Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Polska szkoła w trybie zdalnym. To szansa na prawdziwą reformę edukacji

Polska szkoła w trybie zdalnym. To szansa na prawdziwą reformę edukacji https://www.flickr.com/photos/premierrp

Duża odpowiedzialność przy ograniczonej podmiotowości w ramach systemu, nauczanie przedmiotów w oderwaniu od treści przekazywanych na innych lekcjach, przeładowanie materiałem, niedopasowanie metod nauczania do potrzeb konkretnych dzieci ze względu na zbyt dużą liczbę uczniów w klasie. To wyzwania, przed którymi stoi dziś polska szkoła. Wsparciem w ich przezwyciężeniu miało być stopniowe wprowadzanie nowych technologii do systemu edukacji. Ze względu na epidemię koronawirusa rewolucja, która miała trwać lata, wydarzyła się w kilka dni. Wiele wskazuje na to, że do cyfrowego świata szkoła zabierze ze sobą dokładnie te same problemy, z którymi mierzyła się w realu.

Kilka dni temu minister edukacji narodowej, Dariusz Piontkowski, zapowiedział wprowadzenie nowych przepisów, które będą obowiązywały od 25 marca do 10 kwietnia. Na ich podstawie zorganizowane zostanie nauczanie na odległość. Główna odpowiedzialność za realizację ambitnych planów przypadnie dyrektorom szkół, którzy na podstawie rozpoznania atutów i ograniczeń własnej placówki dobiorą odpowiednie narzędzia realizacji rozporządzenia.

Według zapowiedzi Ministerstwa Edukacji Narodowej to na barkach dyrektorów spocznie odpowiedzialność za równomierne obciążenie uczniów obowiązkami w danym dniu, zapewnienie przemienności form nauczania, odczytanie możliwości psychofizycznych uczniów oraz dobór narzędzi pracy zgodnie z zaleceniami medycznymi dotyczącymi czasu spędzanego na korzystaniu z urządzeń elektronicznych przez najmłodszych. W praktyce dyrektorzy dostali precyzyjną wskazówkę: zróbcie tak, żeby było dobrze! Po kilku dniach chaosu każda szkoła organizuje się najlepiej, jak potrafi. Wykorzystuje do tego narzędzia, które do tej pory nie były stosowane.

Polska szkoła na 15%

W naszym kraju tylko niespełna 15% szkół ma dostęp do szybkiego Internetu, a więc takiego, z którego można korzystać poza gabinetem dyrektora i sekretariatem. To Internet o parametrach pozwalających na przeprowadzenie normalnej lekcji, włączenie aplikacji, podłączenie uczniów do ich własnych urządzeń, na których realizują zadania. Nie dziwi więc fakt, że ponad połowa polskich uczniów deklaruje, że z Internetu korzysta tylko w czasie przerw na własnych urządzeniach mobilnych i w oparciu o własne pakiety danych.

Odpowiedzią na ten problem jest realizowany przez Ministerstwo Cyfryzacji i Państwowy Instytut Badawczy NASK program Ogólnopolskiej Sieci Edukacyjnej na mocy ustawy z października 2017 r. Jego celem jest podłączenie wszystkich chętnych z 23 tysięcy placówek edukacyjnych w Polsce do publicznej sieci. To długotrwały proces, który wciąż trwa. Zgodnie z komunikatami Ministerstwa Cyfryzacji ponad 70% szkół zgłosiło chęć udziału w projekcie. W niemal 10% z nich gotowe są już instalacje, które umożliwią dostęp do sieci. Projekt zgodnie z planem ma zostać zakończony do końca 2020 r.

Podłączenie do Internetu to dopiero początek drogi. Dziś ponad 70% polskich uczniów deklaruje, że o tym, jak poruszać się w cyfrowym świecie, dowiaduje się sama. Tylko 10% uczniów wskazuje szkołę jako miejsce, gdzie rozwija swoje kompetencje cyfrowe. Jednym z powodów takiej sytuacji jest fakt, że większość kształcenia informatycznego w naszym kraju opiera się na wykorzystywaniu konkretnego oprogramowania, które z czasem przestaje być użyteczne. W ten sposób uczymy schematu postępowania, który przestaje działać, gdy tylko zmienimy wersję arkusza kalkulacyjnego.

Alternatywą jest tu nauka logicznego myślenia, rozkładania skomplikowanych problemów na mniejsze, zrozumienia sposobu działania komputera. Takie możliwości daje chociażby nauka prostego programowania z wykorzystaniem licznych, również darmowych, aplikacji dostępnych w sieci.

Wokół nowych technologii w edukacji wyrosło wiele mitów. Sytuacja, z którą się dziś zmagamy, może być prawdziwą szansą na jedną z największych reform polskiej edukacji. O ile nie pójdziemy na łatwiznę, ograniczając się do zamiany książki na tablet, a wykładu na webinar, a także postaramy się odczytać, gdzie nowe technologie mogą nie być jedynie zmianą narzędzia, ale realną reformą treści i formy nauczania.

Ministerstwo zleca, ministerstwo rozlicza

Jedną z największych bolączek polskiej szkoły jest silna centralizacja sposobu zarządzania treściami edukacyjnymi: obszerne podstawy programowe, szczegółowe programy nauczania, rozbudowany kanon lektur, skrupulatne wytyczne egzaminacyjne. Przy jednoczesnej silnej decentralizacji odpowiedzialności za to, jak faktycznie odbywa się nauczanie. Oczywiście w teorii każdy nauczyciel ma możliwość samodzielnego doboru narzędzi oraz metod nauczania, ale napięty program sprawia, że w praktyce bardzo trudno mu zaryzykować, bo kluczowe jest wyrobienie się na czas z odgórnie narzuconym programem.

Centralizacja systemu ma wiele przyczyn, ale jedną z nich jest brak wiary w kompetencje nauczycieli i niski prestiż tego zawodu. Zdecydowanie łatwiej jest przekazać szczegółowe wytyczne niż systemowo przygotować nauczycieli tak, aby, znając potrzeby konkretnych uczniów, mogli realizować kształcenie na własnych warunkach. O potrzebie zmian w przygotowaniu nauczycieli do zawodu już miałam okazję napisać.

W obliczu kwarantanny po kilku dniach dezorganizacji podjęto decyzję o przekazaniu pełnej odpowiedzialności za realizację kształcenia dyrektorom szkół. To oni mają zadbać o odpowiednie przygotowanie pracy zdalnej, równomierne obciążenie uczniów przedmiotami, dbanie o ich dobrostan. Byłaby to jedna z największych reform oświaty, gdyby nie drobny szczegół. Nikt nie zwolnił nauczycieli z obowiązku wypełnienia podstawy programowej na dany semestr i nie dostarczył wiedzy, co stanie się z państwowymi egzaminami, do których przystąpią ich uczniowie.

W praktyce oznacza to, że większość dyrektorów szkół w obawie o zrealizowanie całego materiału i ewentualną odpowiedzialność za niedociągnięcia na tym polu nie zaryzykuje edukacyjnych eksperymentów. To jasne, że dziś działamy w wyjątkowych warunkach, a głębokie reformy wymagają czasu, jednak jeśli taka zamiana ról miałaby pozostać z nami na dłużej, to warto zadbać o to, aby zdecentralizowany system faktycznie mógł czerpać z zalet, które niesie taki układ.

Technologia zmienia zasady gry na linii nauczyciel-uczeń

Jedną z największych wartości korzystania z nowych technologii w edukacji jest zmiana ról, którą przyjęło się stosować w nauczaniu. Chodzi o model, w którym nauczyciel mówi, a uczniowie słuchają i wykonują polecone im zadania, zwykle takie same dla całej grupy. Każdy nauczyciel lub edukator przyzna, że to najłatwiejsza metoda, pozwalająca zachować dobrą organizację i wyrobić się z programem.

Tymczasem wykorzystanie nowych technologii pozwala na aktywnie uczestnictwo uczniów, nawet jeśli grupa, z którą pracujemy, pozostaje tak samo liczna, bo łatwiej zindywidualizować zadane ćwiczenia. To dlatego, że każdy uczeń może jednocześnie dostać na swoim urządzeniu polecenie dopasowane do jego możliwości. Oczywiście jest to również możliwie przy wykorzystaniu papieru i kredek, ale dzięki technologii na bieżąco możemy widzieć efekty pracy kilku uczniów w tym samym momencie.

W świecie nowych technologii nauczyciel przestaje być ostateczną wyrocznią. Skoro w ciągu 2 minut jesteśmy w stanie znaleźć odpowiedź na właściwie każde pytanie. Warto więc, żeby szkoła pokazała, jak znaleźć je w mądry i bezpieczny sposób. To, że uczniowie mają dostęp do niemal nieograniczonej wiedzy, nie oznacza, że potrafią z niej skorzystać. Zadaniem nauczyciela jest więc pomóc w jej znalezieniu, uporządkowaniu i połączeniu w sensowną całość.

Dobrze wykorzystana technologia ułatwia również zachowanie przemienności form, a ta jest niezbędnym warunkiem zachowania koncentracji i lepszego zrozumienia danej problematyki. Tu warto wspomnieć, że możliwości koncentracji uwagi uczniów na jednej czynności są silnie skorelowane z ich wiekiem. U siedmiolatków jest to około 20 minut, u dziesięciolatków pół godziny. Przez lekcyjne 45 minut efektywną koncentrację są w stanie zachować dopiero nastolatkowie.

Największą niedogodnością, z jaką spotkali się rodzice w czasie kwarantanny i nauczania na odległość, są liczne maile z linkami, długimi tekstami i prezentacjami, które otrzymują od nauczycieli. Rodzice najmłodszych dzieci skarżą się, że ich pociecha nie jest w stanie wpatrywać się w wykład nauczyciela języka polskiego trwający 45 minut, a później, niemal nie mając przerwy, rozpocząć słuchanie webinaru z przyrody.

W kontekście przytoczonych wyżej badań nie powinniśmy się dziwić, że zamiana tablicy i wykładającego nauczyciela na współdzielony ekran czy przesłaną prezentację nie jest zmianą na lepsze. Część pedagogów cyfryzuje tradycyjny model nauczania, czyli przekazuje dużą ilość informacji, tym razem nie za pomocą słów, internetowych komunikatorów lub maila. Brak możliwość spotkania nauczyciela, zadania mu pytania, wnioskowania z dodawanych przez niego objaśnień sprawia, że to, co już w analogowej rzeczywistości szkolnej klasy bywa mało efektywne, w świecie cyfrowym staje się niemal bezużyteczne.

Z pomocą przychodzą grupy, na których nauczyciele wymieniają się pomysłami na ciekawe zadania, a także liczne platformy, które pozwalają na wprowadzanie elementów grywalizacji czy pracy twórczej. Nauczyciele prześcigają się tam w wyjątkowych pomysłach. Jedni nagrywają ze swoimi uczniami filmiki, na których część klasy opowiada o tajnikach polskiej flory, a druga część grupy zgaduje, co z podanych informacji jest prawdą. Inni tworzą elektroniczne pejzaże, na których przedstawiają scenki z wojny trojańskiej. Część nauczycieli włącza w zadania również rodzeństwo, które wspólnie przeprowadza eksperymenty w domowej kuchni. Powstają wulkany z masy solnej, śnieżne krainy robione z mąki oraz makaronowe konstrukcje.

Efekty pracy uczniowie prezentują za pomocą filmików na platformach lub grupach na portalach społecznościowych, za pośrednictwem których kontaktują się ze swoimi nauczycielami. Przykładem takich platform są Khan Academy czy Edpuzzle z gotowymi materiałami, interaktywnymi ćwiczeniami i filmami dla uczniów w różnym wieku. Nowe technologie nie są tu celem samym w sobie, ale sposobem na efektywną komunikację i wykonywanie przez wielu uczniów różnych zadań w jednym czasie.

Historia to też geografia i język polski

Poezja Baczyńskiego opowiadająca o wojennych losach pokolenia Kolumbów przerabiana na języku polskim zaraz po lekcji historii, na której ze względu na wycieczkę jesteśmy jeszcze przed I wojną światową? Fotosynteza, którą omawiamy na biologii, ale nie bardzo wiadomo, jak to łączy się z wykutą na kartkówkę z chemii tablicą Mendelejewa. Brzmi znajomo, prawda? Uczenie przedmiotów w oderwaniu od kontekstu to ogromna zmora naszego systemu. Tu też nowe technologie miały przyjść z pomocą. Dzięki nim łatwiej nam tworzyć własne materiały i zadania, które nauczyciele różnych przedmiotów mogą przygotować dla swoich uczniów.

To szczególnie ważne, bo w tym przypadku ryzyko przeciążenia materiałem jest ogromne. Do różnorodności przedmiotów i zagadnień dochodzi praca w nowym środowisku. Nierzadko nauczyciele różnych przedmiotów korzystają z innych platform, a samo ich zrozumienie wymaga czasu. Dzieciom, którym trudno połączyć wiedzę przekazywaną oddzielnie na matematyce i fizyce, z pewnością jeszcze trudniej będzie połączyć informacje zawarte w mailu od dwóch różnych nauczycieli. Nauczanie zdalne zawsze wymaga więcej czasu od konkretnego dziecka, bo do każdego z zadań musi samodzielnie się przygotować.

Dlatego w wielu szkołach belfrzy podejmują samodzielne inicjatywy połączenia sił. Tak, aby uczniowie mogli za jednym zamachem zrealizować zagadnienia związane z biologią i chemią. Miejmy nadzieję, że taki sposób myślenia o nauczeniu przedmiotów zostanie z nami na dłużej, a nie tylko na czas kwarantanny.

Czy nauczanie na odległość wzmocni nierówności?

Zwykło się mówić o zbawiennej roli nowych technologii w procesie wyrównywania szans edukacyjnych dzieci – od płaszczyzny ekonomicznej, przez społeczną, po fizyczną. To znaczy, że równy dostęp do materiałów edukacyjnych ma zostać zagwarantowany zarówno dzieciom z mało majętnych domów, jak i tym ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, np. niedowidzącymi. W wyjątkowo trudnym procesie przejścia na zdalne nauczanie to właśnie tych uczniów najłatwiej zgubić i pominąć.

Faktycznie dostęp do darmowych elektronicznych materiałów jest łatwiejszy niż do drogich podręczników, ale należy pamiętać, że do odczytania ich potrzebujemy sprzętu i dobrego łącza, a także dogodnych warunków pracy w domu. Na nauczycieli i dyrektorów szkół spadło więc jeszcze jedno ogromne zadanie, czyli zapewnienie sprzętu, a tym samym możliwości pracy zdalnej wszystkim uczniom. Nie mogą przecież powołać się na ustawowy obowiązek posiadania sprzętu w domu.

Tymczasem według badań prowadzonych na potrzeby MEN ponad połowa szkolnych komputerów ma więcej niż 5 lat, blisko 20% z nich więcej niż 10. Wiele szkół ma ich zaledwie kilka lub kilkanaście. Tablety to luksus, na który pozwolić sobie może niewielka liczba szkół publicznych, więc udostępnianie sprzętu szkolnego w wielu przypadkach nie jest rozwiązaniem. Nauczyciele opierają się na założeniu, że komputer każdy w domu po prostu ma. Z badań Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że znajduje się on w 83% gospodarstw domowych, a podłączonych do sieci jest 86% z nich. Brak nam jednak wiedzy, czy prędkość łącza sięga światowej średniej zaleconej do praktykowania nauczania zdalnego (54,5 MB/s), a podłączenie jest wystarczająco swobodne, by wykonywać zlecone zadania. Ten wynik jako statystyka brzmi nieźle, jednak wymaga koniecznej weryfikacji przy każdym uczniu.

***

Przed nami jeden z największych testów dla polskiej edukacji. Tym razem nie sprawdzamy jedynie wiedzy uczniów, ale przede wszystkim sprawność i elastyczność systemu. To również sprawdzian z solidarności społecznej i troski o tych, którzy w cieniu wielkich reform zwykle narażeni są na największe wykluczenie. Nowe technologie mogą być tu ogromną pomocą, jeśli tylko nie uznamy, że ich wykorzystanie jest celem samym w sobie, ale jednym z narzędzi do rozwiązania systemowych problemów, które towarzyszą nam od lat.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.