Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Konstanty Pilawa  26 stycznia 2020

Ostatni sarmata i pierwszy państwowiec. Recenzja filmu „Psy III. W imię zasad”

Konstanty Pilawa  26 stycznia 2020
przeczytanie zajmie 6 min

To nie jest zły film, choć na pewno nie zostanie uznany za kultowy. Dwie godziny przyjemnego seansu, w którym można odnaleźć kilka refleksji na temat sposobu istnienia Polaków 30 lat po transformacji ustrojowej. Większość krytyków się myli. W Psach III nie ma odrażającej mizoginii, Bogusław Linda i Cezary Pazura nie powinni odchodzić na emeryturę, a Władysław Pasikowski nie „aspiruje” do bycia drugim Patrykiem Vegą. Największą wadą tego filmu jest to, co było największą zaletą pierwszej części – nie znajdziemy tam wyrazistego komentarza do bieżącej sytuacji politycznej. Ale i w tym fakcie może kryć się pewien konkretny zamysł reżysera.

Kobiety w Psach…

Pierwsza scena odbywa się w więzieniu. To monolog Arkadiusza Jakubika (Moralesa). Bohater opowiada historię, w której nekrofilski gwałt nagle zostaje przerwany, bo kobieta wybudza się ze śpiączki. Bohater tej anegdoty zostaje nazwany przez Moralesa „Cudownym Marianem”, bo zbudził ze snu „umarłą”. Po tej scenie na sali kinowej było słychać głośny, męski rechot. Tak, to grubiański humor słyszany najczęściej w samczym gronie, nierzadko przy akompaniamencie alkoholu. Poza kontekstem Psów zapewne jest to przykład uprzedmiotowienia kobiecego ciała. Bo przecież nie można robić z czegoś tak obrzydliwego jak nekrofilski gwałt wesołej anegdotki. Zgoda. Ale na litość boską, to są PSY!

Polski western, w którym Franz Maurer to Clint Eastwood, a Polska do Dziki Zachód (europejski „eastern”). Bez tego typu rynsztokowego języka tego filmu po prostu nie ma. Tak samo jak nie ma go bez specyficznych dialogów i schematu fabularnego, które są narzucane przez wymogi gatunku. Czy naprawdę, śladem feminizacji światowego kina, mamy z opowieści wulgarnie męskiej, robić coś zupełnie innego na siłę? Efekt byłby o wiele gorszy od tego, co zobaczyliśmy w trzeciej odsłonie kultowej serii.

Na starczą mizoginię Pasikowskiego narzekają recenzenci. Dla przykładu Łukasz Najder na łamach Dwutygodnika pisze: „W uniwersum Franza Maurera nie ma ciekawych i samodzielnych intelektualnie postaci kobiecych. Są »dupy«, »kurwy«, wiarołomne, dwulicowe piękności o symbolicznym życiu wewnętrznym i »bezdennie głupie« żony, którym można przyłożyć”. Nawet jeśli tak jest (choć przemoc domowa i zdrada nie są tematami trzeciej części), to czy widzieliście może kiedyś klasyczny western, w którym postać kobieca jest jakoś szczególnie podmiotowa? Jeśli nie, to czy wobec tego każdy tego typu film, od Siedmiu Wspaniałych po Winnetou, jest z definicji pomnikiem mizoginii? Nie sądzę. Kto tego nie rozumie, niech po prostu odpuści sobie seans najnowszych Psów. Po co się męczyć?

Mizoginia też jest naciągana. Robienie z Pasikowskiego „preincela” to gruba przesada. Czy Angela Wenz z pierwszej części jest cyniczną prostytutką, szukającą sponsora? A może jest raczej córką księdza, zagubioną siedemnastolatką, bitą i poniżaną w domu dziecka, która szuka w relacji ze starszymi mężczyznami elementarnego poczucia bezpieczeństwa? Angela to niewinna nastolatka, a jednocześnie to właśnie wokół niej rozgrywa się cała akcja. Co by nie mówić, ale jak na standardy filmu akcji nie jest to banalny (a na pewno nie mizoginistyczny) portret postaci kobiecej. To skrzywdzona femme fatale, która mimochodem, ale jednocześnie w pełni świadomie, krzywdzi dojrzałego mężczyznę.

… i mężczyźni w Psach

Portretowi męskości autorstwa Pasikorwskiego również dostaje się w recenzjach. Psy III. W imię zasad są krytykowane za marną grę aktorską legend gatunku z Bogusławem Lindą i Cezarym Pazurą na czele. Zdaniem Piotra Guszkowskiego z „Gazety Wyborczej” na Maurera Pasikowski nie ma po prostu pomysłu: „Reżyser daje mu do ręki broń, by wyrównał rachunki z »tym kurewskim światem« (tylko czy na pewno je ma?), a Bogusławowi Lindzie pozostaje grać Lindę grającego Maurera”. Natomiast Janusz Wróblewski z „Polityki” o drugim prawdziwym „psie” pisze: „Psychologii jest tu tyle, ile wrzasku i histerii w aktorstwie Cezarego Pazury niepotrafiącego uwiarygodnić motywacji postaci, którą gra”.

Żeby sformułować argument, który podważałby te, moim zdaniem, zbyt pochopne opinie, trzeba zastanowić się, o czym ten film właściwie jest. Gdybym miał odpowiedzieć jednym słowem, to Psy III są filmem o starości. I właśnie dlatego postać Franza granego przez Lindę jest tym razem tak oszczędna, a postać „Nowego” Morawca grana przez Pazurę wydaje się pozbawiona głębi.

To nie świadczy jednak o nieudolności reżysera. To świadomy zabieg. Stare „psy” są osamotnione i nikomu niepotrzebne. Jak zauważył Tomasz Raczek, po spędzeniu 19 lat w więzieniu Maurer już nic nie znaczy. Przemierza ulice bez żadnego celu. Włóczy się po Warszawie drugiej dekady XXI w. i nie zna już ani tego miasta, ani ludzi. Franz Maurer to egzystencjalny zombie. Podobnie Morawiec – odstawiony od służby w policji, prezes związku działkowców, zmagający się z problemami rodzinnymi. Starość, zdaje się sugerować Pasikowski, to stan społecznej śmierci przy jednoczesnym trwaniu biologicznej egzystencji. Jako byli funkcjonariusze policji zarówno Maurer, jak i Morawiec są martwi dla swojego środowiska. Stają się karykaturami siebie samych sprzed lat. Starość to społeczna śmierć, a co za tym idzie utrata podmiotowości. Maurer i Morawiec są więc jednocześnie jak dzieci, które w przypływie irracjonalnej zachcianki próbują walczyć o sprawiedliwość sprawdzonymi sposobami – strzelając z karabinów maszynowych do oddziału policji w imię zasad, których już nikt poza nimi nie rozumie.

Gra aktorska Lindy i Pazury jest oszczędna. Wydają się zagubieni. Tak jakby Pasikowski powiedział do nich: „Panowie, skończmy to. Jesteście ćwierć wieku starsi. Po prostu to pokażcie”. I zdali ten egzamin, ustępując miejsca innemu „psu” i innemu rodzajowi sprawiedliwości. Zagrali tyle, ile mieli zagrać – starców żyjących na śmietniku słusznie minionej historii.

Pasikowski to nie Vega

Bodaj najbardziej gorzkie słowa pod adresem Psów III padły z ust Krzysztofa Vargi: „Pasikowski usiłuje iść drogą Vegi, choć resztki talentu nie pozwalają mu dorównać twórcy »Botoksu«”. Nie sądzę. Gdyby istotnie tak było, w filmie tym nie potrafilibyśmy znaleźć nic ponad etykietę gangsterskiego filmu klasy B. Myślę, że abstrahując od rzeczywiście mizernej jakości scenariusza, Pasikowski ma nam do przekazania jedną, bardzo cenną dziś myśl.

Franciszek Maurer abdykuje z roli jedynego sprawiedliwego. Namaszcza na swojego następcę Wita granego przez Marcina Dorocińskiego. Warto krótko zastanowić się, co odróżnia obie te postaci. Franc od 1992 r. jest w świadomości Polaków postacią silnie zakorzenioną w podstawowych archetypach naszej kultury. To po pierwsze rewolucjonista, po drugie romantyczny non-komformista, a po trzecie anarchistyczny Sarmata, który w imię swoiście pojmowanej wolności, chce zaprowadzić porządek, nie zważając na prawo pozytywne i instytucje, którym podlega. Franz wypowiada posłuszeństwo w imię zasad. Jego życie zawodowe jest ciągiem mniej lub bardziej spektakularnych rokoszy. A kiedy ktoś naciska mu na odcisk, krzyczy: „Nie pozwalam!” i gwałtowanie kończy dalszą dyskusję.

A kim jest Wit namaszczony na jego następcę? Kimś działającym zupełnie przeciwnie. To legalista. Chce zmieniać system od środka. Ma skorumpowanego kolegę z pracy? Robi wszystko, by udowodnić mu winę. Jego przełożony również jest skorumpowany? Nadal poszukuje legalnego rozwiązania. Jego sojusznicy w sprawie, a więc Franz i Morawiec, uciekają się do siłowego rozwiązania, łamiąc prawo? Wit występuje przeciwko nim.

W pierwszej części filmu wszystkie oczy skupione są na Francu, w drugim na Wicie. Wraz z upływem ekranowego czasu podmiotowość Franza spada, a Wita rośnie. Obaj dążąc do jednego celu, podejmują zupełnie inne decyzje. Franz pozostaje Sarmatą, Wit okazuje się państwowcem. To bardzo sugestywna analogia Pasikowskiego. Po 30 latach transformacji czas zacząć przestrzegać reguł, które sami wypracowaliśmy. Nie ma czasu przełomu, jest nasz czas. Czas państwa, które w końcu jest nasze.

I może właśnie dlatego Pasikowski zrezygnował z komentowania bieżącej sytuacji politycznej. Reżyser jest po prostu wielką polityką zmęczony. Kreśląc wzór osobowy idealnego policjanta, pokazuje, czego od tego państwa oczekuje. A oczekuje zwyczajnej uczciwości ze strony jego funkcjonariuszy.

***

Władysław Pasikowski jest odważnym reżyserem. Porwał się na legendę, którą sam stworzył. Podważył fundamenty, na których Psy zostały zbudowane. A do tego, nawet jeśli w jego scenariuszu są luki i jawne absurdy (patrz wątek FSB), ten film po prostu dobrze się ogląda.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.