Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Bartosz Wójcik  27 sierpnia 2019

Lewa strona odpowiada: Adam Pragier

Bartosz Wójcik  27 sierpnia 2019
przeczytanie zajmie 15 min
Lewa strona odpowiada: Adam Pragier Autorka Ilustracji: Magdalena Karpińska

Idący własną drogą socjalista-niepodległościowiec. Polityczną karierę zaczynał na dobre tuż po rewolucji 1905 roku u boku przyszłych przywódców polskiego ruchu komunistycznego. Kończył ją jako czołowe pióro najbardziej nieprzejednanego wobec postanowień Jałty środowiska „polskiego Londynu”.

„Odbywa się w tej chwili na wszystkich polach proces włączania Polski w orbitę Wschodu. Dotyczy to nie tylko orientacji politycznej, którą narzuca się okupowanemu krajowi, lecz czegoś znacznie głębszego. Sama struktura narodu polskiego i treść jego życia duchowego ma być przemieniona wedle modły wschodniej. Jest to jeden z najbardziej wstrząsających dramatów dziejowych” – stwierdzał minister Adam Pragier.

Był rok 1946, a opanowana przez komunistów krajowa machina propagandowa ogłaszała triumf socjalizmu i demokracji. Pragier, z Polską Partią Socjalistyczną (PPS) związany już od blisko 40 lat, nie miał jednak złudzeń – w strefie wpływów sowieckiego totalizmu nie ma mowy ani o socjalizmie, ani demokracji.

Zdecydowany obnażać prawdziwe cele ZSRR, z końcem 1944 r. postanowił wejść do jednego z najdziwniejszych gabinetów w dziejach Polski – socjalistyczno-endeckiego rządu Tomasza Arciszewskiego. Mimo osoby premiera, legendy Organizacji Bojowej PPS z okresu walki z caratem i współtwórcy działającego w kraju podziemia socjalistycznego, dla wielu pepeesowców był to już krok za daleko. Pragier, ze względu na żydowskie pochodzenie od lat atakowany przez endecką prasę, był odmiennego zdania. We współpracy z historycznym przeciwnikiem dostrzegł szansę skuteczniejszego manifestowania polskiej niezgody na zaborcze plany Moskwy.

Podobne, często niepopularne w najbliższym otoczeniu wybory, znaczyły całą jego polityczną drogę.

Kierunek – socjalizm

Lata szkolne urodzonego w 1886 r. Adama Pragiera uznać można za doświadczenie pokoleniowe. Wyniesiony z domu kult powstań, przekonanie o potrzebie odzyskania niepodległości, wreszcie literatura: Wyspiański, Żeromski, Brzozowski. Zwłaszcza Brzozowski.

Z  Kongresówki, skąd pochodził, wyjechał do Krakowa. To tam zetknął się z myślą socjalistyczną. Wizja zespolenia walki o niepodległość z postulatem radykalnej przebudowy społecznej chwyciła. Mając osiemnaście lat Pragier zaczął działać w socjalistycznych strukturach młodzieżowych, a niespełna dwa lata później, w 1906 r., został członkiem PPS.

Do partii wstąpił jednak nie w Polsce, lecz w Zurychu, do którego przeniósł się, by kontynuować, podjęte już w Krakowie, studia medyczne. Te traktował jako realizację zobowiązania zaciągniętego wobec rodziców. Po różnych perturbacjach ukończy je, lecz przyszłość zwiąże z podjętymi już z własnej woli studiami prawno-ekonomicznymi.

„Młodzież nie nawykła do matactw w polityce, jest wrażliwa na takie rzeczy”

Krótko po przystąpieniu Pragiera do PPS z kraju nadeszły wieści o rozłamie. Ze zróżnicowanej dotąd, ale stanowiącej całość partii wyodrębniły się dwa nurty: mniejszościowa PPS-Frakcja Rewolucyjna oraz PPS-Lewica. Pierwszy, animowany przez Piłsudskiego, opowiadał się za dynamizacją akcji zbrojnej, licząc na wywołanie powstania, które przyniesie Polsce niepodległość. Drugi, kierowany kolektywnie, koncentrował się na walce o wyzwolenie społeczne, stawiając przede wszystkim na obalenie caratu.

Pragier opowiedział się za PPS-Lewicą. „Hasło niepodległości było dla wszystkich niesporne. Sporne było raczej, czy należy już teraz przygotowywać się do powstania, którego główną siłą uderzeniową miał być ruch robotniczy, a kadrą Organizacja Bojowa PPS, czy też należy uznać, że w obecnym położeniu nie ma widoków na prędkie odzyskanie niepodległości i trzeba to hasło traktować jako cel dalszy” – notował po latach. Dodatkowo wskazywał na fakt ujawnienia podstępnych metod, jakimi piłsudczycy próbowali przejąć zurychską organizację. „Młodzież nie nawykła do matactw w polityce, jest wrażliwa na takie rzeczy”.

Wiosną 1907 roku nieco ponad dwudziestoletni student dostał propozycję redagowania programowego pisma PPS-Lewicy, markistowskiej „Myśli Socjalistycznej”. Zadania tego podjął się i powrócił do Krakowa. Poznał wówczas i zbliżył się do czołowych postaci lewicy socjalistycznej. Wiele z nich, po latach, znaleźć miało się u sterów Komunistycznej Partii Polski. W kręgu Pragiera pojawili się wówczas Feliks Kon, Maksymilian Horwitz czy Maria Koszutska. Zwłaszcza ta ostatnia, znana szerzej jako Wera Kostrzewa, robiła na młodym działaczu dobre wrażenie. Z szacunkiem na jej temat wyrażał się jeszcze po latach, na politycznej – motywowanej antykomunizmem – emigracji.

Wielka Wojna

Dwa lata przed wybuchem wojny światowej Pragier zdecydował się powrócić do Kongresówki. Był to czas wyraźnego kryzysu ruchu socjalistycznego. Jego wpływy w porównaniu do okresu rewolucji z lat 1905-1907 znacząco zmalały. PPS-Lewica przyjęła taktykę działalności półjawnej, polegającej na przenikaniu do różnych instytucji społecznych i kulturalnych. W jednej z nich – warszawskim Towarzystwie Kultury Polskiej – zaczął działać Pragier.

Jego drogi z lewicą socjalistyczną coraz wyraźniej się jednak rozchodziły. Decydowała o tym postępująca ewolucja partii w kierunku internacjonalizmu. W 1914 r. przyszła wojna, a wraz z nią decyzja o zerwaniu z PPS-Lewicą. Pragier nie akceptował bierności i pacyfistycznego stanowiska partii w sytuacji, gdy po raz pierwszy od wielu lat pojawiała się realna perspektywa powrotu na agendę międzynarodową „sprawy polskiej”. Sam zdecydował się wstąpić do legionów.

Nie służył długo. W szeregach II Brygady wziął wprawdzie udział w kampanii karpackiej, jednak już w 1915 r. został zwolniony ze służby na linii z powodu problemów z sercem i skierowany na leczenie. Większość wojny spędził na tyłach, jak sam ironicznie określał – w „niewoli” austriackiej. U jej schyłku udało mu się powrócić do Krakowa i wstąpić do założonej z inspiracji Piłsudskiego Polskiej Organizacji Wojskowej (POW), w ramach której wziął udział w rozbrajaniu austriackiego garnizonu miasta.

Żołnierz, poseł, wykładowca, mason

 Pierwsze lata polskiej państwowości Pragier przepracował w Ministerstwie Pracy i Opieki Społecznej. W lipcu 1920 r., w obliczu nadciągającej Armii Czerwonej, na ochotnika zgłosił się do wojska. Został przydzielony do Związku Obrońców Ojczyzny, szykowanego na prowadzenie działań dywersyjnych w wypadku wkroczenia bolszewików do Warszawy.

Jednocześnie działał w warszawskich strukturach już zjednoczonej PPS, z ramienia której w 1922 r. został wybrany posłem. Od początku podjął rywalizację z silnym w partii skrzydłem piłsudczykowskim. Pragier doceniał zasługi Piłsudskiego dla odzyskania niepodległości, jednak zupełnie odrzucał kult Komendanta. Uważał ponadto, że dąży on do porozumienia z endecją i konserwatystami.

Szybko okazał się sprawnym graczem w sejmowych kuluarach. To on, do spółki ze Stanisławem Thuguttem z Polskiego Stronnictwa Ludowego „Wyzwolenie”, przeforsował skazywaną na porażkę kandydaturę prezydencką Gabriela Narutowicza. Także podczas samego głosowania – prezydenta wybierał wówczas parlament – Pragier inspirował przerzucenie na niego część głosów PPS. Dzięki manewrowi do ostatecznej rozgrywki z kandydatem endecji, hrabią Maurycym Zamoyskim, stanął właśnie Narutowicz, a nie typowany przez Piłsudskiego Stanisław Wojciechowski.

„Stykał się – motywował Pragier swoje zabiegi – z ludźmi na decydujących stanowiskach nie tylko w małej Szwajcarii, ale i w wielkich krajach. Stąd czuł się swobodnie w atmosferze władzy i urzędów i nie miał ciągatek do blichtru […]. Był w pełni człowiekiem Zachodu […]. Poza tym miał zdolność do samodzielnego myślenia i godność osobistą. Te wszystkie cechy nie predestynowały go na czyjekolwiek narzędzie i nie czyniły go od kogokolwiek zależnym. Pozwalały jednakże na przedstawienie go kuchtom i kruchtom jako zamorskiego diabła i mędrca Syjonu”.

Poza działalnością partyjną wykładał w Wolnej Wszechnicy Polskiej – społecznej uczelni założonej przez Ludwika Krzywickiego. Szczególne wrażenie wywarła na nim współpraca z legendą społecznie radykalnej inteligencji warszawskiej – Heleną Radlińską. „Na jej studium można było znaleźć, obok urszulanek w szarych zakonnych strojach, czerwonych radykałów z chłopskich »Wici« [Związek Młodzieży Wiejskiej RP – red], żydowskich chłopców ze Smoczej, Miłej i Krochmalnej i kandydatów na nauczycieli szkół powszechnych z państwowych seminariów. Kilkanaście lat pracy studium dało krajowi powyżej tysiąca wykwalifikowanych i zamiłowanych pracowników społecznych, którzy rozeszli się po wszystkich krańcach Polski, głównie po zapadłych kątach prowincjonalnych” – podsumowywał zasługi Radlińskiej. U progu niepodległości związał się też z ruchem wolnomularskim – został członkiem Wielkiej Loży Narodowej „Kopernik”.

Marksista-antykomunista w kontrze do sanacji

W PPS Pragier szybko wypracował sobie silną pozycję. Wraz z Zygmuntem Zarembą uchodzić zaczął za lidera partyjnej lewicy. Nurt ten, stanowiący swego rodzaju wewnętrzną opozycję, opowiadał się za pełną realizacją programu socjalistycznego, sceptycznie odnosząc się do prób kompromisów z ugrupowaniami nierobotniczymi. Pragier występował z pozycji marksistowskich. Jednocześnie zajmował stanowisko zdecydowanie antykomunistyczne, choć – co typowe dla wielu czołowych działaczy PPS – stawał w obronie komunistów, gdy w grę wchodziły prześladowania przez policję polityczną.

Był także jednym z najostrzejszych, mimo początkowego poparcia przez PPS zamachu Piłsudskiego, krytyków rzeczywistości pomajowej. System zaprowadzany od 1926 r., po przejęciu władzy przez obóz sanacyjny, atakował otwarcie jako zmierzający prostą drogą do dyktatury. Wielokrotnie na łamach pepeesowskiego „Robotnika” wzywał do powrotu na tory demokracji.

„Skończyć raz należy z tą bezsensowną legendą, że istnieje w Polsce jakaś szczupła gromadka obdarzona cudownymi talentami, która prowadzi Rzeczpospolitą ku świetlanej przyszłości, i że cała reszta wielomilionowa »narodu idiotów« czuje się do niczego niezdolna, jak tylko do tego, żeby bezmyślnie ulegać owym genialnym przewodnikom” – grzmiał w Sejmie.

„Sanatorium” brzeskie

 Dla władz stał się szczególnie niewygodny, gdy u schyłku lat 20. socjaliści podjęli współpracę z ludowcami oraz chadekami, dążąc do budowy opozycyjnego wobec sanacji, stojącego na gruncie demokracji bloku centro-lewicowego. Najpierw dwukrotnie pobito go, a krótko przed wyborami 1930 r. znalazł się – obok Wincentego Witosa czy Hermana Liebermana – w grupie aresztowanych przywódców opozycji. Osadzono ich w Twierdzy Brześć nad Bugiem, po czym rozpoczęto przygotowania do najgłośniejszego procesu politycznego II Rzeczpospolitej, który do historii miał przejść jako proces brzeski.

Izolowanych parlamentarzystów poddawano represjom fizycznym i psychicznym.

Pragier, wobec którego zastosowano stosunkowo łagodne szykany, był jednym z kilku aresztowanych, którzy pod presją złożyli rezygnację z ubiegania się o mandat. Decyzję motywował odcięciem od informacji i przekonaniem, że w zaistniałej sytuacji „Centrolew” – bo taką nazwę przyjął wspomniany blok – zbojkotuje wybory. Tak się jednak nie stało, a opinia publiczna ogłoszoną przez władze decyzję Pragiera przyjęła z niedowierzaniem.

Podczas śledzonego przez całą Polskę procesu, Pragier, broniony przez legendarnego obrońcę politycznego z czasów carskich mec. Leona Berensona, występował już w swoim stylu, ostro. Krytykował bezprawie i usłużność sądu wobec Piłsudskiego. „Wydajcie panowie sędziowie taki wyrok w tej sprawie, abyście, gdy przeminie ponury epizod nocy narodowej, mogli na podpisy wasze spoglądać z uczuciem dumy” – zakończył swe przemówienie. Został skazany na 3 lata – jeden z pięciu najwyższych wyroków.

Wobec odrzucenia przez Sąd Najwyższy wniosku kasacyjnego, Pragier, podobnie jak pięciu innych skazanych, zdecydował się zbiec z Polski. „Po głębokiej rozwadze – pisali w specjalnym oświadczeniu – rozstaliśmy się z ziemią polską, jej ludem, z naszymi rodzinami i przyjaciółmi. Nie wątpiliśmy ani chwilę, że wyrok sądowy będzie ukoronowaniem Brześcia, że skazani zostaniemy jako przeciwnicy dyktatury Piłsudskiego i związanego z nią systemu bezprawia i gwałtów, panujących w Polsce po przewrocie majowym”. I kończyli: „Wierzymy, że wrócimy do wolnej już ojczystej ziemi, aby współdziałać w budowie na nowych podstawach nowej Polski, Polski ludu pracującego!”.

Polska bez Piłsudskiego

Na emigracji Pragier nie wytrwał jednak długo. Po niespełna dwuletnim pobycie w Czechosłowacji i Francji, gdzie współpracował z Ligą Obrony Praw Człowieka i Obywatela, zdecydował się na powrót. Decyzję, krytykowaną szczególnie przez najbliższego z towarzyszy politycznej tułaczki Hermana Liebermana z PPS, podjął z powodu śmierci marszałka Piłsudskiego. „Nie ma dyktatury bez dyktatora i niepodobna sporządzić go syntetycznie” – tłumaczył ją z czasem. Ostatecznie odsiedział ponad pół roku, po czym darowano mu resztę kary.

Wrócił wówczas do działalności w PPS i wykładów w Wolnej Wszechnicy Polskiej. Znamienne, że przez cały okres od aresztowania formalnie pozostawał członkiem Rady Naczelnej partii. Choć wydana jeszcze w grudniu 1938 r. przez Stronnictwo Narodowe oficjalna ulotka wyborcza przekonująca, że „w PPS wiodą, o ile nie zwiały, żydy” [pisownia oryg. – red], wciąż zaliczała Pragiera do grona przywódców, jego rzeczywista rola w partii w schyłkowym okresie niepodległości istotnie zmalała.

Do rządzącego po śmierci Piłsudskiego sanacyjnego Obozu Zjednoczenia Narodowego (OZON), usiłującego przechwycić część tradycyjnych haseł endecji, odnosił się z niechęcią. Nie traktował go jednak jako zagrożenia poważnego. „OZON wytworzył coś w rodzaju ideologii dla rządzących i rządzonych. Chciał się nade wszystko utrzymać przy władzy […] więc dążył do tego, co w opinii zdawało się górować” – komentował po latach.

„Za” i „przeciw” Sikorskiemu

 Z początkiem września 1939 r. zgłosił się do armii. Przydzielony do Wojskowego Instytutu Naukowo-Oświatowego miał odpowiadać za współpracę ze związkami zawodowymi. Wobec zaskakującej skali klęski Instytut został ewakuowany. Po kilku tygodniach tułaczki, drogą przez Rumunię, Pragier ponownie znalazł się we Francji. Tu okazać miał się jedną z kluczowych osób forsujących koncepcję przejęcia władzy przez gen. Władysława Sikorskiego.

Początkowo nie odgrywał jednak w emigracyjnych strukturach istotniejszej roli, pozostając raczej na bocznym torze. Powodem takiego stanu rzeczy mógł być fakt, że choć uważał objęcie sterów polskiej polityki przez znanego dowódcę za celowe, krytykował koncentrację władzy w rękach jednej osoby. Tymczasem Sikorski zdecydowany był łączyć funkcje naczelnego wodza, premiera, a także ministra spraw wewnętrznych oraz wojskowych [sic!].

Dopiero w 1942 r., już w Londynie, Pragier wejdzie w skład emigracyjnej namiastki parlamentu – Rady Narodowej RP oraz Komitetu Zagranicznego (KZ) PPS. Wcześniej jego udział w komitecie blokować będzie, posiadający silną pozycję i mający mu za złe rzekomą kapitulację wobec sanacji, Lieberman.

Z ramienia emigracyjnej reprezentacji socjalistów Pragier ostro występował przeciw polityce Sikorskiego. Krytykował dążenie, związanego z chadecją premiera, do oparcia się na emigracyjnych i krajowych żywiołach prawicowych. „Wykrętne stanowisko zarówno w stosunku do totalizmu, jak antysemityzmu zdaje się świadczyć o tym, że pewne sfery pragną sobie zarezerwować na przyszłość także możność współdziałania z ONR-rem” – atakował rząd w memoriale z 1941 r.

Przede wszystkim jednak piętnował ugodową, w jego przekonaniu, politykę wobec ZSRR. Szczególnie zaangażował się w krytykę układu Sikorski-Majski. W wyniku jego podpisania sowieckie łagry opuściło kilkaset tysięcy obywateli polskich, jednak kwestia granicy wschodniej RP pozostała sprawą otwartą. W liście do socjalistów polskich w Ameryce stwierdzał: „[…] Pozwoliliśmy zakwestionować nasze prawo do połowy Polski. A przecież nie my sami będziemy ten pakt interpretowali – będzie go interpretowała Rosja i Anglia, której minister spraw zagranicznych tego samego wieczora po podpisaniu paktu oświadczył dwukrotnie w Izbie Gmin […], że żadne granice nie mają gwarancji”.

W ramach Rady Narodowej i KZ PPS blisko współpracował z Adamem i Lidią Ciołkoszami. Adam, jako delegat socjalistycznego podziemia otrzymywał napływające z kraju raporty. Także te dotyczące Zagłady. „Kiedyś Ciołkosz – wspominał Pragier – pokazał mi jedno z takich sprawozdań, które miał podać do wiadomości ludzi z Labour Party. Była tam mowa (w lecie 1942 r.) o siedmiuset tysiącach Żydów, którzy ulegli zagładzie z ręki Niemców. I oto ja sam nie uwierzyłem w prawdziwość tej cyfry. Powiedziałem: »Propaganda, by była skuteczna, musi mieć przynajmniej jakiś związek z prawdą lub choćby z prawdopodobieństwem […]. Bund [żydowska partia socjalistyczna – red.] powinien był napisać, że zabito siedem tysięcy ludzi. Wtedy moglibyśmy podać tę wiadomość Anglikom z jaką taką szansą, że w to uwierzą«”.

„Niezłomni” vs „ugodowcy”

 Pragier jeszcze zaostrzył swoje „antyugodowe” stanowisko po śmierci Sikorskiego i objęciu władzy przez jego dotychczasowego zastępcę, ludowca Stanisława Mikołajczyka. W obliczu zbliżających się rozstrzygnięć, coraz ostrzej zarzucał premierowi podatność na wpływy Anglików. Był przekonany, że to właśnie gabinet brytyjski animuje kolejne, w jego przekonaniu, szkodliwe dla polskiej racji stanu posunięcia. Sam duże nadzieje pokładał w Stanach Zjednoczonych. Nie zdawał sobie sprawy, że te, w rzeczywistości, do sprawy Polski oraz jej granic przykładały znacznie mniej uwagi i mimo większego od Anglików potencjału łatwiej ustępowały Stalinowi.

W krystalizującym się podziale Pragier wyrastał na jedną z aktywniejszych postaci obozu „niezłomnych”. Postępowało zarazem jego polityczne zbliżenie do piłsudczyków i narodowców. Choć do niedawna ostrzegał przed zapędami dyktatorskimi pierwszych i totalizmem drugich, teraz, w obliczu zagrożenia ze strony ZSRR, w obu nurtach zaczął widzieć przede wszystkim zdecydowanych sojuszników twardego stanowiska wobec Moskwy.

Odgrywał aktywną rolę w próbach montowania opozycyjnego wobec rządu Mikołajczyka ośrodka politycznego. Zaostrzyło to jego konflikt z częścią KZ PPS. Socjaliści bowiem de facto współtworzyli ów rząd, a lider komitetu, Jan Kwapiński, był jego wicepremierem. W zabiegach tych istotne okazały się powiązania wolnomularskie Pragiera.

Jego oficjalna rola wzrosła jednak poważnie dopiero jesienią 1944 r., w wyniku klęski dotychczasowej polityki rządu i dymisji Mikołajczyka. Wobec kryzysu związanego z upadkiem powstania warszawskiego, „ugodowcy” zaczęli skłaniać się do rozwiązania sugerowanego przez rządy alianckie – uznania faktów dokonanych, powrotu i politycznej konfrontacji z komunistami w kraju. „Niezłomni” uważali, że należy głośno manifestować sprzeciw i za żadną cenę nie ustępować Moskwie. Ani Londynowi.

W „rządzie protestu narodowego”

W takich okolicznościach powstał „rząd protestu narodowego”. Jego premierem został przybyły z kraju przywódca PPS Tomasz Arciszewski, a głównym koalicjantem socjalistów – narodowcy. W gabinecie tym, przez część pepeesowców przyjętym bardzo chłodno, tekę ministra informacji i dokumentacji objął właśnie Pragier. To on miał kształtować linię obrony legalnych władz polskich wobec Jałty w ostatnich miesiącach ich międzynarodowego uznawania.

Wielokrotnie demaskując fałsz sowieckiej propagandy – przykładem niech będzie skuteczne, mimo licznych utrudnień, nagłośnienie sprawy uprowadzenia przez NKWD szesnastu przywódców Polski Podziemnej – notował na tym stanowisku także potknięcia. Szerokim echem odbił się zwłaszcza inspirowany m.in. przez Pragiera wywiad premiera Arciszewskiego dla „Sunday Times” z grudnia 1944 r. Broniąc w nim praw Polski do Ziem Wschodnich RP, premier, co zaskoczyło także część członków rządu, zaznaczał: „Nie chcemy rozszerzać naszej granicy na zachód, tak by wchłonąć osiem do dziesięciu milionów Niemców. Nie chcemy Wrocławia i Szczecina”. Deklaracja ta, przez wiele miesięcy wykorzystywana przez komunistów i przychylne im ośrodki za granicą, odbiła się szerokim echem, wywołując wzburzenie także w samym podziemiu.

Zasadniczo jednak pole manewru uchodźczych władz w schyłkowym okresie wojny było już bardzo niewielkie. O ile dotąd – w odniesieniu do gabinetów Sikorskiego i Mikołajczyka – można było spierać się o kształt prowadzonej polityki czy dyskutować nad ich samodzielnością, w obliczu Jałty i politycznej izolacji nowego rządu, jedyną drogą pozostawał jak najgłośniejszy sprzeciw. Pragier miał tego świadomość i w tym kierunku usiłował działać.

Czekając na geopolityczne przesilenie

 Po cofnięciu legalnym władzom międzynarodowego uznania – nastąpiło to latem 1945 r., wskutek powołania w Warszawie rządu Edwarda Osóbki-Morawskiego z Mikołajczykiem jako wicepremierem – pozostał na stanowisku. Jego resort konsekwentnie próbował przeciwdziałać propagandowej akcji komunistów, a zarazem nagłaśniać narastający w kraju terror. W tym czasie Pragierowi udało się też zabezpieczyć finansowo szereg tytułów prasowych wychodźstwa, ratując je przed upadkiem bądź przejęciem przez „reżim warszawski”.

Za kluczowe zadanie emigracji wskazywał stworzenie realnej, świadomej misji i skupionej wokół niej społeczności, zdolnej przetrwać do kolejnego przesilenia geopolitycznego. „Polityka polska musi być polityką oporu. Musi być realizowana bez żadnych wahań. Nie może się ograniczać do działalności o pozorach akcji dyplomatycznej, lecz musi się opierać o możliwie najszersze masy polskie na obczyźnie i musi być ściśle związana z postępowymi i również na społecznych zasadach opartymi stronnictwami, organizacjami i zespołami innych narodów” – nawoływał.

Choć podzielał pogląd, że Polska jedynie zmieniła okupanta, krytycznie odnosił się do prób podtrzymywania w kraju działalności podziemia. Zwłaszcza podziemia zbrojnego. Takie było zresztą oficjalne stanowisko rządu, który latem 1946 r. apelował do Polaków w kraju: „Została […] przerwana wszelka walka zbrojna, jako nieodpowiadająca w zmienionych warunkach interesom Narodu Polskiego. […] Należy odrzucać zachęty do akcji bojowej, sabotażu i wszelkich innych działań wojskowych, bez względu na to od kogo pochodzą i z jakich pobudek płyną”.

Nieprzejednany aż do śmierci

 Zachowanie jedności powojennej emigracji okazało się zadaniem bardzo trudnym. Ujawnił to kryzys, jaki wybuchnął latem 1947 r. po śmierci prezydenta Władysława Raczkiewicza. Według wcześniejszych ustaleń jego miejsce zająć miał, symbolizujący niepodległościowy wysiłek kraju, premier-pepeesowiec Arciszewski. Tak się jednak nie stało. Raczkiewicz tuż przed śmiercią niespodziewanie mianował na swego następcę dawnego ministra spraw zagranicznych, związanego z nurtem piłsudczykowskim i masonerią, Augusta Zaleskiego. W „polskim Londynie” i na jego peryferiach zawrzało.

Znamienne, że w dzielącym emigrację sporze Pragier opowiedział się po stronie Zaleskiego. Abstrahując od oceny kompetencji obu polityków, wydaje się, że lojalność wolnomularska zwyciężyła wówczas nad lojalnością wobec własnej partii. Stało się to bezpośrednim powodem wydalenia go z KZ PPS „za wykraczania przeciw zasadom programowo-taktycznym partii, niestosowanie się do uchwał ciał partyjnych i działania na szkodę partii”. Założył kanapowy Związek Socjalistów Polskich na Obczyźnie i jako jego przedstawiciel pełnił nadal – od kryzysu już w nowym rządzie gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego – funkcję ministerialną. Ze stanowiska odszedł w 1949 r.

Dalszą drogę polityczną związał z obozem Zaleskiego, uchodzącym za nurt szczególnie nieprzejednany, wręcz ortodoksyjnie odwołujący się do legalizmu i konstytucji kwietniowej. Nie tylko w odniesieniu do władz warszawskich, ale także politycznej konkurencji w Londynie. Wybrzmiało to zwłaszcza w 1954 r., gdy po wygaśnięciu kadencji, Zaleski postanowił nie rezygnować, lecz pozostać na stanowisku. Choć poskutkowało to już jawnym rozłamem emigracji i funkcjonowaniem dwóch równoległych ośrodków uznających się za przywódcze – „opozycja” utworzyła kolegialną Radę Trzech z Tomaszem Arciszewskim, gen. Władysławem Andersem i Edwardem Raczyńskim na czele – Pragier konsekwentnie popierał prezydenta.

Był bardzo aktywny publicystycznie. Pisał głównie dla londyńskich „Wiadomości”. Sceptycznie odnosił się do interpretacji wskazujących na łagodzenie systemu komunistycznego w Polsce. Potępiał wypływające z niektórych kręgów emigracji poglądy o anachroniczności idei legalizmu i hasła powrotu do granic przedwojennych. Na tym tle krytykował choćby środowisko paryskiej „Kultury”. „Nieraz już w tym piśmie zjawiały się różne bałamutne pomysły. Kiedyś wyszedł stamtąd projekt »„swobodnej wymiany myśli« z urojonymi przedstawicielami niezależnej inteligencji w kraju. Kiedy indziej znowu »Kultura« obwieściła, że »udziela kredytu« Gomułce. Niedługo potrwało, a znowu »wypowiedziała« mu kredyt” – pisał w jednym z artykułów.

Znamienne, że w obliczu przemian październikowych 1956 r., zwracając uwagę na zależność Gomułki od Moskwy i – jak twierdził – fasadowość zachodzących w kraju procesów, wskazywał na brak w odwilżowej dyskusji wątku Wilna i Lwowa. W innym tekście dotyczącym Października konstatował: „Nie osłabia to [przesilenie polityczne w Polsce – red.] wcale dyktatury. Raczej na odwrót, wzmacnia ją i utrwala, przez pozór zbliżenia do masy rządzonych. Ten efekt uzyskuje się przez ustępstwa w sprawach dla ludności niezmiernie ważnych a dla dyktatury możliwych do zniesienia bez zmiany jej istoty (wolność religijna, swoboda słowa i druku, twórczość naukowa, sztuka, ulgi dla rolnictwa, ożywienie rzemiosła i drobnego handlu i in.). Wszystko dzieje się w ramach decyzji partii, w której ręku ma pozostać nienaruszony monopol myślenia i działania politycznego”.

Poglądów nie zmienił aż do śmierci w lipcu 1976 r.

*  *  *

Z okazji setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości, nakładem Muzeum Historii Polski, ukazało się pierwsze krajowe wydanie trzytomowych, niezwykle barwnych wspomnień Adama Pragiera „Czas przeszły dokonany”, pierwotnie opublikowanych w Londynie, w 1966 r.

Autor tekstu korzystał z nich oraz biograficznego wstępu do wspomnień pióra Andrzeja Friszke oraz Ewy Pejaś. Ponadto posiłkował się artykułem „Nie tylko proces: socjalista Adam Pragier w procesie brzeskim” autorstwa Łukasza Kopytko, artykułami Pragiera z portalu Lewicowo.pl oraz prasą i drukami ulotnymi z epoki.