Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Michaj Sodolski  17 grudnia 2019

Arabskie partie wstrząsną sceną polityczną w Izraelu

Michaj Sodolski  17 grudnia 2019
przeczytanie zajmie 5 min

Poległ premier Netenjahu, chwilę później również Beni Ganc, któremu nie udało się znaleźć większości umożliwiającej stworzenie rządu. Izraelska prawica i centrolewica wzajemnie oskarżają się o sabotowanie negocjacji dotyczących powołania rządu jedności narodowej. Tymczasem sojusz partii arabskich – Zjednoczona Lista – już zadeklarował, że jest gotów na kolejną rundę wyborów. Nic w tym dziwnego, to właśnie arabskie ugrupowania mogą zyskać najwięcej na rozpisaniu kolejnych wyborów. Ostatnie miesiące zdecydowanie wzmocniły pozycję arabskich wyborców i partii politycznych, bez których centrum i lewica nie są w stanie odsunąć Netanjahu od władzy.

Od początku współczesnej izraelskiej państwowości pojedynczy arabscy politycy bywali ministrami i wiceministrami w kilku lewicowych rządach, ale arabskie partie polityczne nigdy nie tworzyły koalicji rządowej. Wkrótce może się to jednak zmienić. Po wrześniowych wyborach Ajman Auda, lider Zjednoczonej Listy, w historycznym oświadczeniu wyraził gotowość wsparcia rządu Beniego Ganca. Co istotniejsze, politycy izraelskiej lewicy potraktowali poważnie tę propozycję. W symboliczny sposób zakończyło to wieloletnią marginalizację arabskiej podmiotowości politycznej w Izraelu.

Zapomnieć o Arabach

Choć obecnie co piąty obywatel Izraela jest Arabem, a w studwudziestoosobowym Knesecie zasiada czternastu arabskich parlamentarzystów, to na początku istnienia Izraela Arabowie posiadali minimalną reprezentację polityczną. Relacje między Żydami i Arabami zdeterminowała krwawa wojna o niepodległość z lat 1948-1949.

Przez osiemnaście lat od uzyskania przez Izrael niepodległości miejscowości zamieszkałe przez Arabów znajdowały się pod zwierzchnictwem wojska, uniemożliwiając pełną integrację z izraelskim społeczeństwem. Mimo to izraelscy Arabowie od początku istnienia państwa korzystali z czynnych i biernych praw wyborczych. Kilkukrotnie frekwencja wśród społeczności arabskiej przekraczała 75% i bywała wyższa niż całkowita frekwencja w Izraelu.

Początkowo Arabów w Knesecie reprezentowały małe ugrupowania satelickie, tworzone przez największe partie żydowskie. Arabscy parlamentarzyści wybierani byli też z list partii socjalistycznych, komunistycznych, a od lat 70. także liberalnych i konserwatywnych. Pierwsze partie o wyłącznie arabskim charakterze zaczęły powstawać w latach 80.

Syjonistyczni ideolodzy marzący o odbudowaniu żydowskiej państwowości po dwóch tysiącach lat diaspory konsekwentnie ignorowali kwestię arabską. Theodor Herzl, twórca idei syjonistycznej, łudził się, że Arabowie zrezygnują z wszelkich ambicji narodowych w zamian za możliwość życia w nowoczesnym państwie dobrobytu.

Dawid Ben-Gurion, pierwszy premier Izraela, nie przewidywał dla Arabów szczególnego miejsca w izraelskim społeczeństwie. Jedynym syjonistycznym liderem przekonanym o konieczności wypracowania modelu współpracy między Żydami i Arabami był Ze’ew Żabotyński, ale jego poglądy miały ograniczony wpływ na izraelską scenę polityczną.

Choć dopiero rok temu Kneset uchwalił ustawę definiującą Izrael jako żydowskie państwo narodowe, to od swojego początku realizował ambicje narodowe wyłącznie żydowskiej większości. Zarówno żydowskie państwo, jak i jego arabscy obywatele musieli zmierzyć się z wieloma dylematami i wyzwaniami dotyczącymi wzajemnych relacji.

Co istotne, izraelska społeczność arabska nie jest jednorodna, a w jej skład wchodzą zróżnicowane grupy kulturowe i wyznaniowe: muzułmanie, chrześcijanie, Beduini, Druzowie. Ci ostatni ogłosili się lojalnymi obywatelami Izraela. Służą w armii, policji i administracji państwowej.

Muzułmanom i arabskim chrześcijanom bliżej było do idei panarabizmu, solidarności z Palestyńczykami w Jordanii i Libanie. Ponadto przez polityczny i wojskowy establishment postrzegani byli często jako zagrożenie dla bezpieczeństwa Izraela. Muzułmanie i chrześcijanie w Izraelu nie zrezygnowali ze swojej arabskiej i palestyńskiej tożsamości, ale z czasem ewoluowała inaczej niż w Gazie i Ramallah.

Droga do zjednoczenia partii arabskich

Stopniowo oczekiwania wobec arabskich polityków przestały dotyczyć wyłącznie procesu pokojowego między Izraelem a państwami arabskimi i Autonomią Palestyńską. Istotnym stało się rozwiązywanie codziennych spraw: budowa dróg, kanalizacji, dostęp do edukacji i służby zdrowia. Arabowie korzystają z przysługujących wszystkim obywatelom Izraela demokratycznych swobód, a ich poziom życia, choć niższy od części żydowskich współobywateli, nadal pozostaje zdecydowanie wyższy niż w sąsiednich krajach arabskich. Badania Izraelskiego Instytutu Demokracji ukazują, że połowa izraelskich Arabów czuje się dumna z bycia Izraelczykami. Dla jednej czwartej Arabów najważniejszymi problemami są: walka z biedą, przestępczością i zwiększenie dostępu do edukacji. Konflikt izraelsko-palestyński pozostaje priorytetem dla co dziesiątego badanego.

Żadne z liczących się arabskich stronnictw politycznych nie neguje konieczności udziału w izraelskiej polityce parlamentarnej. Pomimo to przez ostatnie dziesięć lat frekwencja wśród społeczności arabskiej systematycznie spadała. W kwietniowych wyborach do urn poszło mniej niż 50% uprawnionych do głosowania.

Arabscy politycy byli postrzegani przez swoich wyborców jako nieskuteczni, zajęci wewnętrznymi konfliktami i ignorujący prawdziwe problemy swojego elektoratu. Dla części polityków arabskich najważniejszy pozostawał palestyński nacjonalizm, podczas gdy społeczność arabska oczekiwała wsparcia dla budowy dróg i szkół. Frekwencję obniżała dodatkowo agresywna kampania antyarabska prowadzona przez część umiarkowanej i skrajnej prawicy.

Rasistowskiej nagonce od lat przewodzi Bibi Netanjahu, który straszył Arabami rzekomo planującymi zagładę żydowskich kobiet i dzieci. Dodatkowo premier konsekwentnie odmawia traktowania Arabów jako równoprawnych obywateli i deklaruje, że stanowią zagrożenie dla izraelskiej państwowości. Likud, przy współpracy z agencją PR, chcąc zastraszyć arabskich wyborców, instalował kamery w tych lokalach wyborczych, w których najczęściej głosowali Arabowie. Podejmowano także próby wykluczenia partii arabskich ze startu w wyborach, twierdząc, że negują one żydowski charakter państwa i zagrażają bezpieczeństwu Izraela.

Antyarabska nagonka Netanjahu w przeszłości skutecznie mobilizowała jego własny elektorat i zniechęcała Arabów. Podczas ostatnich wyborów Bibi osiągnął jednak odwrotny efekt i frekwencja wśród Arabów wzrosła do ponad 60%. Rozdrobnione partie arabskie zdecydowały wystartować jako koalicja, której twarzą został dynamiczny Ajman Auda. W skład Zjednoczonej Listy wchodzi lewicowo-nacjonalistyczny Balad, socjalistyczny Hadasz, nacjonalistyczny Arabski Ruch Odnowy i konserwatywno-islamska Zjednoczona Lista Arabska.

Walka z wykluczeniem ekonomicznym jest uniwersalna

Większość z nowo wybranych arabskich parlamentarzystów od lat angażuje się w politykę, ale do tej pory ich aktywność zdominowana była przez kwestie związane z konfliktem arabsko-izraelskim. Były członek Knesetu i lider partii Balad – Azmi Biszara – w 2007 r. uciekł z Izraela po tym, jak oskarżono go o szpiegowanie na rzecz libańskiego Hezbollahu. Basel Gatas, również były parlamentarzysta Baladu, skazany został na dwa lata więzienia za przemycanie wiadomości i telefonów palestyńskim terrorystom osadzonym w izraelskich więzieniach. Ahmed Tibi, obecnie lider Arabskiego Ruchu Odnowy, a w latach 90. doradca Jasira Arafata i rzecznik palestyńskiej delegacji w czasie rozmów pokojowych z Izraelem, konsekwentnie neguje izraelskie prawo do zwierzchnictwa nad Jerozolimą i wspiera inicjatywę osiedlenia się w Izraelu milionów Palestyńczyków z Jordanii i Libanu.

Obecnie jednak nacjonalistyczne i momentami antyizraelskie hasła ustąpiły łagodniejszemu językowi Ajmana Audy, któremu udaje się skutecznie neutralizować wewnętrzne różnice. Ponadto lider Zjednoczonej Listy coraz śmielej stara się podkreślać ambicje reprezentowania nie tylko interesów izraelskich Palestyńczyków, ale też szerszej grupy wyborców. W mediach społecznościowych Ajman Auda publikuje posty zarówno po arabsku, jak i hebrajsku. Twierdzi, że walka z wykluczeniem ekonomicznym to uniwersalna wartość, która przysłuży się wszystkim obywatelom Izraela. Wspólnie z izraelską lewicą chce bronić demokratycznych podstaw państwa, niezależności Sądu Najwyższego i mediów, a także zakończyć okupację Zachodniego Brzegu. Ponadto Auda wspiera dwupaństwowe rozwiązanie konfliktu palestyńsko-izraelskiego, uznając konieczność istnienia dwóch niezależnych od siebie państw narodowych.

Deklaracja wsparcia kandydatury Ganca i otwartość na współpracę z żydowską lewicą może w przyszłości zagwarantować arabskiej koalicji miejsce w rządzie. Kwestią sporną między koalicją arabską a Niebiesko-Białymi pozostaje problematyka bezpieczeństwa. Beni Ganc, wieloletni żołnierz i były szef sztabu, wspiera zdecydowane reakcje armii na ostrzał rakietowy ze Strefy Gazy. Partie arabskie krytycznie odnoszą się do działań armii izraelskiej. Gdyby Ganc odrzucił możliwość współpracy z Arabami i powstałby jednak centroprawicowy rząd jedności narodowej, to Zjednoczona Lista zostałaby największą partią opozycyjną. W konsekwencji Ajman Auda jako pierwszy arabski polityk w historii zostałby oficjalnie mianowany liderem opozycji. Uzyskałby wówczas dostęp do tajemnic związanych z bezpieczeństwem narodowym, otrzymałby ochronę służb specjalnych i prawo do comiesięcznych konsultacji z premierem.

Konflikt między izraelskimi Arabami i Żydami powoli zanika, a zastępuje go ideowy spór lewicy z prawicą. Arabscy politycy w niedalekiej przyszłości mogą stać się izraelskimi mężami stanu, a o głosy arabskich i druzyjskich wyborców już zabiega większa część izraelskiej sceny politycznej. Jeżeli ten proces będzie postępował, to zyska na tym całe izraelskie społeczeństwo. Spełni się prognoza byłego przewodniczącego Knesetu, Awrahama Burga, który stwierdził, że „na naszych oczach będzie tworzył się nowy kształt izraelskiego obozu demokratycznego, w którym izraelscy Arabowie przestaną być traktowani jak pariasi”.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.