Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Konrad Popławski   12 sierpnia 2019

Czy Niemcy, Francja i Polska zreformują politykę przemysłową UE?

Konrad Popławski   12 sierpnia 2019
przeczytanie zajmie 8 min

Ostatnia decyzja Komisji Europejskiej o zablokowaniu fuzji działów produkcji taboru kolejowego Siemensa i Alstoma wywołała frustrację w Niemczech i Francji oraz skłoniła ich do poszukiwania sojuszników na rzecz reformy prawa konkurencji UE. Wydaje się, że Polska ma szansę stać się w tym procesie istotnym aktorem. Kluczowe jest, aby ewentualne zmiany były elementem bardziej kompleksowej reformy polityki przemysłowej Wspólnoty, która umożliwi europejskim przedsiębiorstwom równe warunki konkurowania z potentatami z Chin czy Stanów Zjednoczonych.

Francja i Niemcy przegrywają globalną rywalizację?

W lutym br. stała się rzecz co najmniej nietypowa, która wywołała jednoczesną wściekłość Niemiec i Francji. Otóż pomimo usilnych nalegań Berlina i Paryża unijna Dyrekcja Generalna ds. Konkurencji odmówiła zgody na połączenie działów produkcji taboru Siemensa i Alstoma. KE obawiała się, że niemiecko-francuski gigant kolejowy uzyska monopolistyczną pozycję na rynku UE. Na nic zdały się argumenty obu firm, że Chińczycy przeprowadzili podobną operację u siebie tworząc kolejowego hegemona, który dzięki sowitym monopolistycznym zyskom czerpanym z rynku chińskiego wkrótce zdoła podbić także rynek europejski. Nie pomogły też utyskiwania ministra gospodarki Francji Bruno Le Maire’a, który powątpiewał w zdolności analityczne urzędników KE, a przepisy UE w zakresie konkurencji uznał za przestarzałe. Do tej krytyki przyłączył Peter Altmaier, minister gospodarki i energii Niemiec, pomimo że przedstawiciele Niemiec zawsze unikali podważania zasad polityki konkurencji UE, uznając ją za fundament integracji europejskiej. Obu ministrom nie pozostało jednak nic innego jak zaakceptować decyzję KE, jednocześnie rzucając nie na wiatr słowa, że przepisy dotyczące konkurencyjności zostaną zmienione.

Oburzenie Francji i Niemiec jest uzasadnione coraz większym poczuciem niepewności w obu krajach. Poczuciem, że ich potęga ekonomiczna jest zagrożona. Z jednej strony, koncerny chińskie wspierane znaczącymi subsydiami, a także mające nieraz monopolistyczną pozycję na olbrzymim rynku chińskim, coraz silniej naciskają na europejskie koncerny na kolejnych rynkach.

Z drugiej strony, amerykańscy giganci internetowi nie zadowalają się dominacją w branżach gospodarki cyfrowej, lecz chcą wykorzystać swoją siłę finansową i przewagę technologiczną do ekspansji w branżach tradycyjnych. Przykłady coraz bardziej zaawansowanych prac spółki-córki Google’a Waymo nad stworzeniem autonomicznie poruszającego się samochodu, czy choćby Facebooka nad opracowaniem swojej własnej waluty globalnej spędzają sen z powiek szefom wielu europejskich koncernów.

Do tej pory Francja bardziej odczuwała problemy z zachowaniem konkurencyjności w coraz bardziej zglobalizowanym świecie, czego jednym z symptomów były jej trudności z utrzymaniem dyscypliny finansowej w okresie kryzysu strefy euro. Zupełną nowością jest natomiast coraz większy niepokój w Niemczech, czy filary ich potęgi, czyli koncerny motoryzacyjne i elektrotechniczne, zdołają obronić swoją silną pozycję w świecie coraz silniejszej presji Amerykanów i Chińczyków. Niemcy mocno odczuli spowolnienie koniunktury globalnej a wiele ich koncernów zmaga się w tym roku ze znacznym spadkiem zysków. Wg prognoz Komisji Europejskiej w tym roku RFN, której PKB ma wzrosnąć w tym roku o 0,5%, ma być drugą najwolniej rozwijającą się gospodarką UE po Włoszech (0,1%), natomiast Francja ma się rozwijać w tempie 1,3%. Dla porównania PKB Polski ma się zwiększyć o 4,4%.

Europejscy czempioni – diabeł tkwi w szczegółach

Pomysł Niemiec i Francji by sposobem na zrównoważenie potęgi koncernów amerykańskich i chińskich było stworzenie europejskich monopolistów zwanych dla niepoznaki europejskimi czempionami na podoba się mniejszym państwom członkowskim. Twarzą oporu wobec tej koncepcji stała się duńska komisarz Margrethe Vestager, choć jej postawa wyrażała jednocześnie obawy wielu mniejszych państw, czy rzeczywiście rozluźnienie reguł konkurencji na rynku UE jest dobrym sposobem na wzmocnienie europejskich koncernów.

Wątpliwości budzi również fakt czy w istocie nie stanie się to pretekstem do stworzenia czempionów jedynie w oparciu o koncerny niemieckie i francuskie, które uzyskają pozycję monopolistyczną i będą mogły czerpać znaczące zyski kosztem europejskich konsumentów. Wprawdzie europejscy integratorzy są potrzebni, gdyż tworzą popyt na produkty i usługi z innych państw UE. Zbytnia monopolizacja poszczególnych branż w UE może jednak doprowadzić do tego, że utraci ona na trwałe swoje zdolności do innowacji, które są najczęściej domeną mniejszych przedsiębiorstw, a także wysokiego stopnia konkurencji między nimi w UE.

Coraz częstsze próby przeciągnięcia na niemiecko-francuską stronę Polski pokazują, że staje się ona po Brexicie w zasadzie jedynym dużym krajem zdolnym do zbudowania koalicji mniejszych i średnich państw blokującej gruntowną przebudowę polityki konkurencji. Jeszcze dwa lata temu ministrowie gospodarki Niemiec i Francji, chcąc reformować przepisy przejęć przedsiębiorstw UE przez inwestorów spoza niej (głównie Chin), zabiegali w tej sprawie o poparcie Włoch. Wydaje się jednak, że Grupa Wyszehradzka, której fundamentem jest Polska, udowodniła w ostatnich latach, że jest jedyną siłą polityczną w UE, która w stanie storpedować niektóre zamierzenia niemiecko-francuskiego tandemu. Wprawdzie od jakiegoś czasu rolę państwa broniącego zasad jednolitego rynku stara się pełnić Holandia, która zbudowała grupę państw Hansy (w skład której wchodziły m.in. państwa Beneluksu, Skandynawii i niektóre państwa Europy wschodniej), jednak nie zdołała ona zablokować projektu stworzenia budżetu strefy euro.

Koncepcja europejskich czempionów budzi zastrzeżenia nie tylko ze względu na ryzyko powstawania monopoli. O ile pozwolimy niemiecko-francuskim koncernom na kontrolowanie wybranych rynków, to dlaczego perspektywiczne przedsiębiorstwa z innych państw UE nie mają dominować na innych rynkach. Czemu nie zarezerwować europejskiego rynku technologii 5G jedynie dla Ericssona i Nokii, a w europejskim sektorze przewozów drogowych nie może dominować jakaś firma z Polski. Na razie widać, że myślenie Niemiec i Francji w tej sferze jest niezwykle wybiórcze. Przedstawiciele tych krajów narzekają na przestarzałe przepisy konkurencji względem transakcji Alstoma i Siemensa, a jednocześnie byli pierwszymi narzekającymi na dumping socjalny ze strony polskich pracowników delegowanych i przewoźników z Europy Środkowej. Wydawali się nie dostrzegać, że niższe koszty pracy są wciąż przewagą przedsiębiorstw środkowoeuropejskich, które tylko w ten sposób są w stanie rywalizować z konkurentami z Europy Zachodniej, dysponującymi znaczącą przewagą kapitałową.

Czas na nową politykę przemysłową UE

Wydaje się, że warunkiem reformy prawa konkurencji UE powinno być budowa nowej kompleksowej polityki przemysłowej UE. Krokiem we właściwym kierunku jest próba koordynacji prac nad opracowaniem europejskiej technologii produkcji baterii elektrycznych. Wielu producentów z UE zostało bowiem zaskoczonych rewolucyjnymi zmianami w motoryzacji. Nie dość, że wiele czołowych koncernów z UE wciąż nie posiada w swojej ofercie zbyt wielu modeli samochodów elektrycznych, to jeszcze kluczowy komponent do nich, czyli baterie, produkują jedynie producenci azjatyccy. Jeśli ta sytuacja będzie kontynuowana, to nawet 40% wartości każdego wyprodukowanego w UE samochodu elektrycznego, trafi do azjatyckich producentów baterii. Co gorsza, żaden z europejskich producentów jeszcze do niedawna nie widział szansy na dogonienie konkurencji z Azji, do której dystans był szacowany na 10 lat. W tej sytuacji UE zaproponowała kompleksową strategię wsparcia dla produkcji baterii w UE zakładającą m. in. zapewnienie dostępu surowców, wsparcie projektów budowy fabryk, dofinansowanie badań i rozwoju, a także kształcenia specjalistycznych kadr. Bruksela rozluźniła też warunki udzielania pomocy publicznej dla projektów dotyczących technologii bateryjnych opracowywanych przez konsorcja firm z więcej niż jednego państwa UE.

Dużo większym problemem będzie zreformowanie polityki dotyczącej rozwoju gospodarki cyfrowej. Niestety w ostatniej dekadzie państwa UE koncentrowały się w głównej mierze na reformach strefy euro, natomiast w zakresie pogłębiania jednolitego rynku nie poczyniono w zasadniczych postępów. A to właśnie niedoskonałości jednolitego rynku są jedną z kluczowych barier dla rozwoju gospodarki cyfrowej. Europejczycy nie ciepią bowiem na brak talentu i pomysłowości na dobre biznesy w wirtualnej przestrzeni, lecz na problemy ze skalowaniem biznesów ze względu na fragmentację rynku cyfrowego UE.

W gąszczu diametralnie różniących się przepisów narodowych są w stanie poruszać się tylko giganci cyfrowi, których stać na analizowanie warunków funkcjonowania na każdym z rynków. Nawet więcej taka sytuacja jest dla nich korzystna, gdyż za pomocą ustalania cen usług cyfrowych dla każdego z rynków z osobna mogą żądać dużo wyższych cen. Ponadto nawet jeśli pojawi się ciekawa koncepcja biznesowa, taj jak założony w Holandii portal booking.com, to ze względu na trudność z ekspansją na rynku UE, jest szybko wykupywany przez konkurencję z USA.  Zadanie dla UE wspierające rozwój gospodarki cyfrowej dobrze mapował list 17 liderów UE do przewodniczącego Rady Europejskiej (podpisany również przez Polskę), gdzie zwrócono uwagę m. in. na konieczność budowy infrastruktury cyfrowej, stworzenia środowiska sprzyjającego innowacjom IT, walce UE o standardy techniczne, a także opracowanie regulacji umożliwiających odpowiednie wykorzystywanie danych. Wprawdzie Komisja Europejska Junckera rozpoczęła starania o ograniczenia nadużyć ze strony gigantów cyfrowych, takich jak Apple czy Google, a także próbowała ustalić warunki wykorzystywania danych konsumentów (w ramach Ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych), jednak niewiele zrobiła na rzecz rozwiązania zasadniczego problemu, czyli słabości europejskiej gospodarki ze względu na niekompletność jednolitego rynku cyfrowego.

Czas wreszcie postawić sobie także pytanie, czy sposobem UE na rywalizację ekonomiczną z Chinami powinno być przyjęcie chińskich metod organizacji gospodarki. Czy raczej alternatywą nie powinno być wymaganie od Pekinu równorzędnych zasad prowadzenia wymiany handlowej. W przeciwieństwie do przedsiębiorstw unijnych chińskie przedsiębiorstwa wchodzące na rynek UE nie muszą zawiązywać spółek joint-venture z partnerami lokalnymi, przekazywać wrażliwych danych administracji publicznej czy też wchodzić tylko do określonych branż. Europejskie koncerny nie są też wspierane systemowymi subsydiami czy też nie mogą liczyć na interwencje banku centralnego w celu podwyższenia konkurencyjności cenowej ich eksportu. Być może prezydent Donald Trump ma rację, że Chiny stają się zbyt wielką gospodarką, aby nadal mogły być traktowane w uprzywilejowany sposób. Paradoksem dobrze obrazującym tę sytuację jest fakt, że Stany Zjednoczone w rozwoju technologii 5G są gotowe do wsparcia jedynych liczących się koncernów zachodnich fińskiej Nokii i szwedzkiego Ericssona, gdyż obawiają się szpiegostwa ze strony chińskiego lidera rynkowego – Huawei. Natomiast w UE coraz więcej państw zamierza rozwijać Internet nowej generacji właśnie w oparciu o technologię Huawei. Pytanie więc czy UE nie powinna brać w tej mierze przykładu z Chińczyków i w pierwszym rzędzie wspierać europejskich liderów technologicznych.

Autor jest współautorem raportu Przemysł 4.0: Nowa polityka przemysłowa Niemiec

Anglojęzyczna wersja materiału do przeczytania tutaj. Wejdź, przeczytaj i wyślij swoim znajomym z innych krajów!

Artykuł (z wyłączeniem grafik) jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zezwala się na dowolne wykorzystanie artykułu, pod warunkiem zachowania informacji o stosowanej licencji, o posiadaczach praw oraz o konkursie „Dyplomacja publiczna 2019”. Prosimy o podanie linku do naszej strony.

Zadanie publiczne współfinansowane przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP w konkursie „Dyplomacja publiczna 2019”. Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.