Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Ukraiński neopopulizm. Po wyborach zwycięzca bierze wszystko

Ukraiński neopopulizm. Po wyborach zwycięzca bierze wszystko ilustracja: Rafał Gawlikowski

Tydzień temu odbyły się wybory parlamentarne na Ukrainie. Ich wynik jest wyjątkowy i ten, kto twierdzi, że jest w stanie przewidzieć, co wydarzy się dalej, kłamie. Nowa ekipa bazowała na bardzo zróżnicowanych, nie zawsze możliwych do realizacji, a czasem wręcz wzajemnie wykluczających się oczekiwaniach wyborców. Jej program był „rozmyty”. Jak zatem będzie rządzić? Udzielenie odpowiedzi na to pytanie jest trudne – nawet zwycięzcy jeszcze tego nie wiedzą.

Po raz pierwszy w historii niepodległej Ukrainy w parlamencie może powstać większość jednopartyjna. Politycznego nokautu dokonała, sklecona naprędce i stworzona głównie z osób nieposiadających doświadczenia politycznego, formacja Sługa Narodu. Partia została nazwana jak serial, który do władzy doprowadził prezydenta – Wołodymyra Zełenskiego.

W ukraińskim parlamencie jest 450 miejsc. 225 wybiera się z ogólnokrajowych zamkniętych list partyjnych, drugie tyle w okręgach jednomandatowych, ale w 26 okręgach nie ma wyborów w wyniku rosyjskiej okupacji. Zwycięzca dysponuje zatem około 250 parlamentarzystami spośród 424.

Jeśli ta większość okaże się rzeczywista, a nie jedynie formalna, pozwoli ona nie tylko na skonstruowanie rządu pod pełną kontrolą prezydenta, ale także na uchwalanie dosłownie wszystkich jego inicjatyw ustawodawczych. Co więcej, przy udziale jeszcze kilku innych ugrupowań będzie możliwe „przepchnięcie” dowolnych zmian w konstytucji kraju.

To wyjątkowy kredyt zaufania i bezprecedensowa pełnia formalnej władzy, ale także ogromne ryzyko i wielkie niebezpieczeństwo.

Ukraiński neopopulizm

Możemy pogratulować Ukrainie przystąpienia do klubu cywilizowanych państw, w których demokracja została skutecznie zhakowana przez zaawansowany technologicznie neopopulizm.

Populizm nie jest nowym zjawiskiem na Ukrainie. Mieliśmy już polityków, którzy nazywali siebie wojownikami światła, demonstracyjnie całowali krowy lub takich, którzy obiecywali, że dokonają niemożliwego. Właściwie to większość właśnie taka była.

Politycy się nie zmienili, zmienił się populizm. Kilka lat przed wyborami na jednym z najpopularniejszych kanałów telewizyjnych zaczęto emitować serial, w którym obecny prezydent odegrał prezydenta idealnego. Co prawda idealnego zgodnie z oczekiwaniami abstrakcyjnego taksówkarza, który lubi przynudzać o polityce, ale jak się okazało – oczekiwaniami prawdziwymi. Później, już podczas kampanii prezydenckiej, mogliśmy obserwować cały szereg działań, które wyrażały zaawansowany technologicznie neopopulizm w praktyce.

Po pierwsze, polega on na skutecznym wykorzystaniu irytacji Ukraińców starą klasą polityczną , chęci wyboru „kogoś innego”. Po drugie, to umiejętne gospodarowanie „zmęczeniem wojną” tych, którzy na wojnie nie byli. W rzeczywistości zaś – zmęczenie negatywnymi wiadomościami w dziennikach i faktem, że w twoim kraju ktoś walczy, a ty jesteś bierny. Gdy sobie o tym przypomnisz, czujesz się niekomfortowo.

Po trzecie, bardzo umiejętnie podzielono elektorat na różne segmenty. Wyborcom z sowiecką mentalnością pozwolono wierzyć w to, że „prosty chłopak z robotniczego Krzywego Rogu” przywróci drogie ich sercom sowieckie święta i wzmocni status języka rosyjskiego. Patriotycznym – że osoba spoza systemu zwalczy korupcję. Naiwnie infantylnym – że „ich chłopak” rozkułaczy oligarchów i podzieli się majątkiem ze zwykłymi ludźmi, czyli z nimi samymi.

Po czwarte, wykorzystano problemy poszczególnych grup zawodowych. Przykładowo zapewniano, że ​​każdy nauczyciel będzie zarabiał co najmniej 4000 USD. Także i te obietnice padły na podatny grunt.

Te same techniki zostały wykorzystane podczas wyborów parlamentarnych. Sama marka „Ze” stała się symbolem odnowy klasy politycznej. Nawet w okręgach jednomandatowych, gdzie nie wybiera się spośród list partyjnych, ale wśród konkretnych osób, wyborcy głosowali na kandydatów z partii Zelenskiego, zupełnie nie zważając na ich biografie. Konkurenci na próżno próbowali maskować się pod barwami powyższej partii na wyborczych ulotkach i plakatach.

Sukces nowej ekipy polega na tym, że w wyniku dziesięcioleci produkowania dóbr kulturalnych dla niezbyt szerokiego grona odbiorców bardzo dobrze zbadała oraz częściowo ukształtowała ich estetyczny i polityczny gust. Później pozostało tylko dobrze wszystko rozegrać. Tak też się stało.

Kogo nie będzie w nowej Radzie?

W Radzie Najwyższej nie zasiądą nacjonaliści (w wąskim znaczeniu tego słowa). W poprzedniej kadencji również jako partii ich nie było, a w parlamencie znaleźli się tylko nieliczni deputowani z okręgów jednomandatowych. Najbardziej zbliżeni ideologicznie są do nich, choć w relatywnie miękkim wariancie, prawicowi konserwatyści z Europejskiej Solidarności. Jednak ci ostatni bardziej akcentują nieuchronność prozachodniego wektora niż etniczny nacjonalizm lub tradycyjne wartości.

W Radzie nie pojawią się komuniści, socjaliści oraz inni klasyczni przedstawicieli lewicy (w poprzedniej kadencji również ich nie było). Najbliższa do lewicowego elektoratu jest prorosyjska „Opozycyjna Platforma – Za Życiem”, eksponująca swoją miłość do sowieckiej mitologii.

Do nowej Rady nie dostało się również wielu lokalnych feudałów i polityków starego rozdania. Niektórzy z nich odmówili udziału w wyborach, ale większość po prostu nie zdołała utrzymać się pod „zieloną nawałą” w okręgach jednomandatowych. Podręcznikowy przykład to sytuacja z okręgu w Zaporożu, gdzie bardzo doświadczony milioner i wieloletni dyrektor dużego wojskowo-technicznego koncernu „Motor-Sicz”, 80-letni Wiaczesław Bogusłajew, przegrał wybory z fotografem weselnym.

Bogusłajewa nie jest żal. Pomimo że otrzymał order Bohater Ukrainy podczas prezydentury Kuczmy, jest obiektywnie bardzo prorosyjskim politykiem. Szkoda tylko, że zwycięzca, fotograf weselny i były recenzent gier komputerowych, Serhij Sztepa, cieszy się reputacją miejscowego… ekscentryka.

Co będzie dalej?

Już za miesiąc nowe zgromadzenie parlamentarne zbierze się na pierwsze posiedzenie, stworzy koalicję i rząd. Jak będzie się to odbywać? Nawet sami zwycięzcy tego nie wiedzą – nadal rozpatrywane są różne opcje.

W ciągu miesiąca poznamy apetyt nowej władzy. Czy spróbuje ona wciągnąć inne siły polityczne do koalicji i zmienić konstytucję dla własnego interesu? Czy zadowoli się pełnią obecnej władzy? W jaki sposób będzie kontrolować swoich parlamentarzystów? Jakie decyzje będą podejmowane? Tego nie wiemy.

Nowa ekipa bazowała na bardzo zróżnicowanych, nie zawsze możliwych do realizacji, a czasem wręcz wzajemnie wykluczających się oczekiwaniach wyborców. W dużej części znamy interesy biznesowe ludzi, którzy finansowali jej kampanię – przede wszystkim Ihora Kołomojskiego. Możemy odtworzyć profil psychologiczny wielu przedstawicieli nowych rządzących. Prawdę mówiąc, nie różni się on szczególnie od profilu wspomnianego na początku taksówkarza.

Nadal nie wiemy, jak przedstawiciele Sługi Narodu będą działać, mając pełnię władzy w kraju. Nie wiemy nawet, jak zachowa się wektor polityki zagranicznej. Czy politycy zwrócą się w stronę opcji prosowieckiej, której poglądy nie są przecież im całkowicie obce, czy też spróbują zdobyć przychylność proeuropejskiego wyborcy? Wielką niewiadomą pozostają również stosunki ukraińsko-polskie. Były dyrektor Instytutu Pamięci Narodowej, Wołodymyr Wiatrowycz, nie dostał się do Rady. Był 25. na liście Solidarności Europejskiej, podczas gdy z list wyborczych tej partii udało się wprowadzić jedynie 23 deputowanych do Rady.