Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Paweł Musiałek  17 października 2019

Druga kadencja Zjednoczonej Prawicy. 10 powodów do umiarkowanego optymizmu

Paweł Musiałek  17 października 2019
przeczytanie zajmie 8 min

Wszystko wydaje się już jasne. Wiemy kto wygrał i kto przegrał, kto się cieszy, a kto smuci. Wiemy kogo w nowej kadencji Sejmu zabraknie, a kto zasiądzie w parlamentarnych ławach po raz pierwszy. Znamy przepływy elektoratów i ich przyczyny. W zasadzie nie wiemy tylko jednego – jak będzie wyglądała druga kadencja rządów Zjednoczonej Prawicy. Odpowiedź na to pytanie jest najtrudniejsza. Nie znają jej bowiem pewnie nawet ci, którym przyjdzie te rządy sprawować.

Niemniej jest kilka przesłanek, które wskazują, że będą to inne cztery lata. Z całkiem dużym prawdopodobieństwem – przynajmniej odrobinę lepsze niż poprzednie. Od razu uprzedzam jednak antypisowsko nastawionych wyborców – Kaczyński nie przeprosi opozycji, liberalnych elit, sędziów, środowiska LGBT ani Brukseli. Jednakże dla tych, którzy oczekują przede wszystkim rozwiązania problemów publicznych, a nie samego PiS, jest jednak małe światełko w tunelu, że najbliższe lata przyniosą lepsze owoce niż minione. Na czym warto budować umiarkowany optymizm?

Po pierwsze, nowy rząd ma nisko ustawioną poprzeczkę. W wydanym tuż przed wyborami podsumowaniu czterech lat polityk publicznych wystawiliśmy ekipie Zjednoczonej Prawicy szkolną „tróję”. Na wielu odcinkach odnotowaliśmy szereg ciekawych reform, ale nie zmieniły one zasadniczego obrazu całej kadencji. Rząd PiS – mimo często trafnej analizy i identyfikacji bolączek oraz wyzwań – okazał się niezdolny do systemowych reform na kluczowych odcinkach państwa. Obóz „dobrej zmiany” zrealizował co prawda wiele obietnic wyborczych, ale tylko tych, które można załatwić przelewem lub jedną ustawą. Tam gdzie trzeba było rozwiązać złożony problem publiczny poprzez kombinację wielu narzędzi – najczęściej zawodził.

Porażka w sprawie skrócenia kolejek do lekarzy, nieudana odbudowa prestiżu szkolnictwa zawodowego, mocno dyskusyjna reforma edukacji, wątpliwe zwiększenie dostępności transportowej w gminach, kulawa promocja polskiej historii za granicą czy pozostająca głównie na papierze produkcja polskich samochodów elektrycznych – to tylko najgłośniejsze medialnie tematy, gdzie trudno o spektakularne sukcesy. Niski próg startowy powoduje, że nowy rząd nie musi podejmować nadludzkiego wysiłku, żeby poprawić swój dorobek, szczególnie że mocnym obciążeniem ostatnich czterech lat są nie tylko nieudane reformy, ale także ogromna rewolucyjna zawierucha, która dodatkowo obniża oczekiwania.

Po drugie, dodatkowe cztery lata pozwolą dokończyć wiele z rozpoczętych w trakcie pierwszej kadencji reform. Brak sukcesów wynikał bowiem często z licznych opóźnień, które spowodowały, że część programów nie doczekała się finalizacji przed zakończeniem kadencji. Można zakładać, że kolejne cztery lata będzie okresem, kiedy przynajmniej część z nich doczeka się namacalnego efektu. Warto wspomnieć w tym miejscu choćby program Mieszkanie Plus, który po długim okresie przygotowań i przepychanek z samorządami przyspieszył dopiero pod koniec kadencji. Drugim przykładem może być program „Czyste Powietrze”, który powinien nabrać prędkości po włączeniu sektora bankowego w proces rozpatrywania wniosków o termomodernizację. Finalizacji powinno doczekać się także kilka projektów instytucjonalnych, jak np. Muzeum Historii Polski, czy innych projektów infrastrukturalnych.

Z tego punktu widzenia ponowne zdobycie większości przez PiS jest dobrym sygnałem – warto, aby niedokończone tematy kontynuowały osoby, które je rozpoczęły. Choćby po to, by „wypiły piwo, które nawarzyły” i abyśmy uniknęli tradycyjnej przepychanki kto doprowadził do porażki. Osiem lat to wystarczająco dużo, aby nawet złożone projekty przygotować, przeprowadzić i w razie problemów poprawić. A przede wszystkim, aby za cały proces wziąć pełną odpowiedzialność.

Po trzecie, należy przypuszczać, że kolejne cztery lata przyniosą poprawę zarządzania publicznego z powodu większego doświadczenia odpowiedzialnych za nie kadr. Wpuszczone w 2015 r. do licznych instytucji młode „prawicowe wilki” często nie miały wcześniej żadnego kontaktu z publicznymi instytucjami. Trudno się temu dziwić. Zanim PiS odzyskał władzę w 2015 r. minęło osiem lat, a wcześniej rządził przecież tylko dwa lata, i to w koalicji, co utrudniało zdobywanie doświadczenia. Dodatkowym powodem słabości kadrowej był fakt, iż PiS-owi trudniej pozyskać ekspertów, skoro partię niosły do władzy antyestablishmentowe emocje. Choć pewnie wiele osób po całej kadencji wciąż nie posiada odpowiednich kwalifikacji do zajmowanych stanowisk, to cztery lata nauki na żywym organizmie robi jednak swoje, a duża dawka zdobytego know-how powinna całościowo zaprocentować.

Po czwarte, cztery lata rządów nie tylko pozwoliły zdobyć osobiste doświadczenie wielu osobom, które weszły do instytucji publicznych wraz z „dobrą zmianą”, ale także stanowiły zbiorową naukę dla liderów PiS. Wiele porażek wynikało bowiem z nierealnie skrojonych planów. Łatwo podkręcać ambicje „wstawania z kolan”, kiedy jest się w opozycji i nie ma możliwości faktycznej weryfikacji własnych pomysłów. Ostatnie cztery lata to duże „sprawdzam” dla wielu projektów, które nie przeszły testu realności. Wycofanie się z liczby miliona samochodów elektrycznych do końca 2020 r. pokazuje, że są odcinki, na których politycy PiS przyznają się, że opór materii okazał się trudniejszy niż podejrzewali. Z całą pewnością daleko będzie partii Jarosława Kaczyńskiego do filozofii skromnego „dokręcania śrubek” w państwowej machinie, bo w DNA tego ugrupowania jest ułańska fantazja, a nie pozytywistyczna praca u podstaw. Niemniej w najbliższych czterech latach nierealnych pomysłów powinno być mniej, choćby z tego powodu, że PiS był już wielokrotnie maglowany za duży rozjazd między Polską ich marzeń a Polską ich możliwości.

Po piąte, nadzieje na sprawniejsze rządy można wiązać z osobą Mateusza Morawieckiego, który najprawdopodobniej pozostanie na fotelu premiera. Ostatnie dwa lata były bez wątpienia sprawniejsze niż pierwsze dwa pod wodzą Beaty Szydło. Większe kompetencje w obszarze zarządzania, szersze horyzonty intelektualne, realne ambicje reformatorskie, a także bardziej merytoryczne zaplecze – to istotne przewagi obecnego szefa rządu nad byłą premier, a także innymi potencjalnymi kandydatami, którzy mogliby Morawieckiego zastąpić.

Choć dotychczasowy premier w celu zwiększenia wiarygodności przed partyjnymi działaczami oraz elektoratem posługuje się nieraz twardym językiem, bardzo krytycznym wobec III RP i jej elit, to nie ma wątpliwości, że jego ambicje nie sprowadzają się do historycznego rewanżu na liberalnym salonie. Okres jego rządów to raczej gaszenie pożarów, niż wzniecanie nowych. Zarówno w relacjach z Unią Europejską na tle artykułu 7, jak i z Izraelem w związku z nieszczęsną nowelizacją ustawy o IPN, Morawiecki zręczniej prowadził dialog, choć ze względu na trudną pozycję startową trudno mówić o sukcesie rządu w tych sprawach. Stworzenie Centrum Analiz Strategicznych i inne reformy Kancelarii Premiera Rady Ministrów zaowocowały większą sprawnością rządu, czego dowodem jest m.in. znaczące ograniczenie ilości tworzonego prawa. Cztery lata premierostwa Morawieckiego powinny być więc prawdopodobnie lepsze niż dwa Morawieckiego i dwa Szydło.

Po szóste, wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że w najbliższych czterech latach trudno będzie kontynuować model utrzymywania poparcia poprzez bezpośrednie transfery finansowe, co będzie zmuszało do poszukiwania trudniejszych sposobów. Dalsze uszczelnianie podatków nie da już takiego zastrzyku dochodów do budżetu jak w ostatnich czterech latach, bo owoce, które wisiały na najniższych gałęziach zostały już zerwane. Całkiem prawdopodobne jest także globalne spowolnienie gospodarcze, które spowoduje dodatkowe perturbacje w polskiej gospodarce. To będzie oznaczać, że PiS aby utrzymać władze będzie musiał wykazać się większą sprawnością w reformowaniu niż dotychczas.

O ile w mijającej kadencji wszystkie niedoróbki nie były kosztowne, ponieważ dla wielu obywateli ważniejsza była gotówka na koncie połączona z wyjątkowo sprzyjającymi warunkami na rynku pracy, o tyle w nadchodzącej kadencji PiS nie będzie mieć czym przykryć potencjalnych porażek, bo na dodatkowe transfery zapewne zabraknie środków. A doświadczenie pokazuje, że wdzięczność wyborców ma krótką datę ważności.

Po siódme, presja na lepsze rządzenie będzie także wynikać z nowej konstelacji partyjnej w Sejmie. Większa liczba partii oraz bardziej zróżnicowana ideowo paleta polityków będzie utrudniać grę, którą z sukcesem prowadził Kaczyński w ostatnich latach. Polegała ona na budowaniu prostej dychotomii PiS vs totalna opozycja, która była słaba, podzielona i pozbawiona tożsamości. Wielu wyborców wybrało w ostatnich latach PiS nie z miłości, ale braku poważnej alternatywy. Mówiąc krótko: głosowali, ale się nie cieszyli. W nowej kadencji Sejmu nie będzie można zredukować sporów do prostego binarnego podziału. Zwiększenie liczby alternatyw wyborczych będzie rodziło presję na PiS, aby podnosiło standardy rządzenia.

Po ósme, wydaje się, że czeka nas wreszcie uspokojenie na odcinku unijnym. Nowa szefowa Komisji Europejskiej Ursula Von Der Leyen została wybrana m.in. pod wpływem lobbingu Polski, co stanowi dobry punkt wyjścia do resetu w relacjach naszego rządu z KE. Przekonujące zwycięstwo PiS z pewnością utwierdza w przekonaniu elity europejskie, że relacje Zjednoczonej Prawicy z Polakami nie ograniczyły się do czteroletniego romansu, ale zdają się być długotrwałym związkiem (choć pewnie nie sakramentalnym).

Sygnały sugerujące nowe otwarcie słychać także z Berlina, który zdaje sobie sprawę, że Polska może okazać się przydatnym partnerem w UE, szczególnie na odcinku blokowania protekcjonistycznych zapędów państw Południa. Bardziej koncyliacyjna postawa Brukseli otworzy także PiS na inny język. Wrogość unijnych elit z ostatnich latach powodowała bowiem nacisk części elektoratu PiS na odwet, stąd często pojawiająca się narracja złej Unii karzącej rząd za konserwatywne poglądy.

Po dziewiąte, najbliższe lata będą spokojniejsze dla poszczególnych instytucji, ponieważ okres kadrowej rewolucji już za nami. Co PiS miał przejąć, to przejął, a jak nie przejął to dlatego, że pojawiły się różne czynniki hamujące, które nie znikną w najbliższych latach. Warto zwrócić uwagę, że w programie PiS znajduje się zapowiedź konsultacji z UE zmian w sądownictwie, co jest potwierdzeniem złagodzonego kursu, jaki Morawiecki obrał już wiele miesięcy temu. Ogromny koszt wizerunkowy, jaki poniósł PiS przy reformach sądów z pewnością hamuje zapędy tej partii do jazdy po bandzie. Potencjalne przejęcie mediów prywatnych również wydaje się mało prawdopodobne, bo wywoła raban na całą Europę, podobnie jak miało to miejsce przy reformach sądowych. Choć nikt nie siedzi w głowie Kaczyńskiego to można przypuszczać, że gdyby PiS planował przejęcie, już by to zrobił. Wszak miał na to cztery lata.

Po dziesiąte, ostatni program PiS pokazuje, że partia zachowała intelektualną świeżość. Warto zwrócić uwagę na zapowiedź dalszego wzmocnienia pozycji premiera w Radzie Ministrów, co jest kluczowym narzędziem walki z resortowością. Do ważnych zapowiedzi należy zaliczyć postulowaną już w poprzednim programie nową ordynacją podatkową. Nowatorsko brzmi program upraszczania pism urzędowych. Wreszcie do programu trafił postulat deglomeracji. Warte podkreślenia są także zapowiedzi rozwiązań umożliwiających łączenie pracy kobiet z obowiązkami rodzinnymi, m.in. pomoc w tworzeniu przyzakładowych żłobków i przedszkoli, a także możliwość zapisu do lekarza przez internet. Ciekawych postulatów jest znacznie więcej, choć nie brakuje również pomysłów nierealnych czy wręcz szkodliwych.

***

Powyższe argumenty rzecz jasna nie są rozstrzygające. Z pewnością liczba ryzyk zagrażających optymistycznemu scenariuszowi jest niemała i należałoby napisać o tym osobny tekst. W tym miejscu podkreślić chciałem jeden podstawowy – ostrą rywalizację ekipy Morawieckiego ze Zbigniewem Ziobrą. Koncentrowanie zasobów na rywalizacji o schedę po Kaczyńskim może ograniczać propaństwowe ambicje i wywrócić postulowane reformy. Wzajemne podgryzanie i blokowanie inicjatyw może mieć fatalny skutek. Ewentualne zwycięstwo w tym wyścigu Ziobry przekreślałoby optymistyczny scenariusz, bo jego polityczna dusza jest „rewolucyjna”, a nie „modernizacyjna”. To właśnie obecny minister sprawiedliwości jest odpowiedzialny za największe porażki PiS: reformę sądownictwa, upolitycznienie prokuratury, czy nowelizację ustawy o IPN.

Dla tych, dla których nawet znacząca poprawa jakości rządzenia przez PiS nie będzie satysfakcjonująca (K O N S T Y T U C J A!) mam tylko jedno pocieszenie. Osiem lat rządów PiS będzie oznaczać, że partia ta ze swoim dorobkiem na stałe wpisze się w historię polityczną Polski po 1989 r. Tym samym zostanie obalony jeden z najbardziej szkodliwych dla Polski mitów, który redukował i tak niski kapitał społeczny. Osiem lat rządów będzie wystarczającym okresem, aby znieść tezę o tym, że prawica nie tworzyła rządów III RP, ponieważ nie dopuściły do tego elity liberalno-lewicowe i nie może w związku z tym brać odpowiedzialności za jej porażki. „Upaństwowienie” prawicy będzie trwale zmieniać legitymizację PiS, która została zbudowana na krytyce przemian po 1989 r. Osiem lat będzie wystarczającym czasem, aby prawica musiała przyznać, że budowała III RP i powinna wziąć odpowiedzialność zarówno za jej sukcesy, jak i porażki.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.