaną na Ameryce, co ma wiele kluczowych konsekwencji. W jej wyniku Ameryka przestała eksportować swoje wartości i model demokracji, ponieważ zdaniem nowej administracji taka strategia generuje ogromne koszty, a nie wielkie korzyści.

Hasło: „najpierw Ameryka” oznacza bardziej transakcyjne podejście do polityki zagranicznej USA, a wypracowane w tym kontekście bardzo asymetryczne relacje z ich sojusznikami i partnerami stanowią raczej przeszkodę, niż oferują możliwości dla projekcji siły Stanów na całym świecie. Nowa formuła to quid pro quo. Administracja Trumpa zaczęła potrząsać również obecnym modelem finansowania globalnego układu handlu i bezpieczeństwa jako swego rodzaju dobrem, niezależnie od ruchów indywidualnych graczy. Nowa polityka zagraniczna USA przypisuje większe znaczenie konkurencji niż współpracy oraz postrzega wiele relacji i sytuacji przez ten pryzmat.

UE – kiedyś wspomagana gwarancjami bezpieczeństwa i kapitałem finansowym rządu USA – od lat była postrzegana przez Waszyngton jako przyjaciel i sojusznik, a jednocześnie poważny konkurent w biznesie.

W oczach Trumpa większość państw członkowskich UE nie wywiązuje się w znacznym stopniu ze swojej roli sojusznika. Nie osiągają lub nie mogą osiągnąć ustalonych przez siebie założonych celów wydatkowych na obronność oraz z zasady, a nie z powodów politycznych, stanowią przeszkodę dla określonych wytycznych Białego Domu (to np. Izrael). UE jako konkurent stanowi blok handlowy, w którym Niemcy (i w pewnym stopniu Francja) są główną siłą gospodarczą. W coraz większym stopniu ściera się z interesami handlowymi USA w różnych obszarach, np. tych, które dotyczą dofinansowania przemysłu lotniczego (Airbus kontra Boeing), płodów rolnych (soja, uprawy GMO) itd.

Podczas gdy Stany w znacznym stopniu wycofują się z obszarów i kwestii, które nie stanowią istotnego interesu USA, niektóre z tych właśnie obszarów i spraw stają się bezpośrednim problemem UE, jak np. Syria, porozumienia dotyczące zmian klimatycznych czy porozumienie nuklearne z Iranem. Dlatego Bruksela lub państwa członkowskie muszą podjąć aktywne działania, aby przeciwdziałać temu wycofaniu, w głównej mierze stosując rozwiązania asymetryczne. Kompensacji jednak nie można uniknąć, ponieważ innym graczom (Chinom, Rosji, Izraelowi i Turcji) nie brak chęci do skorzystania z tego przesunięcia sił.

Chociaż Stany wycofują się z niektórych rejonów, jednocześnie zwiększają swoją obecność i inwestycje w innych obszarach zainteresowań. Administracja Trumpa za swojego kluczowego sojusznika w Europie w zakresie gospodarki i bezpieczeństwa uznaje z jednej strony Wielką Brytanię po Bexicie, a z drugiej – Polskę, Grupę Wyszehradzką, kraje bałtyckie i Rumunię. Inicjatywa Trójmorza pomimo wielu swoich obecnych niedociągnięć i powolnego rozwoju to projekt promujący silniejszy sojusz między Europą Środkowo-Wschodnią i USA poprzez zacieśnianie współpracy gospodarczej, w głównej mierze w oparciu o rzeczywiste, istotne interesy gospodarcze. Niemcy pokazały, że mają świadomość potencjału Trójmorza, tym samym zyskały status obserwatora w ramach tej inicjatywy.

Poprzez swoje skokowe posunięcia Stany Zjednoczone przygotowują się w rzeczywistości do nowej polaryzacji świata, w którym jednym globalnym konkurentem dla ich siły będą Chiny.

Chiny

Chiny faktycznie wyłoniły się (lub są wciąż na drodze, która pozwoli im ten status osiągnąć) jako jedyny systemowy konkurent USA na arenie światowej. Stały się też bezpośrednim konkurentem dla w pewnym stopniu zdominowanej przez niemiecką produkcję unijnej gospodarki. Stosunkowo nowym zjawiskiem jest pozycja Chin jako rywala dla przyszłej pozycji Unii, która ma być gospodarką opartą o innowacje i technologie. Przyczyną tego stanu rzeczy stało się rozwinięcie przez Chińczyków kluczowych technologii, takich jak 5G czy AI, w takim zakresie, że w odniesieniu do niektórych sytuacji są one po prostu nieodzowne. Na koniec, co równie istotne, Chiny stawiają wyzwanie UE jako sile geopolitycznej w jej bezpośrednim sąsiedztwie (Bałkanów Zachodnich) poprzez rozległy rozwój infrastruktury i inne inwestycje oraz programy pożyczkowe.

Niemniej jednak Chiny odgrywają również konstruktywną rolę dla Europy. Okazały się bowiem niespodziewanym partnerem w utrzymaniu lub tworzeniu wielostronnych struktur ponad jednostronnymi ruchami w polityce światowej oraz samozwańczym orędownikiem wolnego handlu, stojącym w opozycji do bardziej restrykcyjnego spojrzenia na handel światowy, który proponuje nowa administracja amerykańska. Równolegle globalne (BRI – The Belt and Road Initiative) i regionalne (17+1 lub Chiny-CEEC) inicjatywy chińskiej polityki zagranicznej przecinają granice UE i mogą, co paradoksalne, wnieść wartość dodaną do zewnętrznego handlu UE i wewnątrzunijnej współpracy gospodarczej, zwłaszcza w obrębie samego regionu Europy Środkowej i Wschodniej. UE musi współpracować z Chinami, które poza USA są jedynym graczem globalnym, który ma rzeczywisty wpływ na rozwój relacji międzynarodowych.

Rosja

Rosję można uznać za siłę o znaczeniu częściowo globalnym, ale przede wszystkim regionalnym, która od połowy dekady znalazła się w stanie gospodarczego zawieszenia. Niskie światowe ceny ropy i zachodnie sankcje wywierają negatywny wpływ na rosyjską gospodarkę, a także sprawiają, że jej ekonomiczne uzależnienie od USA i państw członkowskich UE znacząco spadło.

Rosja to największy i najsilniejszy sąsiad UE. Posiada długą historią myśli geopolitycznej i strategicznej, której jak na razie unijna polityka zagraniczna nie dotrzymuje kroku. W ciągu minionej dekady Rosja ustanowiła swoją pozycję jako nieprzewidywalnego awanturnika w sprawach międzynarodowych. Rosjanie podważają także wpływy unijne na Ukrainie, a zarazem znacząco angażują się na Bałkanach Zachodnich w sprawy każdego państwa, które zostało objęte procesem akcesji, i w państwach sąsiadujących na wschód od nich.

Jednocześnie Rosja jest względnie wiarygodnym partnerem gospodarczym i handlowym dla UE, ważnym i stabilnym dostawcą energii dla kontynentalnych państw członkowskich (w szczególności środkowoeuropejskich), inwestującym w lukratywne nowe możliwości biznesowe, takie jak Nord Stream 2 czy w elektrownię jądrowa Paks 2, niezależnie od napięć w innych obszarach. Poza swoim utrwalonym statusem partnera w interesach Rosja pełni zaskakującą funkcję czynnika stabilizującego kilka regionów sąsiadujących z UE, takich jak Syria czy Iran.

Jej oportunistyczna, ale konstruktywna rola wymaga bardziej kompleksowego podejścia ze strony UE w świetle relacji politycznych w nowej erze globalnej konkurencji. Jednak postawa oraz działania polityczne w odniesieniu do Rosji przyczyniają się do poważnego nieporozumienia zarówno pomiędzy Grupą Wyszehradzką a Niemcami, jak i w obrębie samej Grupy.

Grupa Wyszehradzka i Niemcy: wspólne i sprzeczne interesy w polityce zagranicznej UE

W sprawie polityki zagranicznej UE Grupa Wyszehradzka i Niemcy odnoszą się do siebie w podobny sposób, jak to ma miejsce w wypadku innych obszarów polityki integracyjnej. Ogólna zasada brzmi: w UE po Bexicie Grupa Wyszehradzka oraz szeroko rozumiany region Europy Środkowej i Wschodniej mają największą szansą na zajęcie pozycji trzeciego ośrodka siły w Unii, dając tym samym Niemcom możliwość zrównoważenia wpływu sojuszu europejsko-śródziemnomorskiego, który jest zdominowany przez Francję. Chociaż Grupę Wyszehradzką i Niemcy łączy koncepcja skuteczniejszej i silniejszej obecności UE w sprawach światowych, powyższe kraje nie zgadzają się zarówno co do sposobu osiągnięcia tego celu, jak również w kwestii niektórych spraw regionalnych i związanych z nimi problemów.

Przede wszystkim Grupę Wyszehradzką i Niemcy łączy ogólne założenie, zgodnie z którym rozwój gospodarczy UE powinien być kwestią priorytetową, a jego realizacja ma stać się fundamentem jej wpływów globalnych. W wypadku gdyby w obszarze światowej konkurencji UE wciąż nie dotrzymywała kroku USA i rozwijającym się gospodarkom, wtedy zarówno prestiż, jak i instrumenty finansowe, które są niezbędne do zapewnienia jej stabilnej pozycji globalnej, pozostaną poza jej zasięgiem.

To wzmocnienie światowego wpływu UE leży we wspólnym interesie, jednak istnieją też poważne nieporozumienia dotyczące tego, jak polityka zagraniczna UE powinna wyglądać. Kraje Grupy Wyszehradzkiej, które osiągnęły potężny rozwój gospodarczy w ciągu minionej dekady i od 30 lat cieszą się suwerennością, opowiadają się za pragmatyczną polityką zagraniczną opartą o interesy, w której UE nie wydaje oświadczeń i nie podejmuje działań na arenie międzynarodowej na podstawie poglądów, które są etyczne lub moralnie kontrowersyjne. Podstawą takich działań powinien raczej być pragmatyzm i prawo międzynarodowe. Takie różnice w podejściu ujawniły się kilkakrotnie w wypadku Izraela i terenów spornych, Chin czy Turcji. Państwa Europy Środkowej i Wschodniej wysoko sobie cenią większe zaangażowanie USA w regionie, ale nie ominęła ich nieustająca krytyka spraw wewnętrznych (będąca na granicy wścibstwa) ze strony przedstawicieli administracji Obamy. Niemcy pod przywództwem Angeli Merkel zostały wyznaczone na lidera wolnego świata po odejściu Obamy. Jednak fakt, że niewłaściwie pokierowały kryzysem migracyjnym w 2015 roku, odwołując się przy tym do moralnej wartości współczucia, sprawia, że nie wydają się w pełni godne tego tytułu. To samo dotyczy wyłączania elektrowni jądrowych w Niemczech, które jest w znacznej mierze postrzegane jako podejście o podłożu ideologicznym.

Innym spornym punktem pozostaje sposób realizacji potencjału w ramach unijnej polityki zagranicznej. Państwa Grupy Wyszehradzkiej, w szczególności Polska i Węgry, nie są zwolennikami głosowania większością kwalifikowaną w tym zakresie, biorąc pod uwagę obecny klimat. Narodowa suwerenność i swoboda w kształtowaniu własnej polityki zagranicznej to czynniki o wielkim znaczeniu dla dawniej okupowanych państw, które musiały znosić przymusowy komunizm. W osławionym wypadku obowiązkowych kwot przesiedleńczych państwa te były świadkami naginania i interpretacji zasad przez „starych” członków UE, aby przepchnąć polityczną decyzję, której przyjęcie w rzeczywistości wymagałoby jednomyślności. Innym wyróżniającym się przykładem zniesienia weta państwa członkowskiego jest przedstawienie oświadczenia UE na Radzie Bezpieczeństwa ONZ przez przyszłą prezydencję fińską pomimo weta Węgier (29 kwietnia 2019 roku). Dlatego też mało prawdopodobne jest, żeby Grupa Wyszehradzka zaakceptowała QMV wobec nieobecności alternatywnego mechanizmu podejmowana decyzji (np. wprowadzenia limitu liczby okazji, w których jedno państwo może zgłosić weto, oraz ustalenia, że w wypadku zgłoszenia takiego weta dane zagadnienie musi zostać wycofane na kolejne miesiące) lub pisemnych gwarancji uwzględnienia interesów tych państw. Nie należy zapominać, że mechanizm weta istnieje dlatego, że Unia Europejska nie jest państwem federalnym, ale międzyrządową organizacją, która charakteryzuje się także ponadnarodowymi strukturami i mechanizmami działania. Aczkolwiek polityka zagraniczna i bezpieczeństwa, jak już to kilkukrotnie wspomniano w niniejszej dyskusji, wymaga cech państwowości, w przeciwnym razie musiałaby być ograniczona konsensusem. A ponieważ wygląda na to, że nie ma woli ustanowienia w pełni wykształconej unii politycznej, w tym momencie nie należy również wprowadzać QMV do unijnej polityki zagranicznej.

Ogólne nastawienie Niemiec do państw Grupy Wyszehradzkiej, które prowadzą własną politykę zagraniczną z różnymi mocarstwami na całym świecie, również wzywa do zachowania ostrożności. Chociaż Niemcy chętnie prowadzą duże projekty biznesowe z Chinami czy Rosją, wygląda na to, że nie przyznają tych samych możliwości państwom Grupy Wyszehradzkiej. Co jakiś czas Niemcy wyrażają publicznie obawy odnoszące się do podatności wspomnianych krajów na ukryte lub pośrednie wpływy polityczne Chin czy Rosji. Oczywiście, w regionie Europy Środkowej i Wschodniej te podwójne standardy budzą frustrację.

We wspólnym interesie państw Grupy Wyszehradzkiej i Niemiec leży to, żeby rynki pozostały otwarte i niezakłócone zarówno w UE, jak i poza nią. Gospodarki państw Grupy Wyszehradzkiej są silnie powiązane z gospodarką niemiecką, a znaczna część eksportu produkowanych przez nie towarów dociera na rynki światowe poprzez łańcuchy wartości kierowane przez Niemcy. Utrzymanie otwartego dostępu za pośrednictwem tych łańcuchów leży również w kluczowym interesie Niemiec, ponieważ konkurencyjność ich eksportu w znacznej mierze wynika z przeniesienia produkcji do posiadających wysokie umiejętności i niższe wynagrodzenia państw Europy Środkowej i Wschodniej. Fakt, że Niemcy domagają się dalszej integracji w regionie poprzez włączenie trzech opornych członków (Polski, Czech i Węgier) do strefy euro, nie powinien mieć istotnego wpływu na tę sytuację.

Chociaż państwa Grupy Wyszehradzkiej i Niemcy mogą wspólnie stanowić wyzwanie dla amerykańskiego protekcjonizmu, są podzielone w sprawie budowania silniejszych relacji politycznych z Ameryką Trumpa, jak również w kwestii nakładów na obronność.

Państwa Grupy Wyszehradzkiej wykazują większe zainteresowanie inwestowaniem dodatkowych funduszy w siły obronne i postrzegają takie działania jako krok do wzmocnienia relacji politycznych. Ponadto bardziej niestabilna i bardziej jednostronna polityka administracji Trumpa nie stanowi dla nich zmartwienia, a nawet jeżeli tak jest, nie wynika to z przyczyn ideologicznych. Za to Niemcy bardzo głośno wypowiadają się na temat porządku światowego opartego na zasadach i celowo nie dotrzymują swoich zobowiązań dotyczących nakładów na obronność.

Odmienne nastawienie względem Stanów Zjednoczonych można w pewnym stopniu wytłumaczyć różnymi postawami Polski i Niemiec względem Rosji. Na poziomie dyskusji przyjęło ono formę: „Polska nie boi się nikogo poza Rosją. Niemcy boją się wszystkich poza Rosją”. Doświadczenia historyczne Polski sprawiają, że kwestionuje ona również w pewnym stopniu wiarygodność Niemiec, a równoważenie od wewnątrz dwóch potężnych sąsiadów (w drodze sojuszu Grupy Wyszehradzkiej/państw Europy Środkowej i Wschodniej) oraz od zewnętrz (przez USA) stanowi bardzo realistyczną strategię. W wypadku trzech pozostałych państw Grupy Wyszehradzkiej ich konstruktywne podejście do Ameryki czy też NATO na pewno nie jest motywowane bezpośrednim strachem przed Rosją. Przyczyną jest fakt, że amerykańskie gwarancje bezpieczeństwa stanowią podstawę ich wyważonej suwerennej polityki zagranicznej. Chociaż amerykańskie siły zapewniające bezpieczeństwo są blisko, USA jako aktor codziennej polityki zagranicznej leżą nieco dalej, co zwiększa pole manewru dla średniej wielkości państw. W dłuższej perspektywie rozwiązaniem tych trudności może być odrodzenie koncepcji Transatlantyckiego Partnerstwa w dziedzinie Handlu i Inwestycji lub innego podobnego nadrzędnego porozumienia handlowego pomiędzy UE a USA.

We wspólnym interesie Niemiec i Grupy Wyszehradzkiej leży promowanie rozszerzenia UE na państwa Bałkanów Zachodnich. Kontrowersyjność tego problemu wzrosła, ponieważ Francja opóźniła negocjacje dotyczące akcesji Albanii i Macedonii Północnej do Wspólnoty przynajmniej o rok. Poszerzenie to istotne zagadnienie zarówno pod względem gospodarczym, jak i politycznym.

Komisja pod przewodnictwem Junckera, która pozwoliła odejść Brytyjczykom, jednocześnie nie dała rady wprowadzić Bałkanów do UE. Tymczasem państwa Grupy Wyszehradzkiej są przekonane, że dalsze rozszerzanie Unii będzie stanowić impuls gospodarczy, który zwiększy światowy prestiż UE oraz przyczyni się do bezpieczeństwa w regionie. Zachodnie Bałkany powinny stać się nową, wspaniałą historią UE po tym, jak okazało się, że euro niezbyt nadaje się do bycia wizytówką Unii. Przystąpienie Bałkanów Zachodnich stanowi zatem historyczną możliwość porównywalną jedynie z przystąpieniem państw Europy Środkowej i Wschodniej w latach 2004, 2007 i 2013. Sprawa Zachodnich Bałkanów prowadzi nas jednak do jedynego poważnego problemu w tym wypadku: Turcji. Znajduje się ona obecnie w wieloznacznej sytuacji: członek NATO, członek stowarzyszony UE w trakcie (wstrzymanych) negocjacji akcesyjnych. Kluczowy sąsiad pod względem geopolitycznym, powstrzymujący miliony emigrantów przed dotarciem na granicę UE, a jednocześnie konkurent dla Brukseli, który żąda wysokiej ceny za swoje działania. Przystąpienie Turcji pod kierownictwem Erdogana do UE jest coraz mniej prawdopodobne i to bez względu na spadek popularności i demokratyczną klęskę, co jest rezultatem przegranych przez niego wyborów w Stambule. Wciąż przesuwająca się świecko-liberalna zasada rządów prawa, która jest stosowana przez Unię jako kryterium, nie sprzyja postępom w procesie akcesyjnym Turcji, a sam Erdogan również nie naciska na członkostwo. Turcja jest graczem w sąsiedztwie UE na Bałkanach Zachodnich, czyli w strefie akcesyjnej, która jest poważnie zagrożona francuskim wetem w związku z rozpoczęciem rozmów o członkostwo z Albanią i Macedonią Północną. Państwa Grupy Wyszehradzkiej są orędownikami pragmatyzmu w relacjach UE z Turcją, chociaż Niemcy mają rzeczywiste problemy polityczne związane nie tylko z tym, co dzieje się w Ankarze, ale również z działaniami Ankary w Niemczech, dotyczącymi tureckich mieszkańców tego kraju.

Sam Brexit powinien być czynnikiem wzmacniającym współpracę pomiędzy państwami Grupy Wyszehradzkiej i Niemcami w ramach polityki zagranicznej. Odejście Wielkiej Brytanii z UE będzie miało skutki gospodarcze, ale również znaczący wpływ geopolityczny na Wspólnotę. W pewnym stopniu wypełniło ono lukę spowodowaną brakiem entuzjazmu Niemiec wobec polityki obronnej. Podobnie zatem jak w minionych stuleciach (chociaż na innych zasadach) opuszczenie Unii przez Zjednoczone Królestwo stało się siłą równoważącą Europę kontynentalną. Tym samym Brexit sprawił, że Niemcy muszą wymyślić (lub ponownie odkryć) nowe siły równoważące, które będą stanowić przeciwwagę dla fali francusko-śródziemnomorskiej, kierowanej przez prezydenturę Emmanuela Macrona. Państwa Grupy Wyszehradzkiej są wielkimi orędownikami uporządkowanego, konstruktywnego wyjścia i możliwie najściślejszych relacji po Brexicie. Może się więc okazać, że to Niemcy będą dla nich rozsądnym partnerem do osiągnięcia tego celu, w przeciwieństwie do Francji i państw Beneluksu.

Tekst jest tłumaczeniem artykułu Dávida Szabó Towards global challenges: transatlantic relations, China, Russia – security & economy„, który został opublikowany w ramach programu „V4 and Germany Round Table” współfinansowanego przez rządy Czech, Węgier, Polski i Słowacji.