Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Duda i Macierewicz. Dwie wizje Polski

przeczytanie zajmie 4 min
Duda i Macierewicz. Dwie wizje Polski flickr

Wystąpienia Andrzeja Dudy i Antoniego Macierewicza jak w pigułce pokazały fundamentalne napięcie tożsamościowe występujące wewnątrz Zjednoczonej Prawicy. Przemówienia prezydenta i marszałka-seniora to dwie symboliczne twarze obozu „dobrej zmiany”, dwie alternatywne wizje polskości i polskiej wspólnoty politycznej. Dla dobra naszej ojczyzny lepiej, aby wygrała opowieść Andrzeja Dudy.

Istotą sporu jest rozumienie pojęcia „jedności”. Dla prezydenta RP jedność oznacza ideową i religijną różnorodność opartą na wspólnym kulturowym mianowniku; Antoni Macierewicz rozumie jedność jako arytmetyczną przewagę głosów w parlamencie. Wówczas to zwycięska opcja posiada legitymizację, aby swoją partykularną tożsamość przedstawiać jako uniwersalną i jedyną prawdziwą. Polska albo będzie narodowo-chrześcijańska, albo nie będzie jej wcale.

Natomiast dla Andrzeja Dudy historyczne korzenie Polski są oczywiste – nasza państwowość rozpoczęła się od chrztu Mieszka za pośrednictwem Czech i Rzymu, co osadza nas w cywilizacji zachodniej. Jednocześnie jednak prezydent nie buduje religijnej koncepcji polskości – polska wspólnota polityczna ma bowiem charakter kulturowy. Co kluczowe, ta kulturowa specyfika przynosi jasne konsekwencje – oznacza wewnętrzną narodową różnorodność. Duda wskazuje w przemówieniu na dwie płaszczyzny tego pluralizmu: religijną oraz ideową. Chrześcijańskie korzenie tworzą w tym ujęciu wspólnoty politycznej kulturowy fundament, ale nie definiują w całości rozumienia polskości. Polskość to coś więcej niż katolicyzm.

Dyskusja, debata, spór – te słowa padają w wystąpieniu prezydenta wielokrotnie. Andrzej Duda wydaje się szkicować koncepcję demokracji agonicznej, bardzo mocno podkreśla, że istotą rządów ludu jest różnorodność poglądów, a ich konsekwencją konieczność ideowego sporu, ale sporu merytorycznego. Polskość to polityczny dialog.

Prezydent idzie nawet dalej, wypowiadając w pewnym momencie znamienne z perspektywy filozofii politycznej słowa: „Polakiem jest każdy, kto ma Polskę w sercu.” Taka konceptualizacja polskości oznacza przekroczenie tego, co religijne, a nawet tego, co kulturowe. Tak rozumiana polskość to swoista egzystencjalna decyzja, osobista odpowiedzialność, pewnego rodzaju sposób życia w ramach politycznej wspólnoty, z całym bagażem praw, obowiązków i wyzwań za tą tożsamościową decyzją idących.

W numerze „Pressji” poświęconym współczesnej polskiej tożsamości narodowej, zarysowując projekt Wielo-Polski, pisałem tak: „Proponuję wizję polskości jako historycznie osadzonego zmagania się z losem, a Wielo-Polskę jako polityczną i agoniczną wspólnotę, w ramach której z tym losem się zmagamy, za pośrednictwem której »krzątamy się w historii« i próbujemy realizować określoną wizję dobrego życia.”

W przeciwieństwie do prezydenta Dudy, Antoni Macierewicz przedstawił w swoim przemówieniu jednoznacznie esencjalną wizję polskości, która wykracza poza wspólny mianownik tradycji. Dla marszałka-seniora nasza ojczyzna jest narodowo-chrześcijańska i koniec dyskusji.

Polska według byłego ministra obrony narodowej to Mono-Polska, swoisty ideowy zakon, pozaliteracka wariacja Związku Kawalerów Ostrogi z Trans-Atlantyku Gombrowicza. Nie wiadomo jednak czy rycerzom polskości bardziej chodzi o kulturową rekonkwistę czy raczej budowę Okopów Św. Trójcy przeciwko „cywilizacji śmierci”, o której marszałek-senior mówił w wystąpieniu.

Macierewicz wskazał przed „Polską zakonną” dwa podstawowe zadania. Po pierwsze, nowy parlament i nowy-stary rząd został rzekomo zobowiązany głosami Narodu Polskiego do dokończenia walki z bliżej niesprecyzowanym dziedzictwem komunizmu. W tym miejscu marszałek-senior wrócił do wieloletnich lejtmotywów „obozu patriotycznego”, jak określił własne środowisko polityczne. Polska Rzeczpospolita Ludowa to wyłącznie „długofalowa struktura grabieży Narodu Polskiego”, III RP to tak naprawdę coś na kształt „Oligarchii Okrągłego Stołu”, z postkomuną na poważnie zaczął walczyć dopiero rząd Zjednoczonej Prawicy etc.

Po drugie, zadaniem parlamentu IX kadencji jest stworzenie nowego porządku instytucjonalnego, przekształcenie państwa na wzór specyficznie rozumianych wartości chrześcijańskich. W tym miejscu nie zabrakło wezwania do walki z postmarksizmem i ideologią gender, Macierewicz wprost wskazał także na dwa, jego zdaniem fundamentalne, artykuły Konstytucji RP, mówiąc o konieczności zachowania prymatu tradycyjnie rozumianego małżeństwa jako związku mężczyzny i kobiety oraz niebezpośrednio sugerując zaostrzenie ustawy aborcyjnej. Tym samym państwo polskie miałoby opowiedzieć się jednoznacznie po jednej ze stron rzekomej wojny kulturowej.

Tak jak w przypadku Andrzeja Dudy wskazywałem na echa koncepcji demokracji agonicznej autorstwa lewicowej filozof polityki Chantal Mouffe, tak u Macierewicza można się doszukiwać antypluralistycznej wizji demokracji agregacyjnej rodem z pism Josepha Schumpetera. W tym rozumieniu demokracja to po prostu arytmetyczna większość, która poprzez wybory otrzymuje polityczny mandat do przeprowadzenia politycznych zmian bez specjalnego oglądania się na przegranych. W przypadku Macierewicza ta schumpeterowska większość daje mu rzekomą legitymizację do zaprzęgnięcia machiny państwa do realizacji wizji Polski narodowo-chrześcijańskiej. Polskości bardziej religijnej niż kulturowej, a pewno dalekiej od „polskości serca” z wystąpienia prezydenta Dudy.

***

A może to wszystko to tylko retoryczny pic na wodę? Tak naprawdę obaj panowie po prostu się umówili, że jeden będzie przemawiał do żelaznego elektoratu „dobrej zmiany”, a drugi zainauguruje kampanię prezydencką, kierując swoje słowa do miejskich wyborców Kosiniaka-Kamysza? Być może. Trudno jednak o lepszy moment – a jest ich naprawdę niewiele – niż początek nowej kadencji parlamentu, aby politykę potraktować jako coś więcej niż cyniczny PR. Potraktować ją poważnie, tak jak naprawdę na to zasługuje.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.