Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Nie wrócimy już (w pełni) do biur

Jesteśmy świadkami rewolucji. Nasz praca już nigdy nie będzie taka sama. Zarabianie pieniędzy w domu zostanie z nami na zawsze. Zaserwowany nam przez koronawirusa przyspieszony kurs przyszłości wymusza na firmach i pracownikach wdrożenie pracy zdalnej w tempie ekspresowym. Nie zostaniemy jednak w domach w pełnym wymiarze, bo podczas kwarantanny nauczymy się też doceniać biura i kontakt nawet z nielubianymi współpracownikami. Jednak w sytuacji, w której posiadamy doświadczenie częściowej pracy z domu, znamy jej zalety i pokonana została niechęć pracodawców, nie będzie już powrotu do czterdziestu „dupogodzin” tygodniowo wysiedzianych w biurze.

Wtargnięcie Internetu w naszą codzienność umożliwiło popularyzację pracy w domu, szczególnie w branży IT. Do czasu, kiedy w 2013 r. nowa prezes upadającej firmy Yahoo, Marissa Mayer, zakazała w swojej firmie zarabiania pieniędzy bez przychodzenia do biura. Wtedy zaczęto mówić, że zdalne realizowanie codziennych obowiązków skończyło się niczym kariera Andrzeja Gołoty po walce z Przemysławem Saletą – od razu. Okazało się, że dla większości pracowników i firm biuro pełni ważną funkcję, a zdalna praca rodzi – poza zaletami – również spore wyzwania.

A jednak praca zdalna wciąż zyskuje nowych zwolenników. Trudno jednak powiedzieć, że to do tej pory liczba osób pracujących w domu była imponująca. W Polsce mniej niż co piąty pracownik w 2019 r. przyznawał się, że przynajmniej raz na jakiś czas pracuje zdalnie (wynika to z raportu Eurofound). Sytuacja totalnie zmieniła się dopiero po wprowadzeniu zalecanej kwarantanny. W okamgnieniu do domu wysłaliśmy niemal wszystkich i zanosi się na to, że posiedzimy w nich jeszcze przez parę tygodni. Choć po ustąpieniu epidemii chętnie wyrwiemy się z domu, to nie wrócimy już pokornie do biur na pełne czterdzieści godzin w tygodniu. Przeciętna firma nie będzie mogła łatwo uzasadnić, że w przypadku jej branży home office nie wchodzi w grę.

Przyspieszony kurs przyszłości

Warunki zmusiły nas do natychmiastowego wprowadzenia zmian zajmujących zazwyczaj lata. Zaledwie dwa tygodnie temu wiele firm zastanawiało się jeszcze, czy pozwolenie pojedynczym pracownikom na pracę zdalną nie jest aby dopuszczeniem do zbytniego panikarstwa. Dziś wiele sektorów gospodarki ma za sobą kilka dni pracy zdalnej całych biur, prawie 100% zatrudnionych.

Wywołuje to oczywiście mnóstwo przeróżnych problemów. Zaledwie parę dni temu rozmawiałem z kolegą, który miał wystąpić w radiu. Radio do ostatnich sekund przed wejściem na antenę nie było pewne, czy jakość Internetu pozwoli na telekonferencję i czy jednak z gośćmi nie porozmawiają przez telefon. Gdzieś na Twitterze mignęła mi też historia, w której osoba dzwoniąca na infolinię banku usłyszała w słuchawce: „Julka, czy ty chcesz spaść z tej kanapy?! Dzień dobry, tu bank iks, w czym mogę pomóc?”.

W ciągu nadchodzących tygodni przystosujemy się do nowych warunków. Teraz nie mamy innego wyjścia, jak sobie z nimi poradzić. Powoli zaczniemy się oswajać ze zdalnym kontaktem z innymi pracownikami, nauczymy się – przynajmniej w jakimś stopniu – w domu rozgraniczać pracę od wypoczynku, o czym pisałem w poprzednim tekście. Już za parę dni wpadniemy w czarną rozpacz wywołaną wyparciem przez serial sensownej pracy, ale potem pewnie większość z nas nauczy się stawiać sobie wyraźne (no dobra – wyraźniejsze) granice.

Statystyki (sprzed kwarantanny) pokazują wyraźne zalety pracy z domu, które mamy szansę zacząć odczuwać w najbliższych dniach. Zdalni pracownicy wykazują zdecydowanie wyższe zadowolenie (o 22% według raportu Owl Labs). Szczególnie doceniają lepszą równowagę między życiem osobistym a pracą, podniesienie swojej produktywności, zmniejszenie stresu oraz niemarnowanie czasu na dojazd do biura.

Zostaliśmy – my, czyli firmy, menedżerowie i pracownicy – rzuceni na głęboką wodę. W języku wojskowym: prowadzimy rozpoznanie sił wroga bojem. Pewnie pod koniec kwarantanny będziemy tą walką z samym sobą zmęczeni. Stęsknimy się nawet za nielubianymi kolegami i koleżankami z biura, a pierwsza kawa z firmowego ekspresu będzie smakować równie wybitnie co pierwsze łyki piwa po poście. A jednak parę dni później zorientujemy się, że część naszej pracy wykonywaliśmy w domach szybciej. Bez tzw. przeszkadzaczy w postaci biurowych pogaduszek, hałaśliwej przestrzeni wspólnej i czujnego oka szefa. Wracając do domu o siedemnastej przepełnionym tramwajem, zdziwimy się, że znów zakupy musimy robić wtedy, kiedy robi je cała reszta naszego miasta, a pralkę i zmywarkę nastawiać dopiero późnym wieczorem. Innymi słowy, docenimy zdalną pracę i jej zalety dla nas samych, naszych bliskich i samego pracodawcy.

Nie kiwnąłem nawet palcem, by się znaleźć w takiej walce”

Są jednak argumenty przeciw tej pięknej wizji. Po pierwsze, rodzice kilkuletnich dzieci najpewniej odczuwają wielką irytację podczas lektury mojego tekstu. Miesiąc temu przekonywałem znajomych, że ich pracujący z domu kolega nie może jednocześnie pełnić funkcji żłobka. Dziś już nikt nie wierzy opiniom w stylu: „skoro pracuje z domu, to może się zająć dzieckiem”. Chyba nie ma bardziej poszkodowanych obecną sytuacją niż rodzice. Z jednej strony szef próbuje wzbić się ponad krzyki rozwydrzonego dzieciaka, naciskając na wykonywanie zadań. Z drugiej rośnie poczucie winy, że setki planów na wykorzystanie kwarantanny do odbudowy więzi rodzinnych trzeba odłożyć na później. Praca z domu w żadnym scenariuszu nie powinna łączyć się z opieką nad dziećmi, a teraz właśnie tak się dzieje. Wątpię, żeby rodziców to zachęcało.

Po drugie, praca zdalna może być mniej stresująca, ale tylko wtedy, gdy jako pracownicy jesteśmy zdyscyplinowani i wysoce samodzielni. Nie każdy poradzi sobie z nagle nabytą wolnością. Nie każdy charakter przyzwyczai się do samozarządzania, szczególnie jeśli lata spędził w miejscach pracy raczej niepremiujących samodzielności i efektywności. Pamiętajmy też o tym, że dla sporej części osób starszych przestawienie się na pracę zdalną i opanowanie nowych technologicznych narzędzi może być znacznie trudniejsze. Praca z domu po prostu niekoniecznie jest dla każdego pracownika. W związku z tym, że obecną naukę zdalnego wykonywania zadań przechodzimy w tempie ekspresowym, mało kto ma czas na wypracowanie własnego styl pracy zdalnej. Nie zdziwmy się, jeśli za parę tygodni pojawią się pierwsze posty o załamaniach nerwowych wywołanych stertą piętrzących się zadań.

Wreszcie docieramy do sprawy absolutnie kluczowej: praca zdalna wymaga innego zarządzania. Zamiast sprawdzania, co wyświetla się na pulpicie pracownika i czy aby na pewno odklepał już swoje osiem godzin, zdalne delegowanie pracy potrzebuje kultury zaufania (od iluż to lat narzekamy na jej deficyt w Polsce), rozliczania się z efektów oraz ogromnego wysiłku, aby zapewnić zespołową komunikację. Zapewne wkrótce po zniesieniu kwarantanny pojawią się pierwsze relacje szefów i dyrektorek. Będą narzekać, że część pracowników zamiast efektywnie korzystać z danej wolności, zwyczajnie przebimbała sobie cały okres kwarantanny. Nastąpi błyskawiczne przerzucanie się winą. Pewnie część firm odkryje w swoich szeregach zawodowych leni. Mogę się jednak założyć, że w prawie wszystkich przypadkach wina będzie po stronie zarządzających, którzy nie potrafili dostosować się do nowych warunków.

Dlaczego nie wrócimy w pełni do biur?

Już w 2018 r. – według badania Kantara – ponad połowa Polek i Polaków była zainteresowana pracą zdalną. Pracownicy bardziej doceniliby możliwość pracy z domu niż dofinansowanie kursów edukacyjnych czy kart sportowych. A jednak tylko jedna trzecia firm oferowała taką możliwość.

Po zniesieniu kwarantanny większość pracodawców będzie miało za sobą testowanie narzędzi pracy zdalnej. Wszelkie komunikatory, telekonferencje czy chmurowy transfer plików stają się dziś koniecznością. Pewnie trudniej będzie tak szybko nauczyć się zdalnego zarządzania, ale i tu w jakimś stopniu potrzeba będzie matką wynalazków. Szczególnie że czas kwarantanny musi zaowocować pewną wyrozumiałością: pracodawców wobec problemów pracowników (szczególnie tych opiekujących się dziećmi) i pracowników wobec niedostatków zarządzania ze strony pracodawcy.

Nie sądzę, że nagle wszystkie stacjonarne siedziby firm zostaną zamknięte. Społeczne rewolucje nie przychodzą aż tak szybko. Wydaje mi się, że raczej wielu z nas będzie chciało, a co ważniejsze – będzie mogło, na przykład raz w tygodniu pracować z domu. Skokowo wzrośnie po stronie pracowników chęć posiadania możliwości pracy zdalnej. Zapewne część firm na stałe zostawi taką opcję, ograniczając ją do paru dni w miesiącu. Kiełkujący trend nieśmiałych oczekiwań pracowników nagle nabierze rozpędu. Właśnie przeskakujemy najtrudniejsze bariery we wprowadzaniu pracy zdalnej: mentalną u menedżerów oraz techniczną, wynikającą z potrzeby wdrożenia nowych narzędzi.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.