Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Tomasz Grzegorz Grosse  30 października 2019

Nadchodzi nowa Komisja, która niesie klimatyczne ochłodzenie

Tomasz Grzegorz Grosse  30 października 2019
przeczytanie zajmie 8 min

Z pierwszych wystąpień nowej przewodniczącej Komisji Europejskiej – Ursuli von der Leyen – oraz przesłuchań kandydatów na komisarzy wyłania się obraz nowej Komisji, zorientowanej na walkę ze zmianami klimatycznymi. Strategią prowadzenia innych wspólnotowych polityk będzie zapewne kontynuacja prac ustępującej KE, tym bardziej, że w przesłuchaniach w Parlamencie Europejskim nie pojawiło się zbyt wiele pomysłów i były one spektaklem oportunizmu politycznego. Kandydaci zazwyczaj mówili to, czego oczekiwali deputowani.

Desygnowana przez Radę Europejską i zaaprobowana przez Parlament Europejski (PE) nowa przewodnicząca Komisji Europejskiej (KE), Ursula von der Leyen, przedstawiła swój program w połowie lipca 2019 r., najpierw w wystąpieniu przed PE, a następnie w formie wytycznych dla kandydatów desygnowanych przez państwa członkowskie na przyszłych komisarzy.

Skupiła się na kilku priorytetach: Europejskim Zielonym Ładzie, gospodarce, która służy ludziom; Europie na miarę ery cyfrowej, ochronie europejskiego stylu życia, silniejszej pozycji Europy na świecie i wreszcie na „nowym impulsie” dla demokracji europejskiej.

Nowa szefowa KE stosunkowo dobrze identyfikuje wyzwania, przed którymi stoi UE. Jednak podchodzi do nich mało kreatywnie i ogólnikowo. Jej dokumenty programowe i nazwy poszczególnych portfolio mają przede wszystkim wymiar marketingowy, a mniej strategiczny.

Przesłuchania kandydatów na komisarzy w PE były natomiast straconą okazją na dyskusję programową. Ujawniły bowiem ideologiczne podejście eurodeputowanych (i niektórych przyszłych komisarzy) do europejskich wyzwań i problemów. Dlatego wiele problemów nie będzie zapewne skutecznie rozwiązywanych, gdyż brakuje właściwej diagnozy, spójnej i dostosowanej do realiów strategii. Do tego ograniczeniem dla działań nowej Komisji będą spory między państwami UE.

Klimat na sztandary

Głównym celem nowej przewodniczącej KE jest ochrona klimatu. To przede wszystkim wyzwanie natury politycznej, mające mobilizować wyborców wokół dalszej integracji europejskiej. Dla wielu partii liberalnych i lewicowych tematyka ekologiczna stała się szansą na zdobycie poparcia społecznego, a jednocześnie deklarowania wyrazistej postawy proeuropejskiej. Ponadto polityka klimatyczna i energetyczna UE stwarza szanse transformacji technologicznej w Europie, co może być bodźcem do pobudzenia wzrostu gospodarczego. Dodatkowym czynnikiem przemawiającym za tą polityką jest presja migracyjna spoza UE, która w części wynika z niekorzystnych zmian klimatycznych w niektórych regionach świata. Niemniej jest to polityka, która stanowi poważne wyzwanie dla krajów, w których sektor energetyczny jest zależny od węgla. Ponadto nie dysponujących ani technologiami atomowymi, ani innymi, zmniejszającymi zużycie węgla i węglowodorów. Jeśli wspomniane państwa są relatywnie ubogie, to taka transformacja jest dla nich poważnym wyzwaniem inwestycyjnym.

Kandydatem odpowiadającym za realizację europejskiego green deal będzie Frans Timmermans. W trakcie jego przesłuchania padło dużo haseł i mało konkretów. Holender stawiał równie ambitne cele w polityce klimatycznej, jak von der Leyen, czyli zwiększenie skali redukcji emisji do 2030 r. o 55% (obecnie UE chciałaby osiągnąć pułap 40%). Oboje wskazali na konieczność powołania funduszu sprawiedliwej transformacji (dla regionów zależnych od węgla). Dopytywany o to Timmermans nie potrafił jednak określić, skąd weźmie na to pieniądze.

Co gorsza, przyszły wiceprzewodniczący KE nie będzie kontrolował narzędzi finansowych i gospodarczych, które pozwoliłyby mu na realizację wizji „zielonego ładu”, wszystkie znajdą się w kompetencjach innych komisarzy. Będzie więc skupiał się przede wszystkim na promocji tej wizji, a także zapewne na sporach z państwami, które będą chciały spowolnić jej realizację.

Koniec z socjalnym dumpingiem w UE

Kolejnym priorytetem nowej Komisji będzie rozwój gospodarczy i społeczny. W programie von der Leyen pojawiło się kilka znanych od dawna pomysłów dotyczących reform w strefie euro, m.in. dokończenia budowania unii bankowej, wprowadzenia europejskiego systemu ubezpieczania depozytów bankowych, a także zwiększenia elastyczności kryteriów fiskalnych (co w praktyce oznacza ich rozluźnienie w okresie dekoniunktury gospodarczej). Niemniej problemem dla tych reform jest silna opozycja niektórych państw w stosunku do wszystkich tych rozwiązań. Niedawno Holandia i państwa Europy Północnej (tzw. nowa Hanza) przy wsparciu Niemiec ograniczyły zakres planowanych funduszy inwestycyjnych dla strefy euro w ramach kolejnej perspektywy wieloletniej UE. Wyzwaniem dla dalszych reform unii walutowej pozostają silne różnice interesów między poszczególnymi krajami członkowskimi.

Większość inicjatyw przedstawionych przed von der Leyen było już planowane przez Komisję Junckera. Dotyczy to m.in. powołania w ramach UE wspólnych zasad opodatkowania największych korporacji internetowych, jeśli nie powiodą się negocjacje prowadzone w tej sprawie w ramach Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju. Inną, wcześniejszą propozycją jest wprowadzenie wspólnej skonsolidowanej bazy podatkowej, czyli pogłębienie procesu harmonizacji podatków dla przedsiębiorstw. Jednak wspomniana koncepcja nadal nie znajduje poparcia we wszystkich państwach członkowskich.

Nowa KE będzie też promowała europejski filar praw socjalnych, w tym wprowadzenie płacy minimalnej oraz dochodu podstawowego (zwanego obywatelskim) we wszystkich państwach UE. Podobnie jak propozycje harmonizacji podatkowej są to rozstrzygnięcia korzystne dla państw o wysokim poziomie dochodów i opodatkowania, a mniej dla tych, które swoją konkurencyjność gospodarczą opierają na niskich kosztach produkcji.

Analogiczna sytuacja ma miejsce w odniesieniu do regulacji dotyczącej pracowników delegowanych, która miała zastąpić tzw. dumping socjalny, a więc możliwości zatrudniania tańszych pracowników np. z Europy Środkowej w państwach o wyższych płacach i standardach ochrony społecznych. W trakcie przesłuchań luksemburski kandydat do objęcia teki „praca” – Nicolas Schmit – wyraźnie podkreślał, że nie zgodzi się na dumping socjalny w UE. Jednocześnie uznał wprowadzenie europejskiej płacy minimalnej za swój największy priorytet.

Poszukiwanie europejskich czempionów

Dla von der Leyen ważnym celem jest tzw. suwerenność technologiczna. Oznacza ona budowanie siły europejskich korporacji internetowych i telekomunikacyjnych w konkurencji międzynarodowej. Tym zadaniem zajmować się będzie wiceprzewodnicząca Margrethe Vestager, odpowiedzialna za portfolio Europa pasująca do ery cyfrowej. Podobnie jak Timmermans (i kilka innych osób) będzie ona kontynuować swoją pracę w KE. W dodatku zajmie się dokładnie tym samym obszarem co wcześniej, czyli działaniami antymonopolowymi. Należy się spodziewać, że Dunka będzie dalej ograniczała dominującą pozycję amerykańskich korporacji internetowych na rynku wewnętrznym.

Oprócz tego powinna zająć się wspieraniem europejskich czempionów w tym obszarze, co jednak może kłócić się z jej jednoczesnym mandatem do ochrony konkurencji na tym rynku. W trakcie przesłuchań była dopytywana o tę sprzeczność, lecz nie potrafiła przekonująco odpowiedzieć, jak planuje ją rozstrzygnąć. Nie miała strategicznej wizji, jak zamierza wspierać europejski przemysł cyfrowy w starciu z globalnymi gigantami, a jednocześnie chronić mniejsze europejskie firmy w ramach ochrony konkurencji.

Ponownie jest to odbicie sporu w łonie członków UE. Na przykład Francja i Niemcy forsują złagodzenie reżimu konkurencji i wspieranie przez instrumenty unijne europejskich czempionów. Nie zgadzają się z tym Holandia i państwa nordyckie (w tym Dania), które obawiają się o pozycję własnych przedsiębiorstw na rynku wewnętrznym w sytuacji dominacji kilku dużych korporacji.

W rozkroku pomiędzy USA a Chinami

Ani sama von der Leyen, ani kilku przesłuchiwanych kandydatów mających zajmować się kluczowymi kwestiami gospodarczymi nie miało perspektywy geoekonomicznej, a więc takiej, która łączy strategiczne kwestie polityki gospodarczej z wyzwaniami geopolitycznymi. Brakuje zwłaszcza bardziej systematycznej oceny strategicznej relacji wobec Chin i USA w obu sferach jednocześnie, tj. gospodarce i geopolityce.

Na przykład „suwerenność technologiczna” oznacza gotowość do rywalizacji z korporacjami amerykańskimi i chińskimi, ale niesie oczywiste skutki geopolityczne. Przykładowo nowa przewodnicząca KE zapowiada wprowadzenie wspólnych standardów dla sieci 5G. Jest to wypowiedź na bardzo dużym poziomie ogólnikowości. Ponadto wspomniane standardy zapewne nie powstrzymają państw członkowskich, które coraz częściej akceptują chińską technologię 5G, niekiedy z pominięciem aspektów ważnych dla bezpieczeństwa. Tak się stało niedawno w Niemczech. Wywołuje to natychmiast niezadowolenie w USA i obniżenie zakresu wymiany informacji wywiadowczych między sojusznikami. W ten sposób rosnąca zależność UE od chińskich technologii pogłębia transatlantyckie animozje geopolityczne.

Podobnie jest w przypadku narastającej wojny handlowej między UE a USA. Nowa KE jest nastawiona bojowo. Szykuje się do wprowadzenia sankcji na Amerykanów, wynikających ze sporu toczonego w ramach Światowej Organizacji Handlu (WTO) ws. dotacji dla przemysłu lotniczego. Jednocześnie rozważane są pomysły zwiększenia możliwości dokonywania sankcji odwetowych nawet poza reżimem WTO. Celem znowu są Stany Zjednoczone, co może ponownie osłabić więzy transatlantyckie. Stoi to również w pewnej sprzeczności z deklaracjami samej von der Leyen, że zmierza zreformować, a nawet wzmocnić WTO.

Armia europejska zamiast NATO?

Przewodnicząca von der Leyen chce bronić ładu wielobiegunowego na świecie, a jednocześnie budować w nim silniejszą pozycję dla UE. Choć aprobuje rolę NATO w Europie, to jednak opowiada się za działaniami tworzącymi „prawdziwą” Europejską Unię Obronną. W jej przemówieniach ani wskazówkach dla nowej Komisji nie znalazłem odpowiedzi na to, jak zamierza pogodzić współpracę tych organizacji, zmniejszyć rosnące napięcia, a nawet rywalizację, nie dopuścić do niepotrzebnego dublowania środków finansowych między nimi, a więc do marnotrawienia zasobów w ramach tej współpracy. Rosnące ambicje europejskiej obronności wywołują zaniepokojenie w USA, co biorąc pod uwagę pogarszający się klimat transatlantycki na innych frontach, nie napawa optymizmem. W czasie przesłuchiwań kandydatów do nowej Komisji więcej było górnolotnych haseł, aniżeli strategicznej wizji ułożenia wzajemnych relacji.

Ursula von der Leyen określiła swoją Komisję jako zorientowaną geopolitycznie. Trudno nie uznać tego hasła za nazbyt ambitne. Nie tylko dlatego, że nie jest poparte rzetelną diagnozą kontekstu geopolitycznego, ale również z uwagi na sprzeczności interesów między głównymi aktorami na tym polu, do których z pewnością nie należy ani KE, ani PE.

Przykładowo von der Leyen poparła perspektywę poszerzenia UE na Zachodnie Bałkany. Taka decyzja ma oczywisty kontekst geopolityczny. Jeśli UE nie włączy tego regionu do własnej strefy wpływów, to zwiększą tam swoją obecność Chiny i Rosja. Niemniej proces akcesji blokują niektóre państwa członkowskie, przede wszystkim Francja.

Pomimo tego, że kontekst zewnętrzny dla rozszerzenia wydaje się jednoznaczny, to dla Emmanuela Macrona dużo ważniejszy wydaje się wewnątrz-europejski czynnik geopolityczny. W wypadku rozszerzenia Berlin znajdzie nowych sojuszników w polityce unijnej, a tym samym osłabnie pozycja Paryża.

Ideologiczny casting zamiast rozmowy kwalifikacyjnej

Poza nielicznymi wyjątkami kandydaci nie przedstawiali nowych merytorycznych propozycji, ale raczej górnolotne idee. Czasami odnosiło się wrażenie, że zamiast dyskusji strategicznej byli sprawdzani pod względem ideologicznym, czy nadają się do pracy w Komisji. Na przykład Dubravka Šuica, przymierzająca się do objęcia teki „demokracji i demografii”, zapytana była o to, jak chce rozwiązać problem starzejącego się społeczeństwa. Postawiła przede wszystkim na imigrację spoza UE. Pomimo tego, że w rodzinnej Chorwacji zajmowała się polityką prorodzinną, odżegnała się w trakcie przesłuchania od takich pomysłów, twierdząc, że nie zamierza zajmować się poprawą wskaźnika urodzin w UE. Na pytanie, czy demokracja w UE nie powinna oznaczać ochrony kompetencji demokratycznych wspólnot narodowych, uznała, że nie zgadza się z pytającym (choć faktycznie uchyliła się od odpowiedzi). W trakcie jej przesłuchania padło wiele słów o europejskiej demokracji. Nikt jednak nie pytał o Hiszpanię, gdzie rozpędza się demonstracje i wsadza do więzienia niewygodnych polityków. To jedyny chyba kraj członkowski, w którym za uchodźcami politycznymi rozsyłane są europejskie nakazy aresztowań. Politycy hiszpańscy żądają zresztą ich zaostrzenia, gdyż okazały się nieskuteczne w polowaniu na przywódców katalońskich. Do dzisiaj w ramach europejskiej demokracji swoich mandatów nie mogą objąć trzej eurodeputowani z ugrupowań katalońskich.

Z kolei włoski kandydat, Paolo Gentiloni, kilkakrotnie podkreślał, że nie będzie przedstawicielem żadnego rządu ani interesów narodowych. Natomiast Maroš Šefčovič uznał za całkowicie zrozumiałe, że nowa Komisja pozwoli Parlamentowi na inicjatywę ustawodawczą. Z pewnością musiało spodobać się to eurodeputowanym, choć jest to niezgodne z prawem europejskim. Nie przeszkadzało to Šefčovičiowi zapewniać o potrzebie przestrzegania praworządności.

Margaritis Schinas, były rzecznik prasowy Komisji, będzie odpowiadał za tekę o „ochronie europejskiego stylu życia” (nazwa dość kontrowersyjna), czyli za politykę migracyjną. Na pytanie, przed kim zamierza bronić Europę, odpowiedział, że należy ją chronić przed tymi, którzy nie chcą ratować i przyjmować imigrantów, odrzucając otwartą wizję UE.

Ani von der Leyen, ani Schinas nie wyciągnęli chyba wniosków z kryzysu migracyjnego. Dlatego powtarzali te same pomysły, które od wielu lat wywołują gwałtowne spory między państwami członkowskimi i póki co nie przynoszą spodziewanych rezultatów. Niemniej obaj politycy podkreślili potrzebę wprowadzenia europejskiego systemu azylowego, jak również reformę systemu dublińskiego. Nowa KE będzie też zapewne musiała zając się relokacją nielegalnych imigrantów (a więc nie tylko samych uchodźców), czego domagają się niektóre kraje i co zdaje się zapowiadać ogólnikowe hasło z programu przewodniczącej, czyli Nowy Pakt o Migracji i Azylantach.

Ponownie podstawowym problemem w omawianym obszarze jest brak zgody między państwami członkowskimi, które pozostają tutaj wiodącymi decydentami. Potwierdziło to przesłuchanie Szwedki, Ylvy Johansson, odpowiedzialnej za tekę spraw wewnętrznych. Nie potrafiła przedstawić żadnych szczegółowych odpowiedzi na pytania dotyczące reformy unijnej polityki migracyjnej. Jak miała je znać, skoro o takich szczegółach mogą przesądzić tylko rządy narodowe, o ile będą w stanie się ze sobą dogadać.

***

Przesłuchania w PE były spektaklem politycznym, który zamiast dyskusji strategicznej o konkretnych planach pełen był ogólników, najczęściej dobrze już znanych. Pojawiło się niewiele nowych pomysłów, co biorąc pod uwagę skalę wyzwań i dotychczasowych porażek unijnych, musi budzić zdziwienie. Co gorsza, nawet te pomysły, które zostały przedstawione, niekoniecznie muszą być zrealizowane. W dużej mierze zależy to od zgody rządów narodowych. Przesłuchania w PE były spektaklem oportunizmu politycznego, w którym kandydaci zazwyczaj mówili to, czego oczekiwała większość deputowanych. Dlatego pojawiło się wiele ideologii europejskiej i odniesień do wartości. Dużo było też hipokryzji i podwójnych standardów.

Po przesłuchaniach dochodzę do wniosku, że szykuje nam się Komisja kontynuacji, czerpiąca przede wszystkim ze spuścizny poprzedników z kolegium Jeana-Claude’a Junckera, a także z katalogu pomysłów podrzucanych od kilku lat przez Macrona i Merkel. Będzie to zapewne Komisja słaba politycznie, o znikomej autonomii w stosunku do największych państw członkowskich. Wsparciem strategicznym nie będzie dla niej jednak PE. Obecnie to instytucja silnie upolityczniona i podzielona, przedkładająca spory partyjne nad historyczne wyzwania. Co więcej, elity parlamentarne coraz bardziej oddalają się od rzeczywistości. Mylą ideologię ze strategią, która powinna być przecież skutecznie wdrażana w praktyce. To powoduje, że Parlament coraz bardziej sam się marginalizuje, choć przy okazji jest też pomijany przez rządy narodowe w strategicznych decyzjach.

Anglojęzyczna wersja materiału do przeczytania tutaj. Wejdź, przeczytaj i wyślij swoim znajomym z innych krajów!

Artykuł (z wyłączeniem grafik) jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zezwala się na dowolne wykorzystanie artykułu, pod warunkiem zachowania informacji o stosowanej licencji, o posiadaczach praw oraz o konkursie „Dyplomacja publiczna 2019”. Prosimy o podanie linku do naszej strony.

Zadanie publiczne współfinansowane przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP w konkursie „Dyplomacja publiczna 2019”. Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.