Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Jakub Müller  23 stycznia 2020

„Śląski Wernyhora”. Sylwetka Wawrzyńca Hajdy

Jakub Müller  23 stycznia 2020
przeczytanie zajmie 12 min

Niewielka przestrzeń lokalnych społeczności nie sprzyja spektakularnym działaniom. Myliłby się jednak ten, kto spektakularność utożsamiłby z wybitnością. Chociaż działający na rzecz małych ojczyzn być może nie zyskają tak dużej sławy, jak politycy szczebla ogólnokrajowego, to jednak ranga ich zasług nie musi być mniejsza. Lokalność wymusza bowiem skupienie się na konkretności losu ludzi, z którymi sąsiadujemy. Właśnie to ziściło się w przypadku Wawrzyńca Hajdy – jednej z najwybitniejszych postaci w całej historii Piekar Śląskich.

Czekając na Polskę

Hajda urodził się w 1844 r. w Nowych Reptach. Nie chodził do szkoły, z powodu trudnej sytuacji finansowej rodziny musiał pomagać na roli, a następnie jako czternastoletni górnik zaczął pracować na kopalni. Rodzice zmarli wcześnie w wyniku epidemii tyfusu. W 1871 r. ożenił się, jednak radość małżeństwa szybko została zniweczona przez tragedię. W kilka tygodni po ślubie w wyniku przedwczesnego wybuchu dynamitu na kopalni Hajda stracił wzrok, którego nigdy już nie odzyskał. Skierowano go do jedynego wtedy zakładu dla ociemniałych we Wrocławiu.

Gdy wrócił na Śląsk, zaczął angażować się w działalność patriotyczno-społeczną. Gorąco wierzył w zmartwychwstanie Polski i odzyskanie niepodległości, stąd nazwano go „Śląskim Wernyhorą”. Działalność w lokalnych organizacjach (wiele z nich powstało dzięki niemu) łączył z pisaniem i komponowaniem, wszystko to mimo swej fizycznej ułomności.

Niewidomego podówczas Hajdę życie nie oszczędzało. W 1889 r. stracił pierwszą żonę. W 1916 r. zmarła jego druga wybranka. Ociemniałego i owdowiałego Hajdę przygarnęła do siebie rodzina Gracków, opiekowała się nim aż do jego śmierci w 1923 r. Pobyt piekarskiego poety i działacza w domu nowych opiekunów nie pozostał bezowocny. Jednym z jego skutków była przyjaźń z Franciszkiem Grackiem, który został uczniem niewidomego kompozytora.

Zrozumienie działalności Hajdy nie jest możliwe, jeśli pominie się jego głęboką wiarę w Boga, która nie została zachwiana ani na moment w ciągu trudnego, naznaczonego tragicznymi wydarzeniami życia. Hajda nie opuścił ani jednej mszy świętej i często podkreślał, że miłości do ojczyzny nie można traktować w oderwaniu od miłości do Boga.

Z dotychczasowego opisu wyłania się obraz Hajdy jako człowieka zahartowanego, przygniecionego trudnościami, który mimo to nie tracił nadziei w życiu prywatnym i entuzjazmu w pracy na rzecz lokalnej społeczności. Nic więc dziwnego, że jego sława sięgała daleko poza granice Piekar. Hajda stał się autorytetem, z którego zdaniem każdy się liczył. Konsultowano z nim przeróżne sprawy. Utarł się nawet zwyczaj, żeby we wszystkich ważniejszych kwestiach społecznych i narodowych zasięgać jego opinii.

Hajda przez całe swoje życie miał jedno wielkie marzenie. Było nim przyłączenie Śląska do odrodzonej Polski. Na jego ziszczenie miał czekać długo, bo aż 78 lat swojego życia. W 1922 r. wojsko polskie pod dowództwem gen. Szeptyckiego wkroczyło na Śląsk. W Piekarach to nie kto inny, a właśnie Wawrzyniec Hajda go przywitał. Gen. Szeptycki skierował do niewidomego następujące słowa: „Nie będzie Pan wprawdzie widział wojska polskiego, lecz usłyszy Pan za chwilę tętent ułanów polskich, którzy tędy przejeżdżać będą. Niech choćby to jest nagrodą za Pańską tęsknotę do Polski i Pańskie cierpienia dla sprawy polskiej”.

To właśnie z tego wydarzenia pochodzi jedyna znana fotografia „Śląskiego Wernyhory”. Dziewięć miesięcy później Hajda zmarł, a Piekary wyprawiły mu iście królewski pogrzeb, w którym udział wzięli przedstawiciele dziesiątek organizacji, oficjele i urzędnicy, a także setki przyjaciół skromnego inwalidy. Kilkudziesięciu mówców chciało wygłosić swoje przemowy, a kondukt pogrzebowy zablokował na kilka godzin część miasta. Tak ziemia śląska żegnała swego syna, jednak nigdy nie pożegnała pamięci o nim.

Dowodem na to, że Wawrzyniec Hajda jest postacią wciąż obecną we wspomnieniach, były i są gesty lokalnej wspólnoty. W 1937 r. gmina Piekary Śląskie ofiarowała Armii Polskiej samolot szkolny, ufundowany ze składek lokalnego społeczeństwa w podzięce za udzielenie Piekarom opieki przez władze państwowe. Samolot nosił imię śp. Wawrzyńca Hajdy.

Dziś w Piekarach Hajda ma także swoją ulicę, szkołę, a co roku nagroda nazwana jego imieniem przyznawana jest przez władze miasta postaciom zasłużonym dla piekarskiej kultury. Przed Miejskim Domem Kultury od 2012 r. stoi także pomnik Hajdy. Ten niezwykły Ślązak był również bohaterem wielu artykułów i publikacji. Na ścianie domu, w którym mieszkał (ul. Bytomska 169), została zawieszona pamiątkowa tablica. Można bez obaw powiedzieć, że Hajda „nie wszystek umarł”.

Z miłości do muzyki i literatury

Mimo braku wykształcenia był niezwykle wrażliwy na sztukę, a w szczególności na muzykę, literaturę i teatr. Grać na skrzypcach nauczył się nie byle gdzie, bo u pana Ringa, organisty słynnego ks. Jana Ficka. Na lekcje chodził po pracy. Nieraz zmęczony po wyczerpującej, fizycznej robocie na kopalni zatrzymywał się u organisty na kolejne nauki. Potrafił też grać na wiolonczeli. Zanim stracił wzrok, grywał w orkiestrze parafialnej.

W 1879 r. kupił skrzypce, których później używał przez blisko 50 lat. Dla organizacji patriotycznej – „Kółka Polskiego” – zorganizował instrumenty i nuty, a podczas prób nie tylko grał, lecz także uczył innych. Opracował własną metodę nauki gry na instrumentach. Jego pieśni i kompozycje były ozdobą wielu piekarskich uroczystości. Według przekazów pozostawił po sobie ok. 300 melodii pieśni kościelnych i świeckich, z których, niestety, większość nie przetrwała. Znane są jednak tytuły blisko 100 z nich. Podobnie sytuacja wygląda z utworami literackimi: wierszami, legendami, gawędami, których miało powstać ponad 200. Niestety, większość z nich zaginęła. Głównie dlatego, że niewidomy Hajda uzależniony był od pomocy osób trzecich, którzy spisywali jego opowieści. Część przetrwała w dwóch zbiorkach: Kwiaty na hałdach oraz Święta Barbara i skarbnik zabrzeski. Niestety, twórczość literacka Hajdy była spisywana z drugiej ręki, często w oparciu jedynie o przekaz ustny. Z tego powodu do autentyczności tekstów piekarskiego pisarza, a przede wszystkim do wierności językowej, należy podchodzić z ostrożnością.

Niemniej, jeśli powyższe liczby są prawdziwe, oznaczałoby to, że dorobek artystyczny Hajdy był doprawdy ogromny, większy niż wielu innych twórców tamtych czasów, jak np. Maksymiliana Jasionowskiego czy Juliusza Ligonia. Warto wyróżnić w szczególności „godki” Hajdy, które pełne patriotyzmu i podszyte nutą proroctwa o powrocie Śląska do polskiej macierzy były unikatowym jak na tamte czasy sposobem dotarcia do ludu, możliwością wyrażania swoich poglądów i „zarażania” nimi innych.

Światopogląd i wartości Hajdy idealnie streszcza jego wiersz z ok. 1900 r.:

Pan Bóg cię stworzył polskiej ziemi synem.

Bądź więc Polakiem myślą, mową, czynem.

Miłość ojczyzny, pobożność, oświata

Niech twoje życie w jeden węzeł splata.

Choćbyś, człowiecze, miał wszystko w świecie,

Miał honor, sławę i pieniędzy krocie,

Choćby przed tobą bił czołem świat cały,

Wszystko mniej warte niż szelążek mały.

Lecz kochać Boga, ojczyznę miłować,

W mowie się polskiej kształcić, postępować,

Żyć nienagannie, być we wierze stałym,

Ach, to są skarby droższe niż świat cały.

Działacz i społecznik

W roli działacza Hajda czuł się jak ryba w wodzie. Był w swoim żywiole, przygotowując wystąpienia, organizując miejsca spotkań, motywując swoich podopiecznych do działania, załatwiając przeróżne sprawy. Założył i działał w niezliczonej liczbie organizacji. W „Kółku Polskim” wygłaszał prelekcje, zapraszał uznanych gości (np. Karola Miarkę), zorganizował scenę muzyczną i teatralną. Podobną działalność kontynuował w Towarzystwie św. Alojzego, którego był współzałożycielem. „Alojzjanie” odegrali wielką rolę w budzeniu świadomości narodowej Ślązaków. Był członkiem honorowym praktycznie wszystkich okolicznych organizacji, w tym słynnego Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”, którego lokalne gniazda rozsiane po Górnym Śląsku miały duży wpływ na rozbudzanie idei niepodległościowych. Hajda był także współzałożycielem Chóru im. św. Cecylii w Piekarach Śląskich. Zakładał, działał, organizował, inspirował – momentami aż trudno uwierzyć, że znajdował na to wszystko czas i energię.

Podczas okresu wyborczego w latach 90. XIX w. podzielił obszar Górnego Śląska na rejony, wysyłając do każdego z nich wybranego przez siebie kolportera, który miał działać na rzecz abonowania i dystrybucji polskiej prasy, zakładania stowarzyszeń oraz innych propolskich inicjatyw. Każdy z kolporterów na polecenie Hajdy osiedlił się na danym obszarze już 8 lat przed wyborami (!), co świadczy nie tylko o olbrzymim autorytecie, jakim cieszył się wówczas Hajda, lecz także o jego wspaniałym zmyśle organizacyjnym i politycznym.

W okresie wspomnianych wyborów do parlamentu Rzeszy solą w oku niemieckich władz był major Juliusz Szmula, który popierał dążenia niepodległościowe Polski i sprzeciwiał się germanizacji. Władze wpadły więc na sprytny pomysł i jako kontrkandydata wystawiły wielce szanowanego w Piekarach proboszcza – ks. Leopolda Nerlicha, spodziewając się, że pobożni Górnoślązacy staną murem za swoim księdzem i poprą jego kandydaturę. Hajda, człowiek bez wykształcenia, pokazał wtedy, jak wytrawny z niego gracz polityczny i tak pokierował akcją propagandową, że ze zwycięstwa mógł się cieszyć Szmula. Co zrozumiałe, w efekcie tych działań Hajda był później lżony z ambon proniemieckich księży, nazywany heretykiem i antychrystem. „Alojzjanie byli szykanowani”, a w 1897 r., dekretem kardynała Georga Koppa, nastąpiła kasata wszystkich Towarzystw św. Alojzego. Oczywiście nie zatrzymało to Hajdy, który zmienił szyld (tym razem na Kasyno Katolickie) i kontynuował swoją działalność.

Nauczyciel na pokolenia

Dzięki przejrzystemu światopoglądowi i szczeremu sercu Hajda przyciągał ludzi do siebie. Tragiczne chwile jego życiorysu być może też miały swoje znaczenie. Jednak wydawało się, że moc jego charakteru i wynikająca z niego siła przyciągania były niezależne od wszystkich trudności, których doświadczył. Aktywność w towarzystwach, liczne spotkania i dyskusje pozwoliły „Śląskiemu Wernyhorze” na wychowanie i ukształtowanie grupy naśladowców, którzy mogli kontynuować patriotyczne dzieło po jego śmierci.

Hajda dobrze wiedział, że sam wiele nie zdziała i tylko wytrwała praca kontynuowana przez wiele lat i pokoleń może przynieść efekty. Stosował specjalizację: jednych kształcił w kierunku kolporterów prasowych, innych do odczytów, referatów i wykładów, a jeszcze innych do przedstawień teatralnych. Dodatkowo każdy z nich zobowiązany był do prenumerowania innego czasopisma.

Do uczniów Hajdy – zwanych później hajdowcami – należeli między innymi: Maksymilian Jasionowski (wybitny piekarzanin, pisarz i poeta, działacz społeczny, autor wielu reportaży ze śląskich kopalń, a także wynalazca-amator, autor biografii Hajdy), Franciszek Gracek (członek wszystkich stowarzyszeń Hajdy, kolporter książek i czasopism polskich), Augustyn Glazowski (zwany „królem kolporterów”, w jego piekarni często odbywały się tajne zebrania organizacji hajdowskich), Wiktor Polak (później naczelnik gminy Świętochłowice), Rudolf Kornke (później senator RP, prezes Związku Powstańców Śląskich). To tylko niewielka część grupy przyjaciół Hajdy. Wystarczająca jednak, by zrozumieć, że tytaniczna praca u podstaw, którą wykonał, przynosiła efekty jeszcze wiele lat po jego śmierci.

Ostatni grosz na polską książkę

Oprócz Bazyliki i pielgrzymek Piekary słyną dziś z Kopca Wyzwolenia, poświęconego w 1937 r. To właśnie Wawrzyniec Hajda był pierwszym pomysłodawcą usypania kopca w Piekarach. Z różnych jednak względów nie doczekał realizacji tego pomysłu za swego życia. Choć był głęboko wierzący, nie wahał się występować przeciwko księżom, gdy tylko przeczuwał zagrożenie dla polskiego interesu narodowego. Tak było chociażby we wspomnianym już wcześniej 1893 r., kiedy to kierowane przez Hajdę Towarzystwo św. Alojzego poparło w wyborach do parlamentu Rzeszy kandydata polskiego – Juliusza Szmulę.

Hajda nie wahał się też podejmować działań, za które groziły mu represje. W 1894 r. wraz z jednym ze swych uczniów, Maksymilianem Jasionowskim, wystosował do władz pruskich petycję o przywrócenie na lekcjach w szkołach podstawowych języka polskiego. Publicznie występował w obronie Polski i języka narodowego, wielokrotnie narażając się na pruskie szykany. Nieraz stawał przed Izbą Karną w Bytomiu, władze jednak w obawie przed rozruchami społecznymi nie odważyły się na uwięzienie go.

Sprowadzał polskie książki z Krakowa i udostępniał wszystkim chętnym. Korespondował m.in. z Ignacym Kraszewskim, którego również prosił o przesłanie książek. Sam przeznaczał ostatnie oszczędności na zakup literatury i polskich czasopism, nie tyle z myślą o sobie, co w celu stworzenia biblioteczki, z której korzystać mógłby każdy. Hajda zwykł mówić: „Kochajcie się w czytaniu”.

W konflikcie piekarskich radnych z bytomskim starostą, dr. Lenzem, który chciał wprowadzić zakaz używania języka polskiego podczas obrad, również nie pozostał bierny. To właśnie dzięki jego dyplomatycznym zabiegom radni nie zgodzili się na wyrugowanie ojczystego języka, w wyniku czego, jak podaje ks. Janusz Wycisło, gmina Piekary była jedyną w starostwie, w której publicznie można było posługiwać się językiem polskim. Niemalże wszystkie działania Wawrzyńca Hajdy ukierunkowane były na jeden cel: wolną Polskę.

Hiob, który marzył o Polsce

Trzeba przyznać, że pokusa nazwania Wawrzyńca Hajdy współczesnym Hiobem jest trudna do odparcia. Jak inaczej podsumować życie człowieka, który doświadczył zgonu rodziców, śmierci obu żon i siedmiorga swoich dzieci (z czego szóstka zmarła zaraz po urodzeniu) i utracił wzrok w wyniku tragicznego wypadku?

Jakby tego było mało, cierpiał prześladowania ze strony władz pruskich, żyjąc w prawdziwej biedzie. Mimo to był w stanie nie tylko walczyć o wolną ojczyznę, ale jeszcze zarażać swym entuzjazmem rzesze uczniów i naśladowców. Hajda nie wystawiał swego cierpienia na pokaz, pozostał skromny, skupiał się na tym, co jeszcze może zrobić. Był człowiekiem czynu, nie cierpiętnikiem. Z jego perspektywy była to postawa, którą prezentować winien każdy patriota.

Hajda pokazał w praktyce to, o czym teoretycy dyskutują od stuleci: na mocnych fundamentach nawet pojedynczy człowiek może zbudować wiele. Jego wpływ na wszystkie niemal dziedziny życia społecznego i kulturalnego ziem piekarskich przełomu XIX i XX w. był ogromny i, co ważne, nie wygasł wraz ze śmiercią Hajdy.

W listopadzie 2019 r. został zrealizowany projekt zatytułowany „Śladami Wawrzyńca Hajdy”. Podczas wykładu podsumowującego zabrał głos prof. Marian Gerlich, który podkreślał niezwykłość tego człowieka. Oto jego słowa: „I od razu nasuwa się myśl, czy w pełni zdajemy sobie sprawę z wielkości jego [Hajdy – przyp. aut.] dokonań. Bo z cała pewnością był w skali polskiej fenomenem, a nawet w skali XIX-wiecznej Europy, w rzeczywistości, gdy kształtowała się w wielu krajach świadomość narodowa”.

Warto wspomnieć, że zbliża się setna rocznica śmierci Wawrzyńca Hajdy. Z tej okazji, w 2023 r., warto w sposób szczególny uczcić pamięć „Śląskiego Wernyhory”. Jesteśmy mu to najzwyczajniej w świecie winni.