Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Michał Wojtyło  19 lutego 2020

Głód bliskości. Recenzja filmu „Kłamstewko”

Michał Wojtyło  19 lutego 2020
przeczytanie zajmie 6 min
Głód bliskości. Recenzja filmu „Kłamstewko” Materiały prasowe dystrybutra filmu na rynek polski

Twoja ukochana babcia zachorowała na raka. Pozostały jej trzy miesiące życia. Stajesz przed dylematem. Powiedzieć jej, aby mogła przed śmiercią zamknąć wszystkie sprawy osobiste? Czy nie wyjawić tragicznej prawdy, żeby ostatnie chwile swojego życia spędziła w spokoju i szczęściu? Polski widz wchodzący na seans jednego z największych przegranych tegorocznych nominacji oscarowych najprawdopodobniej będzie przekonany o słuszności pierwszej perspektywy. Jednak po wyjściu z sali kinowej odpowiedź na to pytanie może okazać się dużo trudniejsza, niż się wydaje.

Białe kłamstwo

„Na podstawie prawdziwego kłamstwa” – od tego zdania rozpoczyna się The Farewell, przetłumaczony w Polsce dość kontrowersyjnie jako Kłamstewko. Tylko z pozoru jest to obraz o szczególnym dylemacie moralnym. W istocie film należy uznać za dzieło o dwóch systemach kulturowych, które ścierają się w codziennym życiu jednostek. To historia o poszukiwaniu własnej tożsamości w dzisiejszym zglobalizowanym świecie. Gdzie jest mój dom? Kim jestem? Co jest dla mnie najważniejsze? Te pytania zdają się nieustannie przytłaczać zgarbioną główną bohaterkę.

Drugi pełnometrażowy film fabularny Lulu Wang opowiada o losach trzydziestoletniej Amerykanki chińskiego pochodzenia, Billy (Awkwawina). U jej babci (po madaryńsku Nai Nai), z którą łączą ją bardzo zażyłe relacje, został zdiagnozowany czwarty stopień raka płuc. Rodzina postanawia trzymać chorą w stanie pozornie błogiej niewiedzy. W celu pożegnania się z nestorką rodu organizują pretekstowe wesele dla jednego z młodszych członków rodziny, aby cała rodzina bez podejrzeń mogła wrócić do Chin. Billy, która wychowała się w kulturze zachodniej, nie potrafi zrozumieć tej dramatycznej decyzji rodziny.

Nie jest to odrealniona wizja reżyserska. To dylemat moralny, z którym mieszkańcy Dalekiego Wschodu mierzą się codziennie. Według badania przeprowadzonego dwa lata temu w chińskiej prowincji Shandong na próbce 180 tamtejszych lekarzy 82% z nich zdeklarowało, że ukrywałoby przed chorym diagnozę choroby nowotworowej, jeżeli rodzina by go o to poprosiła. 98% medyków odbyłoby trudną rozmowę o diagnozie najpierw z rodziną, a dopiero później z chorym. Natomiast w ankiecie przeprowadzonej w jednym z chińskich szpitali na 124 pacjentach i ich rodzinach jedynie 38% chorych wiedziało o nowotworowym wyroku.

Zobrazowany dylemat ma również wymiar autobiograficzny. Reżyserka przeżyła własne „kłamstewko”, gdy razem z rodziną zataiła informację o nowotworze przed dziadkiem. Film wyjątkowo rezonował w środowisku Amerykanów chińskiego pochodzenia, gdy w zeszłym roku wkroczył na ekrany kin w USA. Dziennikarka Washington Past, Marian Liu, napisała po seansie przejmujący tekst związany z jej własnymi przeżyciami, gdy wraz z rodziną ukrywała chorobę przed babcią. Z zachodniej perspektywy taka decyzja wydaje się niezrozumiała, ale ma ona swoje fundamenty w tradycyjnym postrzeganiu świata na Wschodzie.

Sami bohaterowie jasno wyjaśniają takie postępowanie. Matka Billy już w jednej z pierwszych scen przekazuje córce chińskie powiedzenie: „Kiedy Chińczycy zachorują na nowotwór – umierają. Jednak to nie rak ich zabija, tylko strach”. Zaś wujek tłumaczy młodej Amerykance konfucjańskie korzenie chińskiego stylu życia: „Jesteśmy częścią większej całości. Rodziny. Społeczeństwa. Nie mówimy jej, ponieważ naszym obowiązkiem jest niesienie tego ciężaru za nią”.

Właśnie w identyfikacji rodziny jako podstawowej jednostki społecznej leży istota motywacji zatajenia tej tragicznej informacji. To nie jednostki, a ludzkie relacje i tradycyjna hierarchia społeczna są podstawą konfucjańskiego społeczeństwa. Wraz ze wzrostem liczby Chińczyków wyjeżdżających na Zachód – m.in. na studia – oddanie tradycji przodków maleje. Przemianę w sposobie myślenia młodszych członków społeczeństwa uosabia główna bohaterka.

Sztuka zrozumienia

The Farewell to film o różnicach kulturowych i poszukiwaniu własnej tożsamości w zglobalizowanym świecie. Opowiada historię, której osią są tarcia kulturowe. Krytykuje powszechne binarne postrzeganie świata. Jesteś albo zachodni, albo wschodni. Chińczykiem albo Amerykaninem. Nie ma miejsca na nic pomiędzy.

Różnice światopoglądowe miały swoje przełożenie na sam proces powstawania filmu, co popularna Lulu wyjawiła w wywiadzie dla czasopisma „The Guardian”. Amerykańscy producenci chcieli nakręcić film prześmiewczy i lekki – bazujący na komedii pomyłek – natomiast chińscy nie rozumieli konfliktu tożsamościowego głównej protagonistki i jej skrajnie zachodniego sposobu myślenia. Wang żaliła się, że zarówno Amerykanie, jak i Chińczycy patrzyli na historię jednostronnie i nie próbowali szukać kulturowego pomostu. W trakcie jednego z paneliThe Hollywood Reporter Roundtable (serię polecam każdemu miłośnikowi kina) – reżyserka podała konkretny przykład nieporozumień na planie filmowym. Luźna sugestia skierowana do asystentki, aby ta zastanowiła się nad koniecznością obecności drzewa w kadrze, doprowadziła do natychmiastowego ścięcia rośliny przez członka ekipy, który przypadkowo usłyszał rozmowę. Tak wygląda bezgraniczne oddanie tradycyjnej, konfucjańskiej hierarchii w praktyce.

Trzeba docenić Lulu Wang za samozaparcie i niepoddawanie się żadnej oklepanej narracji. Wiele jest komedii opartych o motyw niedopasowania głównego bohatera do otoczenia. Wrzucenie nieznającej mandaryńskiego blondynki z pudlem na kolanach do rdzennie chińskiego miasteczka byłoby dużo prostszym i bezpieczniejszym marketingowo zabiegiem. Ale także wyjątkowo płytkim. Reżyserka podkreśla, że starała się znaleźć balans, nie tracąc istoty żadnej z dwóch tożsamości głównej bohaterki. Billy jest charakterologicznie amerykańska do szpiku kości, ale jej otoczenie zbudowano na dalekowschodnich postaciach i 80% dialogów została napisana w języku mandaryńskim.

Trzeba również wspomnieć o świetnym castingu. Nora Lum, znana pod pseudonimem Awkwafina, bynajmniej nie została wybrana przypadkowo. Pierwsza azjatycka zwyciężczyni Złotego Globa zna jak mało kto wewnętrzne rozterki związane z tożsamością. Jej matka pochodziła z Korei Południowej, ojciec był Chińczykiem, natomiast ona sama urodziła się i wychowała w Nowym Jorku. Znana z Ocean’s 8Bajecznie Bogatych Azjatów (Crazy Rich Asians) aktorka była zdeterminowana, żeby zdobyć angaż na tę kreację. Podobno zgodziła się nawet na znaczącą obniżkę pensji.

Poszukując własnych korzeni

Powrót do Chin po 25 latach nieobecności jest dla głównej bohaterki paraliżujący. Natychmiast po wyjściu z lotniska na Billy rzuca się gromada taksówkarzy traktujących ją jak turystkę. Młoda Amerykanka obserwuje z taksówki górujące nad nią wysokie wieżowce, które wyraźnie ją przytłaczają. Postać grana przez Akwakwinę garbi się, jakby ciężar smutku i zagubienia przełożył się na jej posturę.

Miejscem akcji jest Changsun, które Billy pamięta z dzieciństwa jako krainę spokoju, gdzie z dziadkiem beztrosko bawiła się w rodzinnym ogrodzie. Teraz jest to nieprzyjemny plac budowy, w którym brakuje zieleni i pełno jest bezdusznych blokowisk. Wejście na dziedziniec rodzinnego osiedla twórcy podkreślają kilkunastosekundowym ujęciem skierowanym na górujące nad bohaterką budynki, które wydają się ją otaczać. To metafora zagubienia Billy. Poszukując własnych korzeni, zamiast wspomnienia z dzieciństwa bohaterka otrzymuje miasto jak każde inne.

Billy odczuwa zmiany wszędzie. Babcia odradza jej wizytę w rodzinnym domu, ponieważ jego okolica i sam budynek są nie do poznania. Nowo wybudowany hotel, w którym zatrzymuję się dziewczyna, jest nieprzyjazny i ciemny, winda już zdążyła się w nim zepsuć, a sąsiadami bohaterki są mężczyźni z paniami do towarzystwa – to wszystko daje obraz zepsutej chińskiej nowoczesności, która tak pędzi do przodu, że po drodze zapomina o wszystkim, co lokalne.

Do kwestii odkrywania własnej tożsamości odniosła się również Wang: „Ludzie romantyzują ojczyznę w przeciwieństwie do mnie. Gdy wracam do Chin, czuję się bardziej amerykańska niż kiedykolwiek. Pojawia się więc pytanie – gdzie jest dom? Zawsze go szukamy i nigdzie tak naprawdę nie pasujemy”.

Reżyserka przekazuje własne rozterki swojej bohaterce. W najważniejszym dialogu w filmie – podczas poszukiwania kolczyka – Billy zwierza się mamie, że wszystko, z czym utożsamia swoje korzenie, znika. Proces ten rozpoczął się od wyjazdu do Stanów Zjednoczonych, z dala od rodziny i przyjaciół. Następnie zmarł jej ukochany dziadek, później nastąpiło sprzedanie rodzinnego domu, a teraz ma zniknąć również babcia. Billy widzi w Nai Nai personifikację jej korzeni, tożsamości i przywiązania do Chin. Wraz z jej odejściem Chiny już nigdy nie będą dla niej takie same.

Siła kobiecości

Film na przekór dalekowschodnim stereotypom przedstawia silne kobiece osobowości. Mężczyźni są mniej ważni, słabi, łatwo ulegają emocjom i nie mają za wiele w rodzinie do powiedzenia. Blady ojciec Billy jest przedstawiany jak wyjątkowo wątła postać, za którą snuje się cień alkoholizmu. Jego brat, choć bardziej aktywny, jest osobą miłującą tradycję, ale bezmyślnie dostosowuje się do otoczenia. Kupuje w sieci cudowne zioła mające wyleczyć raka jego mamy. Jest tak samo wrażliwy jak brat, czemu daje wyraz w niekontrolowanym wybuchu rozpaczy w trakcie pretekstowej przemowy weselnej.

Kobiety w Kłamstewku zostały przedstawione jako przeciwieństwa męskich postaci. Nai Nai (Zho Shuzhen) pomimo choroby ma wszystko pod kontrolą. Silna, rezolutna kobieta pilnuje najdrobniejszego szczegółu zbliżającego się wesela. Swata wnuczkę, a nawet symbolicznie karmi ją z ręki. Pomimo ataków kaszlu jest źródłem humoru, zaraża swoje otoczenie optymizmem. Pozostałe kobiece bohaterki również cechują się silną osobowością. To siostra Nai Nai decyduje, czy powiedzieć jej o chorobie. Także matka Billy, która nie lubi pokazywać uczuć, cierpliwie zajmuje się mężem i córką, gdy oni rozpaczają. Nie inaczej jest z samą główną bohaterką.

Kłamstewko, czyli tęsknota za rodziną

The Farewell to przede wszystkim kino familijne. Twórcy wrzucają widza do całkowicie obcej, może lekko dziwacznej rodziny, ale już po chwili niemal stajemy się jej członkiem. Fenomenalna kreacja Zho Shuzhen personifikuje wyobrażenie o wymarzonej babci, a po seansie wręcz zmusza widza do sięgnięcia po telefon, aby zadzwonić do własnej Nai Nai. Jest to obraz wyjątkowo ciepły i wzruszający. Przez całą długość seansu reżyserka zachowuje balans między humorem i patosem, kulturą amerykańską i chińską. Żart często przekłuwa patetyczny balonik, urealniając opowieść i dodatkowo dodając smutku historii.

Film ukazuje wartości obu systemów kulturowych. W zachodnim podkreśla wolności i prawa jednostki, wysoki poziom edukacji oraz ogólnych możliwości rozwoju. We wschodnim pokazuje wartość rodziny, stabilności i bycia integralną częścią społeczności.

W trakcie seansu zachęca widza do wielokrotnej zmiany poglądu na temat głównego dylematu. Subtelność to siła Kłamstewka. Relacje między bohaterami odkrywane są widzem w postaci smutnych spojrzeń i odpowiedniego języka ciała aktorów. Intryga utrzymywania babci pod błogim kloszem nieświadomości pozwala na wyrażanie uczuć w sposób mniej oczywisty niż dramatyczne dialogi pełne efektownego płaczu oraz krzyków kierowanych do Boga z prośbą o litość.

Wesele, czyli kulminacja całego dzieła, to słodko-gorzkie wydarzenie. Z jednej strony bohaterowie starają się pożegnać z nestorką rodu, z drugiej zaskakująco radośnie odbudowują rodzinne więzi. Okrywają, co stracili, gdy rozjechali się po świecie i nie znajdowali czasu na kwestię w życiu najważniejszą – rodzinę. W ostatniej scenie główna bohaterka i jej babcia, choć już znajdują się na przeciwnych krańcach Pacyfiku, wspólnie wykonują ćwiczenie oczyszczające. Pomimo dzielących ich tysięcy kilometrów są razem dzięki tożsamościowej nici, jaką stanowi rodzina i pamięć o niej. Szkoda, że ten piękny przekaz nie zasłużył na chociaż jedną oscarową nominację.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki 1% podatku przekazanemu nam przez Darczyńców Klubu Jagiellońskiego. Dziękujemy! Dołącz do nich, wpisując nasz numer KRS przy rozliczeniu podatku: 0000128315.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.