Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Joanna Skoczek  28 stycznia 2020

Smok w składzie porcelany. Fiasko chińskiego soft power

Joanna Skoczek  28 stycznia 2020
przeczytanie zajmie 9 min

Wchodzenie w otwarte konflikty, globalna ekspansja gospodarcza i militarna oraz tłumienie swobód obywatelskich podkopały wcześniejsze osiągnięcia i wizerunek Chin. Mimo milionów przeznaczonych na budowę soft power opinia o Chinach się pogarsza, a przekaz tego kraju jest coraz mniej wiarygodny.

Koncepcja i użycie soft power (miękkiej siły) jest w kryzysie. Szczególnie widać to w kontekście rywalizacji amerykańsko-chińskiej po obydwu stronach sporu. Czy zatem po dość krótkim okresie prosperity tego podejścia należy uznać, że ciężkie czasy w relacjach międzynarodowych wymagają, jeśli nie hard, to przynajmniej sharp power?

Chiny, mając wszelkie przesłanki, aby stać się potęgą miękkiej siły, tracą ledwie zdobyte pozycje, zanim się na dobre na nich umocniły. Owiane nimbem tajemniczości i egzotyki, słabo znane, a jednak pociągające (orientalizm ma długą historię i cieszy się niegasnącym zainteresowaniem), fascynujące ogromem i budujące spokojnie swoją siłę wysforowały się kilkanaście lat temu do światowej czołówki krajów ważnych, z którymi trzeba się liczyć i którym warto się przyglądać. Im mniej było o nich wiadomo, tym ciekawsze się wydawały. Otwarcie na świat zasygnalizowane przełomem w relacjach chińsko-amerykańskich początku lat siedemdziesiątych pozwoliło zajrzeć za bambusowy parawan. Jednoczesne przyzwolenie dla chińskich studentów i naukowców, aby wyjeżdżali na Zachód, wpłynęło nieco na odbudowę zniszczoną przez rewolucję kulturalną inteligencję, która posiada wiedzę o świecie zewnętrznym.

W ślad za tym poszły działania mające przybliżać Państwo Środka. Chiny odrobiły lekcję z propedeutyki dyplomacji publicznej: centra kultury (Instytuty Konfucjusza) prowadzące naukę języka, atrakcyjne elementy kultury (kaligrafia, lampiony, ceremonie parzenia herbaty), stypendia, dyplomacja gospodarska (goszczenie światowej rangi imprez, igrzysk olimpijskich, szczytów przywódców), promocja turystyki – wszystko to zostało uruchomione i przynosi wymierne korzyści.

Letnie igrzyska olimpijskie w Pekinie w 2008 r. stały się momentem przełomowym w postrzeganiu Chin przez cudzoziemców i wymusiły wiele zmian o cywilizacyjnym wręcz charakterze, otwierając miasto logistycznie, promocyjnie i komunikacyjnie. Blisko 500 uczelni na całym świecie zdecydowało się utworzyć pod swoim dachem Instytuty Konfucjusza, przyjąć chińskich wykładowców, wpuścić chińską kulturę, przyciągnąć chętnych do nauki języka. Kolejne chińskie miasta uruchamiają programy ruchu bezwizowego, umożliwiając turystom nawet tygodniowe pobyty i rozbudowując bazę rekreacyjną. A mimo to opinia o Chinach się pogarsza, a ich przekaz jest coraz mniej wiarygodny.

Przesadzona histeria?

Kraj dysponujący niemal nieograniczonymi zasobami kulturalnymi, podziwianą cywilizacją o wielkim dorobku, pokojowym nastawieniem, wzmocnionym ogromny terytorium i zasobami naturalnymi nie potrafi stworzyć i w konsekwentny sposób przedstawić swojego credo. Pojawiają się coraz to nowe wersje początków Chin, jednak brak dowodów na te tezy osłabia przekaz, zamiast go wzmacniać. Dowodzenie rdzennie chińskiego charakteru ziem zachodnich (obecnych regionów autonomicznych Tybetu i Xinjiangu) częściej budzi politowanie lub irytację niż zrozumienie. Eksponowana w przekazie władz różnorodność kulturowa i etniczna, mająca stanowić (i stanowiąca) atut Chin, jest tym samym poddawana w wątpliwość i pada ofiarą krótkoterminowych celów propagandowych.

Od dawna krytyka zewnętrzna wywoływała reakcje alergiczne, jednak używanie i nadużywanie argumentu o urażonych uczuciach narodowych zmienia się w karykaturę. Chińscy politycy zamiast wzmacniać wizerunek dumnego, odpowiedzialnego i pewnego swojej wartości kraju, coraz częściej inicjują kampanie przeciwko firmom (liniom lotniczym, sieciom hotelowym), które na swoich stronach – Facebooku lub Twitterze – wyróżniają Tajwan lub Hongkong. Ofiarą opacznie rozumianego patriotyzmu padają reklamy zbyt lub niewystarczająco odnoszące się do chińskiej kultury lub specyfiki.

Zamieszczenie przez menadżera jednej z drużyn NBA komentarza solidaryzującego się z protestami w Hongkongu doprowadziło do poważnego kryzysu i chińskiego bojkotu drużyny, który pociągnął za sobą wielomilionowe straty. Biorąc pod uwagę wielkość i siłę chińskiego rynku, firmy stają przed poważnym dylematem pt. „wartości kontra przychody”, którego rozstrzygnięcie może stać się ich być lub nie być.

Chińscy dyplomaci na Twitterze walczą o miano prymusów, wykorzystując serwis do bezkompromisowego promowania przekazu partii komunistycznej, jednak polityka wobec ujgurskiej mniejszości w Xinjiangu oraz podejście do kryzysu w Hongkongu podkopują wiarygodność Chin. Miękka siła po raz kolejny ulega twardej.

Fiasko chińskiego soft power

Soft power to umiejętność pozyskania poparcia dla swojego stanowiska za pomocą nieagresywnych środków, a więc poprzez atrakcyjność wyznawanych wartości i poglądów, kultury, sposobu i treści prowadzonej polityki zagranicznej. Miękka siła zakłada zdobywanie serc i umysłów. Przeciwstawiana jest sile twardej, militarnej.

Obie dopełniane są potencjałem gospodarczym, który w klasycznym ujęciu mieści się poza obiema kategoriami, natomiast toruje sobie drogę w podejściu pośrednim – smart power – zakładającym mądre korzystanie ze wszystkich posiadanych atutów w zależności od potrzeby, możliwości i odbiorcy.

W początkowym okresie dynamicznego wzrostu roli i znaczenia Chin w świecie wydawało się, że chińscy przywódcy wykazywali chęć i zrozumienie konieczności budowy miękkiej siły, i prowadzenia w tym celu skutecznej dyplomacji publicznej. Rozumieli też, że największym atutem Chin jest kultura. Ustami przewodniczącego Hu Jintao podczas jednego z plenów XVII Zjazdu KPCh w 2007 r. deklarowali, że „narodowym celem jest budowa Chin jako socjalistycznej, kulturalnej super siły”. W 2014 r., podczas XVIII Zjazdu, przewodniczący Xi Jinping ogłosił konieczność wzmocnienia chińskiej soft power, przedstawienia dobrej opowieści (give a good Chinese narrative) i lepszego komunikowania się Chin w świecie.

Z racji rosnącej potęgi swojej gospodarki Chińczycy chętnie wskazywali na jej znaczenie dla atrakcyjności chińskiego modelu i chińskiej opowieści, włączając ten atut do swojego katalogu narzędzi dyplomacji publicznej. Trudno odmówić słuszności takiemu podejściu, gdy z jednej strony model gospodarczy Zachodu był poddawany trudnym próbom kryzysu, z drugiej dla krajów rozwijających się Chiny stały się nie tylko wzorem, ale i najhojniejszym inwestorem oraz dawcą wsparcia.

Trzymając się jednak klasycznej definicji miękkiej siły, jej immanentnym elementem i warunkiem zaistnienia jest wiarygodność przekazu. O ile taktyka ukrywania siły i wyczekiwania na swój czas stosowana przez Deng Xiaopinga pozwoliła na zbudowanie relatywnie pozytywnego wizerunku Chin i wiarę w zapewnienia o umiłowaniu pokoju, o tyle odejście od niej, szczególnie widoczne w ostatnich latach, prowadzi do sytuacji rozejścia się chińskich deklaracji i obserwowanych działań.

To, co początkowo wydawało się korektą kursu, okazało się konsekwentnie realizowaną polityką, będącą efektem rosnącej asertywności przewodniczącego Xi Jinpinga. Ta asertywność z kolei świadczy o skali i nagromadzeniu problemów systemowych, będących, przynajmniej po części, efektem wcześniejszego otwarcia i prób reformatorskich.

Konieczność utrzymywania kruchej równowagi wymaga dowartościowania różnych grup przy jednoczesnym wzmocnieniu kontroli, co w konsekwencji osłabia rozwój gospodarczy, hamuje inicjatywy, wprowadza paraliż decyzyjny. Można pokusić się o stwierdzenie, że to wyzwania wewnętrzne pchają KPCh do zaostrzenia już nie tylko retoryki, ale i faktycznych działań na zewnątrz. Nie wystarczy mówić o chińskim potencjale, należy go użyć.

Sposób przekazu i stosowane narzędzia są najsłabszym elementem chińskiej dyplomacji publicznej. O ile w świecie zachodnim wyewoluowała ona z propagandy przez public relations, utrzymując cel i modyfikując środki, o tyle rzeczywistość chińska pozostała na etapie propagandy. Nawet tam, gdzie pojawiały się jaskółki zapowiadające nieco subtelniejsze podejście i zrozumienie, nastąpił powrót do sprawdzonych, topornych metod.

Po krótkim okresie renesansu myśl konfucjańska została zwulgaryzowana i wprzęgnięta w tryby ideologicznego przekazu. Nawet odwoływanie się do najnowszych technologii, obecność w mediach społecznościowych (także tych niedostępnych w Chinach), zatrudnianie dobrych grafików i korzystanie z kultury popularnej, wszystko to nie ma szans powodzenia, jeśli zawartość powiela język i treść komunikatów po plenum publikowanych w „Dzienniku Ludowym”. Nie wchodząc w analizy skuteczności wobec odbiorcy wewnętrznego, trudno wierzyć, że piosenki o trzynastym planie pięcioletnim, efektach plenum czy inicjatywie Pasa i Szlaku zostaną podchwycone przez publiczność zagraniczną, nawet jeśli będzie to wpadająca w ucho melodyjka albo sążnisty rap.

Oczywiście, nakłady finansowe, budowanie instytucji, prowadzenie konsekwentnych, długofalowych działań to niezbędne elementy składowe, ale muszą być one oparte o wartości i wiarygodność. Skuteczności miękkiej siły nie kupuje się pieniędzmi, ale chińscy politycy najwyraźniej nie są tego świadomi.

Dyplomacja publiczna na użytek wewnętrzny

Badania postrzegania Chin w świecie przeprowadzone wiosną 2019 r. przez Pew Reasearch Center pokazują nie tylko ogromne zróżnicowanie opinii w ujęciu geograficznym, ale także znaczne spadki w stosunku do poprzedniego sondażu. Najwięcej pozytywnych ocen Chiny zbierają w Rosji (71%, wzrost o 6 pp.), Nigerii (70%, wzrost o 9 pp.) i Izraelu (66%, wzrost o 11 pp.). Najmniej – w Japonii (14%, spadek o 3 pp.), Szwecji (25%, spadek o 17 pp.) i USA (26%, spadek o 12 pp.). Ogólnie spadki są znaczniejsze i jest ich więcej niż wzrostów.

Jednocześnie w najświeższym, opublikowanym 24 października 2019 r. rankingu Soft Power 30 Chiny utrzymały 27 pozycję (w 2017 r. były na miejscu 25). Wskazano na obiektywne atuty, jakimi są kultura, edukacja i zaangażowanie globalne, równoważące jak na razie słabości, tj. rządzenie i cyfryzacja. W przeprowadzanym obok analizy obiektywnych wskaźników badaniu opinii publicznej odnotowały jednak spadek o trzy pozycje, co wobec wyzwań reputacyjnych, przed jakimi stanęły w ostatnim czasie, uznane zostało za sukces.

Obraz wyłaniający się z powyższych analiz nie jest dramatyczny, pokazuje jednak trend spadkowy w okresie równoległych, energicznych zabiegów Chin o uzyskanie dominującej pozycji w świecie. Co zatem poszło nie tak?

Obserwując działania władz chińskich, nie można oprzeć się wrażeniu, że większość inicjatyw zewnętrznych z zakresu dyplomacji publicznej prowadzona jest na użytek wewnętrzny. Wpisują się one w politykę sterowania i kontroli przekazu dotyczącego Chin nie tylko wewnątrz, ale na zewnątrz kraju, tak co do treści, jak i środków, czyli tego, co i jak się mówi. Dyplomacja publiczna ze swojej istoty potrzebuje silnego wsparcia i legitymizacji społecznej. O ile w społeczeństwach liberalnych bywa z tym różnie (zazwyczaj oba elementy współgrają, czasem pozytywne działania społeczne neutralizują negatywnie oceniane działania władz), o tyle w przypadku chińskim konsekwentnie prowadzona edukacja patriotyczna i nacjonalistyczna retoryka dają oczekiwane efekty – oficjalna propaganda może liczyć na masowe wsparcie społeczeństwa, szczególnie młodego pokolenia, aktywnego w Internecie i nieprzebierającego w słowach.

W rezultacie przekaz jest spójny, jednak w oczach przynajmniej części zagranicznych odbiorców – niewiarygodny, przesadzony i często łopatologiczny. Jest abecadłem działań wizerunkowych, że to, co do wewnątrz, i to, co na zewnątrz, musi być spójne. Skuteczne oddziaływanie na odbiorcę wewnętrznego wzmacnia siłę i wiarygodność przekazu zewnętrznego.

W tym miejscu chińska taktyka zaczynała się rozjeżdżać. Polityka wewnętrzna – cenzura, ograniczanie swobód i indoktrynacja – przestała być spójna ze sprzedawanym w świecie wizerunkiem wschodzącego mocarstwa miłującego pokój i żadną miarą niezainteresowanego eksportem swojego modelu. Skoro nie można zmienić polityki wewnętrznej, należało skorygować zewnętrzną. Trudno wyobrazić sobie po temu lepszą okazję niż wojna handlowa z Ameryką, choć zmiana zaczęła się wcześniej.

Należy przy tym wskazać, że nacjonalistyczne postawy wśród chińskiej młodzieży są jak najbardziej autentyczne i wynikają ze szczerych przekonań. Ich wzmocnienie w ostatnich latach można przypisać z jednej strony wzrostowi przekazu ideologicznego w mediach, zachęcaniu i promowaniu postaw patriotycznych, obowiązkowi studiowania myśli Xi Jinpinga (jest do tego nawet aplikacja), mającemu przełożenie na ocenę indywidualnych osób, ich pozycję zawodową i społeczną, z drugiej zaś trwającemu od lat ograniczaniu pola dyskusji publicznych, ideologizacji programów nauczania, wreszcie tzw. walki z zachodnimi wpływami na uczelniach. Na uwagę zasługuje fakt, że nawet pobyt na studiach za granicą, w USA czy Australii, nie oznacza automatycznie, że chiński student będzie mniej podatny na kampanie ideologiczne i że funkcjonowanie w demokracjach typu zachodniego zmieni jego światopogląd. Inspirowane przez chińskie organizacje (Zjednoczony Front), ale podchwytywane i realizowane przez chińskich studentów demonstracje „Anty Hongkong” na kampusach w Australii, Wielkiej Brytanii i USA są tego najlepszym przykładem.

Badacze europejscy mający kontakty z chińskimi kolegami podkreślają, że młode pokolenie chińskich naukowców jest bardziej zamknięte na argumenty i agresywne w dyskursie niż to starsze. Dysponuje przy tym dużo słabszym aparatem badawczym i pojęciowym. Trudno nie dostrzec tu powiązań przyczynowo-skutkowych.

W czasach nasilającego się konfliktu z USA, w mniejszym stopniu z innymi krajami, działania i kanały tradycyjnie używane do budowy soft power wykorzystywane są coraz częściej wprost do dyskursywnej wojny, o której istnieniu przekonane są władze ChRL. Rozumienie tych działań w perspektywie amerykańskiej i chińskiej okazuje się jednak kompletnie odmienne. W analizie Instytutu Hoovera za główny problem uznano brak wzajemności wynikający z założeń systemowych. Tam, gdzie USA widzą szansę dla budowy porozumienia, tam Chiny szukają podstępów i knowań. Tam, gdzie otwartość i szczerość służą wzrostowi zaufania, po drugiej stronie nie dopuszcza się krytyki i ogranicza wolność słowa. Wizyty studyjne, wymiany naukowe, studenckie (będące najskuteczniejszymi narzędziami dyplomacji publicznej) wskazywane są jako najbardziej widoczne przykłady. Krytycznie oceniono zwiększanie wywieranej presji na obywatelach chińskich w USA (co można uogólnić na inne kraje) i na osobach pochodzenia chińskiego, od których oczekuje się bezwzględnej lojalności wobec Chin, argumentując to wspólnotą wartości i interesów oraz koniecznością dbania, a raczej walki, o ich dobre imię. Po raz kolejny pozytywne w założeniu działania poprzez wypaczenie ich sensu i brak uwzględnienia innych systemów wartości stają się swoim zaprzeczeniem i przynoszą więcej szkody niż pożytku, nie mówiąc już o problemie lojalności wobec państwa, przebywania i przestrzegania jego porządku prawnego.

Chiny czują się coraz pewniej w obszarze kontrolowania debaty państw demokratycznych i wpływania na nią pomimo diametralnie odmiennego podejścia wewnętrznego, postępującego ograniczania i dążenia do autarkizmu chińskiego Internetu, braku dostępu do wielu zasobów i cenzurowania wyszukiwani.

Władze ChRL korzystają w pełni ze swobody światowego Internetu, żądając stosowania zasad, określeń i definicji zgodnych z polityką chińską i piętnując przejawy sprzeciwu, co budzi coraz większe oskarżenia o zamach na wolność słowa. Dotyczy to w głównej mierze podmiotów komercyjnych, które w obawie przed bojkotem ze strony chińskich konsumentów dostosowują się do wymagań. Dotyka to także uniwersytetów i centrów badawczych, które jak dotąd przeciwstawiały się ingerencji w swobodę publikacji i badań naukowych w bardziej zdecydowany sposób. Ujawniane przypadki ingerencji w treści publikacji i żądań usunięcia niewygodnych dla ChRL z dostępnych tam (jeszcze) baz on-line doprowadziły do usztywnienia postawy np. wydawnictwa Cambridge. Nagłośniony skandal związany z finansowaniem centrum badań na Uniwersytecie Karola w Pradze zachwiał tą uczelnią. Rosnąca krytyka Chin w Czechach (dotycząca m.in. Huawei, ale także związana z zerwaniem umowy o miastach partnerskich między Pragą a Pekinem) doprowadziła do zamknięcia centrum, zerwania umowy z kontrolowaną przez ChRL firmą na finansowanie uczelni i rezygnacji niektórych członków władz uniwersytetu.

Mamy tu do czynienia z paradoksem – działania i naciski Chin mogą prowadzić, i coraz częściej prowadzą, do autocenzury badaczy, think-tanków i dziennikarzy, którzy obawiają się odcięcia od wizyt w Chinach i kontaktów niezbędnych dla prowadzenia działalności zawodowej.

Dotyka to także osób i instytucji, których intencją jest pośredniczenie w kontaktach Chin z zagranicą, a misją – tłumaczenie procesów i sposobu myślenia za Wielkim Murem, a zatem działania w dobrze pojętym interesie Chin. Francuska badaczka została pozwana przez koncern Huaweia za obrazę jego dobrego imienia po tym, jak stwierdziła, że firma pozostaje pod wpływem chińskich władz.

Asymetria przekazu

ChRL korzysta z kanałów, które są niedostępne w Chinach, tworzy i kolportuje treści w językach potencjalnych odbiorców. Nie daje jednak możliwości zagranicznym mediom, aby te docierały ze swoim przekazem do odbiorców w Chinach. Aby to zrobić, niezbędne jest korzystanie z miejscowych platform, tj. Weibo czy WeChat, które podlegają kontroli i cenzurze. Organizacja wydarzenia promocyjnego jest niemal niemożliwa bez partnera lokalnego, a to skutkuje koniecznością uzyskania zgody na wszelkie publikowane i prezentowane treści. Organizatorzy analogicznych wydarzeń promujących Chiny za granicą nie są konfrontowani z podobnymi trudnościami, choć niedawne przypadki zamykania Instytutów Konfucjusza w Szwecji, USA i Kanadzie pokazują, że i tu zachodzi zmiana.

Wiele inicjatyw i działań na różnych szczeblach może być wynikiem nie wprost partyjnych dyrektyw, ale politycznego oportunizmu, chęci przypodobania się zwierzchnikom, udowodnienia swojej przydatności i czystości ideologicznej. Kultura niedopowiedzenia, charakterystyczna dla Chin, i szerzej, Wschodu, powoduje, że intencje często są zgadywane, a żądania niewypowiedziane. Z kolei przeciwstawienie się czy zaprzeczenie (np. przez osobę wyższą rangą) prowadziłoby do utraty twarzy, a na to pozwolić sobie nie można za żadną cenę. Niezależnie jednak od przyczyn i uwarunkowań składają się one na wzmocnienie tego samego przekazu.

***

Czy potencjał chińskiej soft power zostanie poświęcony na rzecz ekonomicznej dominacji, a demonstrowanie urażonych uczuć narodu chińskiego i wzywanie do bojkotu nierozumiejących ich firm, rządów i jednostek to właściwa droga do osiągnięcia wyznaczonych celów budowy społeczeństwa umiarkowanego dobrobytu i wielkiego odrodzenia narodu chińskiego?

Gdyby tak miało się stać, byłaby to zła wiadomość. Chiny mają zbyt wiele do zaoferowania, aby łatwo mogły się wyzbyć tej możliwości. Wielokrotnie pokazały, że są gotowe na zmiany, jeśli będą one przebiegały według ich logiki i dynamiki. Potrafią wdrażać nowe rozwiązania, nie bojąc się podejmowania ryzyka, ale robią to w sposób stopniowy, pozwalający zarówno wycofać się w razie niepowodzenia, jak i rozwinąć i przyspieszyć, kiedy będzie to optymalne i korzystne z ich punktu widzenia. Niejednokrotnie dowiodły umiejętności przechodzenia przez rzekę, wyczuwając kamienie pod stopami. To może okazać się lepszą taktyką nawet wówczas, gdy można sobie pozwolić na pokonanie dystansu między dwoma brzegami opancerzonym wodolotem.

Tekst powstał w ramach seminarium „Polska wobec wzrastającej potęgi Chin”, zorganizowanego wspólnie przez Ośrodek Studiów Wschodnich i Klub Jagielloński. Publikacja wyraża jedynie poglądy autora i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki 1% podatku przekazanemu nam przez Darczyńców Klubu Jagiellońskiego. Dziękujemy! Dołącz do nich, wpisując nasz numer KRS przy rozliczeniu podatku: 0000128315.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.