Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Wałachowski: Stwórzmy model, w którym budowanie kariery będzie możliwe poza metropoliami

przeczytanie zajmie 4 min

„Młodzi ludzie, przemysł kreatywny i wiele innych elementów kluczowych dla rozwoju koncentruje się w największych miastach. Wcześniej Unia Europejska wspierała taki model gospodarczy. Dominowała logika, że bogactwo największych ośrodków rozszerzy się z czasem na te mniejsze. Dziś wiemy, że to nieprawda. Dlatego czas na odwrotny proces do aglomeracji. Czas na deglomerację, która – planowana rozsądnie – może pozytywnie wpłynąć na bardziej zrównoważony rozwój Polski. Ostatnio opublikowaliśmy raport pt. Deglomeracja czy degradacja poświęcony tym zagadnieniom. Nasza analiza potwierdza intuicje, które promujemy w Klubie Jagiellońskim od kilku już lat” – stwierdził Karol Wałachowski w programie Barometr Bartusia na portalu Dziennika Polskiego.

„Model polaryzacyjno-dyfuzyjny na szczęście przestaje obowiązywać. Nowa unijna perspektywa finansowa podąża bardziej w stronę zrównoważonego rozwoju. Dla ogółu gospodarki dużo lepiej mieć kilka lub kilkanaście średnich miast niż jedno duże, które zasysa cały potencjał danej gospodarki. Paradygmatycznym przykładem jest tutaj Budapeszt na Węgrzech. Takiego modelu rozwojowego w Polsce za wszelką cenę musimy uniknąć” – ocenił Wałachowski.

„Na szczęście mamy za sobą czas, w którym politycy mogą przemieszczać działalność gospodarczą z jednego miejsca na drugie. Jako państwo możemy natomiast przenosić urzędy do innych miejsc. Przebadaliśmy, że około 90% wszystkich centralnych urzędów w Polsce mieści się w Warszawie. Właśnie dlatego mamy problem z zatrudnieniem w sektorze publicznym. Stolica to najlepszy rynek. Płace są zdecydowanie większe w sektorze prywatnym niż państwowym, toteż brakuje rąk do pracy. W małych i średnich miastach perspektywa ta wyglądałaby zupełnie inaczej. Jeśli jakikolwiek centralny urząd przenieść np. do Tarnowa, to wówczas zatrzymalibyśmy tam wielu zdolnych i młodych ludzi, którzy z braku alternatyw muszą pracować w Krakowie” – stwierdził nasz ekspert.

Karol Wałachowski porównał również naszą sytuację osadniczą z innymi państwami Europy: „Przebadaliśmy przykłady z Wielkiej Brytanii i Szwecji, które mają najlepszą administrację na świecie. Przebadaliśmy również te kraje, które mają podobną do naszej strukturę osadniczą, a więc: Czechy, Estonię oraz Niemcy. Przykłady te pokazały, że przeniesienie urzędu napędza lokalną gospodarkę. Potrzebne są nowe usługi, administracja przyciąga prywatne inwestycje, nagle potrzebne są firmy remontowe, etc. Okazuje się więc, że mogę mieszkać tam, gdzie reszta mojej rodziny i w swoim mieście budować karierę zawodową”.

„Jednak w tym wszystkim potrzebna jest duża ostrożność. Po pierwsze nasze państwo musi się nauczyć, jak przenosić. W naszym badaniu doszliśmy do wniosku, że istnieje około 30 urzędów, których relokację możemy zacząć rozważać. W Niemczech każda metropolia ma swoją specjalizację i urzędy, które w niej funkcjonują właśnie tej specjalizacji są poświęcone. Przenosząc to na polski grunt – w Olsztynie mamy najlepszy wydział kartografii w kraju. Dlaczego odpowiedni urząd nie mógłby znajdować się właśnie tam? Oczywiście trzeba to robić z głową. Czasem może się okazać, że koszty przeniesienia będą większe od pozytywnych skutków w przyszłości” – zastrzegał Wałachowski.

„W każdym państwie, które działa na kilku szczeblach będą istniały napięcia między tymi szczeblami. Im proces decyzyjny jest bardziej bezpośredni, tym okazuje się bardziej skuteczny. Radny osiedlowy czy wójt gminy będzie lepiej wiedzieć, jak naprawić lokalną drogę niż ktoś z urzędu położonego 200 km dalej. Osobiście życzyłbym sobie, aby decyzję były podejmowane na jak najniższym szczeblu przy jednoczesnym wsparciu dużych programów rozwojowych będących impulsami płynącymi z centrali. Takim pomysłem jest tzw. plan Morawieckiego, o którym niestety zapomniano” – konkludował Karol Wałachowski.