Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Katolicyzm i świecka nauka. Spór w racjonalnej rodzinie

Wbrew pozorom katolickie rozumienie świata oraz świecką naukę zdecydowanie więcej łączy niż dzieli. To, co najistotniejsze, to wspólny mianownik racjonalizmu. W przypadku katolicyzmu zagrożeniem dla jego postaci racjonalnej są podejścia, które można nazwać katolickim postmodernizmem oraz katolicką pseudonauką.

Spór rodzeństwa w racjonalnej rodzinie

Istnieje wiele kwestii, w których katolicki sposób uzasadniania tez wydaje się wchodzić w radykalny konflikt z dominującym świeckim, naturalistycznym sposobem formułowania argumentów. Jest to wyraźnie widoczne choćby w przypadku debat dotyczących dopuszczalności przerywania ciąży. Strona katolicka zakłada, że już od momentu poczęcia zarodek ma ludzką naturę, jest więc tym samym rodzajem bytu, co dorosłe osoby. Dlatego też ma on takie samo prawo do życia jak inni ludzie.

Zgodnie z katolickim rozumieniem natur, byt może posiadać pewną naturę nawet jeśli aktualnie nie posiada typowych związanych z nią cech. Dlatego też nie jest problemem, że zarodek nie wykazuje np. zdolności do przeprowadzania rozumowań. Na mocy natury rozumność już mu przysługuje, ale na razie jedynie potencjalnie i ujawni się wraz z jego rozwojem. Ponadto w obrębie katolickiej argumentacji zauważa się, że pomimo braku możliwości przejawiania przez zarodek zdolności do myślenia, są pewne empiryczne przesłanki uzasadniające związek zarodka z rozwiniętym człowiekiem. Wskazuje się tu na przykład rolę kodu genetycznego określającego unikatowe cechy jednostki bądź ciągłość biologicznego rozwoju rozpoczynającego się w momencie poczęcia.

W dominującym nurcie świeckiej bioetyki powyższy esencjalizm nie jest akceptowany. Jeśli zarodek nie posiada fizycznych struktur dających dyspozycje do rozumnych zachowań, nie jest uznawany za osobę. Dlatego też do pewnego momentu rozwoju nie przysługuje mu taki sam status etyczny jak dorosłym ludziom. Co więcej, wskazuje się, że w przeciwieństwie do tego, co utrzymuje strona katolicka, w rozwoju zarodka zachodzą istotne momenty nieciągłości. Na przykład tylko do pewnego etapu jeden zarodek może podzielić się na kilka osobnych, z których każdy może rozwinąć się w innego człowieka.

Powyższa perspektywa sugeruje, że katolicka argumentacja i argumentacja świecka są sobie zupełnie obce. Wydaje się, że każda opiera się na odmiennym rozumieniu racjonalności, których nie sposób ze sobą pogodzić. Jednakże patrząc z innej strony można dojść do wniosku, że oba stanowiska są de facto do siebie bardzo podobne.

Po pierwsze, oba zakładają, że zarodek ma pewne obiektywne cechy niezależne od naszych przekonań na jego temat. Po drugie przyjmują, że jego cechy możemy poznać. Po trzecie, biorąc pod uwagę fakt, że zarodek jest bytem empirycznym, oba stanowiska przyjmują, że nasze rozumienie tego, czym jest zarodek, powinno być spójne z naukową wiedzą na jego temat. Wreszcie po czwarte – zarówno stanowisko katolickie, jak i świeckie zakłada pewien związek pomiędzy metafizyką a etyką: to, czym jest zarodek determinuje to, co wolno z nim robić. Co więcej, panuje zgoda, że kluczową kategorią etyczną jest kategoria osoby. Biorąc pod uwagę te podobieństwa można z kolei odnieść wrażenie, że spór pomiędzy stanowiskiem katolickim a stanowiskiem świeckim to tak naprawdę drobna sprzeczka w obrębie rodziny stanowisk posługujących się tym samym rozumieniem racjonalności.

Sądzę, że zajmowanie pozycji pośród racjonalnych stanowisk zakładających obiektywność rzeczywistości, realność poznania, istotność danych empirycznych i połączenie metafizyki z etyką stanowi zaletę opcji katolickiej. Jednakże zachowanie tak rozumianej racjonalności stanowi też dla katolicyzmu pewne wyzwanie.

Pozostawanie w scharakteryzowanym wyżej polu racjonalności wymaga bowiem otwartości na nowe argumenty, zwłaszcza te związane z uzyskiwaniem nowych danych empirycznych przez nauki szczegółowe. W końcu zakłada się tu, że czynione przez nas rozstrzygnięcia zależą od faktycznych własności rzeczy, a w przypadku obiektów empirycznych badania naukowe są z pewnością najlepszym narzędziem do ich poznania. Potencjalnie trzeba być więc gotowym na zmianę katolickiego stanowiska w obliczu rozwoju wiedzy dotyczącej świata.

Jednakże stanowiska katolickie z trudem poddają się tego rodzaju modyfikacjom. Przede wszystkim ewentualne nowe elementy są ocenianie nie tylko pod względem zgodności z aktualnym stanem ludzkiej wiedzy, ale także pod względem tego, czy są spójne z tym, co do katolickiej tradycji zostało dodane wcześniej. Z tego powodu stanowiska formułowane na gruncie katolicyzmu są narażone na wypadnięcie poza obszar racjonalności. Mogą okazać się niezgodne z aktualną wiedzą o świecie, a jednocześnie nie być poddawane modyfikacjom potrzebnym dla zachowania racjonalności, gdyż naruszyłoby to ich spójność z całością tradycji.

Wyzwanie dla katolickiej racjonalności

Powyższy problem nie jest czysto teoretyczny z uwagi na fakt, że obecnie jesteśmy świadkami procesu polegającego na powstawaniu coraz większego rozdźwięku między katolicką antropologią a rozwojem wiedzy empirycznej. Jest to szczególnie dobrze widoczne w przypadku poglądów na płeć. Choć poglądy na naturę płci są obecnie również przedmiotem debaty w obrębie samego katolicyzmu, to pomimo pewnej różnorodności podejść wyróżnić można wpływowe, konserwatywne ujęcie, które cechuje się dużą spójnością z katolicką tradycją. Po pierwsze, wedle tak rozumianego stanowiska katolickiego istnieją dokładnie dwie płcie: żeńska i męska. Co więcej, każdy człowiek ma jedną z tych dwóch płci. Z kolei o tym, jaką się ma płeć, decydują cechy dotyczące ukształtowania ciała. Z takiej perspektywy wszystkie niejednoznaczne przypadki związane np. poczuciem niezgodności psychicznie przeżywanej tożsamości płciowej z ukształtowaniem ciała muszą być traktowane jako rodzaj zaburzeń, w których ludzie mylą się co do swojej faktycznej płci zdeterminowanej cechami ciała.

Taki punkt widzenia jest jednak problematyczny z perspektywy dominującego w naukach empirycznych myślenia o płci. Po pierwsze, płeć nie jest traktowana jako jednoznacznie determinowana przez ukształtowanie ciała, lecz także przez szereg czynników związanych m.in. z działaniem systemu hormonalnego oraz sposobem funkcjonowania mechanizmów poznawczych, takich jak zakodowana w mózgu reprezentacja ciała, która nie zawsze jest zgodna z jego fizyczną formą. Występowanie różnych kombinacji tych czynników sprawia, że istnieją jednostki, które trudno jednoznacznie uznać za mające płeć żeńską lub męską. W konsekwencji, w rozstrzygnięciu takich niejednoznacznych przypadków istotną rolę może odgrywać autoidentyfikacja samej jednostki. Na przykład, osoba o stereotypowo męskim ukształtowaniu ciała i jednocześnie posiadająca niezgodną z tym ukształtowaniem neuronalną reprezentację ciała, może zadecydować, że jest kobietą. Taki rezultat nie jest niczym patologicznym, lecz raczej jedną z racjonalnych reakcji na posiadanie niestandardowego zestawu cech istotnych dla płciowej kategoryzacji.

Istnienie takiej rozbieżności stanowi problem dla opcji katolickiej. Staje ona przed wyborem czy zachować swoje dotychczasowe, historycznie spójne stanowisko, lecz jednocześnie oddalać się od poglądów zgodnych z aktualnym stanem wiedzy o świecie czy też zmodyfikować swoje stanowisko, godząc się na jakiś poziom niespójności z wcześniejszą doktryną.

Katolicki postmodernizm

W odpowiedzi na powyższy dylemat w obrębie katolicyzmu powstają nurty, które gotowe są poświęcić standardy racjonalności na rzecz zachowania spójności. Jedną z najbardziej intelektualnie wysublimowanych opcji tego typu można określić jako „katolicki postmodernizm”. Taka postawa ma dwa główne elementy. Po pierwsze, zgodność formułowanego stanowiska z empirycznym obrazem świata przestaje być istotnym wyznacznikiem racjonalności. W zamian racjonalność katolickich stanowisk oceniania jest z punktu widzenia ich spójności z dotychczasową tradycją. W konsekwencji dla katolickiego postmodernisty niezgodność katolickiego i naukowego pojmowania płci nie stanowi problemu. W tej wykładni stanowiska katolickie mają swoją specyficzną racjonalność, która jest niezależna od zgodności ze stanem wiedzy naukowej.

Z tą zmianą rozumienia racjonalności wiąże się drugi z elementów „katolickiego postmodernizmu”, jakim jest taki sposób interpretowania własnych tez, aby przestały mieć one jakąkolwiek treść empiryczną. Przykładowo, nauki empiryczne głoszą, że istnieją osoby, którym nie można przypisać w jednoznaczny sposób płci męskiej lub żeńskiej. Mogłoby się więc wydawać, że taki rezultat stanowi argument przeciwko katolickiej tezie zgodnie, z którą każdy jest albo mężczyzną albo kobietą. W końcu płeć jest cechą empiryczną, o której nauka powinna mieć coś do powiedzenia. Jednakże katolicki postmodernista może w taki sposób zinterpretować katolicki pogląd na temat płci, aby tezy oparte na wynikach naukowych badań nie miały żadnego znaczenia. Może on na przykład stwierdzić, że płciowo niejednoznaczna osoba tak naprawdę jest kobietą bądź mężczyzną na mocy swojej natury, która jednak w tym szczególnym przypadku nie ujawnia się w sposób empirycznie obserwowalny.

Powyższe stanowisko można nazwać „postmodernistycznym”, gdyż w tej perspektywie katolicki obraz świata i naukowy obraz świata przestaje łączyć wspólne rozumienie racjonalności. Każdy z tych nurtów staje się odrębną „narracją”, które nie mają ze sobą zbyt wielu punktów stycznych. Na krótką metę taka postawa może wydawać się atrakcyjna, jako że chroni integralność katolickiego nauczania. Jednakże w dłuższej perspektywie jest szkodliwa: sprawia, że katolicki światopogląd coraz bardziej rozmija się z posiadaną przez nas wiedzą o świecie i staje się przez to coraz mniej poważna, operując własnym, niezrozumiałym intersubiektywnie kryterium racjonalności.

Katolicka pseudonauka

O ile katolicki postmodernizm jest intelektualnie dość wysublimowaną propozycją, to przedstawiciele opcji katolickiej niejednokrotnie zajmują prostsze stanowisko, które można określić jako „katolicka pseudonauka”. Polega ono na wybiórczym traktowaniu wyników naukowych poprzez akceptowanie tych, które wydają się zgodne ze stanowiskami katolickimi, a pomijaniem tych, które wydają się z nimi niezgodne.

Lekceważone są przy tym zazwyczaj kwestie metodologiczne, wskutek czego badania, co do których społeczność naukowa sformułowała poważne zarzuty, traktowane są z pełną powagą o ile mogą posłużyć za argument w debatach światopoglądowych.

Dobrym przykładem jest tu powracający co jakiś czas wątek możliwości „terapii homoseksualizmu”. O ile w środowiskach naukowych panuje konsensus co do szkodliwości prób takiej terapii, niektórzy przedstawiciele opcji katolickiej wciąż wyszukują funkcjonujących na marginesach świata nauki zwolenników leczenia homoseksualizmu. Częstą taktyką jest również dezawuowanie wyników naukowych niepasujących do katolickiego światopoglądu jako produktów zideologizowanej, rzekomo „lewicowej” nauki.

Ogólnie rzecz ujmując, przedstawiciele katolickiej pseudonauki powielają większość schematów charakterystycznych dla innych dyskursów pseudonaukowych dotyczących np. nieskuteczności szczepień czy braku wpływu działań ludzi na obecne ocieplenie klimatu. W szczególności wybiórczo traktują wyniki naukowe, nie biorą pod uwagę roli naukowego konsensusu, nie mają poważnego podejścia do metodologii badań oraz zarzucają wynikom niezgodnym z ich światopoglądem ideologiczne uwikłanie.

Teoria ewolucji i katolicki racjonalizm

Na szczęście katolicki postmodernizm i katolicka pseudonauka to nie jedyne opcje. W przeszłości katolicyzm był w stanie reagować na zmieniającą się wiedzę w sposób, który pozwalał zachować wysokie standardy racjonalności, a jednocześnie nie porzucić kluczowych elementów tradycji.

Dobrym przykładem jest tu katolickie podejście do teorii ewolucji. Przed jej sformułowaniem dominującym katolickim poglądem było przekonanie, że wyjątkowy status ludzi opiera się m.in. na braku biologicznej ciągłości z resztą przyrody. Jednakże teoria ewolucji podważyła to stanowisko, wskazując, że ludzie nie zostali stworzeni osobnym aktem, lecz powstali poprzez stopniowe przekształcenia, jakim podlegały inne, zwierzęce organizmy. Katolicyzm był w stanie poradzić sobie z tym wyzwaniem. Z jednej strony dokonano modyfikacji katolickiego stanowiska, co pozwoliło zaakceptować biologiczne pochodzenie ludzi od zwierząt. Wymagało to na przykład wypracowania odpowiedniej koncepcji stwarzania, tak aby stworzenie ludzi nie miało postaci pojedynczego aktu, lecz polegało na stopniowym realizowaniu potencjonalności obecnych w bytach istniejących przed powstaniem gatunku homo sapiens. Jednocześnie pomimo tych modyfikacji zachowano kluczowe przekonanie o wyjątkowym statusie osób ludzkich poprzez uzasadnienie go w inny sposób niż poprzez brak biologicznej ciągłości z resztą przyrody. Obecnie katolickie myślenie o godności osoby opiera się na przekonaniu o posiadaniu przez ludzi rozumnej natury i nie wymaga odwołania do braku biologicznych związków z innymi organizmami.

Co więcej, uzgodnienie wiedzy na temat biologicznej ewolucji człowieka ze stanowiskiem katolickim pozwoliło również stronie katolickiej z pożytkiem wpływać na świat nauki. Po pierwsze, niejednokrotnie pojawiała się pokusa interpretowania faktu zachodzenia biologicznej ewolucji jako argumentu na rzecz ateizmu. Zmienność gatunków wynikająca jedynie z zachodzenia mutacji i presji ze strony środowiska miała wskazywać na brak istnienia boskiego intelektu kierującego losami świata. Uzgodnienie teorii ewolucji ze stanowiskiem katolickim pokazywało jednak, że takie ateistyczne ujęcie ewolucji nie wynika w żaden sposób z samej empirycznej treści tej teorii, lecz jest filozoficznym naddatkiem, którego nie trzeba akceptować, aby pozostać w zgodzie z naukowym obrazem świata. Ponadto włączenie się katolików w dyskusję nad teorią ewolucji ułatwiło etyczną krytykę prób przenoszenia koncepcji ewolucyjnych na rzeczywistość społeczną, które były podłożem dla eugenicznych pomysłów wzmacniania społeczeństw przez usuwanie najsłabszych jednostek.

W przypadku teorii ewolucji stanowisku katolickiemu udało się zachować wysokie standardy racjonalności przy jednoczesnym wprowadzeniu jedynie ograniczonych modyfikacji. Wymagało to wyróżnienia peryferyjnych elementów własnego stanowiska, które ulegają zmianie oraz elementów centralnych, które wciąż są zachowywane. Jak sądzę, podobny zabieg można również z powodzeniem przeprowadzić w przypadku tematu płci.

Katolicki racjonalizm i kwestia płci

Przykładowo, gdyż możliwych rozwiązań jest z pewnością wiele – pod wpływem empirycznie uzasadnionych ustaleń dotyczących płci, modyfikacji może ulec twierdzenie o zewnętrznych cechach biologicznych jako głównych determinantach płci. Pozwoliłoby to uznać, zgodnie z coraz wyraźniejszym konsensusem w obrębie psychologii i medycyny, że istnieją osoby, w przypadku których o płci decydują aspekty neuronalne i psychologiczna autoidentyfikacja. Podobnie, zamiast iść w kierunku pozbawionego empirycznej treści esencjalizmu można uznać, że istnieją osoby, u których nietypowa kombinacja czynników sprawia, że nie można ich przypisać do żadnej z dwóch płci.

Jednocześnie dokonanie tego typu modyfikacji nie musi oznaczać porzucenia samego istotnego dla katolickiej antropologii przekonania o istnieniu dwóch płci, żeńskiej i męskiej, oraz przypisanej im celowości i komplementarności. Płcie wciąż mogą być dwie, choć nie w każdym przypadku o posiadaniu jednej z nich będzie decydować forma ciała, a co więcej, mogą występować jednostki, które płci nie mają lub jest ona nie do określenia. Ponadto, znów analogicznie jak w przypadku sporów o interpretację teorii ewolucji, uzgodnienie katolickiej antropologii z ustaleniami nauk szczegółowych pozwala w wiarygodniejszy sposób wskazać, że niektóre lewicowe postulaty odrzucenia wszelkich wyraźnych tożsamości płciowych są jedynie pewną interpretacją wyników naukowych, a nie ich prostą konsekwencją.

Esej pochodzi z szóstego numeru elektronicznego czasopisma idei „Pressje”. Zachęcamy do bezpłatnego pobrania całego numeru w formatach PDF, EPUB lub MOBI. 

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych.

Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o zachowanie informacji o finansowaniu artykułu oraz podanie linku do naszej strony.