Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Zbigniew Lewicki   4 września 2019

Czy potrzebujemy zniesienia wiz do USA?

Zbigniew Lewicki   4 września 2019
przeczytanie zajmie 7 min

W 1986 roku Stany Zjednoczone zainicjowały Visa Waiver Program, czyli mechanizm pozwalający obywatelom krajów nim objętym na krótkoterminowy pobyt w USA bez konieczności posiadania wizy. Polska jest jednym z nielicznych państw Unii Europejskiej, które mimo usilnych starań kolejnych rządów takiego pozwolenia nie uzyskały. Wiceprezydent Stanów Zjednoczonych, Mike Pence, zapowiedział w poniedziałek, że prezydent Trump w najbliższym czasie nominuje Polskę do przystąpienia do programu.

Stany Zjednoczone postrzegane są jako kraj imigrancki, choć w rzeczywistości do Ameryki Północnej przybyło w sumie nie więcej niż 100 mln osób, natomiast liczba tylko współczesnej ludności kraju przekracza 300 mln. Jakkolwiek sprawy się miały, swobodna migracja i okres, w którym do USA mógł na dowolny czas wjechać każdy Europejczyk (o ile nie chorował zakaźnie), zakończył się w latach 20. XX w. Wprowadzono wówczas tzw. kwoty imigracyjne i zapoczątkowano tym samym funkcjonowanie obowiązku wizowego.

Do połowy lat 50. XX w. z oczywistych powodów Polacy nie mogli wyjeżdżać do Stanów Zjednoczonych. Większość z nich, jeżeli emigrowała, wybrała wówczas pobyt w państwach Europy Zachodniej. Rozluźnienie zakazu wyjazdów zagranicznych po 1956 r. nie zlikwidowało problemów z uzyskaniem paszportu, wskutek czego zaostrzające się kryteria wydawania wiz amerykańskich nie były dla Polaków czymś istotnym.

Dopiero zmiany, jakie nastąpiły w 1989 r., sprawiły, że Polacy z różnych względów zainteresowani podróżą do USA zaczęli na większą skalę uświadamiać sobie konsekwencje amerykańskich wymogów wizowych.

System ewoluował, powstawały kolejne typy wiz, ale nadal pewne kategorie aplikantów nie mogły liczyć na uzyskanie zgody na wjazd do Stanów Zjednoczonych. Dotyczyło to osób, które w przeszłości samowolnie przedłużyły pobyt w USA, członków ich rodzin, a także młodych niezamężnych kobiet. Konsulowie z góry zakładali, że w trakcie pobytu za oceanem Polki wyjdą za mąż za Amerykanów i uzyskają w ten sposób prawo stałego pobytu.

Surowe oko konsulów

W systemie amerykańskim konsul, czyli z reguły osoba rozpoczynająca pracę w dyplomacji, otrzymuje punkty ujemne (demerits) za każdym razem, gdy wyda wizę osobie, która złamie reguły pobytu w USA. Nie przyznaje się ich natomiast za wydanie błędnej decyzji negatywnej. Każdy konsul zdaje sobie sprawę z faktu, że Polak jadący do Stanów Zjednoczonych w celach zarobkowych znajdzie oparcie w kręgach polonijnych i bez trudu uzyska pracę „na czarno”. W tej sytuacji naturalnym jest, że w interesie własnej kariery młodzi dyplomaci postępują zbyt restrykcyjnie.

W 1986 r. Stany Zjednoczone zainicjowały Visa Waiver Program (VWP). Obywatele objętych nim państw mogą wjeżdżać na terytorium USA na okres do 90 dni bez potrzeby uzyskania wizy. Warunkami przystąpienia do VWP są: poziom odmów wizowych dla obywateli danego państwa nieprzekraczający 3% oraz brak wymogu wizowego dla obywateli USA. Jako pierwsza do programu przystąpiła w 1988 r. Wielka Brytania, a kilka miesięcy po niej Japonia. Obecnie jest nim objętych 38 państw, a dodatkowym, wprowadzanym stopniowo wymogiem jest posługiwanie się paszportem biometrycznym. Do VWP należą m.in. państwa Unii Europejskiej (poza Polską, Bułgarią, Chorwacją, Cyprem i Rumunią), a dziewięć kolejnych krajów (w tym wszystkie z UE, z wyjątkiem Chorwacji oraz Izraela) objęte jest tzw. mapą drogową, czyli aktywnym monitorowaniem stopnia spełniania kryteriów uczestnictwa. Warto dodać, że 10 innych państw z takiej listy weszło już do VWP. Status członka programu nie jest jednak przyznawany nieodwołalnie. Argentyna oraz Urugwaj utraciły go wskutek niespełniania kryteriów.

Poczynając od końca lat 90. XX w., kontrowersje związane ze staraniami o wizę amerykańską stopniowo traciły w Polsce na znaczeniu. Konsulowie przestali na przykład dyskryminować niezamężne kobiety i do wyjątków należały sytuacje, w których wizy nie dostał ktoś udający się do USA rzeczywiście w celu biznesowym lub turystycznym. Gdy tak się działo, niemal zawsze powodem było złamanie prawa amerykańskiego w przeszłości, o czym aplikant wygodnie „zapominał”. Innymi słowy, wizy nie otrzymywały osoby podające nieprawdę we wniosku, czy to w zakresie celu podróży, czy też wcześniejszej historii własnej lub członków najbliższej rodziny. Niemniej poziom odmów nadal był zbyt wysoki, by Polska kwalifikowała się do VWP.

Kręta droga do ruchu bezwizowego

Pierwsze znaczące apele o zniesienie wiz do USA pojawiły się na początku XXI wieku. To wtedy prezydent Aleksander Kwaśniewski uznał za właściwe podjęcie tej kwestii w ramach bliskich relacji Polski z USA, nawiązanych w wyniku naszego udziału w interwencjach w Afganistanie i Iraku. Można mieć wątpliwości, czy argument krwi przelanej przez polskich żołnierzy powinien zostać podniesiony akurat w tym kontekście, ale starania Kwaśniewskiego mogły okazać się skuteczne. Natomiast błędem okazało się połączenie tego postulatu (w styczniu 2004 r.) z publicznym wezwaniem George’a Busha do poparcia idei całkowitego zniesienia wiz we wszystkich państwach. Amerykański prezydent był tym pomysłem całkowicie zaskoczony i uznał zachowanie polskiego polityka za niestosowne (co miało swoje konsekwencje dla dalszej kariery Kwaśniewskiego).

Pomijając tę gafę, władze amerykańskie uznały argument o bliskiej relacji sojuszniczej za godny rozpatrzenia i pod koniec dekady przejściowo zmieniły kryterium dopuszczalnego poziomu odmów wizowych z 3% do 5%, deklarując zarazem nieoficjalnie, że celem tej zmiany jest przede wszystkim umożliwienie Polsce przystąpienia do VWP. Obietnice spełniono wględem wielu państw Europy Środkowej, jednak Polska i USA powróciły do reguły 3%.

Na niekorzystny bilans polskich wniosków wizowych wpływa fakt, że od dłuższego czasu regułą jest wystawianie wizy dziesięcioletniej. W tym okresie zainteresowany nie staje przed konsulem amerykańskim. Natomiast w wypadku odmowy próbę można powtarzać w dowolnym czasie, na przykład 10 razy w ciągu 10 lat, a to w oczywisty sposób zakłamuje statystyki.

Co pewien czas pojawiały się również informacje, że jedna z izb Kongresu USA przyjęła projekt ustawy włączającej Polskę do VWP i czekamy już tylko na analogiczną decyzję drugiej izby. To nieporozumienie spowodowane nieznajomością amerykańskiego procesu legislacyjnego. Co roku każda z izb akceptuje bez dyskusji merytorycznej setki takich inicjatyw z pełną świadomością, że druga izba nie podejmie sprawy. W efekcie projekt umiera śmiercią naturalną, ale parlamentarzysta może się wykazać wobec swoich wyborców aktywnością w interesującej ich kwestii.

Kolejni polscy politycy nie tylko naiwnie przyjmowali takie pseudowieści, nie mając pojęcia o ich pozorowanym charakterze, lecz także aktywnie podnosili kwestię zniesienia wiz podczas spotkań na najwyższym szczeblu. Było to, i nadal pozostaje, działaniem niemoralnym. Odmowy dotyczą bowiem niemal wyłącznie osób łamiących prawo lub ewidentnie planujących jego złamanie. Polscy oficjele są świadomi nadużyć popełnianych przez część aplikantów, co nie przeszkadza im postępować w myśl zasady „prawo prawem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie”.

W dyskusjach podnosi się także argument, że skoro od Polaków wymaga się wiz, w ten sam sposób powinni być również traktowani Amerykanie. Nikt ze strony amerykańskiej nie kwestionuje zasady wzajemności w tej kwestii. Silnie i skutecznie zwalcza ją jednak Polonia, która obawia się problemów z otrzymaniem polskiej wizy do swojego amerykańskiego paszportu. Tylko w kilku miastach amerykańskich funkcjonują polskie konsulaty, a nie zawsze formalności wizowe można załatwić korespondencyjnie. Nad negatywnymi konsekwencjami wymogu wizowego dla sprowadzania do Polski amerykańskich inwestorów i businessmanów nie warto się rozwodzić.

Zniesienie wiz dla Polaków obiecał Barack Obama. Jego deklarację powtórzył prezydent Donald Trump, a uporczywe wysiłki w tym zakresie czyni również obecna ambasador Stanów Zjednoczonych. Poziom odmów wizowych rzeczywiście spada i zapewne Polska spełni na koniec amerykańskiego roku obrachunkowego kryterium 3%. Czy jednak dzieje się tak dlatego, że nieuczciwi aplikanci przestali składać wnioski, czy też dlatego, że skłoniono konsulów do łagodniejszego ich traktowania?

Pani ambasador Mosbacher doskonale rozumie, jak ważny dla polityków partii rządzącej byłby sukces w tej szeroko nagłaśnianej sprawie. Gdyby jej starania rzeczywiście doprowadziły do zniesienia obowiązku wizowego, politycy staliby się poniekąd jej dłużnikami. Dzięki temu jeszcze łatwiej byłoby jej uzyskiwać ustępstwa w kwestii naprawdę ją interesującej, czyli preferencyjnego traktowania amerykańskich interesów i inwestycji w Polsce.

Co zyskamy na ruchu bezwizowym?

Czy jednak zniesienie obowiązku wizowego rzeczywiście leży w interesie tych, o których tak intensywnie starają się kolejni polscy decydenci? Przybywając do USA, obywatele państw nieobjętych VWP stają przed urzędnikiem imigracyjnym, który podejmuje ostateczną i nieodwołalną decyzję o zgodzie na wjazd. Cała procedura opiera się przede wszystkim na sprawdzeniu przybysza przez lokalnych przedstawicieli rządu amerykańskiego, czego wyrazem jest wbita do paszportu wiza. Odmowy w stosunku do posiadaczy wiz zdarzają się niezwykle rzadko.

VWP nie jest tym samym, co układ z Schengen. Obywatele uczestniczących w nim państw korzystają na granicy jedynie z przywileju czekania w odrębnej kolejce do immigration officer. Tyle tylko, że ten z reguły nie zna języków obcych i nie może oprzeć swojej decyzji na fakcie wydania wizy.

Choć brak oficjalnych danych na ten temat, wiadomo, że niemały procent obywateli państw objętych VWP nie wjeżdża do USA i jest odstawianych do samolotu powrotnego. Za ich podróż do kraju odpowiadają co prawda linie lotnicze, ale regułą jest kupowanie biletu w obie strony. Korporacje niczym nie ryzykują, a sprzedają więcej biletów niż w sytuacji, gdyby warunkiem ich nabycia było posiadanie wizy amerykańskiej.

„Obawiam się Greków, nawet gdy niosą dary”. „Uważaj, o co się modlisz, bo twoja prośba może zostać wysłuchana”. Bez względu na to, którą z tych maksym wybierzemy, efekt końcowy jest ten sam: uczciwi aplikanci dostają wizę i wjeżdżają do USA, a osoby pragnące zwieść władze amerykańskie, zamiast odejść z kwitkiem spod konsulatu amerykańskiego, ograniczą swój pobyt w Stanach do terenu lotniska. Dopiero wtedy i tak znaczące resentymenty antyamerykańskie zyskają w Polsce na sile.

Anglojęzyczna wersja materiału do przeczytania tutaj. Wejdź, przeczytaj i wyślij swoim znajomym z innych krajów!

Artykuł (z wyłączeniem grafik) jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zezwala się na dowolne wykorzystanie artykułu, pod warunkiem zachowania informacji o stosowanej licencji, o posiadaczach praw oraz o konkursie „Dyplomacja publiczna 2019”. Prosimy o podanie linku do naszej strony.

Zadanie publiczne współfinansowane przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP w konkursie „Dyplomacja publiczna 2019”. Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.