Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Piotr Trudnowski  1 stycznia 2020

Najważniejsze wyzwanie polityczne nowego roku? Prezydent 2020 musi zakończyć wojnę o sądy

Piotr Trudnowski  1 stycznia 2020
przeczytanie zajmie 9 min

Kryzys władzy sądowniczej ma charakter polityczny, a nie wyłącznie prawny, więc wymaga niestandardowych działań właśnie na płaszczyźnie politycznej. Większość rozpalającego dziś sporu należy unieważnić i szukać dróg ucieczki do przodu. Obowiązkiem całej klasy politycznej jest poszukiwanie awaryjnego wyjścia z sytuacji, w której się znaleźliśmy. Fakt, że dzisiaj istotna część obywateli i opinii publicznej niespecjalnie dostrzega powagę sytuacji nie powinien nas uspokajać.

Wybory prezydenckie w 2020 r. to ostatnia szansa, by zapobiec sytuacji, w której bolesne konsekwencje zmian w wymiarze sprawiedliwości zaczną być odczuwalne powszechnie, przez szeregowych obywateli. Bez obywatelskiej i medialnej presji kandydaci w tych wyborach zadowolą się powtarzaniem banałów, nic nie znaczących zaklęć-wytrychów albo suflowaniem takich rozwiązań, które zadowolą tylko jedną ze stron sporu. Żaden z kandydatów, którego zapowiedzi się do tego ograniczą, na fotel głowy państwa nie zasługuje.

Czas unieważnić ten konflikt

Polityczny rok 2020 w optymistycznym scenariuszu minie pod znakiem wyborów prezydenckich. W scenariuszu pesymistycznym, ale jak najbardziej realnym – pod znakiem postępującego kryzysu państwa wynikającego z pogłębiającej się anarchizacji wymiaru sprawiedliwości i swoistego „rokoszu” istotnej części sędziów, który zaczyna się w reakcji na nieodpowiedzialne i szkodliwe – jak pokazują konsekwencje – działania obozu władzy. Dlatego kluczowym tematem wyborów prezydenckich musi być poważna, merytoryczna i konkretna debata nad metodami wyjścia z kryzysu, w którym się znaleźliśmy.

Na poparcie w majowych wyborach zasługują ci kandydaci, którzy nie ograniczą się do zapalczywej retoryki albo suflowania rozwiązań wygodnych dla ich własnego obozu politycznego, ale wykażą się zdolnością do zaprezentowania takiej ścieżki wyjścia z kryzysu, która będzie akceptowalna dla politycznych konkurentów. Taka zresztą powinna być zawsze rola głowy państwa – strażnika konstytucji, który świadom swojego mandatu umie wyjść poza interes własnego politycznego zaplecza.

Dyskusja o tym, kto zaczął i kto bardziej nagrabił, nie ma już sensu. Nie dlatego, że jest nieistotna, ale dlatego, że dzisiaj donikąd już nas nie zaprowadzi. Nie ma też większego sensu pryncypialny legalizm, choć i on sam w sobie nie jest pozbawiony wartości. Problem w tym, że dzisiaj kierowanie się nim z kryzysu już nas nie wyprowadzi. Kryzys, w którym się znaleźliśmy ma charakter polityczny, a nie wyłącznie prawny, więc wymaga niestandardowych działań na płaszczyźnie przede wszystkim politycznej.

Większość rozpalającego dziś sporu należy unieważnić i szukać dróg ucieczki do przodu. Obowiązkiem całej klasy politycznej jest poszukiwanie awaryjnego wyjścia z sytuacji, w której się znaleźliśmy. Rozstrzyganie, czy sędziowie mają dziś prawo oceniać status innych sędziów – nie przyniesie nam wyjścia z kryzysu. Rozważanie, czy przepisy proponowanej przez Prawo i Sprawiedliwość ustawy zwanej „dyscyplinującą” czy „kagańcową” są zgodne z Konstytucją RP i unijnym prawem – nie przyniesie nam dziś wyjścia z kryzysu. Odwoływanie się do kolejnych europejskich instancji – również nie przyniesie nam wyjścia z kryzysu. Przygotowywanie kolejnych form ustawowej presji na sędziów – nie przyniesie nam dzisiaj wyjścia z kryzysu.

W normalnych warunkach na rzecz każdego z tych działań należałoby ważyć argumenty i kontrargumenty. Ale warunki dawno przestały być normalne. Każde z tych działań przyniesie dziś w praktyce jeszcze mocniejsze podkręcenie spirali konfliktu, który zaczyna poważnie zagrażać państwu. Jeśli chcemy tę spiralę przeciąć, a nie dalej nakręcać, zaakceptujmy ten trudny, bezprecedensowy stan rzeczy. Ktoś powie, że to prawny nihilizm. Być może, choć wolałbym nazwać to politycznym pragmatyzmem w imię wyższej konieczności, jaką jest zakończenie sytuacji naprawdę groźnej dla państwa i interesów tysięcy obywateli.

Kryzys jest faktem

W praktyce w Polsce przestały być powszechnie akceptowane pewne polityczno-prawne metanormy – domniemanie konstytucyjności stanowionego prawa, wyłączna kompetencja Trybunału Konstytucyjnego do badania konstytucyjności, nadrzędność Konstytucji RP nad prawem wspólnotowym, domniemanie „prawomocności” decyzji organów konstytucyjnych z Prezydentem RP i Krajową Radą Sądownictwa na czele.

Równolegle ostatecznie upadł autorytet Trybunału Konstytucyjnego, który staje się z miesiąca na miesiąc coraz bardziej wydmuszkową instytucją – świadczy o tym najlepiej nie tylko radykalny spadek liczby wydanych orzeczeń (72 w 2018 r. wobec 173 w 2015 r.), ale przede wszystkim zapytań i wniosków kierowanych do sądu konstytucyjnego. Jak przytacza na łamach Dziennika Gazety Prawnej Małgorzata Kryszkiewicz liczba kierowanych do TK spraw spadła w ciągu czterech lat o 388, a więc z poziomu 623 w 2015 r. zeszliśmy do zaledwie 235 w roku 2018.

Jeszcze bardziej wstrząsająca jest statystyka zapytań prawnych kierowanych do Trybunału przez sądy powszechne – tu mamy spadek z poziomu 135 do… 15. Takie statystyki powinny przekonać nawet najzacieklejszych zwolenników sądowo-trybunalski reformy „dobrej zmiany”, że problem jest realny.

To wszystko dość abstrakcyjne kategorie, które w życiu zwykłego obywatela są trudne do zrozumienia. Ryzyko pogłębiającej się anarchizacji sądownictwa i powstawania swoistych światów równoległych – znów, bez wchodzenia w próbę rozstrzygania „kto ma rację” – dotknąć może już każdego z nas. Większość parlamentarna, rząd i część „nowych” elit prawniczych stać będzie na stanowisku prawomocności wyroków zasądzanych przez sędziów nominowanych przez KRS w ostatnich latach. Istotna część środowisk prawniczych, gros „starych” sędziów i zapewne istotna część opozycji – na stanowisku wedle którego to nie-wyroki wydane przez nie-sędziów. Cokolwiek większość parlamentarna nie wpisze w kolejnych ustawach, obrońcy status quo ante będą nadal próbowali je podważać odwołując się bezpośrednio do prawa unijnego.

Brzmi to wciąż abstrakcyjne. Ale mówiąc namacalnym konkretem – jeżeli nie dojdzie do jakiegoś kompromisu tysiące obywateli żyć będą w stanie prawnej niepewności co do wyroków, które decydują o ich życiu. Choćby – o rozwodzie czy nabyciu spadku. Ten poziom braku poczucia bezpieczeństwa prawnego i zaufania do instytucji państwa to już potężny kryzys państwowy. Wcześniej czy później pójdzie za nim radykalny spadek poczucia bezpieczeństwa gospodarczego, o sytuacji międzynarodowej Polski nie wspominając.

Obarczanie obywateli takim ciężarem ze względu na brak zdolności porozumienia zwaśnionych elit to skandal, za który współodpowiadają wszyscy niechętni szukaniu realnie kompromisowego wyjścia z tej sytuacji. Fakt, że dzisiaj większość obywateli i opinii publicznej niespecjalnie odczuwa powagę sytuacji nie powinien nas uspokajać. Wydaje się, że wybory prezydenckie 2020 r. to ostatnia szansa, by zapobiec temu, że bolesne konsekwencje zmian w wymiarze sprawiedliwości zaczną być powszechnie odczuwalne.

Którędy do normalności?

Potwórzmy raz jeszcze tak trudny do zrozumienia przez polityczno-prawnicze elity banał. Naturą kompromisu jest, że nie zadowala w 100% żadnej ze stron. Każda z nich musi się wycofać o kilka kroków, by unormować sytuację, w której się znaleźliśmy. Zarówno zręby do dyskusji nad treścią takiego kompromisem, jak i metodę osiągnięcia go, powinni zaprezentować wszyscy kandydaci z urzędującym prezydentem włącznie. Dróg może być kilka i powinniśmy liczyć na to, że kandydaci przedstawią je w toku kampanii wyborczej.

Najbardziej oczywista ścieżka to przeprowadzenie takiej nowelizacji Konstytucji, która w zakresie sądowo-trybunalskim ustanowi opcję zerową. Nie da się bowiem w żaden rozsądny sposób – jako rozsądny rozumiem taki, który przekona do prawomocności werdyktu obie strony konfliktu – wyjść dziś drogą prawną ze sporu ani o status części sędziów w Trybunale Konstytucyjnym (tych nazywanych przez opozycję „dublerami”), ani o prawomocność Krajowej Rady Sądownictwa (w składzie zwanym przez opozycję „neo-KRS”), ani o status Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Argumenty prawne mogą raz przeważać na korzyść „dobrej zmiany”, a raz jej zaciekłych krytyków – ale ani kryzysu legitymizacji tych ciał nie rozwiążą, ani dalszych prób „rokoszowych” nie powstrzymają.

Dlatego sensownym rozwiązaniem zdaje się taka zmiana ustawy zasadniczej – a więc poparcie kompromisowej koncepcji przez większość 2/3 Sejmu – która kazałaby wszystkie te sporne ciała urządzić na nowo, przewidując akceptowalne dla wszystkich warunki przejściowe.

Zapewne podstawą powodzenia takiego manewru byłoby obsadzanie tych ciał inaczej, niż przez zwykłe większości parlamentarne. W grę wchodzą bądź to większości kwalifikowane, bądź bardziej „mieszana” forma ich obsadzania. By uniknąć w przyszłości sporów takich jak ten o interpretację art. 187 Konstytucji (skład KRS) celowe wydaje się również uznanie, że ustawy dotyczące szeroko rozumianego wymiaru sprawiedliwości – w tym ustawy o Trybunale Konstytucyjnym i Krajowej Radzie Sądownictwa – powinny mieć status ustaw organicznych, a więc uchwalanych i zmienianych również przez większość kwalifikowaną, np. minimum 3/5 Sejmu.

Nie zadowalajmy się wyborczym banałem

Oczywiście pomysłów na ustrojową „opcję zerową” pozwalającą na wyjście z kryzysu może być o wiele więcej – w najbliższym czasie przedstawimy na naszych łamach również alternatywne koncepcje. W pierwszej kolejności powinniśmy jednak oczekiwać, że swoje pomysły przedstawią kandydaci w prezydenckim wyścigu. Oczywiście – prezydent nie ma możliwości zmiany Konstytucji. Dziś jednak chyba nikt poza głową państwa nie może nawet próbować wymusić takiej debaty na partyjnych i środowiskowych liderach.

Korzystając z przyrodzonego urzędowi prestiżu i powagi, prawa inicjatywy ustawodawczej i referendalnej, możliwości zwoływania Rady Bezpieczeństwa Narodowego czy Rady Gabinetowej – to prezydent powinien postawić partyjnych liderów przed propozycją nie do odrzucenia. Nieco symbolicznie przerysowując – powinien zaprosić liderów politycznych i trzymać ich „pod kluczem” aż znajdą kompromis, który poprze konstytucyjna większość. Wykorzystując kohabitację dwóch różnych większości w Sejmie i Senacie ma przecież jedno narzędzie nacisku na partyjnych polityków więcej, niż do tej pory – możliwość rozpisania referendum, na które zgodę wyraża właśnie Senat.

Najlepiej by było, gdyby jeszcze przed wyborami, choćby w toku dalszych prac nad ostatnimi zmianami przyjętymi przez Sejm, na tak ambitne działania odważył się prezydent Andrzej Duda. Jeśli nie zrobi tego teraz, to trudno będzie wyobrazić sobie wiarygodną propozycję wyjścia z sądowo-trybunalskiego klinczu w toku kampanii. Brak autorskiej i ambitnej inicjatywy w tym zakresie może go kosztować jednak ten ułamek głosów, który w maju zdecyduje o tym, kto zasiądzie w Pałacu Prezydenckim na kolejne pięć lat.

Bez względu jednak na działania Andrzeja Dudy opinia publiczna powinna nie tylko od niego, ale od wszystkich kandydatów oczekiwać konkretnych propozycji. Wybory prezydenckie to swoisty plebiscyt – dużą rolę grają w nich nie tyle programy, co charaktery, wizerunek i zaufanie do konkretnych kandydatów. Świadomi tego kandydaci, gdy zabraknie obywatelskiej i medialnej presji, zadowolą się powtarzaniem banałów, nic nie znaczących zaklęć-wytrychów albo suflowaniem takich rozwiązań, które zadowolą tylko jedną ze stron sporu. Mówiąc dosadnie – żaden z kandydatów, którego zapowiedzi się do tego ograniczą, na fotel głowy państwa nie zasługuje.

Dlatego jako Klub Jagielloński o propozycje autorskich „map drogowych wyjścia z kryzysu” oraz o pomysły nowego ułożenia ustrojowych zasad rządzących władzą sądów i trybunałów zamierzamy w roku wyborczym zapytać wszystkich kandydatów, którzy staną do prezydenckiego boju. Wszystkich Czytelników, Sympatyków, dziennikarzy i przedstawicieli innych środowisk obywatelskich – będziemy namawiać do równoległych działań na rzecz wymuszenia od kandydatów konkretów w tej kluczowej sprawie. Autorów wszelkich alternatywnych propozycji wyjścia z kryzysu sądowo-trybunalskiego – już dziś zapraszamy na nasze łamy.

W 2020 roku życzymy Wam, byśmy wspólnie zainspirowali Prezydenta RP do tego, jak przywrócić w Polsce obywatelską umowę społeczną w sprawie władzy sądowniczej. Bez niej trudno mówić o wspólnocie politycznej, sprawnym państwie, bezpieczeństwie obywateli i dojrzałej demokracji.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.