Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Łukasz Baszczak  27 lipca 2019

Pracownicze Plany Kapitałowe nie naprawią systemu emerytalnego, ale mogą być solidnym wsparciem

Łukasz Baszczak  27 lipca 2019
przeczytanie zajmie 6 min

Każde powszechne rozwiązanie oparte na oszczędzaniu będzie miało ograniczoną siłę działania, dlatego do wspomagania indywidualnego oszczędzania emerytalnego wykorzystuje się w rozwiniętych krajach aktualną wiedzę naukową, nie tylko ekonomiczną. Współczesne programy emerytalne czerpią garściami z dorobku ekonomii behawioralnej, która szeroko wykorzystuje psychologię i inne nauki społeczne. Zgodnie z nią państwo musi tak kształtować problemy decyzyjne obywateli, aby Ci, mimo swojej niepełnej racjonalności, częściej wybierali to, co dla nich najlepsze, czyli to, co prawdopodobnie wybrałby na ich miejscu homo oeconomicus. Przykładem zastosowania takiego podejścia w praktyce są dodatkowe programy oszczędzania emerytalnego, w Polsce znane od niedawna jako Pracownicze Plany Kapitałowe.

Dlaczego obecne systemy emerytalne sobie nie radzą?

W ostatnich latach stało się jasne, że w perspektywie najbliższych kilku dekad nastąpi relatywne obniżenie poziomu zabezpieczenia finansowego osób starszych oferowanego przez powszechne systemy emerytalne. Wynika to głównie z niekorzystnej sytuacji demograficznej, choć istotne są również czynniki ekonomiczne, instytucjonalne i społeczne.

Jest to bodaj najbardziej długoterminowa forma oszczędności indywidualnych. Ich celem ma być zagwarantowanie obywatelowi bytu po zakończeniu okresu aktywności zawodowej. Z kolei z perspektywy makroekonomicznej, czyli ogólnie pojętego państwa, system emerytalny jest formą podziału PKB pomiędzy pracującą w danym okresie generację oraz pokolenie emerytów.

Taka dwoistość perspektyw przekłada się również na różne myślenie o zmianach w systemie: rząd będzie myślał o reformach krótkookresowych (bo nie ma jeszcze do dyspozycji przyszłego PKB, tylko obecne), starając się realizować cele polityczne – w końcu musi wygrać następne wybory, w których nie ma znaczenia, czy system za 50 lat będzie dobrze działał. Natomiast dla jednostkowego obywatela oszczędzanie emerytalne to przedsięwzięcie na cały okres jego aktywności zawodowej.

Większość systemów emerytalnych w krajach rozwiniętych powstała 100-150 lat temu, a ich koncepcyjne założenia były wymyślane w zupełnie innym środowisku społecznym oraz przy innym rynku pracy. Ma to nierozerwalny związek z emeryturami. W drugiej połowie XIX wieku oraz na początku XX wieku średnia długość życia była znacznie krótsza (np. w Niemczech w czasach wprowadzania systemu emerytalnego wynosiła ok. 45 lat dla mężczyzn). Osiągnięcie wieku emerytalnego było więc niepewne, stąd cały system miał charakter ubezpieczeniowy – „ryzyko” dożycia emerytury mogło, ale nie musiało się ziścić, więc system zarabiał na tych, którzy całe życie zawodowe płacili składki, ale nigdy nie otrzymali wypłat (podobnie jak ubezpieczyciel samochodowy zyskuje na tych, którym nie przydarzają się wypadki). Obecne systemy nie są ubezpieczeniowe, lecz oszczędnościowe, gdyż prawie każdy dożywa okresu wypłat.

Ponadto ponad 100 lat temu praca była znacznie bardziej jednorodna (większość ludzi wykonywała podobną) oraz było znacznie więcej pracy fizycznej– nie istniało więc tak dużych problemów z punktowym ustaleniem wieku emerytalnego, gdyż „pasował” on do większości społeczeństwa. Każdy robotnik, mniej więcej w tym samym wieku, tracił siłę i pozycję na rynku pracy. Obecnie większość ludzi nie pracuje fizycznie, więc ocena tego, w jakim wieku ktoś traci zdolności do samodzielnego generowania przychodów, jest istotnie utrudniona. Dlatego właśnie punktowy wiek emerytalny znacznie gorzej przystaje do realiów współczesnego rynku pracy.

Dawne systemy były wprowadzane, gdy zatrudnienie kobiet było o wiele mniejsze. Nie myślano wówczas o nich w kategoriach pracowników. Pochodną tego jest istnienie różnego wieku emerytalnego dla obu płci. Warto przy tym zaznaczyć, że kobiety tracą na tym, że ich wiek emerytalny jest niższy, ponieważ w takim systemie, jaki mamy w Polsce – zindywidualizowanym, gdzie wysokość wypłat jest ściśle związana z wielkością wpłat (system zdefiniowanej składki) – dłuższe oszczędzanie zapewnia wyższą emeryturę. Ponadto niższy wiek emerytalny może powodować przejawy dyskryminacji na rynku pracy, np. w postaci nierównych szans na zatrudnienie 55-letniej kobiety w porównaniu z 55-letnim mężczyzną.

Pionierskie systemy emerytalne były projektowane w większości dla robotników fizycznych płci męskiej i miały zapobiegać popadaniu takich ludzi (oraz ich rodzin) w biedę w okresie starości, kiedy nie mogliby już odnaleźć się na rynku pracy i mieć regularnych dochodów w postaci płacy.

W wielu krajach konstrukcja systemów emerytalnych nie nadążyła za zmianami gospodarczymi i społecznymi, takimi jak przejście w następną fazę trendu demograficznego (która charakteryzuje się niskimi współczynnikami płodności i umieralności oraz jest powszechnie określana jako starzenie się społeczeństw – to faza ubytku zamiast przyrostu naturalnego), zwiększenie mobilności społecznej, heterogenizacja (niejednorodność) pracy czy uczestnictwo kobiet w rynku pracy. Stwarza to problemy, m.in. w postaci zadłużenia sektora finansów publicznych, których nie przewidzieli politycy i reformatorzy sprzed 100-150 lat.

Nowoczesne państwa zdają sobie sprawę z tej sytuacji i starają się zapobiegać coraz niższej wydolności starych powszechnych systemów, tj. zbyt niskim poziomom wypłat.Warto przy tym zauważyć, że nie ma większego znaczenia, czy środki w postaci oszczędności emerytalnych inwestowane są na rynkach finansowych. W długim okresie inwestycje o wysokich stopach zwrotu się wyczerpią, a inwestowanie w gospodarce realnej ponad możliwości produkcyjne i przy braku wolnych zasobów przyniesie inflację, która zmniejszy wartość oszczędności. Zatem ostatecznie ewentualny zysk z tych środków pozostanie na poziomie stopy zwrotu równej stopie realnego wzrostu gospodarczego.

W związku z tym, że każde powszechne rozwiązanie oparte na oszczędzaniu będzie miało ograniczoną siłę działania, coraz więcej osób dostrzega konieczność stosowania dodatkowych zabezpieczeń. Pozostałe pozasystemowe sposoby zapobiegania biedzie w okresie starości z punktu widzenia jednostki to „inwestycja” w dzieci – rozwiązanie stosowane przez tysiąclecia przed wynalezieniem powszechnego systemu emerytalnego – oraz zadbanie o własną zatrudnialność w podeszłym wieku. Polityka pronatalistyczna (wspomagania przyrostu naturalnego) jest stosunkowo kontrowersyjna. Trudno obiektywnie stwierdzić jej skuteczność i budzi kontrowersje natury filozoficznej oraz ekologicznej. Z drugiej strony na zatrudnialność starszych osób bardzo trudno jest odgórnie wpływać.

Problem z powyższymi rozwiązaniami polega również na tym, że państwo ma bardzo ograniczone możliwości stymulowania zarówno wzrostu dzietności, jak i wydłużenia aktywności zawodowej (choć powinno to robić w takim stopniu, jak to możliwe), dlatego rozwiązania te zawsze będą ograniczone do określonej grupy. Zatem w rzeczywistości musi funkcjonować rozwiązanie problemu oparte na oszczędzaniu oraz musi być to rozwiązanie powszechne i obowiązkowe. Zasadne jest również uzupełnienie powszechnego systemu emerytalnego oraz indywidualnych sposobów zabezpieczenia bytu na starość o dodatkowe mechanizmy, również oparte o odsuwanie konsumpcji w czasie. Dlatego to właśnie do wspomagania indywidualnego oszczędzania emerytalnego zaprzęga się w rozwiniętych krajach nowoczesną wiedzę ekonomiczną i nie tylko. Programy oszczędzania, o których będzie mowa, czerpią garściami z dorobku ekonomii behawioralnej, która szeroko wykorzystuje psychologię i inne nauki społeczne.

Jak psychologia nauczy nas oszczędzać?

Ogólna idea behawioralnej interwencji państwa (znanej pod ogólną nazwą nudge – impuls) jest następująca: państwo może wykorzystywać wiedzę o ludzkich odchyleniach od racjonalności (mowa np. o błędach poznawczych czy po prostu ograniczonej zdolności przetwarzania informacji) i tak kształtować problemy decyzyjne, sytuacje, w których człowiek musi coś wybrać (tzw. framing decyzji), aby obywatele, mimo swojej niepełnej racjonalności, częściej wybierali to, co dla nich najlepsze, czyli to, co prawdopodobnie wybrałby na ich miejscu homo oeconomicus. Podejście to zwane jest libertariańskim paternalizmem. Państwo funkcjonuje w nim jako tzw. architekt wyboru, rzecznik racjonalnej części decydenta.

Pisząc o ograniczonej ludzkiej racjonalności, należy wspomnieć, co powoduje niemożność pozostawienia oszczędzania na starość w gestii indywidualnej. Głównym mechanizmem powodującym nieskuteczność indywidualnej strategii jest hiperboliczne dyskontowanie. Dyskontowaniem ekonomiści nazywają dokonywaną na obecną chwilę ocenę wartości przyszłych zasobów. W klasycznej ekonomii jest ono wykładnicze i bardziej spójne w czasie (stopa dyskonta jest stała, co oznacza zgodność czasową preferencji jednostki). Efekt hiperboliczny sprawia, że nadmiernie cenimy to, co w teraźniejszości, jednocześnie nie  doceniając wartości tego, co w przyszłości). Co więcej, hiperboliczność oznacza w tym przypadku, że im bardziej oddalony od nas moment bierzemy pod uwagę oraz im bardziej przyszłe aktywa czy efekty naszych działań rozpatrujemy, tym silniej subiektywnie nie doszacowujemy ich wartości. W literaturze wyodrębnienie tego efektu spotyka się pod nazwą preferencji teraźniejszości (present-biased preferences). Jest ono zaprzeczeniem klasycznego założenia o niezmienności preferencji jednostki w czasie. Przekłada się to na specyficzne problemy z samokontrolą. Częściowo powiązane z tym jest także zjawisko prokrastynacji – odkładania decyzji na później.

Oznacza to, że 30-latek, który miałby myśleć o swoich potrzebach finansowych w wieku 70 lat, prawie zawsze będzie oszczędzał za mało, ponieważ zbyt cenna jest dla niego jego pensja i teraźniejsza konsumpcja.To nie wina słabej woli lub niedostatecznego rozumienia istotności oszczędzania, ale, jak pokazują badania empiryczne, po prostu sposób działania naszego mózgu.

Zaskakująco potężnym odchyleniem od racjonalności jest preferowanie opcji domyślnej (default). Przy podejmowaniu decyzji często niemożliwe jest zachowanie pełnej bierności (brak wyboru), gdyż nawet powstrzymanie się przed aktywnym dokonaniem wyboru, jest de facto pewnym wyborem. Zachowanie statusu quo jest przecież także pewną opcją. Oznacza to, że jeśli bierny decydent zostanie postawiony przed wyborem, efektem jego niezdecydowania będzie wybranie opcji bazowej (tj. odpowiedzi przewidzianej przez architekta wyboru), która jest dokonywana automatycznie w przypadku braku aktywności decydenta. Mechanizm ten działa m.in. dlatego, że aktywne wybranie oznacza poniesienie kosztu w postaci wysiłku (efforttax).

Innym wyjaśnieniem siły opcji domyślnej jest traktowanie jej przez decydentów jako wskazówki, eksperckiej opinii wskazującej, co jest najkorzystniejsze. Taka interpretacja może być dodatkowo wzmacniana przez wykorzystywanie w przekazie medialnym heurystyki imitacji, tj. pokazywania, że większość obywateli wybiera opcję domyślną. Te i inne powody sprawiają, że na domyślne rozwiązanie decyduje się większość.

Opcja domyślna jako wskazówka ekspercka ma dodatkową wartość w obliczu kolejnego zjawiska: paradoksu zbyt dużego wyboru (choice overload). W klasycznej teorii racjonalnego wyboru nie poddaje się w wątpliwość, że im więcej alternatyw jednostka może wziąć pod uwagę, tym lepszego wyboru dokona lub, jak przynajmniej się zakłada, że liczba opcji nie ma wpływu na ostateczną decyzję. Istnieje również sytuacja, w której decydent w celu dokonania racjonalnego wyboru musi rozważyć wiele opcji. Wówczas może przyjąć on nieoptymalne rozwiązanie, ponieważ np. nie dokona wyboru w ogóle (pozostanie bierny), ze względu na fakt, iż ocena i analiza wszystkich opcji oraz ich konsekwencji będzie po prostu wymagać zbyt dużo wysiłku i czasu.

Kolejne odchylenie to peanuts effect (określenie można przetłumaczyć jako efekt „funta kłaków”), co oznacza przykładanie nieproporcjonalnie niewielkiej wagi do małych wydatków. Coś, co kosztuje bardzo mało, postrzegamy często tak, jakby nie kosztowało dosłownie nic. Z kolei stronniczość projekcji (projection bias) to tendencja do rzutowania swoich obecnych preferencji na przyszłe problemy decyzyjne (innymi słowy: utrzymywanie, że przyszłe preferencje będą identyczne z teraźniejszymi). Umysłowe księgowanie (mental accounting) sprawia z kolei, że na zmianę wzorców wydatków może wpływać jedynie zmiana etykiety składników dochodu, np. średnio więcej wyda się na odzież i artykuły dziecięce z zasiłku na dziecko – nawet dziesięciokrotnie więcej, niż wydałoby się z pieniędzy z innego źródła.

Jak skonstruować nowoczesny program oszczędzania emerytalnego?

Aby uzupełnić system powszechny i zwiększyć ogólne oszczędności emerytalne, czyli przeciwdziałać hiperbolicznemu dyskontowaniu i ograniczonej racjonalności, można wdrożyć odpowiednio skonstruowane pracownicze lub indywidualne systemy oszczędzania emerytalnego. W takich programach należy zapobiegać efektom przeciążenia decydenta przez zbyt dużą liczbę alternatyw poprzez ograniczenie opcji do wyboru.

Dobrze skrojony program powinien zakładać, że każdy zapisywałby się niego przy podpisywaniu umowy o pracę (auto-enrolment), choć nie byłoby problemu na niewyrażenie zgody na uczestnictwo w nim przez pracownika. Tego rodzaju maksymalne ułatwienie podjęcia decyzji nie tylko ogranicza wybór do prostej decyzji wejść/nie wejść, ale również łagodzi efekt prokrastynacji – odsuwania w czasie momentu podjęcia decyzji. Z takich programów można by się też w dowolnej chwili wypisać, jednak odpowiednie umysłowe zaksięgowanie środków tam zgromadzonych jako zabezpieczenia na starość zniechęcałoby do porzucenia programu i wcześniejszego podjęcia pieniędzy.

Składki odciągane od każdej pensji byłyby na tyle małe, że działałby peanuts effect. To z kolei łagodziłoby także awersję do strat, ponieważ wartość bardzo małej sumy pieniędzy jest niedoszacowana, przez co zinstytucjonalizowane jej odkładanie w sposób regularny nie jest odczuwalne, a w okresie starości zebrane w ten sposób środki mogłyby być całkiem wysokie. Zapobiegałoby się tu także stronniczości projekcji oraz preferencji teraźniejszości, ponieważ można byłoby w dużym stopniu zmieniać swój sposób uczestnictwa w programie, a przy tym ustalić domyślnie z góry, progresję wielkości składki. Takie programy indywidualnego oszczędzania emerytalnego, współkształtowane przez państwo, funkcjonują już w Wielkiej Brytanii (od 2012r.) i Nowej Zelandii (KiwiSaver– 2007 r.), a od kilku tygodni również w Polsce (Pracownicze Plany Kapitałowe).

Jak będą działać PPK w Polsce? Perspektywa indywidualna i systemowa

Działanie Pracowniczych Planów Kapitałowych polega na systemowym wsparciu dobrowolnego i prywatnego oszczędzania emerytalnego. Uczestnictwo w PPK oznacza odkładanie z pensji brutto określonej kwoty. 2% (z możliwością zwiększenia do maksymalnie 4%) płacy potrącane będzie od pracownika, 1,5% wielkości pensji brutto (pomniejszone o 18% podatku) dołoży pracodawca (podobnie jak dokłada do ubezpieczeń społecznych). Kolejne 240 zł na rok dopłacone będzie z budżetu państwa (przy spełnieniu wymagania odłożenia kwoty większej niż 6 wpłat dla pensji minimalnej).

Do PPK każdy pracownik będzie automatycznie zapisany i mimo że będzie mógł w każdej chwili zrezygnować z uczestnictwa, wręczając odpowiednie pismo swojemu pracodawcy, to od 2023r. funkcjonować będzie zasada, że co 4 lata pracodawca i tak każdego na nowo zapisuje do programu. Kontami PPK zarządzać będzie instytucja finansowa wybrana przez pracodawcę. Może to być fundusz inwestycyjny (TFI), fundusz emerytalny (PTE) lub ubezpieczeniowy fundusz kapitałowy (zakład ubezpieczeń). Środki te będą inwestowane na rynkach finansowych, a część, która pochodzi bezpośrednio z pensji pracownika, pozostanie jego prywatną własnością (dziedziczną). Część dopłacana przez państwo nie trafia do pracownika w przypadku wycofania się z PPK.

PPK są więc czymś odrębnym od powszechnego systemu emerytalnego – nie mogą go zastąpić, bo nie są obowiązkowe i nie obejmują całego społeczeństwa. Nie są również zupełną nowością, gdyż tzw. trzeci filar – czyli właśnie dobrowolne, indywidualne oszczędzanie emerytalne – istniał już wcześniej, lecz był mało popularny. Nie mają one zatem mocy eliminacji problemów systemu obowiązkowego. Środki zarządzane przez ZUS nie zmienią się, a budżet państwa nie zostanie w żaden sposób odciążony w aspekcie emerytur. Pracownicze programy mogą być natomiast sposobem na załatanie społecznego niepokoju emerytalnego, który w przyszłości potencjalnie będzie efektem niskich świadczeń wypłacanych w systemie obowiązkowym (szczególnie przy tak niskim wieku emerytalnym, jak w Polsce). Z perspektywy jednostki emerytura będzie jednym strumieniem, trudnym do podzielenia na część dobrowolnie i obowiązkowo finansowaną.

Ponadto istnieje możliwość, że w przyszłości odkładanie w dobrze funkcjonujących PPK zostanie uznane za obowiązkowe. Na razie twórcy programu takie rozwiązanie wykluczają, ponieważ zaaplikowano bardzo dużo mechanizmów służących osiągnięciu i utrzymaniu jak największej stopy uczestnictwa w planach.

Problem dodatkowego filaru polega m.in. na tym, że w szczególności biedniejsze części społeczeństwa, ludzie przechodzący często na bezrobocie i prekariusze, mogą nie być w stanie odkładać nawet niewielkich części swojego dochodu. Jeżeli brakuje pieniędzy na mieszkanie czy inne podstawowe potrzeby i na dodatek nie ma się pewnego zatrudnienia, wtedy z perspektywy jednostki oszczędzanie na emeryturę znacznie traci na istotności.

W polskim przypadku ta wada będzie być może dodatkowo wzmacniana po przeprowadzeniu zapowiadanej reformy, tj. po przeniesieniu środków z OFE do indywidualnych kont emerytalnych (IKE). IKE funkcjonują podobnie do PPK, z tą różnicą, że nie są skierowane wyłącznie do pracowników. Każdy może ustalić sobie dowolną wysokość wpłat na swoje własne konto w IKE i odkładać aż do wypłat w okresie starości (bez udziału pracodawcy czy publicznych pieniędzy). Istnieje obawa, że filary te będą sobie wzajemnie przeszkadzać, np. co biedniejsi być może wycofają swoje środki z IKE lub będą rezygnować z PPK znacznie przed emeryturą, aby zaspokoić bieżące potrzeby konsumpcyjne. Widać więc tu pewną niespójność kierunku polityki w zachęcaniu do dobrowolnego oszczędzania emerytalnego. Co więcej, przy odpowiednio dużych emeryturach z systemu powszechnego jednostki są mniej skłonne do oszczędzania indywidualnego i mają wysokie oczekiwania wobec państwa, co może powodować problemy z kooperacją wszystkich części systemu emerytalnego, np. niechęć do korzystania z IKE i PPK jednocześnie. Mimo to doświadczenia brytyjskie i nowozelandzkie pokazują, że programy podobne do PPK działają nieźle – zapisała się tam większość uprawnionych.

Diabeł tkwi w szczegółach

Wprowadzone w Polsce Pracownicze Plany Kapitałowe w zasadzie spełniają wymienione wyżej postulaty ekonomii behawioralnej, istnieją jednak pewne szczegółowe różnice. Niektóre z nich są zaletami. Na plus należy zaliczyć dobrze rozplanowaną strukturę aktywów, w które fundusze będą mogły lokować środki z kont PPK w różnych okresach. Co więcej, to pracodawca będzie zajmował się całością zawierania umów z instytucjami obsługującymi PPK. Korzystny jest także specjalny, ulgowy tryb wypłacania środków z konta w przypadku poważnej choroby pracownika.Warto również docenić zmniejszenie minimalnej wysokości wpłat ze strony pracownika dla najmniej zarabiających. Niestety, wiele innych detali polskich programów jest mocno wątpliwe.

Po pierwsze, do 2% pensji odkładanej przez pracownika na konto dodatkowo spływać będą środki od pracodawcy oraz z budżetu państwa. Wydaje się to niepotrzebnym dodatkiem, szczególnie część „państwowa”, finansowana z podatków, która przy przedwczesnym wycofaniu z PPK i tak nie trafi do pracownika). Choć stanowi ona pewną zachętę finansową do pozostania w programie, to różnorakie analizy mechanizmów i systemów opartych o automatyczne zapisanie i opcję domyślną każą przypuszczać, że to właśnie te psychologiczne czynniki są w zdecydowanie największym stopniu odpowiedzialne za wysoką stopę uczestnictwa w programach oszczędzania.

Powyższa sytuacja jest nieusprawiedliwionym angażowaniem środków publicznych. Dlaczego państwo miałoby faworyzować uczestników PPK i zwiększać im emerytury, skoro udział w nich ma być dobrowolny? System indywidualnego oszczędzania ma być wsparciem systemu powszechnego, a nie obciążeniem budżetu – i to dodatkowo stosunkowo nieefektywnym, a nawet niepotrzebnym. Właśnie z tych względów nie powinno się angażować środków publicznych w PPK.

Po drugie, wypłaty środków z PPK zgodnie z założeniem – czyli od 60. roku życia – będą przyjmować formę jednorazowej transzy lub rat rozłożonych (w opcji domyślnej) na 10 lat (z możliwością zmiany tego okresu). Jednak najkorzystniejszą formą byłby annuitet – produkt ubezpieczeniowy, który daje gwarancję otrzymywania równych wypłat do końca życia. Takie rozwiązanie pozwalałoby na wygładzenie konsumpcji w okresie starości i stanowiłoby znacznie lepsze zabezpieczenie przed biedą. Przy obecnej konstrukcji emeryt będzie musiał szacować dla siebie oczekiwaną dalszą długość życia. Czy zrobi to sam po wyjęciu na raz wszystkich środków (o ile nie chce ich również jednorazowo skonsumować), czy ustali w systemie długość okresu wypłacania rat, to tak czy inaczej będzie zmuszony rozplanować swoją konsumpcję w oparciu o swoje przewidywania, które prawdopodobnie będą nietrafione.

Wadami są również nieelastyczność wpłat i ich niewielka progresja. W polskich PPK będzie istniała możliwość dobrowolnego powiększenia wpłat z 2% do maksymalnie 4% pensji brutto. Jest to wciąż bardzo niewiele. Ponadto aby to uczynić, pracownik będzie musiał złożyć odpowiednie oświadczenie pracodawcy. Tymczasem mógłby złożyć deklarację już na początku, przy zapisywaniu się do PPK (2% byłoby opcją domyślną). Co więcej, nie przewidziano żadnej progresji tej stopy z czasem (np. po 10 latach uczestnictwa w PPK mogłaby następować automatyczna zmiana z 2% na wyższą wartość). Byłoby to racjonalne ze względu na to, że doświadczenie i staż pracy pozytywnie koreluje z wysokością wynagrodzenia pracownika, więc warto byłoby, aby wraz ze wzrostem pensji wzrastały też oszczędności. Dla kontrastu, np. w systemie nowozelandzkim przewidziano możliwość odprowadzania nawet 8% pensji brutto. Ustalenie tak niewielkiego zakresu zmian stóp oraz brak skorelowania progresji stopy oszczędności, przykładowo z długością uczestnictwa w danym Planie, to niewykorzystanie szansy na powiększenie sum gromadzonych na kontach w PPK.

PPK wsparciem, ale nie lekarstwem na problemy systemu emerytalnego

PPK na pewno nie rozwiąże kompleksowo bolączek przyszłych i obecnych polskich emerytów. Przede wszystkim dobrowolne uczestnictwo nie pozwala w pełni realizować istoty systemu emerytalnego – zabezpieczenia przed biedą na starość, z której trudno wyjść. Jednak wykorzystując ekonomię behawioralną, można tak kształtować te dodatkowe programy odkładania na emeryturę, jakim będą polskie PPK, aby oszczędzała w nich znaczna większość społeczeństwa, a późniejsze wypłaty były istotnym wsparciem, uzupełnieniem wypłat z systemu powszechnego.

W związku z tym PPK to pewne odciążenie budżetu państwa (podatników), z którego musiałyby płynąć środki, np. na zapewnienie odpowiedniego poziomu minimalnej emerytury lub stworzenie mechanizmu emerytury obywatelskiej, ponieważ to zarazem dodatkowy strumień oszczędności. Jakie korzyści wynikają z PPK?Przepływając przez rynki finansowe, może on przekształcić się w inwestycje w gospodarce realnej i w krótkim okresie zwiększyć wzrost gospodarczy (pod warunkiem, że obecnie gospodarka jest niedokapitalizowana).Ostatecznym problemem ekonomii emerytalnej pozostaje demografia. Na to dodatkowe programy oszczędzania niewiele mogą pomóc. Otwarte więc pozostają pytania o naprawę systemu powszechnego. Rozważenia wymagają takie kwestie, jak: podniesienie wieku emerytalnego (i zrównanie go pomiędzy płciami),rezygnacja z punktowo pojmowanego wieku emerytalnego na rzecz „okresu emerytalnego” (kilkuletniego okresu stopniowego rezygnowania z pracy i przechodzenia na pełną zależność ekonomiczną od wypłat z systemu emerytalnego) czy poprawa funkcjonowania rynku pracy celem zwiększenia zatrudnialności starszych ludzi, aby mogli oni mieć stały strumień dochodu w postaci pensji.