Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Michał Wojtyło  23 listopada 2019

Nie dzieje się dobrze w Korei Południowej. Recenzja filmu „Parasite”

Michał Wojtyło  23 listopada 2019
przeczytanie zajmie 10 min

Opowieść o dwóch daniach, dwóch rodzinach i jednym społeczeństwie. Parasite to film o pragnieniu wydostania się z nędzy, a także o wyżynach dostatku, z których nie widać biedy. Reżyser Bong Joon-ho mierzy się ze wszystkimi warstwami społecznego wkluczenia i jasno dowodzi, że boom gospodarczy to nie remedium na całe zło. Czasami jest to wręcz środek pogłębiający niesprawiedliwość.

Dzieło poza gatunkowym schematem

Nowe dzieło Bonga Joon-ho (twórcy m.in. Snowpiercera, netflixowej Okji, The Host) nie podąża za utartymi filmowymi schematami i całkowicie wymyka się klasyfikacji gatunkowej. Na jednej z najpopularniejszych na świecie baz danych o dziesiątej muzie, IMDb.com, możemy przeczytać, że jest to jednocześnie komedia, thriller i dramat. W sedno trafili Michał Oleszczyk i Tomasz Raczek, tuzy polskiej krytyki filmowej, określając Parasite ubraną w groteskowe szaty, wielowymiarową baśnią dla dorosłych.

Film opowiada o losach dwóch pozornie podobnych do siebie rodzin nuklearnych, które składają się z dorosłych i dwójki dzieci – chłopaka oraz dziewczyny. Analogia między nimi wyczerpuje się już na poziomie liczby członków rodziny i ich płci. Pierwszą istotną różnicą między jest bowiem zamożność. Kimowie są biedni, Parkowie zaś mają spory majątek. Kwintesencja przepaści między Kimami a Parkami ukryta jest w tajemniczym słowie „ram-don”, którego sens jest kluczem do zrozumienia filmu Bonga Joon-ho.

Dwa dania, dwie rodziny i cień Wuja Sama

„Ram-don” to potrawa, która pojawia się w jednej ze scen tego gatunkowego kogla-mogla, kiedy pani bogatego domu nakazuje gosposi przygotować powyżej wspomniane danie. Nie próbujcie znaleźć tego słowa w wyszukiwarce. Taki posiłek nie istnieje, to neologizm stworzony przez Darcy’ego Pacqueta, tłumacza i twórcy oficjalnych, angielskich napisów do filmu. Pacquet wymyślił „ram-don”, ponieważ nie był w stanie precyzyjnie oddać znaczenia nazwy potrawy jjapaguri w języku angielskim.

Skąd więc pomysł tłumacza na „ram-don”? To połączenie nazw dwóch potraw, ramenu i udonu, które są idealnym narzędziem do przybliżenia sylwetek oraz tła społecznego bohaterów tej opowieści.

Wywodzący się z kuchni chińskiej ramen to w bardzo dużym uproszczeniu chudy makaron, który z różnymi dodatkami zanurza się w wywarze. Ponieważ jest daniem tanim i pożywnym, szybko został rozpropagowany przez Amerykanów po II Wojnie Światowej na kontrolowanych przez siebie terenach Dalekiego Wschodu, stając się w ten sposób symbolem narodowym Japonii. Ówczesny „globalny policjant” zauważył bowiem korelację pomiędzy wzrostem głodu i wzmacnianiem się prokomunistycznych tendencji. Postanowił więc zażegnać ryzyko wzrostu pozycji skrajnie lewicowych ruchów i zasypał masy robotnicze w Japonii i Korei tanią azjatycką pszenicą. Z tego powodu ramen zyskał wówczas popularność, zwłaszcza wśród pracowników fizycznych, do których docierał dzięki wózkom żywnościowym w trakcie przerw w pracy. W kulturze masowej posiłek szybko stał się symbolem ubogich – Kimów w Parasite.

Kimowie mieszkają w ciasnej suterenie na końcu wąskiej, ciemnej uliczki w dużej południowokoreańskiej metropolii. To miejsce zapomniane przez świat, co podkreśla rytuał lokalnych pijaków, którzy oddają mocz tuż pod oknem naszych głównych bohaterów. Rodzina trudni się składaniem pudełek do pizzy, a komunikację ze światem zawdzięcza darmowemu Wi-Fi z pobliskiej kawiarni, którego zasięg można złapać jedynie w pobliżu muszli klozetowej.

Chcąc wydostać się z nędzy, Kimowie wspinają się na wyżyny intelektualne i sprytnie inicjują kolejne wydarzenia. Wszystkie ich wysiłki mają na celu otrzymanie przez całą czwórkę zatrudnienia pod dachem zamożnego pana Parka. Wymaga to dużej inwencji twórczej, założenia masek ułożonych, wykształconych oraz kulturalnych obywateli, a także…pozbycia się starych pracowników.

Realizacja tego planu przybiera zawrotne tempo. Dynamizm ma nasunąć widzowi skojarzenia z brutalną rywalizacją o przetrwanie. Zdaniem Bonga nie istnieje solidarność ubogich, jedynie walka o okruszki spadające z pańskiego stołu.

Drugim ważnym daniem jest udon. Różni się od „ram-donu” subtelnością, prostotą oraz minimalizmem w dodatkach. To także cechy posiadłości małżeństwa Park. Ich willa w niczym nie przypomina zagraconego i pełnego chaosu mieszkania ubogich Kimów. Budynek jest niezwykle przestronny, nowoczesny i stylowy, każdą półkę odpowiednio zaprojektowano i podświetlono. Właściciele pasują do swojej posiadłości – są bezbarwni, mili i ułożeni.

Bong, kreując obraz zamożnej rodziny, sygnalizuje widzowi amerykański wpływ na południowokoreańską rzeczywistość. Na przykład najmłodszy członek rodu Parków ma obsesję na punkcie Indian, czego świadectwem są sprowadzane ze Stanów Zjednoczonych, regularnie przecinające powietrze, zabawkowe strzały oraz rozłożony w ogrodzie wigwam. Wykorzystany w filmie motyw pierwotnych Amerykanów bardzo sugestywnie wskazuje także na krytykę bezmyślnego zapatrzenia w sojusznika zza Pacyfiku, który swoją siłę zbudował na rozlewie krwi i wyzysku pierwszych gospodarzy Ameryki Północnej. Pamięć o tej przemocy wraca w finale filmu.

Smaki rozwarstwienia społecznego

Co stało się, gdy obie rodzin się spotkały, a ramen i udon zostały wymieszane, tworząc „ram-don”? O czym opowiada historia o zmieszaniu dania biednych i dania bogaczy, rodziny biednych pracowników fizycznych i dobrze sytuowanej rodziny z klasy wyższej?

To nie przypadek, że film koncentrujący się na tematyce nierówności ekonomicznych ma południowokoreańskie pochodzenie. Według OECD nierówności majątkowe w Korei Południowej są najwyższe spośród wszystkich krajów rozwiniętych. W 2015 r. biedniejsza część społeczeństwa była w posiadaniu jedynie 2% majątku narodowego. Źródeł tak ogromnego rozwarstwienia należy szukać m.in. w azjatyckim kryzysie finansowym z 1997 r., gwałtownej neoliberalnej transformacji gospodarczej, masowym eksporcie wytwarzania dóbr, dominacji na rynku czeboli (tj. Samsung, LG i Hyundai) oraz w nacierającej automatyzacji produkcji.

Ostatnie z wymienionych źródeł rozwarstwienia ekonomicznego zostało zasygnalizowane w filmie Bonga. Jeden z bohaterów, pan Park, jest szefem firmy technologicznej, a więc branży, która jest odpowiedzialna m.in. za postęp robotyzacji i sztucznej inteligencji. Wielu uważa, że to one stanowią źródło problemów ludzi najmniej wykształconych, ponieważ odbierają im pracę. W filmie tę warstwę społeczną reprezentuje rodzina Kimów.

Kwestie niewydolności rynku pracy i braku perspektyw obywateli nie opuszczają filmu Bonga. W jednej ze scen, gdy panu Kimowi udaje się odnieść sukces i zdobywa zatrudnienie dla wszystkich członków swojej rodziny, zaczyna on mówić o kwestiach związanych z bezrobociem. Wspomina o tym, jak wielkim darem losu było zdobycie zatrudnienia w czasach, gdy „na ofertę na stanowisko ochroniarza startuje pięciuset uniwersyteckich absolwentów”. Powyższa wypowiedź odnosi się do realnie istniejące rzeczywistości społecznej; przywołuje negatywne zjawisko wśród młodych Koreańczyków, którzy mają coraz większe problemy ze znalezieniem pracy. Chociaż oficjalnie liczba osób szukających zarobku w przedziale wiekowym od 15 do 29 lat wynosi w Korei Południowej ok. 11%, to realne bezrobocie w tej grupie szacowane jest na poziomie 20%. Różnica w danych wynika z nieuwzględnienia w niższej wartości osób sztucznie przedłużających edukację z powodu braku perspektyw na rynku pracy.

Finał wspinaczki rodziny Kimów po drabinie społecznej jest zaskakujący. Niespodziewana powódź niszczy cały ich dobytek. Kiedy już wydawało się, że wyrwą się z cuchnącej moczem sutereny, cały ich świat legł w gruzach. Twórcy filmu Parasite przekonują nas, że w obecnym systemie nawet najbardziej misterny plan, potencjał intelektualny oraz solidarność rodzinna nie są w stanie poprawić materialnej sytuacji najuboższych. „Nie ma co planować, bez planu nie może nic się nie udać” – podsumowuje swoje płonne starania ojciec biednej rodziny.

Cała historia ma gorzki smak. Warto zwrócić uwagę na zakończenie filmu, w którym ukazany został biedny syn zapisujący w liście do ojca obietnicę przyszłego kupna ekskluzywnej posiadłości Parków. W obliczu dotychczasowych wydarzeń jest to niemożliwa do spełnienia fantazja. Jak to ujął w drastycznych słowach zamożny pan Park, „jeżdżący metrem zawsze będą śmierdzieć jak gotowane szmaty”.

Zepchnięte na margines

Problemy społeczne poruszone w filmie Parasite nie dotyczą jedynie przepaści między biedą i bogactwem. Warto przyjrzeć się postaci bogatej pani Park, która została przedstawiona w karykaturalny sposób. To niepracująca, niezbyt lotna intelektualnie oraz łatwa do zmanipulowania kobieta ze śnieżnobiałym psem na kolanach. W domostwie panuje patriarchat, a za utrzymanie gospodarstwa domowego odpowiada mąż. Zobrazowany w ten sposób problem dyskryminacji kobiet (jego geneza sięga jeszcze czasów monarchii koreańskiej) to ogromne wyzwanie dla rządzących Koreą Południową.

71% kobiet pracuje za stawkę niższą od średniej krajowej, z czego aż połowa nie otrzymuje nawet najniższego wynagrodzenia! Zgodnie z zeszłorocznym raportem World Economic Forum Seul plasuje się na 124. miejscu pod względem ekonomicznego udziału w gospodarce i możliwości kobiet na rynku pracy. Ostatnia edycja corocznego Glass Ceiling Index (The Economist) wskazuje na największą płacową dziurę w krajach OECD, liczącą 35% (dwukrotnie wyższą od średniej tych państw). Jedynie 2% członków zarządów firm, 10% menadżerów, 10% inżynierów, 17% członków parlamentu i 18% naukowców to kobiety! Problem jest systemowy, co potwierdza wyrok południowokoreańskiego sądu, skazujący KB Kookmin Bank za dyskryminację 112 kobiet ubiegających się o pracę na karę grzywny w wysokości … 4,500 USD!

Brak egalitaryzmu płciowego na Półwyspie Koreańskim wynika w dużej mierze z głęboko zakorzenionych konfucjańskich norm i wartości w społeczeństwie. Podstawą konfucjanizmu, będącego obowiązującym systemem społecznym w dawnym Królestwie Korei, jest przeświadczenie, że hierarchiczne, jasno określone relacje w społeczeństwie nie tylko są naturalne, a także stanowia jedyną gwarancję mogącą zapewnić pokojowe oraz harmonijne współżycie obywateli. Całkowite podporządkowane kobiet w tym systemie było spowodowane sztywnie przydzielonymi im rolami społecznymi. Mogły być tylko oddanymi żonami i kochającymi matkami. Nic ponadto.

Starość nawet bez ramenu

Parasite piętnuje kolejne patologie systemu. W jednej ze scen widzimy bohatera mieszkającego w schronie przeciwatomowym. Wyjaśnia on swoim rozmówcom, że ukrywa się tu z powodu ogromnych długów, których nie jest w stanie spłacić, ponieważ nie dostał się do programu emerytalnego.

System emerytalny Seulu to tykająca bomba. Szacuję się, że przy obecnym trendzie fundusze w South Korean National Pension Service skończą się do 2057 r. Populacja Korei Południowej jest, obok Japonii, jedną z najszybciej starzejących się. To efekt niskiej dzietności (7 dzieci na 1000 osób), ale również największego przyrostu oczekiwanej długości życia spośród krajów zindustrializowanych. Średnia liczba lat życia dla Koreanek ma w 2030 r. przekroczyć aż 87 wiosen! Przewidywany w 2050 r. rozkład wiekowy południowokoreańskiego społeczeństwa mówi o 71 obywatelach po 65. roku życia przypadających na każde 100 osób w wieku produkcyjnym. Ten trend implikuje jeszcze większe obciążenie publicznego systemu wsparcia osób starszych.

Już dziś prawie połowa Koreańczyków po 65. roku życia funkcjonuje w ubóstwie, które jest liczone jako dochód mniejszy od 50% jego mediany w społeczeństwie. Bynajmniej nie jest to wskaźnik zawsze sprzeczny z wzrastającą długowiecznością. Trzeba pamiętać, że wspomniana połowa mediany w Korei Południowej wynosi ok. 1600 euro miesięcznie, co na pewno luksusów przy drogich kosztach życia (m.in. nieruchomości) nie zapewnia, ale wystarcza na przysłowiową kromkę chleba. Koreańczycy z południa zawdzięczają długą średnią życia jednemu z najniższych poziomów otyłości, niewielkiej liczbie palących i łatwo dostępnej służbie zdrowia. Jednak sama długowieczność obywateli azjatyckiego tygrysa, gdzie wysokość PKB per capita równa się 32 tys. USD, to za mało. Za nią powinna iść także jakość mijających lat.

Jedną z przyczyn znacznego obniżenia się jakości życia na starość jest wprowadzony dopiero w 1988 r. powszechny system emerytalny. Osoby, które odeszły na emeryturę w połowie zeszłej dekady, nie miały wystarczającej ilości czasu, aby zapracować na godziwe stawki. Co więcej, firmy preferują młodszych pracowników, dlatego często już w wieku pięćdziesięciu paru lat personel jest zwalniany. Zmusza to osoby będące nadal w wieku produkcyjnym do nisko płatnej, fizycznej pracy na „emeryturze”. W większych ośrodkach nierzadko kobiety powyżej 50. lat uciekają w prostytucję. Problem jest na tyle poważny, że w poprzedniej dekadzie zanotowano dwukrotny wzrost liczby samobójstw wśród osób starszych. Targnięcie się na własne życie w 2010 r. było przyczyną 72 śmierci na każde 100 tys. mieszkańców.

Innym czynnikiem popychającym seniorów na południu Półwyspu Koreańskiego do odebrania sobie życia jest samotność. Sytuacja niektórych przypomina życie mężczyzny zamkniętego w schronie państwa Park. Kwestie izolacji osób w podeszłym wieku naświetlił już ponad 60 lat temu Akira Kurosawa w poruszającym Ikiru. Reżyser znany głównie z kręcenia samurajskich przygód, filmów tj. Siedmiu Samurajów, Rashamon, czy też będącej inspiracją dla Gwiezdnych Wojen Ukrytej Fortecy, tym razem zajął się losem starszego, samotnego urzędnika, który pod koniec życia w obliczu śmierci szuka towarzystwa u przyprowadzonej przez los młodej podwładnej.

„Kuchnia społeczna i widmo inwazji z Północy”

Parasite pośrednio odnosi się do historii gorących konfliktów z północnym sąsiadem oraz nadal wyczuwalnej atmosfery strachu przed nieprzewidywalnym Pjongjangiem. Namacalnym na to dowodem jest posiadanie przez państwa Park w podziemiach domu starego schronu przeciwatomowego, który zapewne pamięta czasy wojny koreańskiej.

W filmie strach przed komunistycznymi krewnymi przykryty jest słodko-kwaśną satyrą. Jedna z bohaterek parodiuje północnokoreańskich reporterów telewizyjnych, przesadnie wychwalających swojego wodza. Inny bohater porównuje przycisk wysyłania wiadomości do „guzika nuklearnego”, dzięki któremu narzuca innym swoją wolę.

Nawiązanie do północnego sąsiada pojawia się również w przejaskrawionej postaci młodego synka bogatych Parków. Jest on postrzegany przez matkę jako wielki talent plastyczny, którego docenienie wymaga równie wielkiej malarskiej wiedzy. Kilka razy w filmie pojawia się wzmianka, że chłopczykowi zdarza się niekiedy zastygać bez ruchu na parę minut. Właśnie wtedy ma spływać na niego artystyczna inspiracja. Jest to klarowne nawiązanie do północnokoreańskiej propagandy, która stara się wpajać swoim obywatelom przekonanie o niemal boskich zdolnościach liderów komunistycznej Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej, które objawiają się u nich od najmłodszych lat.

 „Choćby miskę ramenu!”

Motyw nierówności ekonomicznych, choć istnieje w kinie od jego początków, jest obecnie wyjątkowo mocno zauważalny. Pojawił się w dalekowschodnich Złodziejaszkach Koreedy (zeszłoroczna Złota Palma) i Płomieniach Chang-donga (także dzieło koreańskie). Nie zabrakło go również na tegorocznym oskarowym czerwonym dywanie. Wątek ten pojawił się m.in. w Faworycie Lanthimosa oraz Romie Cuarona. Wszystkie wymienione filmy są jednymi z najwybitniejszych kinematograficznych dzieł ostatnich dwóch lat. Wspólnym ich mianownikiem jest poświęcenie prawie całego czasu ekranowego na postępujące rozwarstwienie ekonomiczne oraz brak solidarności społecznej. Jest to wyraźny trend światowego kina i możemy spodziewać się kolejnych koncepcyjnie podobnych produkcji.

Film Bonga Joon-hu jest obrazem wybitnym. Wykorzystuje zabiegi znane z przeciwstawnych sobie gatunków filmowych po to, aby poruszać w widzach różne emocje jednocześnie. Nieustannie zaskakuje i dzięki swojej wielowarstwowości przy każdej kolejnej łyżce tego kinowego „ram-donu” pozwala odkrywać coraz to nowe smaki oraz poziomy interpretacyjne. Z wyjątkową lekkością traktuje o sprawach społecznie trudnych i złożonych. Ponadto w tej skomplikowanej fabularnej układance nie zapomina o pięknej, a jednocześnie nienarcystycznej formie. Jest to po prostu dzieło kompletne. Także reakcje publiczności oraz opinie recenzentów dowodzą, że film Bonga Joon-hu jest dziełem artystycznie wybitnym. Redaktorzy renomowanego kinematograficznego portalu Rogertebert.com uznali Parasite za 15. najlepszy film mijającej dekady. Docenili go również polscy widzowie, zapewniając astronomiczną jak na arthouse pochodzący z Dalekiego Wschodu frekwencję, która przekroczyła 103 tys. widzów już po pierwszych 2 tygodniach wyświetlania. Co więcej, 28 października film stał się najchętniej oglądanym nad Wisłą dziełem, które zostało nagrodzone Złotą Palmą. Wcześniej spośród filmów, które zwyciężyły w Cannes, jedynie Pianista Polańskiego mógł się pochwalić taką popularnością.

Premier Mateusz Morawiecki wielokrotnie podkreślał chęć powtórzenia gospodarczego sukcesu Seulu, ukazując jego szybki wzrost jako model godny naśladowania. Jak jednak pokazuje południowokoreański reżyser w swoim dziele, ten niesamowity boom gospodarczy nie okazał się remedium na wiele społecznych problemów, a niektóre nawet pogłębił. Nierówności ekonomiczne wzrosły, nadal nie poradzono sobie z niedowartościowaniem roli kobiet w gospodarczej partycypacji, system emerytalny wymaga reformy, a obywatele nie czują się całkowicie bezpiecznie i nerwowo wypatrują zagrożenia zza granicy na 38. równoleżniku. Niech Parasite będzie gorzką miską „ram-donu”, która otworzy nam oczy na całą, nie tylko tą pozytywną, społeczno-gospodarczą rzeczywistość Korei Południowej.

Artykuł pochodzi z numeru czasopisma „Pressje” pt. „Konserwatysta w odczarowanym świecie”. Zapraszamy do nieodpłatnego pobrania numeru w jednym z trzech formatów elektronicznych.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych.

Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o zachowanie informacji o finansowaniu artykułu oraz podanie linku do naszej strony.