Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Bałkany Zachodnie nie wypracują wspólnej polityki energetycznej w najbliższych latach

przeczytanie zajmie 7 min

Wspólna polityka energetyczna na Bałkanach Zachodnich jest w najbliższej przyszłości niemożliwa. Zróżnicowanie gospodarczo-polityczne państw w tym regionie zmusza do analizy każdego z nich z osobna, bez możliwości wyodrębnienia wspólnego mianownika. Wydaje się, że faktu tego nie dostrzega UE, która jest bierna w inwestycjach energetycznych w regionie. Sprawnie wykorzystują to Rosja, Turcja i Chiny. O tym, jak energetyka wpływa na niezależność Bałkanów Zachodnich, rozmawiamy z ekspertem ds. energetyki i Bałkanów, dr. Wiktorem Hebdą z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Czy można powiedzieć, że Bałkany prowadzą wspólną politykę energetyczną?

Nie można mówić o energetyce na Bałkanach bez uwzględnienia szerszego kontekstu geopolitycznego. Warto mieć na uwadze, że jest to kwestia, w której silny udział mają państwa ościenne, takie jak Niemcy, Rosja czy Turcja. W istocie niemożliwe jest ujęcie energetyki w sposób generalny jako jednolitej polityki regionu. Poszczególne kraje są niezwykle zróżnicowane pod względem gospodarczym, ilości złóż i sytuacji politycznej. Pomimo tego, że te kraje pochodzą z jednego tworu, jakim była Jugosławia, to po jej rozpadzie każde państwo poszło w swoją stronę. Jako przykład można podać Chorwację i Serbię. Ta pierwsza jest członkiem UE, a druga ulega silnym wpływom rosyjskim. Co więcej, zupełnie odmienne położenie obu krajów wpływa na zróżnicowaną politykę energetyczną. Chorwacja może budować swoje bezpieczeństwo także w oparciu o dostęp do morza, natomiast Serbia w tym aspekcie ma spory problem. Podobnie zróżnicowana jest sytuacja w zakresie złóż tych dwóch państw. Chorwacja to względnie niezależny kraj, posiadający własne, spore zasoby, m.in. gazu. To przeciwieństwo Serbii, która jest uzależniona od Rosji. Powyższy przykład służy jako egzemplifikacja sytuacji całego regionu, którego różnorodność wynika z wielu złożonych kwestii, zaczynając od bogactwa naturalnych złóż, a kończąc na geopolityce. Teza, jaką należy jasno postawić, jest taka, że nie ma jednolitej polityki energetycznej Bałkanów Zachodnich. Możemy być pewni, że w najbliższej przyszłości takiej nie będzie.

Energetyka jest jedyną przestrzenią, w której, jak się wydaje, wspomniane wyżej państwa mogłoby wypracować jakąś wspólnotę interesów.

Niestety współpraca wewnętrzna na Bałkanach jest mocno ograniczona. Większość krajów tego regionu nie jest w stanie zreformować swojego sektora energetycznego, który przeważnie wymaga modernizacji. Wprawdzie istnieją inicjatywy zewnętrzne, ale żadne z państw nie jest w nich głównym aktorem. Właśnie takim projektem był pomysł gazociągu Nabucco.

Pomijając Chorwację, prowadzącą inną politykę energetyczną z racji wejścia do UE, który kraj Bałkanów Zachodnich jest najważniejszy z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego?

Kluczowa, zarówno pod względem politycznym, jak i gospodarczym, jest Serbia. Głównym zasobem tego kraju pozostaje węgiel i to on jest podstawą bezpieczeństwa. Fundamentalnym momentem dla Serbii było ogłoszenie niepodległości przez Kosowo w 2008 r. Faktem, który nie odbił się szerszym echem w dyskursie publicznym, jest to, że właśnie w tym regionie znajdują się jedne z większych zasobów węgla w Europie. Poprzez odłączenie się Kosowa Serbia straciła ok. 70% zasobów tego surowca. Z powyższych względów strategia energetyczna, stworzona na początku XXI wieku, obecnie jest bezprzedmiotowa przy założeniu suwerenności Kosowa.

Zasoby ropy i gazu są znikome i z całą pewnością niewystarczające dla potrzeb. Pozostaje import z kierunku rosyjskiego, ponieważ Unia Europejska gubi się w swoich poczynaniach, jest niejednolita w pomysłach na współpracę z Serbią. Wspomniany na początku projekt Nabucco był próbą dywersyfikacji dostaw energii, m.in. do Serbii, jednakże skończył się fiaskiem. Idea polegała na tym, żeby sprowadzać gaz z Azji Środkowej, głównie z Kazachstanu i Turkmenistanu przez Turcję, docelowo do Austrii, a stamtąd dokonywać przesyłu do innych państw Europy Zachodniej. Nitkę turecką miały wybudować zachodnioeuropejskie korporacje. Realizacja tego projektu wyraźnie zmniejszyłaby uzależnienie Serbii od rosyjskich dostaw. Jednakże pomysł został storpedowany zarówno przez Rosję, jak i Unię Europejską, głównie przez Niemcy, które wycofały się z tego projektu w kluczowej fazie mimo tego, że został on wpisany w strategiczne projekty energetyczne UE.

Sprzeciw Rosji można zrozumieć. Ale Niemcy?

Można postawić hipotezę, że wpływ na tę decyzję miały bardzo dobre relacje niemiecko-rosyjskie w zakresie energetyki oraz budowa gazociągu Nord Stream. To również pokazuje, że istnieje konflikt wewnętrzny w ramach UE, przez który znacznie utrudniona jest jednolita polityka wobec krajów zewnętrznych. Wiele osób zarzuca Niemcom, że realizują własne interesy kosztem UE, jednak trzeba pamiętać, że każdy kraj ma do tego prawo. Obecnie najtańszy surowiec pochodzi z Rosji i jest to zrozumiałe, że Niemcy starają się w jak najpełniejszy sposób zapewnić sobie bezpieczeństwo energetyczne. Mimo tego Serbia jest krajem stabilnym i bezpiecznym energetycznie, zwłaszcza jeżeli relacje z Rosją będą wciąż co najmniej poprawne.

Serbia to niewątpliwe najważniejszy kraj regionu, ale czy z racji burzliwej historii pozostały jakieś powiązania energetyczne z innymi państwami Bałkanów Zachodnich?

Za ciekawy przypadek uznać można Czarnogórę, która próbuje prowadzić samodzielną politykę energetyczną, jednak mimo tego jest silnie uzależniona od Serbii. Po pierwsze, istnieją bardzo wyraźne powiązania gospodarcze pomiędzy oboma krajami. Drugim aspektem jest duża mniejszość serbska w Czarnogórze. Generuje to szereg problemów i czarnogórscy politycy muszą w swoich decyzjach brać tę kwestię pod uwagę. Oczywiście z perspektywy polityki międzynarodowej Czarnogóra sytuuje się gdzieś z boku. To niewielkie państwo zamieszkiwane jedynie przez 700 tysięcy osób. Z punktu widzenia energetycznego Czarnogóra pozbawiona jest jakiejkolwiek siły, ponieważ nie posiada żadnych zasobów naturalnych. Ze względu na małą ilość mieszkańców jej państwowa gospodarka nie pochłania zbyt wielu surowców. Energetyka odnawialna w zupełności wystarczy do budowy bezpieczeństwa energetycznego w tym kraju.

Czy rzeczywiście dla krajów południowych perspektywa rozwoju energetyki odnawialnej jest wystarczająca?

Warto zwrócić uwagę na Albanię, która właściwie w całości zaspokaja swoje potrzeby w oparciu o energetykę wodną. Pomimo czystości źródła generuje to poważne problemy, ponieważ częstym zjawiskiem są tzw. „blackouty”, czyli okresy, w których do mieszkańców nie dochodzi energia. Wynika to z faktu niewydolności i niestabilności takiego źródła energii. Trudno wyobrazić sobie sprawnie działającą gospodarkę w sytuacji kilkugodzinnych braków energii, a takie sytuacje się zdarzają. Pomimo autonomiczności energetycznej niestabilność powoduje szereg problemów natury egzystencjalnej. Potencjał energetyczny Albanii wskazuje jednak, że jest ona w stanie zabezpieczyć swój przemysł oparty o energię wodną, ale wymaga to szeregu inwestycji i modernizacji tej gałęzi. W Albanii istnieją złoża ropy, w żaden sposób niewykorzystane. Nie widać próby dywersyfikacji podstaw funkcjonowania polityki energetycznej tego państwa. Albania raczej skupi się na eksporcie swoich surowców, a bezpieczeństwo wciąż będzie opierać na energetyce wodnej.

Przeciwieństwem Albanii jest Republika Północnej Macedonii, która aspiruje do dołączenia do grona państw Unii Europejskiej. Tendencje prounijne w tym kraju są bardzo silne. Jednak Macedonia Północna boryka się z korupcją i problemami natury etnicznej. Państwo jest wewnętrznie rozbite, a w dodatku wyraźnie uboższe od Serbii lub Chorwacji.

Przystąpienie Macedonii do UE jest w ogóle brane pod uwagę w Brukseli?

Z jednej strony UE jest zainteresowana, aby przyciągnąć to państwo do siebie, ale raczej w perspektywie długoterminowej. Demokratyzacja macedońskiego państwa spowolniła. To również powoduje, że UE zatrzymała się z procesem akcesyjnym. Wydaje się, że Unia czeka, aż Macedonia Północna sama poradzi sobie ze swoimi problemami i dopiero wtedy zdecyduje się na bardziej zdecydowane kroki. Zarazem UE inwestuje w to państwo spore środki finansowe i dyplomatyczne. Ważnym sygnałem było również wypracowanie macedońsko-greckiego porozumienia przy udziale Unii Europejskiej w aspekcie sporu o przyszłą nazwę Byłej Jugosłowiańskiej Republiki Macedonii.

Macedonia Północna wciąż jest zacofanym energetycznie państwem. Właściwie nie przeszła żadnej modernizacji od czasów rozpadu Jugosławii. Wynika to z faktu, że jej gospodarka nie jest chłonna, ale wymaga znacznych nakładów energetycznych. Niemniej warto zauważyć, że jest uzależniona, z racji braku własnych zasobów, od importu surowców energetycznych, tj. ropa. Szansą dla tego regionu mogą być nowe projekty, np. gazociąg TAP, czyli gaz, który ma przepływać z Azji Środkowej przez Turcję, Macedonię i Albanię w kierunku Włoch. Niestety pomysł pociągnięcia gazociągu przez Macedonię został odrzucony przez inwestorów. Wciąż jednak tli się szansa na oddanie do użytku interkonektora z Grecją. W tym miejscu warto zaznaczyć, że głównym inwestorem jest Azerbejdżan, co tylko podkreśla bierność UE, która przekłada się na rosnące znaczenie regionalne Turcji.

Czy inwestycje Unii Europejskiej mogłyby zmienić sytuację energetyczną Bałkanów?

To niezwykle złożona kwestia, którą należy rozpatrywać odrębnie dla każdego kraju. Przez Serbię przechodzą ważne korytarze handlowe, a inwestycje UE z pewnością wzmocniłyby jej rolę w regionie. Niemniej trzeba zaznaczyć, że UE do tej pory zainwestowała już znaczne środki w modernizację tego kraju, np. w rozwój pozyskiwania energii z biomasy. Pierwsze efekty tych działań widoczne są już dziś w pomniejszych miastach. Potrzeby państw tego regionu są ogromne. Nie ma jednak stałego źródła finansowania.

Brak zdecydowanych działań ze strony UE stworzył przestrzeń dla inwestycji z Chin. Bałkany są otwarte na finansowanie z Państwa Środka, a z kolei Chińczycy dysponują odpowiednią infrastrukturą i finansami pozwalającymi na stosowne inwestycje. W Polsce rozpatrujemy ten azjatycki angaż inwestycyjny jako zagrożenie. W Serbii oczekiwania są zupełnie inne – tam powyżej opisany kapitał traktowany jest jako szansa na rozwój. To naturalne poszukiwanie finansowania dla własnych projektów. Proces ten z całą pewnością będzie się pogłębiać – Bałkany schodzą na dalszy plan w polityce państw UE.

Jest jakaś szansa, że UE włączy się do gry o Bałkany?

Głównym grzechem Europy Zachodniej jest brak zdecydowania w realizacji własnych pomysłów w tym regionie. Szereg koncepcji został wstrzymany na etapie planowania, ponieważ brak jednolitości w ramach UE nie pozwalał na szybkie i zdecydowane decyzje, które potrafiły podjąć Rosja i Turcja. Oczywiście istnieje szansa na dalszą współpracę, ponieważ kraje bałkańskie są na nią otwarte. Brakuje jednak konkretnych propozycji ze strony UE. Konkurencyjny rosyjsko-turecki projekt, Turkish Stream, został zrealizowany w ciągu dwóch lat, natomiast europejski Nabucco planowany był ponad dziesięć bez powodzenia – nie podjęto dalszych działań. W tym też kontekście zauważyć można pogłębiające się relacje między Rosją i Turcją. Powód? Brak decyzyjności UE. Turcja, która jeszcze piętnaście lat temu starała się zacieśniać swoją współpracę z UE, dziś zupełnie zmieniła kierunek swoich działań. Niestety bierność Europy Zachodniej niejako „wepchnęła” to państwo we współpracę z Rosją.

Publikacja została sfinansowana ze środków Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Przedstawia jedynie poglądy autorów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych.