Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Jakub Müller  8 lutego 2020

Maksymilian Jasionowski. Ślązak, polski patriota, człowiek renesansu

Jakub Müller  8 lutego 2020
przeczytanie zajmie 10 min
Maksymilian Jasionowski. Ślązak, polski patriota, człowiek renesansu źródło: www.myvimu.com/piotrpiekary

Gdyby Jasionowski żył dzisiaj i napisał książkę, trudno byłoby pomieścić wszystkie jego aktywności na tylnej stronie okładki. Może tak: działacz, społecznik, patriota, reporter, publicysta, pisarz, poeta, dramaturg, kompozytor, aktor, wynalazca, rysownik, górnik. Przede wszystkim górnik. Podstawowe wykształcenie, twarde ręce, głęboko zakorzenione poczucie misji i przeświadczenie, że życie ma jakiś sens i że trzeba je przeżyć godnie, zostawiając coś po sobie – tak można scharakteryzować Maksymiliana Jasionowskiego, lokalnego bohatera Piekar Śląskich.

Problem z lokalnymi bohaterami jest taki, że zazwyczaj interesują tylko garstkę pasjonatów i miejscowych patriotów. Dla reszty mogliby nie istnieć. Niewielki zasięg oddziaływania tych postaci sprawia, że pamięć o nich łatwo ginie w mrokach historii, a próba wyciągnięcia na powierzchnię któregokolwiek z nich wiąże się z dużym trudem. Jednak Maksymilian Jasionowski bezsprzecznie wart jest tego wysiłku.

Nastoletni górnik

Maksymilian Edward Jasionowski przyszedł na świat w Piekarach Śląskich (wówczas: Niemieckie Piekary/Deutsch Piekar) 12 października 1867 r. Jego rodzicami byli Jan (Johann) Jasionowski oraz Marianna (Maria) z domu Brückner. Ojciec był z zawodu mistrzem piekarskim.

Maksymilian urodził się jako jedno z pięciorga dzieci państwa Jasionowskich. Niewiele wiadomo o wczesnych latach jego życia. On sam początki edukacji wspomina w swoim Życiorysie tak:

„W roku 1873 wstąpiłem do szkoły powszechnej w Piekarach. Nauka była niemiecka, gdyż w roku 1872 wyrugował rząd pruski ze szkół wszelką naukę polską. W domu jednakowoż pielęgnowaliśmy polskość, gdyż ojciec był dobrym Polakiem, brał udział w sprawach polskich, korespondował do gazet polskich, np. do „Gazety Toruńskiej”.

10 października 1878 r. zmarł ojciec Maksymiliana, zostawiając matkę z pięciorgiem dzieci. Nie ustawała w wysiłkach, żeby wychować je na przyzwoitych polskich obywateli. W domu rodzinnym abonowano polskie czasopisma, czytano dzieła polskich pisarzy, a najwięcej Kraszewskiego. Mimo rodzinnej tragedii, jaką była przedwczesna śmierć ojca, Maksymilian w szkole radził sobie świetnie. Miarą jego sumienności może być fakt, że po 10 roku życia został przesunięty do 8 klasy, w której często zastępował głównego nauczyciela. Jednak utrata ojca zmusiła młodego Jasionowskiego do szybkiego rozpoczęcia pracy zawodowej. Już od 14 roku życia dorywczo wydobywał węgiel w okolicznych kopalniach.

Praca górnika nie należała do łatwych. Zmiany trwały niejednokrotnie kilkanaście godzin, utrudniano zrzeszanie się górników, a ich nierówne traktowanie przelewało czarę goryczy. W 1889 r. kumulowane od dłuższego czasu niezadowolenie uciskanych Polaków znalazło swoje ujście w strajku generalnym, który objął również ziemię piekarską.

Strajkujący doświadczali represji ze strony pruskich zarządców, włącznie ze zwolnieniami z pracy, co dla starszych górników często było równoznaczne z utratą możliwości stałego zarobku. Fakt ten wykorzystywały władze pruskie i zastraszały robotników. Przykładem tego była akcja pokazowa w szarlejskiej kopalni „Cecylia” (gdzie od 1890 r. Jasionowski pracował jako rębacz), w której prewencyjnie zwolniono z pracy kilkudziesięciu górników, żeby stłumić w zarodku rewolucyjno-narodowe tęsknoty. W odpowiedzi na strajk założono w Niemieckich Piekarach tajny Komitet Polski zajmujący się działalnością robotniczą. Spotkania odbywały się co niedzielę w ogrodzie oberżysty Wojtasa w Szarleju (najstarsza dzielnica Piekar Śl.). W altanie ogrodu odbywały się narady, podczas których zapisywano wszelkie nieprawidłowości mające miejsce w kopalniach. Dokładnie to samo zaczął wkrótce czynić Jasionowski, który stał się korespondentem prasowym i jako reporter był znany pod pseudonimem „Marek z Chin”.

Dziennikarz pod pseudonimem

Skąd taki pseudonim? Zgodnie z popularnym wówczas przysłowiem Jasionowski kręcił się jak Marek po piekle – stąd też imię. A dlaczego z Chin, a nie na przykład z Ekwadoru? Okazuje się, że w owych czasach miała miejsce masowa emigracja górników za granicę, np. do Belgii lub Francji, ale także do Chin. Egzotyczny kierunek (oraz wizja ogromnych zarobków) stał się modny po tym, jak Prusy wydzierżawiły od tego azjatyckiego państwa na 99 lat tereny pod budowę kopalni.

Jasionowski korespondował z wieloma czasopismami, głównie z „Nowinami Raciborskimi” i „Pracą” (dodatkiem do „Katolika”). Pisząc poza Górnym Śląskiem (np. do poznańskiej „Pracy”), używał pseudonimu „Staropolanin”. Zadebiutował w 1891 r. w „Pracy” cyklem Chińskie opowieści (w oryginale Chińskie powieści). Była to bardzo ciekawa próbka literacko-publicystyczna, składała się z wielu odcinków, a akcja toczyła się w fikcyjnej chińskiej prowincji i była metaforycznym przedstawieniem stosunków robotniczych oraz sytuacji politycznej panującej na Śląsku. Pierwsza część cyklu ukazała się w 26. numerze „Pracy” z 26 czerwca 1891 r.

Używając współczesnej terminologii, Jasionowski stał się w tamtych czasach prawdziwą gwiazdą. Każdy szanujący się górnik na Śląsku wiedział, kim jest Marek z Chin. Wiele kopalni zabiegało o jego wizytację, a cięte artykuły powodowały irytację i niepokój na najwyższych szczeblach władzy. Z jednej strony górnicy liczyli na sprawczą moc prasowego artykułu, z drugiej zaś strony Niemcy za ujawnienie personaliów Marka z Chin wyznaczali nagrody.

„Depesze Marka z Chin! Na kopalni »Deutschland« wybrany został ponownie p. Mergner starszym knapszaftowym 406 głosami. Robotnicy szli do wyborów jak do tańca. A ja, Marek, stałem koło pieca i aż mi serce dygotało z uciechy. Ale byłem odziany skarbnikowym płaszczem, to mnie nikt nie mógł widzieć. W »Pracy« więcej. Wiwat, robotnicy z »Deutschland«”!

Jasionowskiego pociągało ryzyko. Im bardziej niebezpieczna była akcja, tym bardziej czuł się w obowiązku dotrzeć na miejsce. Przedzieranie się na teren kopalni przypominało nieraz sceny z filmów szpiegowskich – przechodzenie przez dziury w płocie, przemykanie za plecami strażników, kamuflowanie się.

Na przestrzeni kilkunastu lat Marek z Chin pozostawił kilkadziesiąt relacji skrzących humorem, ironią i znawstwem górniczej tematyki. Wzywany był do wielu kopalni na terenie Śląska, zawsze gotów walczyć o sprawiedliwość i piętnować germański wyzysk. Kwestie, które najczęściej poruszał w swoich relacjach to: 8-godzinna dniówka, higiena i bezpieczeństwo pracy, zabezpieczenie górników na starość i renty inwalidzkie, prawidłowe obliczanie dziennego zarobku (tzw. dyng), wolność wyborów do spółki brackiej („Knappschaft”). Dojrzała analiza ostatniego tematu odbiła się tak szerokim echem, że została nawet wykorzystana przez posła Letochę w trakcie jego wystąpienia na posiedzeniu komisji sejmowej.

Od działacza do powstańca

Jasionowski założył i działał w wielu organizacjach społecznych i kulturalnych. W 1890 r. wraz z Wawrzyńcem Hajdą, ks. Józefem Katryniokiem i Franciszkiem Kopczyńskim założył w Niemieckich Piekarach Towarzystwo Alojzjanów (Towarzystwo św. Alojzego), w którym został wybrany sekretarzem. W późniejszych latach piastował też funkcję przewodniczącego.

Celem towarzystwa było pielęgnowanie polskiej mowy, śpiewu i teatru oraz uświadamianie społeczeństwa na niwie patriotyczno-narodowościowej. Alojzjanie zawiązali m.in. amatorską scenę teatralną, która miała stanowić idealny poligon literacki dla młodego, pełnego zapału i sił twórczych Jasionowskiego. Propagowano język polski i patriotyczne pieśni nie tylko na wewnętrznych spotkaniach, ale także publicznie, m.in. podczas ceremonii weselnych szanowanych piekarskich obywateli-patriotów: Franciszka Habrajskiego czy Franciszka Gracka.

15 kwietnia 1908 r. zostawił kolejny ślad na kulturalno-społecznej mapie Piekar. Wraz z Wawrzyńcem Hajdą oraz działaczem ludowym Franciszkiem Grackiem Jasionowski założył chór „Cecylia” przy Bazylice Najświętszej Marii Panny i św. Bartłomieja w Niemieckich Piekarach. Do grona współzałożycieli należeli również Karol Cisek (górnik i działacz społeczny, prezes chóru w latach 1928–1933), bracia Czempielowie oraz panowie: Kobyliński, Pach, Müller i inni. Gwoli sprawiedliwości wspomnieć trzeba, że chór przy bazylice istniał już wcześniej – śpiewał m.in. w 1849 r. podczas konsekracji kościoła wybudowanego z datków ludu przez ks. Jana Alojzego Ficka. Chór jest jednym z najstarszych w Polsce i istnieje do dzisiaj.

W 1918 r. Jasionowski powołany został na przewodniczącego Polskiej Rady Ludowej (Rady Robotniczej) w niemieckich Piekarach. W ramach działań Rady nawiązywał stosunki handlowe m.in. z Wielkopolską, starając się o żywność dla mieszkańców Piekar, głównie o mąkę i ziemniaki. Funkcję tę pełnił aż do rozwiązania rady w maju 1919 r.

Maksymilian Jasionowski był również jednym z organizatorów plebiscytu na przyszłych ziemiach piekarskich. Także i w tym czasie nie próżnował, aktywnie włączył się w działania Komitetu Parytetycznego. Przełożyło się to na świetny wynik – 90% osób uprawnionych do głosowania opowiedziało się za przyłączeniem Śląska do Polski. Jednak tak czynna działalność na rzecz sprawy narodowej musiała mieć swoją cenę dla tych, którzy byli najbliżej związani z Markiem z Chin. W tym wypadku była to rodzina. Jasionowski wracał do domu praktycznie tylko na noc. W dzień próżno go było tam szukać, ponieważ z całych sił angażował się w organizację plebiscytu oraz agitację.

W nocy z 2 na 3 maja 1921 wybuchło III powstanie śląskie. W trakcie zrywu Jasionowski pełnił funkcję sekretarza Bytomskiej Rady Powiatowej (zwanej też Radą Cywilną, później przemianowaną na Radę Obywatelską). Działał także przy ekspozyturze emigracyjnej Naczelnej Rady Ludowej z siedzibą w Wielkich Piekarach. Gdy walki ustały 5 lipca, Jasionowski pomagał powstańcom w kwestiach mieszkaniowych i żywnościowych. W Piekarach znajdował się bowiem tymczasowy obóz dla uchodźców.

W 1928 r. Marek z Chin został mianowany sekretarzem Polskiej Partii Socjalistycznej. Niestety, nie przetrwała żadna wzmianka opisująca motywy, które kierowały Jasionowskim. Wszelako został sekretarzem idei, z którą wcześniej przez wiele lat polemizował.

Ten krótki przegląd działalności politycznej Jasionowskiego musi budzić podziw. Był nie tylko dziennikarzem, który zdecydowanie przeciwstawiał się wyzyskowi polskich górników. Był też człowiekiem czynu, który aktywnie działał na rzecz urzeczywistnienia głoszonych przez siebie idei. Wyrażało się to w licznych organizacjach, które założył, oraz w walce we wszystkich trzech powstaniach śląskich.

Gorąco popierał ideę budowy Kopca Wyzwolenia, którego powstanie miało upamiętnić 250. rocznicę przemarszu wojsk Jana III Sobieskiego pod Wiedeń oraz 15. rocznicę przyłączenia Górnego Śląska do Polski. Swój entuzjazm dla tego pomysłu Jasionowski potwierdził 18 czerwca 1937 r. (na 2 dni przed jego uroczystym poświęceniem) wpisem w „Złotej Księdze założonej z okazji budowy kopca Wyzwolenia Śląska w Wielkich Piekarach” oraz krótkim, okolicznościowym wierszem.

Pisarz uniwersalny

Nie będzie przesadą stwierdzenie, że z bogatego arsenału aktywności Jasionowskiego to właśnie działalność literacka była najbliższa jego sercu. 15 sierpnia 1891 r. „Nowiny” jako pierwsze czasopismo opublikowały literacki debiut Jasionowskiego. Piosnka zaczynała się od słów: „Szlązka kraino, nasza ulubiona/Od nieprzyjaciół chciwości wzgardzona”.

Twórczość literacką (podpisywaną zazwyczaj nazwiskiem) publikował natomiast w prasie lokalnej, głównie w „Gwieździe Górnośląskiej”, „Gwieździe Piekarskiej” i „Głosie z nad Brynicy”. Zdarzały się też wyjątki, takie jak wspomniana wcześniej pieśń Dalej bracia stańmy wkoło, która sygnowana była pseudonimem Marka z Chin.

Twórczość Jasionowskiego cechuje niespotykane bogactwo gatunkowe i stylistyczne. Pisał wiersze, pieśni, monologi, komedie, dramaty, poematy, szkice historyczne, a nawet powieści. Tak szeroka paleta form literackich stanowi wielką rzadkość wśród samorodnych poetów ludowych.

W swej twórczości Jasionowski zwracał się do różnych grup i podejmował różne tematy. W poemacie W więzieniu martwił się losem swojej rodziny, w Piosnce zwracał się do kobiet, potrafił też piętnować aktualne stosunki społeczne lub zwykłe, ludzkie przywary (Plotkarka, Mądra radczyni). Zdarzały się również nawiązania do świata przyrody (Kantata leśnych ptaków) i religii (Hosanna, Stabat Mater).

Jest to oczywiście wciąż twórczość człowieka z podstawowym wykształceniem, która nosi typowe znamiona twórczości ludowej, np. błędy ortograficzne, sporadycznie gubiony rytm.

Z całego pisarstwa Jasionowskiego do dzisiaj przetrwało (w całości lub we fragmentach) 57 tekstów z co najmniej 143 utworów, co przy najbardziej optymistycznym scenariuszu stanowi ok. 39,9% dorobku artysty. Oczywiście, wyliczenia te należy traktować z dystansem, gdyż nie jest znana dokładna ilość zaginionego dziedzictwa Marka z Chin.

Jasionowski spisywał myśli i pomysły w pokreślonych brulionach, a następnie przepisywał je starannie do nowych zeszytów. Były one gromadzone i pilnie strzeżone, prawdopodobnie z myślą o wspólnym wydaniu. Niestety, II wojna światowa spowodowała utratę wielu rękopisów, w tym wszystkich dramatów, wielu komedii i drobnych wierszy. Może kurzą się na którymś z piekarskich strychów, cierpliwie czekając na odkrycie?

Wynalazca

W wolnych chwilach (skąd on je brał?) Jasionowski odsłaniaj swój talent jako wynalazca. Interesował się odkryciami i najnowszymi zdobyczami techniki. W jednej z markowych relacji (rok 1896!) nawiązywał do telefonu:

„A więc idę sobie raz niedaleko Tarnowskich Gór, aż tu naraz mój telefon brzęczy. Mój telefon jest niby połączony z telefonami panów, więc słyszę, co sobie czasem opowiadają”.

Świetnie operował rysunkiem technicznym – jego szkice były dokładne i przejrzyste. Wykorzystując swoją wiedzę i umiejętności, Jasionowski przedłożył do Cesarskiego Urzędu Patentowego dwa wnioski o rejestracje swoich wynalazków: pralki oraz urządzenia do samoczynnego otwierania i zamykania drzwi wentylacyjnych w kopalni. Drugi projekt znalazł uznanie w oczach urzędu, za co Jasionowski został sowicie wynagrodzony. Był to jeden z niewielu momentów w jego życiu (być może jedyny), kiedy uzyskał finansową stabilność. Do dzisiaj zachowała się tylko korespondencja Jasionowskiego z pruskim Urzędem Patentowym, dotycząca uznanego wynalazku. Patent zarejestrowano na nazwisko Max Jaschonowski.

Bieda, rodzina i sprawa polska

Maksymilian Jasionowski przez całe swoje życie związany był z Piekarami Śląskimi. Przez większość swych dni mieszkał w budynku dzisiaj oznaczonym jako Bytomska 173 (wcześniej Mariacka 69), o czym świadczy chociażby zachowana koperta z korespondencji, którą Marek z Chin prowadził do ostatnich lat życia.

W 1901 r. Jasionowski stanął w obronie dzieci z Wrześni, mówiąc głośno o tej zbrodni w publicznym lokalu podczas zebrania robotniczego. Było to równie brawurowe, co nieroztropne, gdyż oznaczało wydanie wyroku na samego siebie. Za obrazę cesarza został skazany przez Sąd Powiatowy w Bytomiu na 4 miesiące więzienia. Karę odsiedział w Oleśnie, w oddzielnej celi jak największy zbrodniarz.

Po powrocie z więzienia Jasionowski znalazł ponownie zatrudnienie w kopalni „Radzionków”, gdzie nękany wielokrotnymi szykanami i rozprawami sądowymi pracował do 1908 r. Po odejściu z kopalni gnany koniecznością utrzymania rodziny Jasionowski rozpoczął prowadzenie biura podań i wniosków. Sam potem mówił, że „dalej już nie szło wytrzymać”. Wykazując się niebywałą wytrwałością, biuro prowadził przez 25 lat z małymi przerwami aż do roku 1933, kiedy to zrezygnował z powodu ogólnego osłabienia i choroby nerwowej.

Jasionowski żył w notorycznym ubóstwie, które nasiliło się od momentu, kiedy otworzył biuro pisania podań. Po śmierci żony wycofał się z życia publicznego, chociaż wciąż pisał. Z czasem jego popularność i rozpoznawalność przygasła. Potwierdza to również Jan Hanszla, kreśląc w swoim artykule Zapomniany talent takie oto słowa: „Kiedyś Maksymiliana Jasionowskiego znano daleko poza granicami Górnego Śląska. Dzisiaj, kiedy 8. idzie mu krzyżyk, wszyscy o nim jakoś zapomnieli. Sam jeden, jak palec, mieszka w swojej izdebce na poddaszu i często je suchy chleb”.

Mimo że w domu rodzinnym nigdy się nie przelewało, chętnie łożył pieniądze na szlachetne w jego mniemaniu cele (m. in. na pomoc naukową dla górnośląskiej młodzieży, rodziny ofiar wypadków górniczych czy na Dom Polski w Raciborzu).

20 września 1896 r. Maksymilian Jasionowski zawarł związek małżeński z Franciszką, z domu Długosz, pochodzącą z Zabrza. Dzisiaj partnerów poznaje się w Internecie, tymczasem Marek z Chin podobno poznał swą przyszłą żonę podczas jednej ze swych markowych eskapad.

Żona Jasionowskiego musiała ciężko pracować na powierzchni kopalni z powodu ciągłego bezrobocia męża. Podobnie było z ich trzema córkami, które musiały wcześnie zacząć zarabiać na chleb. W pamięci dzieci ojciec pozostał jako człowiek bezwzględny, zdecydowanie oddany sprawom działalności narodowej, nawet kosztem rodziny. Franciszka Jasionowska zmarła 4 września 1930 r. w wieku 66 lat, pozostawiając na świecie owdowiałego męża oraz pięć córek. Sam Jasionowski zmarł 7 marca 1957 r.

Całe życie Marka z Chin było związane z Piekarami. Tutaj się urodził, tutaj rozwijał swoją działalność społeczno-polityczną i tutaj także zmarł. Jego doczesne szczątki spoczęły na piekarskim cmentarzu, tuż obok grobu swego mistrza i nauczyciela – Wawrzyńca Hajdy – z którym przez lata łączyła go serdeczna przyjaźń i współpraca.

Medale dla Marka z Chin

Maksymilian Jasionowski został dwukrotnie odznaczony w 1937 r. Pierwszym medalem był Srebrny Wawrzyn Akademicki Polskiej Akademii Literatury za szerzenie zamiłowania do literatury polskiej. Treść dyplomu brzmiała następująco:

„Prezydium Polskiej Akademii Literatury stwierdza, że p. Maksymilian Jasionowski zarządzeniem Pana ministra wyznań religijnych i oświecenia publicznego dnia 4 listopada 1937 roku został odznaczony Srebrnym Wawrzynem Akademickim za szerzenie zamiłowania do literatury polskiej. Prezydium Polskiej Akademii Literatury: Prezes Wacław Sieroszewski, wiceprezes Leopold Staff, sekretarz generalny Kaden Bandrowski”.

Drugim odznaczeniem był Srebrny Krzyż Zasługi za pracę społeczną. Według Jadwigi Kucianki (wybitnej badaczki kultury i literatury Śląska, która była w posiadaniu odpisów obu dyplomów) treść dyplomu brzmiała następująco:

„Rzeczypospolita Polska – nadaje Maksymilianowi Jasionowskiemu w Piekarach Śląskich – Srebrny Krzyż Zasługi, za zasługi na polu pracy społecznej. 11 listopada 1937 r. Prezes Rady Ministrów – Sławoj – Składkowski”.

Wielokrotnie więziony, zwalniany z pracy, szykanowany. Jasionowski za życia nie doczekał się godnego mu uznania, a kilka nadanych mu odznaczeń oraz dożywotnie członkostwo honorowe w Związku Powstańców Śląskich nie zmieniło tego faktu. Nie zmieniał go również śmierć Marka z Chin. Jestem przekonany, że gdyby ktoś zrobił sondę na piekarskich ulicach i zapytał, kim był Maksymilian Jasionowski, znacząca większość ankietowanych nie wiedziałaby, co odpowiedzieć.

Tymczasem Jasionowski jest postacią z wszech miar wartą przypomnienia. We współczesnych dyskusjach na temat tożsamości Polaków postacie, takie jak Marek z Chin, jego mentor, Wawrzyniec Hajda, oraz inni są fenomenem, który jaskrawo wyróżnia się na tle inteligencji z Kongresówki. Zdumiewający jest przede wszystkim zapał i poświęcenie Jasionowskiego, a także spektrum talentów, które w sobie pielęgnował mimo braku gruntownego wykształcenia. W jakiś niezwykły sposób robotniczy hart ducha spotkał się w nim z równie niezłomnym dążeniem do ziszczenia snu o Śląsku w wolnej Polsce. Oczywiście, w pojedynkę tego marzenia by nie zrealizował, jednak trudno zaprzeczyć, że walnie się do tego przyczynił.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.