Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Kamil Wons  1 lutego 2020

Konserwatywny nihilizm. Sylwetka ideowa Bartosza Jastrzębskiego

Kamil Wons  1 lutego 2020
przeczytanie zajmie 6 min
Konserwatywny nihilizm. Sylwetka ideowa Bartosza Jastrzębskiego Witold Pruszkowski – „Wizja”/ Wikipedia

Polski konserwatyzm to katolicki tradycjonalizm podlany mesjanizmem. Dla kogoś, kto chce go zrozumieć, idealnymi pozycjami będą trzy zbiory esejów Bartosza Jastrzębskiego. Ostatnie Królestwo, Vestigia Dei oraz Światło Zachodu prowadzą nas za rękę, pozwalając zatopić się w świecie tej myśli. Kto zresztą może lepiej oddać polski konserwatyzm niż filozof, katolicki neofita i fan bezkresów Wschodu? Prawda jednak wygląda zgoła inaczej. 

Trzy książki i trzy etapy

Wyobraźmy sobie taką oto sytuację. Przychodzi do nas osoba, która ma wrażenie, że ze światem jest coś głęboko nie tak. Podskórnie czuje, że otaczająca go rzeczywistość jest mu obca oraz w pewien sposób zepsuta. Nie potrafi jednak tego wyartykułować ani uzasadnić. Wtedy podsuwamy jej Ostatnie Królestwo Bartosza Jastrzębskiego. W trzynastu esejach autor odkrywa przed czytelnikiem kłamstwo liberalnej opowieści o świecie, pokazuje jego źródła oraz skutki. Wprowadza dalej w bogaty świat konserwatyzmu z różnymi jego odmianami, pokazując jednocześnie piękno tradycji, która posiada swój własny głęboki sens. Owocem lektury jest ustrukturyzowanie pojęć, dzięki czemu czytelnik może wyruszyć w dalszą drogę w kierunku kolejnych pytań i kolejnych lektur.

Podobnie rzecz ma się z młodym, wierzącym intelektualistą, który stoi w rozkroku pomiędzy rozumem a wiarą. Nie jest w stanie pogodzić ze sobą tych dwóch elementów. Wtedy idealną pozycją jest Vestigia Dei. Jest to ponad dwieście stron wspaniałej podróży przez katolicką myśl, w której przewodnikami są tacy tytani, jak św. Tomasz z Akwinu, św. Bonawentura, św. Justyn Męczennik, Mistrz Eckhart, Leon XIII, Jan Paweł II czy Benedykt XVI.

Bartosz Jastrzębski w czytelny i sugestywny sposób umiejscawia rozum w Bożym planie. Pokazując jego wagę oraz silne strony, uzmysławia jednocześnie jego ograniczenia, słabości i niebezpieczeństwa, które niesie zbytnie zawierzenie jego możliwościom. Pozwala rozróżnić, w jaki sposób w przeciągu wieków zmieniał się ludzki pogląd na rolę rozumu. Dzięki temu widać jak na dłoni, że racjonalizm niejedno ma imię. Wyznacza wreszcie złoty środek pomiędzy najskrajniejszym podkreśleniem możliwości rozumu a fideizmem.

Światło Zachodu jest z kolei pewną próbą zbudowania programu pozytywnego. Autor stara się zbudować most między teoretycznymi rozważaniami a praktyką, a także zaproponować ścieżkę działania. Wyłamuje się jednocześnie z polskiego konserwatywnego mainstreamu dzięki swojemu esejowi, który dotyczy ekologii integralnej. Z jego pomocą wprowadza czytelnika w katolickie rozumienie panowania nad światem.

XIX-wieczny naród to nie wszystko

Rozważania Bartosza Jastrzębskiego nie są, rzecz jasna, wolne od uchybień i błędów. Wpierw zacznę od wskazania drobniejszych pomyłek. Otóż ważną kwestią, która jest typowa dla polskich konserwatystów, a jednocześnie zupełnie niezrozumiała dla zewnętrznego obserwatora, to bezkrytyczna miłość do idei narodowej oraz państwa narodowego. Tymczasem, kiedy idzie o naród, konserwatyści, którzy zazwyczaj bacznie rozróżniają pojęcia i definicje, w tym wypadku mieszają ze sobą takie terminy, jak kraj, ojczyzna, kultura, naród, państwo rozumiane jako dominium oraz państwa rozumiane jako lo stato. Brak jakiejkolwiek dystynkcji pojęciowej w tym miejscu zupełnie rozmija się z faktem, że dziewiętnastowieczne rozumienie wspólnoty narodowej nie jest ani odwieczne, ani jedyne. Nie można bowiem czcić jednocześnie średniowiecznego ordo o Respublica Christiana na równi z ich zabójcami, czyli nowoczesnymi państwami narodowymi.

Zaniechanie, którego Jastrzębski się dopuścił, ma interesujące skutki dla jego rozważań. Spójrzmy, na przykład, na ten cytat: „Nie istnieje coś takiego jak »Ludzkość«. Jest to jedynie abstrakcyjna idea ogólna. […] Człowiek jest zawsze jakiś: to Francuz, Niemiec, Polak czy Szwed, z całym swoim językowym, historycznym i kulturowym zapleczem” (Jastrzębski 2017: 108). Jak to w końcu jest? Konkret czy ogół? Zawsze można powiedzieć, że „nie istnieje coś takiego jak »polskość«. Człowiek jest zawsze jakiś: to Nowak, Kowalski czy Jastrzębski”.

Dlaczego „Ludzkość” ma być pojęciem zbyt ogólnym i abstrakcyjnym, podczas gdy „francuskość” ma za to trafnie oddawać rzeczywistość? Co jest tutaj czynnikiem rozstrzygającym? Wydaje się, że możliwym kryterium byłaby tutaj kwestia zakorzenienia. W tym świetle „Ludzkość” to określenie kosmopolityczne i wyrywające ze wspólnoty, natomiast „francuskość” jest rzekomo pojęciem zakorzeniającym. Problem w tym, że zarówno „Ludzkość”, jak i „francuskość” są ideowymi postulatami. Oba nie tyle opisują świat, co projektują pewną tożsamość, czego najlepszym przykładem jest XIX-wieczny proces tworzenia się nowoczesnych narodów.

Wynika z tego, że kryterium zakorzenienia nie jest rozstrzygające, a rozumowanie Jastrzębskiego podlega redukcji do absurdu. Jak schizofreniczne jest spojrzenie na naród, pokazuje kolejny cytat: „Istnienie wielu światów, wielu ojczyzn i narodów jest wartością samą w sobie. Rozmaitość sposobów przeżywania świata […] stanowi o bogactwie uniwersum ludzkiego, podobnie jak gatunkowa obfitość lasów równikowych albo raf koralowych jest po prostu chwałą Boga i świadectwem Jego nieskończonej hojności […]. Powiada się słusznie, iż wraz z zagładą każdego języka naturalnego ginie bezpowrotnie pewien świat, który w tym języku istniał. […] Wszelkiego autoramentu lewica od początku tej różnorodności nienawidziła i od początku – od rewolucji francuskiej […] czyniła wszystko, by ją unicestwić w imię uniformizacji” (Jastrzębski 2017:112). Ową uniformizację zaczęło wszak państwo narodowe. Nie zapominajmy, że pierwszymi nacjonalistami byli jakobini. Wizja ponadnarodowych tożsamości niszczących narody jest przerzuceniem na poziom wyżej tego, co zrobiło nowoczesne państwo wspólnotom lokalnym.

W stronę nihilizmu

Dalsza lektura rozważań Jastrzębowskiego odsłania kolejne popełnione przez niego błędy. Staje się to jasne, jeśli spojrzymy na wnioski autora Ostatniego królestwa przez pryzmat rozróżnień pojęciowych, które możemy odnaleźć w książce O pojęciu tradycji Pawła Grada. Pomimo niebywałej znajomości wielu myślicieli oraz zakorzenienia w ortodoksji Bartosz Jastrzębski nie uchronił swojej myśli od niebywałych sprzeczności. Błędy te można za Pawłem Gradem zidentyfikować jako konserwatyzm będący nihilizmem.

Objawia się on na kilku płaszczyznach, z których pierwszą jest podejście do tradycji, a właściwie do kryteriów określenia, co jest tradycją, oraz ich uzasadnienia. Jaka tradycja bowiem, zdaniem Bartosza Jastrzębskiego, jest właściwa? Oczywiście ta, w której zostaliśmy wychowani: „Bóg nas tu postawił – i tu powinniśmy stać. Skąd przekonanie, że możemy znaleźć lepsze dla siebie miejsce? Czy to nie aby tylko zgubna, indywidualistyczna pycha oraz bezrefleksyjny pęd do nowości […] podpuszczają nas do niepotrzebnej duchowej ruchliwości […]. Mnich nie powinien opuszczać swojej celi, a człowiek każdy – Tradycji” (Jastrzębski 2017: 28).

Jest to nic innego jak kartezjańska „moralność tymczasowa” (Grad 2017: 42-43), rozciągnięta na całe życie. Nigdzie nie pada uzasadnienie, dlaczego praktyki danej tradycji powinny zostać zachowane ani czy są one w ogóle sprawiedliwe. Stanowisko Jastrzębowskiego można oddać innymi słowy za pomocą polskiego powiedzenia: „Jakiego mnie, Panie Boże, stworzyłeś, takiego mnie masz”.

Jak przystało na nihilistycznego konserwatystę, Bartosz Jastrzębski uwięziony jest w osi czasu. Brak pytania o sprawiedliwość pozbawia go zewnętrznego punktu odniesienia. Mimo to stara się dokonać oceny kierunku, w którym zmierza historia, niestety wynik tych prób razi arbitralnością. Jastrzębowski bowiem dość swobodnie i w zależności od potrzeb potrafi zmieniać swój pogląd na bieg dziejów. Upływ czasu może być więc degenerujący, tak jak w tym fragmencie: „Otóż więc i owe dwa główne modele – tertio non datur. Niepodobna bowiem sądzić, iż świat, in toto, trochę się rozwija, a trochę się »cofa«. Wzięty w całości musi się odsłonić jako zmierzający do wyższych jakichś swoich stanów (wtedy rację mają »progresywiści«), bądź przeciwnie, ulegający degradacji ontologicznej i moralnej, przed którą możemy go starać się jakoś chronić lub przynajmniej ją spowalniać (wtedy w prawdzie są tradycjonaliści)” (Jastrzębski 2017: 131).

Równie mglisty jest sposób, w jaki Jastrzębski sytuuje pojęcie tradycji w kontekście politycznym. Może być bowiem tak, że upływ czasu i długie trwanie stanowią swoistą legitymację oraz utwierdzają właściwy wybór. Autor powiada: „Pamiętajmy jednak, o czym już wspominałem, że przecież nie jest ona [tradycja, K.W.] czymś przypadkowym, wszak skrapla się w niej dwa tysiące lat duchowych doświadczeń ludzkości z tej (bliskowschodniej, śródziemnomorskiej i europejskiej) części świata […]. Pojawia się tu więc niebłahy argument z długiego trwania – i to trwania płodnego, z którego narodziła się kultura europejska, nasza” (Jastrzębski 2017: 29). Konia z rzędem temu, kto odgadnie, kiedy to tradycja jest wzrostem, który skrapla w sobie doświadczenia minionych pokoleń, a kiedy zadawnionym błędem, który trzeba odrzucić.

Jednak irracjonalizm

Niestety, na tym problemy stanowiska Jastrzębskiego się nie kończą. W eseju stanowiącym swojego rodzaju manifest lub wezwanie do walki o odzyskanie kultury padają słowa, które w zasadzie unieważniają dużą część refleksji autora Vestiga Dei. Jastrzębski powiada bowiem, że „słońcem niewidzialnego świata, dzięki któremu on istnieje, żyje i jest poznawalny – jest On sam, Bóg Trójjedyny. Musimy przeto stać się posłańcami owego Niewidzialnego Władcy, jego heroldami, apostołami i w końcu wojownikami. A winniśmy się nimi uczynić nawet, gdyby żadnego Niewidzialnego w ogóle nie było. Bo świat, choćby tylko z ideą Boga, jest po prostu lepszy niż świat takiej idei całkiem pozbawiony. W liście do Natalii Fonwiziny z 1854 roku Dostojewski pięknie napisał: »gdyby ktoś mi udowodnił, że Chrystus jest poza prawdą, i rzeczywiście byłoby tak, że prawda jest poza Chrystusem, to wolałbym pozostać z Chrystusem niż z prawdą. Jednakże lepiej o tym nie mówić«. »Krzyżowcy« współczesności mogą tym słowom jedynie z całego serca przyklasnąć. Bóg jest, ale nawet gdyby Go nie było, samej Jego idei warto byłoby stworzyć domostwo w sercach i umysłach oraz pieczołowicie ją chronić, a także – w razie potrzeby – za nią zginąć” (Jastrzębski 2019, 58-59).

Jak wspomniałem wcześniej, Jastrzębski dokonał w Vestiga Dei szczegółowych rozróżnień między poszczególnymi racjonalizmami, starając się znaleźć złoty środek między przesadną wiarą w rozum a irracjonalnym fideizmem. Paradoks jego rozważań polega na tym, że ostatecznie opowiedział się, jak widać to na podstawie powyższych cytatów, za tym drugim. Zakrawa to o ironię losu, że autor, chcąc walczyć w obronie tradycji i przeciwko nowoczesności, wybrał koniec końców jedną z nowożytnych herezji: odrzucenie prymatu prawdy i potraktowanie Boga jako postulatu rozumu praktycznego, który ma uczynić świat człowieka światem pełnym sensu.

Tymczasem prawda chrześcijańskiego Objawienia kontrastuje z wnioskami przyjętymi przez Jastrzębskiego. Pan Nasz, Jezus Chrystus, jak sam nam objawił, jest „Drogą, Prawdą i Życiem” (J 14, 6), ergo „prawda poza Chrystusem nie jest prawdą” oraz „Chrystus poza prawdą nie jest Chrystusem”. Tertium non datur! Z tego więc powodu zarówno słowa Dostojewskiego, tak też rozważania Jastrzębskiego okazują się nie tylko sprzeczne z Ewangelią, lecz także sprzeczne same ze sobą. Bo jaki sens życiu może nadać idea Boga, która jest fałszem? To trochę jak sądzić, że lepiej iść do ciemnej jaskini z latarką bez baterii niż bez latarki.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.