Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Narcyz majsterkuje z duchowością

Narcyz majsterkuje z duchowością Autor ilustracji: Rafał Gawlikowski

Czy możliwa jest jeszcze duchowość po tych wszystkich dekonstrukcjach, odczarowaniach i demaskacjach? Duchowość późnej nowoczesności i późnego kapitalizmu? Jak najbardziej – można szybko odpowiedzieć. A szukając figur i interpretacji tejże ponowoczesnej duchowości, warto sięgnąć po figurę Narcyza i mnicha z Brytanii o imieniu Pelagiusz.

Czy możliwa jest Polska bez Boga? Błażej Skrzypulec, autor eseju Sekularyzacja w wersji polskiej, odwołując się do całego zestawu badań socjologicznych, odpowiedział na to pytanie twierdząco. Przy czym Bóg oznacza w tym przypadku Boga katolickiego, a odpowiedź odnosi się do procesu postępującej nad Wisłą sekularyzacji, szczególnie mocno dotykającej młode pokolenie wchodzące dopiero w dorosłość.

Odpowiedź twierdząca nie oznacza jednak prostego przejścia z teizmu do ateizmu. Nieprzypadkowo pierwsze z dziesięciu przykazań dotyczy zakazu oddawania czci innym bóstwom. Nie chodzi w nim tylko o kwestię wierności Bogu Jedynemu, ale także o fakt, że człowiek ze swojej natury jest istotą religijną (homo religiosus Marcela Eliadego) i jest „zdolny do rozumienia Boga” (katolicka kategoria antropologiczna capax Dei). Człowiek otwarty jest na transcendencję i sferę sacrum.

Pytania, kim jesteśmy oraz jaki jest cel i sens naszej egzystencji są uniwersalne i towarzyszą człowiekowi także poza wiarą zinstytucjonalizowaną, np. w postaci Kościoła katolickiego. Jak stwierdza Skrzypulec, „Polacy przestają posługiwać się wspólnym systemem religijnej komunikacji, gdyż duża część z nich »wierzy na swój sposób«”. To kieruje nas w stronę pytania, jak wygląda współczesna „duchowość po śmierci religii”.

Jacques Derrida i Witold Gombrowicz tłumaczą nam świat

W jednym z przypisów w pracy Inna nowoczesność. Pytania o współczesną formułę duchowości Agata Bielik-Robson sugeruje potraktowanie teoretycznej kategorii różni autorstwa Jacquesa Derridy, francuskiego filozofa i zarazem jednego z intelektualnych ojców postmodernizmu, jako „metafizycznego modelu nowoczesnej formy życia”. Jest to intuicja słuszna i warto za nią podążyć.

Pojęcie różni to neologizm grający na dwuznaczności francuskiego czasownika „différer”, który oznacza jednocześnie „różnić się” i „opóźniać”. Według Derridy różnia nie jest ani słowem, ani pojęciem, lecz odnosi się do faktu, że język nigdy bezpośrednio nie przywołuje tego, co oznacza. Kolejne słowa, pojęcia, terminy wymagają tłumaczenia za pośrednictwem kolejnych słów, pojęć i terminów. I tak w nieskończoność. Tym samym stajemy się więźniami języka – poza narracją jest pustka, nie mamy dostępu do realnej rzeczywistości, do rzeczy samych w sobie (idąc za terminologią Kanta) lub też platońskich idei (sięgając do klasycznych źródeł). Słowa ostatecznie przywołują jedynie różnice językowe, a ta właściwa rzeczywistość, do której język powinien nas kierować, jest radykalnie oddalona, poza zasięgiem naszego faktycznego poznania.

W ten sposób lądujemy w… gombrowiczowskim kosmosie. Po raz kolejny okazuje się, że nasz pisarz na poziomie literackim wyprzedzał propozycje akademickich filozofów, celnie diagnozując nowoczesne/ponowoczesne formy życia. Idąc za interpretacją Michała Pawła Markowskiego z pracy Czarny nurt. Gombrowicz, świat i literatura, rzeczony kosmos to rzeczywistość, w której ludzie i rzeczy pozostają szczelnie zamknięte we własnej wsobności i hermetyczności; świat staje się niezrozumiały –  pozbawiony łaski, jak pisze Gombrowicz – nie ma w nim sensu, celowości, religii ani metafizyki.

Dwa ostatnie słowa tłumaczą nam, po co sięgać po tak abstrakcyjne terminy filozoficzne jak różnia. Okazuje się bowiem, że to pojęcie wskazuje nam na zasadniczy rys współczesnej ponowoczesnej duchowości: fundamentalne poczucie osamotnienia jednostki i głębokie oddalenie od Boga ukrytego za labiryntem języka. Pozostaje człowiek i pustka otaczającego nas świata, któremu trzeba samodzielnie nadać sens. Jeśli wierzymy, to wierzymy „na swój sposób”. Współczesna duchowość okazuje się autorską konstrukcją zbudowaną przez jednostkę.

Człowieka już nie ma

Postmodernistyczna kultura, w której funkcjonuje współczesny Zachód (i w coraz istotniejszym stopniu także Polska), ma alergię na to, co uniwersalne, obiektywne, spójne i zewnętrzne wobec jednostki. Badaczka Linda Hutcheon skrupulatnie wymienia cały szereg kategorii i pojęć odrzucanych przez myśl ponowoczesną: autonomię, transcendencję, pewność, autorytet, jedność, totalizację, system, uniwersalność, centrum, ciągłość, teleologię, domknięcie, hierarchię, jednorodność, unikalność, źródło…

Niemiecki filozof Wolfgang Welsch otwarcie chwali Musilowskiego „człowieka bez właściwości” jako tego, który słusznie pożegnał się z myśleniem w kategoriach idei regulatywnych Kanta. Richard Rorty idzie dalej, kwestionując pojęcie człowieczeństwa jako takiego. Jego zdaniem klasyczne metafizyczne rozumienie człowieczeństwa z jego podziałem na ideał i dewiacje, istotę i przygodność, centrum i peryferie, należy odrzucić. Opresyjne pojęcie człowieka należy zastąpić pojęciem maszyny. Dlaczego? Bo w przypadku maszyny nie ma mowy o jednym, odgórnym celu, istocie człowieczeństwa, którą należy praktykować. Maszyna sama wymyśla sobie cel własnej egzystencji. I tak powinno być także z nami. Wtóruje mu Jacques Derrida, który w eseju Kres człowieka pisał o tzw. luzowaniu humanizmu, polegającym finalnie na tym samym, co w przypadku Rorty’ego – kres oznacza niedookreślony cel, który każda jednostka wyznacza sobie samodzielnie i arbitralnie.

Antropologiczny projekt ponowoczesności jest więc skrajnie antyuniwersalistyczny. W jego centrum znajduje się samotna jednostka uwięziona w niekończącym się procesie autokreacji, ciągłego wymyślenia siebie na nowo, arbitralnego nadawania sensu własnej egzystencji. To prawdziwa duchowa kakofonia.

Trzy filary ponowoczesnej duchowości

Agata Bielik-Robson wyróżniła trzy zasadnicze cechy charakteryzujące jej zdaniem duchowość ponowoczesną. Wszystkie z nich odpowiadają wskazanym konsekwencjom derridiańskiej różni jako metafizycznego modelu nowoczesnego życia.

W pierwszej kolejności duchowość człowieka późnej nowoczesności to duchowość wolna od założeń metafizycznych rozumianych jako spójna i wypracowana na przestrzeni czasu doktryna, którą najpierw należy przyjąć, a później wyznawać. Wolność od założeń metafizycznych oznacza jednocześnie wolność od określonych dogmatów, swoistej „wiedzy-o-duchowości”.  Z tego punktu widzenia płynnie wynika swoista prywatyzacja refleksji duchowej. Tutaj znów wracamy do samotnej jednostki, która indywidualnie i arbitralnie tworzy własny porządek duchowy. Takie rozumienie duchowości oznacza jednak jej mocno subiektywny charakter, a więc problemy z jej komunikowaniem na zewnątrz i zrozumieniem przez innych ludzi. Trzecim filarem ponowoczesnej duchowości jest wielość. Pod tym pojęciem kryje się przekonanie o równości i konkurencyjności prywatnych opowieści duchowych – coś na kształt „wolnego rynku idei”.

Tak rozumiana duchowość ponowoczesności idealnie rymuje się z „człowiekiem bez właściwości” Welscha czy maszyną Rorty’ego. Finalnie liczy się jednostka i historia, którą opowiada sama o sobie. Sens ludzkiej egzystencji tworzy każdy z nas na własny użytek. Duchowość ponowoczesna to nic innego jak egocentryczna duchowość współczesnego Narcyza.

Ponowoczesna tęsknota za autentycznością

„Autentyczność to obsesja epoki nowoczesnej” – tak brzmi zdanie otwierające monografię Michała Warchali Autentyczność i nowoczesność. Idea autentyczności od Rousseau do Freuda. To właśnie w określonej postaci ideału autentyczności Agata Bielik-Robson szuka tytułowej „innej nowoczesności”, która wykraczałaby poza narcystyczną kakofonię maszyny-człowieka Rorty’ego. Tej duchowej alternatywy filozofka upatruje w ideale autentyczności sformułowanym przez Charlesa Taylora. Co do zasady koncepcja autentyczności wpisuje się w specyfikę ponowoczesnej duchowości. To, co ją odróżnia, to wyjście ze skrajnej subiektywności. Ideał autentyczności, wypływający z jednostkowej refleksji, stawia sobie jednocześnie zadanie bycia zrozumianym przez innych.

U Taylora tym ideałem jest w praktyce tzw. jednostkowa epifania, inspirowana romantyzmem. Stąd nieprzypadkowo głównymi autorami tych epifanii – metafizycznych opowieści mających nadawać sens otaczającej nasz rzeczywistości i ludzkiemu życiu jako takiemu – są poeci i literaci: Rilke, Elliot, Pound, Joyce, a nawet Herbert. Jak pisze Bielik-Robson: „W odróżnieniu od tradycyjnego horyzontu sensotwórczego metafizyki, współczesny horyzont sensotwórczy nie jest czymś danym, odziedziczonym, ani tym bardziej uniwersalnym, lecz co najwyżej może być świadomym wytworem »twórczej wyobraźni jednostki«”. Wytworem, konstrukcją, ale jednocześnie czymś, co może zostać przyjęte przez innych. Jak ta idea autentyczności jest wciąż żywa, pokazuje chociażby noblowska mowa Olgi Tokarczuk. Tokarczuk nawołuje w niej do wypracowania nowej metafizyki  zdolnej do sformułowania odpowiedzi na podstawowe pytania egzystencjalne nurtujące współczesnego człowieka.

Zabawa w „duchowego majsterkowicza”

To jedna strona duchowego medalu współczesności, ta mocniej filozoficzna, pozbawiona wyrazistej sfery sacrum. Istnieje jednak jeszcze druga strona, gdzie znajdziemy taką postać ponowoczesnej duchowości, która wciąż realizuje trzy filary duchowości postmodernistycznej według Bielik-Robson. Tą duchowością jest duchowość inspirowana bądź pozostająca w ramach ruchu New Age.

Po pierwsze, zasada wielości. W książce Filozofia wieczysta Aldous Huxley, jeden z intelektualnych ojców rewolucji ’68 i ruchu New Age stwierdził, że tytułowa „filozofia wieczysta” odsyła nas do pewnej finalnej postaci duchowości, synkretycznie czerpiącej z istniejących systemów religijnych. Z tego wynika fundamentalna równość religii, które stanowią tylko różne, równoprawne drogi do osiągnięcia pełni człowieczeństwa. Nie ma znaczenia, którą wybierzemy, bo na końcu i tak spotkamy się w tym samym miejscu. Równość religijna i synkretyzm – to dwie istotne cechy duchowości New Age.

Po drugie, prywatyzacja refleksji duchowej stawiająca w centrum jednostkę. W przypadku New Age najważniejszą rolę również odgrywa nasze jednostkowe „ja” – to na naszych potrzebach skupiona jest ta formuła duchowości, to jednostkowe, subiektywne potrzeby duchowe mają być w jej ramach spełniane. Z tego wypływa specyficznie rozumiana metafizyka. Duchowość New Age należy nazwać „duchowością DYI”, „duchowością zrób to sam” (do it yourself), w ramach której „składamy” sobie własną duchowość, autorską opowieść o świecie z całego zestawu narzędzi: od astrologii, przez jogę, po religijne tradycje Wschodu. Taki rodzaj specyficznego „duchowego majsterkowania”.

Bartłomiej Dobroczyński, autor syntetycznego opracowania poświęconego New Age, pisał w tym kontekście o istotnym znaczeniu „technik poszerzania świadomości”. To znów odsyła nas do jednostkowego, egocentrycznego, narcystycznego charakteru współczesnej duchowości, która ma w swojej istocie taki właśnie „techniczny” rys – dostarcza nam ona narzędzi do samodzielnego osiągnięcia duchowego spełnienia.

Z tego wypływa także taki, a nie inny charakter bóstwa w ramach New Age – pozbawiony mocnego osobowego charakteru, przyjmujący formę energii, do której mamy się nastrajać, niedookreślonej panteistycznej Wielkiej Świadomości, Kosmosu, z którym mamy się zjednoczyć, rezygnując finalnie z naszej jednostkowości i podmiotowości. Zamiast jasnej i rozbudowanej doktryny dostajemy nacisk położony na intuicyjne poznanie, konieczność pójścia własną drogą, bez precyzyjnych wskazówek co do właściwego kierunku.

Pelagiusz w późnej nowoczesności

Pelaganizm to jedna z wielu – dzisiaj już raczej zapomnianych – herezji wczesnochrześcijańskich. Koncepcja teologiczna wypracowana przez żyjącego na przecięciu IV i V wieku mnicha Pelagiusza, a następnie rozwijana przez jego uczniów zakładała, że natura ludzka, stworzona przez Boga, zdolna jest samodzielnie przezwyciężyć grzech i osiągnąć świętość. Grzech Adama wcale nie obciążał na tyle naszego człowieczeństwa, aby konieczna była Boża łaska i śmierć krzyżowa Jezusa, aby wyzwolić nas z niewoli grzechu i śmierci. Pisząc w największym skrócie: pelagianizm nie odrzucał katolickiego Boga, lecz stwierdzał, że człowiek jest w stanie samodzielnie, o własnych siłach osiągnąć zbawienie.

Tak pisał o tym Leszek Kołakowski w pracy poświęconej jansenizmowi: „Nasza nowoczesność jest u korzeni pelagiańska, w czym mieści się również jej prometejska nadzieja na zbudowanie doskonałego, wolnego od zła Państwa ludzkiego. Jest to równoznaczne z wiarą w samoodkupienie się człowieka. (…) Przeświadczenie, iż w naturze ludzkiej nie ma wbudowanych trwale przeszkód zamykających jej drogę do niebiańskiej civitas na ziemi, jest niebezpieczną, potencjalnie nawet zgubną mrzonką, i aż nadto potwierdza to nasze doświadczenie.”

I to właśnie ta zasadnicza myśl towarzyszy w moim przekonaniu współczesnej ponowoczesnej duchowości. Wyprowadzając Pelagiusza z kart historii Kościoła i przykładając go do obu modeli tej duchowości, możemy zauważyć, że wszystkie te postawy mają jedną wspólną cechę: przekonanie, że to człowiek-jednostka jest w stanie samodzielnie osiągnąć pełnię człowieczeństwa, nadać sens własnej egzystencji, doprowadzić do samospełnienia etc. Duchowy Narcyz to jednocześnie nieświadomy praktyk ponowoczesnego pelagianizmu.

Esej pochodzi z elektronicznego wydania czasopisma idei „Pressje” . Zachęcamy do nieodpłatnego pobrania całego numeru w formatach PDF, EPUB i MOBI.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych.

Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o zachowanie informacji o finansowaniu artykułu oraz podanie linku do naszej strony.