Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Michał Wojtyło  25 października 2019

Flirt Brukseli z autorytarnym reżimem

Michał Wojtyło  25 października 2019
przeczytanie zajmie 12 min

W tegorocznym World Press Freedom Index Turkmenistan uprzedził Koreę Północną w walce o miano państwa z najbardziej ograniczoną wolnością słowa i zajął jakże zaszczytne ostatnie miejsce. Dlaczego kraj „informacyjnej czarnej dziury”, w którym wszystkie media są kontrolowane przez państwo, a działający w nim nieliczni, niezależni dziennikarze bywają torturowani, jest ciepło oceniany przez unijnych urzędników?

Nieformalna umowa społeczna

Od uzyskania niepodległości w 1991 r. Turkmenistan jest państwem autorytarnym. Fundamentem legitymizacji władzy jest nieformalna umowa społeczna – w zamian za subsydia, pokój i duże inwestycje publiczne obywatele milcząco przyzwolili na skrajnie rządy ograniczające ich prawa obywatelskie.

Przywileje nadane mieszkańcom obejmowały m.in. prawo do darmowych racji: wody, gazu, energii elektrycznej i benzyny. Wymienione subsydia stały się fundamentem stabilności reżimu. Za wszystko płacono bawełną (Turkmenistan to 9. największy jej producent na świecie) oraz gazem ziemnym.

Zgodnie z umową prezydent Saparmurat Atayewic Niyazov w grudniu 1995 r. pod patronatem ONZ ogłosił neutralny status swojego kraju. Symbolem niestanowienia przez Aszchabad zagrożenia dla interesów sąsiadów jest wybudowany w stolicy za 75 mln USD Łuk Neutralności.

Niestety wraz z neutralnością do kraju dotarł izolacjonizm oraz postępujący kult władcy. Niyazov w Ruhnamie (tzw. Księdze dusz), wydanej w dwóch tomach w 2001 i 2004 r., przedstawił swoje koncepcje na temat polityki i moralności, a znajomość najważniejszych cytatów z tego dzieła była konieczna, m.in. do otrzymania prawa jazdy i znalezienia zatrudnienia w służbie cywilnej.

Ingerencja państwa nie zatrzymuje się na ideologicznej otoczce państwowości. Najbardziej skrajnym przykładem represji tamtejszego społeczeństwa jest kontynuacja tzw. sobotniej pracy, znanej jeszcze z czasów sowieckich. Pod rygorem kar, takich jak obniżki pensji i zwolnienia, pracownicy związani z sektorem publicznym (np. urzędnicy, nauczyciele, lekarze, adwokaci) bywali przymuszani do pracy przy zbiorze bawełny. Według Anti-Slavery International w 2016 r. nawet 49 tys. nauczycieli pracowało przy zbiorach na terenie całego kraju.

Gaz… rozleniwiający

Turkmeńska ziemia skrywa 19,5 biliona m3 błękitnego paliwa, co odpowiada 10% światowych zasobów, dając Aszchabadowi 4. miejsce na globie. Dla porównania Azerbejdżan posiada 2,1 biliona m3 gazu naturalnego w swoich złożach. Produkcja turkmeńskiego błękitnego paliwa w zeszłym roku wyniosła 61,5 mld m3 (polskie zużycie gazu w 2017 r. równe było 17 mld m3).

Płynące szerokim strumieniem pieniądze z ogromnych złóż błękitnego paliwa pozwoliły rządzącym utrzymać władzę i uniknąć reformy struktury produkcyjnej, cementując postsowiecki model gospodarczy. Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju określił turkmeńską gospodarkę najmniej konkurencyjną spośród tych, w których prowadzi swoją działalność.

Eksperci podkreślają zbyt dużą ingerencję państwa nawet w prywatne firmy, w których suwerenność menadżerska nie istnieje. Przygotowywana przez brytyjski rząd informacja o zagranicznym ryzyku biznesowym określa Turkmenistan jako państwo, które nie chroni kontraktów biznesowych, a lokalne, jak i zagraniczne firmą mogą zostać usunięte z rynku przez urzędników bez podania powodu.

Oficjalne dane wypływające ze źródeł bliskich rządowi wskazują na wzrost gospodarki Aszchabadu. Bank Światowy wskazuje na 6,2% wzrostu PKB, w tym i 5,1% w przyszłym roku. Nie ma jednak gwarancji wiarygodności tych danych. Na swojej stronie internetowej brytyjskie Ministerstwo Handlu Międzynarodowego wprost stwierdza, że w Turkmenistanie nie są publikowane wiarygodne dane ekonomiczne.

Gospodarka „na linach”

Pomimo nienajgorszych oficjalnych danych makroekonomicznych eksperci są zgodni, że Turkmenistan jest w środku największego kryzysu gospodarczego od momentu odzyskania niepodległości. Za jego początek można uznać załamanie cen gazu w 2014 r. Dwa lata później sytuacja pogorszyła się po podjęciu drastycznego kroku – zawieszeniu wymienialności manata na dolara. Rządzący zdecydowali się na ten ruch w celu zwiększenia kontroli przepływu kapitału i zatrzymania jego odpływu za granicę w obliczu zwiększającej się inflacji oraz wyczerpywania się rezerw walutowych. Brak możliwości legalnego nabycia amerykańskich dolarów ominął podmioty wykonujące priorytetowe projekty, m.in. gazociąg TAPI (do Indii).

Nie był to koniec izolacjonistycznej polityki rządzących. Po zawieszeniu nastąpiła całkowita blokada transferów walutowych oraz ściągnięcie z rynku wewnętrznego nadwyżek obcych walut. Wszystko to, choć głównie uderzyło w ludzi uprzywilejowanych, odbiło się na całej gospodarce.

Skok cen importowanej żywności wymusił jej racjonalizację. Jak podaje jedno z nielicznych wiarygodnych, działających w regionie źródeł informacyjnych, Radio Wolna Europa/Radio Swoboda (RWE/RS), miesięczny limit mąki na każdą rodzinę obecnie wynosi 50 kg, co w dużych, tradycyjnych rodzinach turkmeńskich jest kroplą w morzu potrzeb. Ponadto dwa lata temu zlikwidowano jeden z fundamentów stabilności reżimu – subsydia.

Próbując zatrzymać exodus swoich obywateli, wprowadzono nieformalny zakaz wyjazdów za granicę poniżej 40. roku życia. Utrudnienia w wyjeździe są na tyle duże, że – jak informuje RWE/RS – wymagana jest łapówka w wysokości około 3500 amerykańskich dolarów do przejścia kontroli paszportowej. Pomimo prób zatrzymania obywateli wielu udaje się wyemigrować, najczęściej do Turcji.

Reżimowi nie pomaga wiszące jak topór nad głową zadłużenie zagraniczne. Szacowany roczny koszt obsługi długów wynosi co najmniej 1 mld USD! Kredyty w znakomitej większości są pochodzenia chińskiego i łącznie opiewają na ok. 10 mld USD. Część należności jest spłacana w ekwiwalencie surowcowym (credit for gas), poprzez obniżanie ceny surowca i ograniczanie bezpośredniego zastrzyku potrzebnej gotówki do budżetu. Pekin jako odbiorca 90% turkmeńskiego paliwa (33.3 mld m3 w 2018 r.) ma wszelkie narzędzia, aby dyktować własne warunki kontraktów. Tak ogromny stopień uzależnienia jest nie do zniesienia dla posiadającego ambicje Aszchabadu.

W obliczu chwiejącej się posady i realnej wizji przekształcenia się de facto w chińską prowincję, prezydent Gurbanguly Berdimuhamedow postanowił zintensyfikować działania swojej dyplomacji na innym froncie. Konflikt cenowy z Iranem z 2016 r. i zerwanie w 2015 r. współpracy gazowej z Rosją (po nagłym ogłoszeniu przez Gazprom 3-krotnego zmniejszenia importu turkmeńskiego surowca) popchnęły prezydenta daleko na Zachód, do Europy.

Ominąć Rosję

Zalążki realnej współpracy gazowej na linii Bruksela-Aszchabad sięgają ukraińsko-rosyjskiego kryzysu energetycznego z 2006 r. Wówczas zaczęto wypatrywać dywersyfikacyjnego remedium w Azji Środkowej. Tak zrodził się pomysł Południowego Korytarza Gazowego (PKG). Na przestrzeni lat projekt PKG ulegał wielu modyfikacjom, ale jedna jego cecha pozostawała niezmienna – inwestycja nie przebiegała przez terytorium Federacji Rosyjskiej.

Ominięcie Rosji jest głównym powodem promowania koncepcji przez Unię Europejską. Motywacja ta była wielokrotnie wyrażana wprost – m.in. w 2008 r. przez Komisję Europejską w Drugim strategicznym przeglądzie. Mimo upadku projektu Nabucco w 2012 r., a w konsekwencji pogorszenia się perspektyw ogólnoeuropejskiej dywersyfikacji dostaw gazu, projekt nadal pozostał korzystny dla Europy Południowo-Wschodniej. Region mocno uzależniony od rosyjskiego paliwa zyskiwał dzięki niemu możliwość dywersyfikacji źródeł gazu i pomoc w obniżeniu zużycia węgla brunatnego w energetyce.

Renesans unijnego zainteresowania PKG nastał po rosyjskiej agresji na wschodnią Ukrainę. Komisja Europejska potwierdziła jego priorytetowe znaczenie dla Unii Europejskiej, nadając mu w 2017 r. status Projektu Wspólnego Interesu (Project of Common Interests).

Szczególne poparcie Unii Europejskiej dla tej inwestycji nie ograniczyło się do pustych dyrektyw. Na projekt wyłożono poważne pieniądze. W zeszłym roku Transadriatycki odcinek korytarza był najmocniej finansowanym projektem spośród wszystkich europejskich inwestycji. Łączna kwota wyniosła 3.9 mld euro. Te ogromne pieniądze popłynęły z Europejskiego Banku Inwestycyjnego, Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju, a także z 17 komercyjnych banków, m.in. BNP Paribas, UniCredit, ING, Societe Generale oraz Banku Chin.

Realizacja korytarza

Głównym elementem PKG jest Gazociąg Transanatolijski (TANAP), łączący szlakiem gazowym granicę gruzińsko-turecką z turecko-grecką (1850 km długości). Jego obecna przepustowość wynosi 16 mld m3 gazu naturalnego – 6 mld m3 jest przeznaczonych na rynek turecki, natomiast 10 mld m3 ma popłynąć do Europy po ukończeniu Transadriatyckiego odcinka PKG. W planach jest zwiększenie przesyłanego gazu w 2023 r. do 23 mld m3, a w 2026 r. do 31 mld m3.

Gazociąg został uroczyście otwarty 12 czerwca 2018 r. w tureckim Eskisehir. O wadze inwestycji świadczy szeroki wachlarz obecnych na uroczystości dygnitarzy. Wśród nich m.in. prezydenci: Turcji, Azerbejdżanu, Ukrainy, Serbii oraz lider Tureckiej Republiki Północnego Cypru. Podczas otwarcia turecki przywódca, Recep Erdogan, nazwał TANAP „energetycznym Jedwabnym Szlakiem”.

Dla Brukseli kluczowym elementem PKG jest przedłużenie Gazociągu Transanatolijskiego w Europie, czyli odcinek Transadriatycki (TAP). Ciągnie się on od granicy turecko-greckiej, przez Grecję, Albanię i dno Morza Adriatyckiego, aż do miasteczka Lecce, gdzie zostanie włączony do włoskiego systemu. Do końca roku planowane jest oddanie inwestycji, a w 2020 ma tamtędy przepłynąć 10 mld m3 azerskiego gazu do Europy Południowej.

Turkmenistan częścią Korytarza?

Gdzie w tym wszystkim jest Turkmenistan, skoro Południowy Korytarz Gazowy obecnie kończy się na Azerbejdżanie? Niekoniecznie jest to jego finalna forma. Sygnalizowane ambitne plany rozwoju gazowego szlaku (do 31 mld 3 w 2026 r.) wymagają znalezienia dodatkowych źródeł błękitnego paliwa. I to właśnie może zaoferować ojczyzna pola Gałkynysz (Odrodzenie), drugiego największego złoża świata.

Strategia Unii Energetycznej z 2015 r. wprost wymienia Azerbejdżan i Turkmenistan (sic!) jako potencjalnych strategicznych sojuszników energetycznych, do pozyskania których Bruksela użyje wszystkich możliwych środków. W maju tego samego roku potwierdził to wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej i komisarz ds. unii energetycznej, Marosz Szewczowicz, w trakcie swojej wizyty w Turkmenistanie, ogłaszając polityczną decyzję UE dotyczącą włączenia Aszchabadu do gazowego korytarza.

Zainteresowanie jest widoczne do dzisiaj. Niedawno odbyło się pierwsze Kaspijskie Forum Ekonomiczne w Awazie (Turkmenistanie), gdzie przedstawiciel UE w Azji Środkowej, Peter Burian, potwierdził, że w tym roku odbywają się intensywne rozmowy z Aszchabadem na temat budowy Gazociągu Transkaspijskiego (TCP).

Rurociąg położony na dnie Morza Kaspijskiego to warunek konieczny skutecznego wykorzystania tej współpracy. Pomysł nie jest nowy. Już w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku firmy naftowe proponowały podobną inwestycję. Brak realizacji koncepcji był dotychczas spowodowany nierozwiązanym podziałem największego wewnętrznego zbiornika wodnego świata.

Kaspijski węzeł gordyjski

Rozwiązaniu sporu od lat nie służyło bogactwo Morza Kaspijskiego. Według danych amerykańskiej Energy Information Agency pod wodami kaspijskiego akwenu kryje się 48 mld baryłek ropy i aż 292 bilionów m3 gazu! Nawet ustalenie statusu zbiornika jako morza bądź jeziora było kwestią drażliwą, ponieważ w świetle prawa międzynarodowego może on decydować o sposobie jego podziału. Chociaż umowy dwustronne w sprawie rozgraniczenia dawno zostały przez część stron podpisane, a surowce od wielu lat są stamtąd wydobywane, to brakowało wspólnej, pięciostronnej konwencji, by zrealizować tę podwodną gazową nitkę. 12 sierpnia zeszłego roku, po 22 latach sporu, porozumienie zostało podpisane.

Tego dnia w kazachskim Aktau przywódcy terytoriów nadbrzeżnych – Azerbejdżanu, Iranu, Kazachstanu i Turkmenistanu – przyjęli Konwencję o Statusie Prawnym Morza Kaspijskiego. Zapisy dokumentu dotyczące podziału dna wraz z jego bogactwem zostały sformułowane bardzo ogólnikowo, odsyłając do konieczności dalszych, dwustronnych ustaleń. Ustalona metodyka przyszłej delimitacji wpływów ma opierać się na linii brzegowej państw nadbrzeżnych. Na takim rozwiązaniu najwięcej traci Iran, ponieważ jego sektor jest najgłębszy, najbardziej słony i najuboższy w surowce naturalne. Największym wygranym tego punktu umowy jest Kazachstan. Część należąca do Nur Sultan (dawnej Astany) zawiera ponad połowę węglowodorów znajdujących się w całym akwenie.

Konwencja może być game changerem w kontekście budowy Gazociągu Transkaspijskiego. W dokumencie zaznaczono, że na położenie podwodnego rurociągu (lub kabla) wymagana jest jedynie zgoda państw, przez których sektory nitka będzie przechodzić. Pozostałe państwa nadbrzeżne utrzymały jednak dalsze prawo do opiniowania oddziaływania inwestycji na środowisko, czym mogą opóźniać ich wykonanie.

Ekologia pretekstem

Rosja i Iran starają się wykorzystać ten środowiskowy hamulec. Wątpliwości co do prawdziwie proekologicznej motywacji Moskwy oraz Teheranu dostarcza brak jakiejkolwiek reakcji we wrześniu 2013 r. na ogromny wyciek zarówno gazu, jak i ropy u wybrzeży Kazachstanu. Ponadto Morze Kaspijskie nie jest dziewiczym terenem. Na jego dnie leżą już rurociągi prowadzące z węglowodorowych, podmorskich pól do brzegu krajów nadbrzeżnych m.in. z kazachskiego złoża Kashagan (13 mld baryłek ropy).

Iran, podnosząc ekologiczne ryzyko na wokandę, ma nadzieję na przekierowanie strumienia turkmeńskiego paliwa do własnej infrastruktury. Moskwa, w wypadku przyszłego rozwoju korytarza, bardzo chętnie zapełniłaby brakujący wolumen swoim surowcem. Na hipokryzję działań rosyjskich wskazuje również ich własna, podwodna sieć błękitnej pajęczyny, często dużo bardziej ryzykowna dla przyrody (Blue Stream, Turkish Stream i Nord Stream).

Próba blokady inwestycji przez Rosję odbywa się też poprzez powrót do importu błękitnego paliwa z Turkmenistanu. W kwietniu br., po 40 miesiącach przerwy, gaz na bazie krótkoterminowej umowy ponownie popłynął z turkmeńskich złóż do Rosji. Trzy miesiące później Gazprom podpisał pięcioletnie porozumienie na zakup 5,5 mld m3 gazu rocznie od Aszchabadu. Natychmiastowym zastrzykiem gotówki do wychudzonego budżetu Moskwa próbuje odciągnąć Turkmenistan od idei pozyskiwania nowych rynków zbytu na Zachodzie, gdzie stałby się on konkurentem Rosjan.

Przedłużający się spór o Gazociąg Transkaspijski zmusił Aszchabad do szukania rynku zbytu na terenach międzynarodowych. Przykładowo rurociąg TAPI (Turkmenistan – Afganistan – Pakistan – Indie) o docelowej rocznej przepustowości na poziomie 33 mld m3 gazu to inwestycja, która ma ambicje przełamać antagonizmy pakistańsko-indyjskie i amerykańsko-talibskie, oferując wzbogacenie się niestabilnemu regionowi. Inauguracja kładzenia pierwszego odcinka gazociągu odbyła się w Turkmenistanie w grudniu 2015 r., natomiast budowa afgańskiego elementu szlaku rozpoczęła się rok temu.

Czy flirt przerodzi się „w coś więcej”?

Turkmenistan bez wątpienia będzie nalegał na rozwój gazowej współpracy z UE. Jego uzależnienie od Chińskiej Republiki jest zbyt duże, aby prezydent Gurbanguly Berdimuhamedow mógł spać spokojnie. Ponadto największy kryzys gospodarczo-społeczny od momentu odzyskania niepodległości, zwłaszcza po likwidacji obywatelskich subsydiów, mocno chwieje jego posadą. Nowe źródło regularnych wpływów do budżetu może okazać się konieczne do dalszego przetrwania reżimu.

O przyszłości relacji najprawdopodobniej zadecyduje Unia Europejska. Zeszłoroczne uchylenie prawnej furtki na przesył gazu po dnie Morza Kaspijskiego mogło się okazać spóźnione. Czy dzisiaj Europa rzeczywiście musi zabiegać o względy autorytarnego reżimu? Zwłaszcza w dobie rozwijającej się technologii skroplonego gazu naturalnego (LNG), pozwalającej na dywersyfikację źródeł błękitnego paliwa na skalę wcześniej nieznaną. Dodatkowo turkmeńskie złoża będą musiały konkurować z bliższymi – zarówno geograficznie, jak i politycznie – polami gazowymi, odkrytymi w ostatnim dziesięcioleciu na dnie Morza Śródziemnego. Nie zapominajmy też, że jest to inwestycja w dalsze wydobycie paliwa kopalnego, którego wzrost popytu nie jest wcale pewny, a jego rynek zbliża się w Europie ku przesyceniu.

Polityczny aspekt projektu również nie pomaga ambicjom Aszchabadu. Pamięć o aneksji Krymu z każdym rokiem się zaciera. Natomiast finansowanie źródła energii przyczyniającego się do globalnego ocieplenia, a przy okazji fundującego autorytarne reżimy, w perspektywie długookresowej może nie znaleźć wystarczająco wielu zwolenników w Brukseli.

Anglojęzyczna wersja materiału do przeczytania tutaj. Wejdź, przeczytaj i wyślij swoim znajomym z innych krajów!

Artykuł (z wyłączeniem grafik) jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zezwala się na dowolne wykorzystanie artykułu, pod warunkiem zachowania informacji o stosowanej licencji, o posiadaczach praw oraz o konkursie „Dyplomacja publiczna 2019”. Prosimy o podanie linku do naszej strony.

Zadanie publiczne współfinansowane przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP w konkursie „Dyplomacja publiczna 2019”. Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.